Październikowy FUNDAY BOX - Fall in Love

Październikowy FUNDAY BOX - Fall in Love

Lubicie jesień? Ja niekoniecznie. Przypomina mi o przemijaniu, że kończy się beztroski letni czas (mimo, że od dawna beztroski nie jest) i zaraz robi się nostalgicznie. Na szczęście początek jesieni przyniósł ciepłe, słoneczne chwile, które pozwoliły łagodnie wejść w nową porę roku. Nie mogło to trwać w nieskończoność i w końcu przyszły deszczowe mgliste dni. Najchętniej przeczekałabym je pod kocem z kubkiem gorącej herbaty. Zapewne każdy ma  swój sposób na umilenia jesiennej słoty. Mój ostatni weekend został na przykład osłodzony różowym pudełkiem Funday Box. Przedstawiam Wam październikową edycję Fall in Love.


Na wierzchu pudełka znalazłam piękny katalog, który wyjaśnia co znajduje się w środku. Przyznam, że zaskoczył mnie ciężar boxa, który odebrałam od kuriera. Sami zobaczcie co odkryłam w środku.






W kopercie znalazła się mała naklejka, Funday Plan z wypisanymi wszystkimi markami i ich namiarami, a także kody rabatowe - łapcie kody i korzystajcie, jeżeli macie ochotę :)





W środku znalazłam 11 produktów, próbkę kremu i zniżki.

  • Pasta do zębów, Rapid White
  • Rękawica do masażu ciała, Delete
  • Tonik Pure Neuroli + próbka kremu do rąk, Evree
  • Napój, Chias
  • Naturalną przekąskę, DayUp
  • Krówki Toffi, Super Krówka
  • Piernikowe masło orzechowe, Primavika
  • Saszetka, Yeah Bunny
  • Naklejki, Yeah Bunny
  • Naklejki na paznokcie, MylaQ
  • Peeling kawowy, Mr.Scrubber




Przyznaję się, pierwsze w ruch poszły krówki. Prócz ładnego opakowania mają ciekawy smak. Produkty jedzeniowe ucieszyły nie tylko mnie - mój mąż już się na nie czai. Bardzo mnie ciekawi marka Mr.Scrubber. Po przejrzeniu ich sklepu, zapowiadają się ukraińską wersją Lush'a. Maseczki, peelingi do ust wyglądają  ciekawie. Chętnie wypróbuje kawowy peeling od nich, który znalazłam w boxie. Do tego rękawica do masażu ciała od Delete i jesienne SPA czas zacząć. Saszetek i portfelików na zamek nigdy dość, więc i ten na pewno znajdzie zastosowanie. Podobnie mam z naklejkami - uwielbiam je! Ogólnie uwielbiam sklepy papiernicze i kaligraficzne, dlatego takie rzeczy zawsze mnie cieszą.





Jak Wam podoba się zawartość październikowego Funday Box'a?


Czym najbardziej lubię nakładać podkład mineralny - Pędzle Annabelle Minerals

Czym najbardziej lubię nakładać podkład mineralny - Pędzle Annabelle Minerals

Mam wrażenie, że podkłady mineralne zrewolucjonizowały świat makijażu. A na pewno zrewolucjonizowało mój świat. Kosmetyki te nie tylko wpływają na efekt wizualny, ale też dbają o cerę. Ich największą zaletą są proste, naturalne składy, w których znaleźć można nadającą delikatnego blasku mikę, pomocny w walce z drobnymi wypryskami, antybakteryjny tlenek cynku oraz zapewniający doskonałe krycie dwutlenek tytanu, który dodatkowo chroni skórę przed promieniowaniem słonecznym UVA/UVB na poziomie około 15 SPF. Sama produktów mineralnych używam około dwóch lat i nie wyobrażam sobie  zaprzestać. Prócz samych kosmetyków ważnym aspektem jest również sposób ich nakładanie. Do tego najlepszą pomocą są dla mnie pędzle. To je właśnie chcę Wam przedstawić w tym poście.


Od lewej Flat Top, Short Top, Kabuki

Zacznijmy może jednak od tego jak nałożyć mineralny podkład mineralny? Podkład mineralny można aplikować na mokro, spryskując delikatnie włosie pędzla wodą termalna, wodą mineralną czy hydrolatem. Dobrze do tego nada się również zwilżona gąbeczka. Podkład mineralny można również połączyć z kremem, olejkiem lub innym płynnym podkładem. Sposobów jest na prawdę wiele, przyjrzyjmy się jednak dokładnie pędzlom. Sama używam tylko nakładania na sucho przy użyciu pędzla na wcześniej nakremowaną twarz. Aby uzyskać dobry efekt:
  • Należy wysypać odrobinę pudru na wieczko lub inną czystą powierzchnię.

  • Delikatnie przyłożyć pędzel do powierzchni kosmetyku.

  • Otrzepać nadmiar produktu o wierzch dłoni lub brzeg pokrywki.

  • Cienką warstwę pudru rozprowadź po twarzy kolistymi ruchami, kierując pędzel od wewnętrznych partii twarzy ku zewnętrznym, co zapewni równomierną aplikację i brak nierówności. 

  • Rozprowadzam podkład aż za linię żuchwy, w kierunku szyi.
  • Jeżeli chcę uzyskać mocniejsze krycie stępluję pędzlem po skórze, ewentualnie nakładam drugą warstwę podkładu.

Do pracy z podkładem mineralnym mam pięć pędzli. Pędzel Kabuki mini od Lily Lolo, pędzel Kabuki od Vita Liberata i trzy pędzle od Annabelle Minerals, które omówię poniżej.

W zależności od tego jaki pędzel wybierzemy taki efekt krycia uzyskamy na skórze. Zaznaczę jeszcze, że wszystkie pędzle są z włosia syntetycznego i posiadają bambusowy trzonek.


Pędzel Kabuki posiada zaokrąglone, dwukolorowe włosie. Jest bardzo miękki. Możemy osiągnąć przy jego użyciu delikatne lub średnie krycie. Nakładamy pokład okrężnymi ruchami lekko dociskając. To mój faworyt. Poranny makijaż przebiega szybko i sprawnie. Łatwo się go domywa i dość szybko schnie. Jego cena to 32,90 zł.





Pędzel Short Top zapewni bardzo mocne krycie. Należy nakładać podkład ruchami stęplcującymi a następnie rozetrzeć. Jego włosie jest gęste zbite, również dwukolorowe. Ciężko go niestety domyć i bardzo długo schnie. Osobiście najrzadziej po niego sięgam. Jego cena to 39,90 zł.


Pędzel typu Flat Top jest ścięty na górze. Ma dwukolorowe włosie, jak pozostałe pędzle. Jest gęstsze niż przy kabuki. Daje krycie średnie do mocnego, ale to on pozwala dobrze wykorzystać pigmentację podkładu matującego. Lubię go używać jeżeli zależy mi na mocniejszym makijażu. Jego cena to 32,90 zł.



Używacie podkładu mineralnego?
Czym go nakładacie?
Denko czyli ostatnio zużyte produkty w minirecenzjach! M.in. Lush, Only BIO, Nabla, Blend it!, Serum ze złotem i szampon ze ślimakiem.

Denko czyli ostatnio zużyte produkty w minirecenzjach! M.in. Lush, Only BIO, Nabla, Blend it!, Serum ze złotem i szampon ze ślimakiem.

Wiem, wiem, pokazuję śmieci. Jednak jak dla mnie to najlepszy sposób na zebranie zużytych produktów i napisanie o nich kilku słów. Bezsensu byłoby rozpisywanie się o każdym produkcie z osobna, chociaż bywa i tak, że od czasu do czasu pełna recenzja się ukazuje. Szczególnie jeśli produkt na to zasługuje :) Przejdźmy w takim razie do przeglądu poniższych kosmetyków. Może Was coś zainteresuje lub poznacie jakieś nowe produkty. Dajcie znać w komentarzu! 


Z kąpielowych produktów jestem w całości zadowolona. Wersji zapachowej Dziurawiec jest moim faworytem spośród żeli pod prysznic Yope. Tu nie mam do czego się przyczepić konsystencja, wydajność, wygląd opakowania - wszystko jest na tak! Tym bardziej, że można go dostać już w cenie około 14 zł za 400 ml. Peelingi do ciała Body Boom miała w wersji mini i oba zapachy mi się podobały. Banan jaki i mango pachniało bardzo przyjemnie. Po kąpieli zapach roznosił się po całym mieszkaniu. Kawowy peeling z drobinkami soli to mocne zdzieraki, a zawarte w składzie olejki zostawiają skórę nawilżoną. Z LUSH zużyłam dwie kule do kąpieli - The Comforter i Intergalactic. Pierwsza różowa, pięknie pachnąca i dająca dużo piany. Druga z brokatem, która rozpuszczając się robi tęcze i równie pięknie pachnie. Z kulami z LUSH jest tak, że pachną mega intensywnie. Swoje zakupiłam w maju, a zużyłam dopiero we wrześniu. Przez ten czas zapach stracił dużo na intensywności, dlatego nie warto ich odkładać na długo, ani według mnie robić sporych zapasów.


Mydła w płynie Yope są już stałym bywalcem czy to u mnie czy to u mojej mamy. Zawsze muszę mieć jakiś zapas i przeważnie robię je przy jakieś większej promocji. Podobnie jak żel opisany powyżej, tutaj też nie mam się do czego przyczepić. Jeżeli czytacie mojego bloga, to na pewno zauważyliście, że praktycznie w każdym tego typu pości znajduje się przynajmniej jedno opakowanie mydła Yope :)


Smarowidła do ciała u mnie są traktowane trochę po macoszemu. Niby lubię, ale często zapominam. Na pewno bardzo dobrze używało mi się masła do ciała kwiat wiśni i róży od Wellness & Beauty. Dostaniecie go w Rossmannie za ok 15zł. Ma na prawdę przyjemną konsytencję i piękny zapach. Przyznam, że odkręcane opakowania zdają u mnie egzamin, jeżeli chodzi o balsamy czy masła do ciała. Próbka brązującego balsamu z Palmer's jest tak na prawdę sporych rozmiarów i starczyła na kilka użyć. Produkt ma bardzo mocny zapach, który kojarzy mi się z super słodkimi perfumami. Unosi się on cały dzień po aplikacji na skórę, co jednym może się nie podobać. Mi zapach odpowiadał mimo jego mocy. Zaznaczam, że nie jest to typowy samoopalacz, który od razu pozostawia pomarańczowy kolor na skórze. Daje raczej lekki efekt, ale nie trzeba się bać o plamy. Próbka balsamu do ciała marki D'Alchemy dołączona była bodajże do gazety ELLE. Kupiłam, bo byłam szalenie ciekawa czym mnie może zaskoczyć balsam za ponad dwie stówy. Co mogę powiedzieć, po zużyciu 15 ml? Kosmetyk ma bardzo lekko formułę, pachnie cytrusami i szybko się wchłania. Zaglądając na stronę producenta, dowiedziałam się, że tą próbkę można zakupić u nich na e-sklepie - uwaga! W cenie 59zł. Cieszę się, że mogłam przetestować produkt, ale jednak cena mnie nie zachęca do zakupu.


W pielęgnacji twarzy dna dobił peeling enzymatyczny Norel. Zakupiony był w pojemności gabinetowej i nie chciał się skończyć :) Bardzo lubię produkty marki Norel i ten kosmetyk zapewne powróci na łazienkową półkę. Płyn micelarny Only Bio zamknięty jest w masywną, szklaną butelkę z dozownikiem zakończonym pompką. Jest to wygodne rozwiązanie jeżeli chodzi o domową łazienkę, ale absolutnie nie praktycznie przy podróżach, ponieważ opakowanie jest bardzo ciężki i do tego istnieje ryzyko rozbicia. Kosmetyk był wydajny, zmywał przyzwoicie, ale z tuszem miałam wrażenie nie szło mu tak dobrze. Skusiłam się też wypróbować dwuetapową pielęgnację oczyszczanie i serum do cery tłustej Le Cafe mimi. Osobno mamy maskę, która ma usuwać nadmiar sebum, oczyszczać pory i dodatkowo uspokajać podrażnienia. W osobnym pojemniczku mamy nawilżające serum do twarzy. Mimo małej pojemności spokojnie można  wykonać zabieg około trzy razy. Po użyciu skóra faktycznie jest oczyszczona i nawilżona, a na drugi dzień make up trzyma się lepiej. Krem na noc z O2Skin to moje drugie zużyte opakowanie. Podobnie jak poprzednio jestem zadowolona. Krem dobrze nawilżał skórę. Kolejny zużyty produkt to GlySkinCare - Serum kolagenowe ze złotem. Dostałam go do testów podczas spotkania blogerskiego i chwilę leżał w zapasach. Jakoś nie wierzyłam w obietnice producenta jakoby miał cudownie nawilżać skórę itd. Wzięłam go jednak do pielęgnacji skóry i stosowałam pod krem rano i czasem wieczorem. Tu musze przyznać, że ma super lekką, wodnistą konsystencję, która faktycznie dobrze współgrała z kremami, które później nakładałam. Skóra faktycznie polubiła się z tym produktem. Krem marki Bartos Ruby Vine znalazł się tutaj, ponieważ się rozwarstwił. Czekał sobie grzecznie na swoją kolej w zapasach i przy próbie zadozowania kremu, produkt tryskał na wszystkie strony. Po otworzeniu okazało się, że krem się rozwarstwił. Napisałam do producenta, przedstawiając mu całą sytuację. Dostałam informację, że sprawdzili partię i nic nie wskazuje by coś się działo na producji i prawdopodobnie zawiódł węzeł dostawczy. W każdym razie dostałam nowy krem, co jest bardzo miłym gestem. Z tym na szczęście jest wszystko w porządku, zaczęłam go już nawet używać.


Włosowa pielęgnacja to zestaw marki Halier. Pełną recenzję znajdziecie w tym wpisie → DUET DO PIELĘGNACJI WŁOSÓW Z KOLEKCJI FORTESSE MARKI HALIER.   Świetnym produktem okazała się również odżywka do włosów delikatnych DUCRAY EXTRA-DOUX. Faktycznie po jej użyciu włosy miękkie i nawilżone. Nie puszyły się i nie elektryzowały, a do tego łatwo się rozczesywały. Niestety kolejna odżywka Tsubaki przywieziona z Japonii, sięgnęła dna. Ta odżywka ma w sobie silikony, ale używa na końce włosów, bardzo fajnie je dociąża i do tego ma piękny, intensywny zapach, który długo utrzymuje się na włosach. Dna sięgnął również szampon marki _Element z filtratem śluzu ślimaka. Nie zawiera on SLS, a sam filtrat jest wysoko w składzie. Faktycznie nie przesusza skóry głowy, a dobrze ją oczyszcza. 


O dziwo, tym razem z kolorówki też mam kilka produktów. Dna sięgnęła niestety kredka do brwi Nabla w odcieniu Jupiter. Więcej o niej przeczytacie → PORÓWNANIE KREDEK DO BRWI - NABLA KONTRA GOLDEN ROSE. Dna sięgnęła również matowa pomadka w płynie Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick w odcieniu 03. Muszę podkreślić, że zdenkowanie pomadki to na prawdę coś. Prócz ochronnych rzadko zdarza mi się to zrobić. Do kosza idzie tusz do rzęs L'Oreal Paradise Extatic. Ma piękne opakowanie, bardzo dużą szczoteczkę i daje piękny efekt pogrubionych rzęs. Wszystko pięknie, tylko ma jedną zasadniczą wadę - niemiłosiernie się osypuje! A przy pomalowaniu dolnych rzęs, robi pandę. Mini gąbeczka Blend it! też idzie już do kosza. W sumie od czerwca przestałam używać gąbeczek i przerzuciłam się na wklepywanie korektora palcami. Zostawiam Wam jeszcze wpis → PORÓWNANIE GĄBECZEK DO NAKŁADANIA MAKIJAŻU - BEAUTY BLENDER VS BLEND IT! KTÓRA JEST LEPSZA?. A na koniec do kosza lądują dwa lakiery hybrydowe Claresa, które się rozwarstwiły.

Odżywki do rzęs bez bimatoprostu, Regital Lash - efekty, zdjęcia przed i po i moja opinia

Odżywki do rzęs bez bimatoprostu, Regital Lash - efekty, zdjęcia przed i po i moja opinia




Cześć! Przyznam szczerze, że ten wpis ma bardzo duże opóźnienie. Mimo tego, że zdjęcia zrobione zostały już dawno temu, zarys postu "wisiał w Wersji Roboczej". Wychodzę jednak z założenia, że co się odwlecze to nie uciecze. Odżywki do rzęs są nadal popularne, także tematyka jest jak najbardziej aktualna. Sama marzę by posiadać wachlarz gęstych rzęs wokół oczu. Oczywiście bez przerysowania, najlepiej by wyglądało to naturalnie. Niestety genetyki nie przeskoczę. Obraz jest taki, że mam krótkie i proste rzęsy, których z daleka w ogóle nie widać. Dopiero porządna dawka maskary sprawia, że rzęsy jako tako wyglądają.

Czy jest coś, co można z tym zrobić? Przedłużanie, zagęszczanie rzęs, doklejanie kępek. Tylko to nie jest na zawsze...trzeba pamiętać o codziennym klejeniu pasków, albo uzupełnianiu wypadających kępkach. Inaczej wygląda to nieciekawie. Co zrobić by budzić się rano i rzęsy już wyglądały dobrze? Odżywiać!

Przyznaję się bez bicia - używam sporo kosmetyków. Staram się to robić racjonalnie, w miarę potrzeb. Najważniejsze jednak jest dla mnie bezpieczeństwo. Jeżeli jakiś produkt mnie uczuliła, staram się dojść jaki składnik może za tym stać. Podobnie jest w ze składnikami kontrowersyjnymi - staram się ich unikać. 


Odnośnie składników kontrowersyjnych, przybliżę teraz substancję zwaną bimatoprostem, która bardzo często znajduje się w odżywkach do rzęs. Jest to syntetyczny związek odpowiadający hormonowi z grupy prostaglandyn. Substancja ta wykorzystywana jest do kropli do oczu, które silnie obniżają ciśnienie śród i okołogałkowe. Efektem ubocznym stosowania preparatów na bazie bimatoprosu jest wzrost rzęs, zwiększenie ich ilość, długości i poprawa grubości, a także wzmocnienie ich kondycji i pogłębienie naturalnego koloru. Niestety istnieje tez bardzo dużo efektów negatywnych. Bimatoprost może powodować między innymi: przekrwienie spojówek, świąd, stany zapalne rogówki i spojówki, uczucie pieczenia i podrażnienia oczu, łzawienie, pogorszenie ostrości widzenia, ból oka i głowy, wzmożoną pigmentację tęczówki (barwnej części oka) oraz skóry wokół oczodołu, wynikającą ze zwiększenia zawartości melaniny w melanocytach. Ciemnienie skóry wokół oka powinno ustać po kilku tygodniach lub miesiącach od zaprzestania stosowania bimatoprostu, jednak inne efekty uboczne, takie jak zmiany zabarwienia tęczówki, mogą mieć charakter trwały.

Jakoś nie wyglądają zachęcająco wymienione tutaj zagrożenia, wynikające z chęci posiadania ładniejszych rzęs. No dobrze, ale nie tylko bimatoprost znacząco poprawia kondycje rzęs. I tutaj chciałabym Wam przedstawić polską odżywkę do rzęs, na którą się skusiłam po przeczytaniu składu - Regital Lash.



Skład: Water, Hyaluron Acid, Collagen, Cucurbita Pepo Pumpkin Seed Extract, Sphingolipid, Myristoyl Pentapeptide-17, Arginine.

  • Water – woda
  • Hyaluronic Acid – kwas hialuronowy. Długotrwale nawilża i wygładza powierzchnię rzęs.
  • Collagen – kolagen, białko. Naturalnie występuje w strukturze włosa. Wygładza powierzchnię rzęs, nadaje im połysku oraz zapobiega ich wypadaniu.
  • Cucurbita Pepo Pumpkin Seed Extract – ekstrakt z dyni. Bogaty w witaminy i minerały. Nawilża, wzmacnia i zapobiega wypadaniu rzęs.
  • Sphingolipid – złożone, długołańcuchowe lipidy. Są nośnikiem substancji czynnych, zapobiegają utracie nawilżenia.
  • Myristoyl Pentapeptide-17 – peptyd, stymuluje wzrost rzęs. Sprawia, że stają się gęstsze i grubsze.
  • Arginine – arginina, aminokwas. Jest niezbędna do prawidłowego wzrostu włosa. Bierze udział w syntezie kolagenu.

Jak widzicie skład jest prosty i przyjemny.


Serum zakupiłam dokładnie 2 lipca w aptece internetowej. Cena preparatu waha się bardzo mocno i sięga nawet 90 zł! Mi udało się kupić Regital Lash za coś około 30 zł. Nie wiem skąd aż tak duża rozpiętość. 

Odżywkę skrupulatnie stosowałam tak jak zaleca producent - przez 6 tygodni, nakładając pędzelkiem (tak jak eyeliner), wieczorem przed senem. 



Poniżej znajdują się zdjęcia (no make up) przed i po stosowaniu odżywki Regital Lash. 

Prawe oko przed kuracją

Prawe oko po 6 tygodniach stosowania odżywki

Lewe oko przed kuracją

Lewe oko po 6 tygodniach stosowania odżywki

Jak możecie zauważyć rzęsy stały się dłuższe, tak jakby ciemniejsze i gęstsze. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona działaniem odzywki. W trakcie kuracji nie miałam żadnych problemów ze szczypaniem czy podrażnieniem oka czy skóry wokół oczu. Pędzelkiem łatwo było sunąć wzdłuż lini rzęs.

Następnym krokiem do naturalnego upiększenia rzęs było poddanie się zabiegowo laminacji rzęs, ale o tym przy innej okazji ;)
Nowości ostatnich miesięcy - FUNDAY BOX, przesyłki, zakupy

Nowości ostatnich miesięcy - FUNDAY BOX, przesyłki, zakupy

Ostatnio trochę produktów do mnie trafiło i pora w końcu je przestawić. Muszę wziąć przejrzeć swoje kosmetyczne zapasy i zrobić w nich w końcu porządki.  Wpisuję to na swoją listę do zrobienia. Sierpniową edycję pudełka FUNDAY BOX pokazywałam tylko na Instagramie. Nie udało mi się robić o nim osobnego postu i w końcu stwierdziłam, że przedstawię go Wam w tym wpisie. Mamy już jesień, a pudełko jest słoneczne, letnie i chyba jeszcze lepiej się go ogląda. Przypomina ciepłe lato :) Była to dokładnie edycja brzoskwiniowa - Typical Tropical. 

Jeżeli chodzi o zawartość to w środku znalazłam:
  • Notatnik Yeah Bunny
  • Naklejki Yeah Bunny
  • Rozświetlacz Miyo
  • Puder mineralny AFFECT
  • Lakier hybrydowy mylaQ
  • polerka do paznokci mylaQ
  • Antyperspirant 72h BasicLab
  • Peeling kawowy Body Boom
  • choker i kolczyki Lolita Accessories
  • wafel proteinowy BodyPak
  • Herbata BigActive
  • DayUp Black
  • ChaiMate Wildgrass







Bardzo podoba mi się brzoskwiniowy design. Rozświetlacz i puder są moimi faworytami jeżeli chodzi o kosmetyki. Brzoskwiniowy odcień lakieru jest piękny, a spożywcze dodatki zostały już dawno pochłonięte. Jestem pozytywnie zaskoczona oprawą graficzną herbaty - brawa dla Herbapola za dołożenie większej uwagi do opakowań.


Wrześniowa edycja została pokazana w poprzednim poście. Dla ułatwienia zostawiam link → FUNDAY BOX EDYCJA WRZEŚNIOWA - MIĘTOWY BUSY DAY


Ostatnio zrobiłam spore zapasy produktów Yope. Można było je dostać w bardzo dobrych cenach w SuperPharm jak i w Lidlu. Chociaż w tym drugim pokazują się okazjonalnie i bardzo szybko znikają. Skusiłam się również na bardzo przyjemny - słodki, ale zarazem rześki zapach Vanilla Lime z Yankee Candle. 


9 września obchodzony jest (sama dowiedziałam się dopiero ostatnio) Dzień Urody. Z tej okazji Drogeria Pigment wysłała do mnie paczkę niespodziankę.


W paczce znalazła się materiałowa torba z logiem Pigmentu (jeszcze starym), która bardzo spodobała się mojej mamie. Jest teraz jej ulubioną torbą zakupową.


Nie obyło się również bez zakupów w Drogerii Pigment, skorzystałam z kodu -20%. Zawieruszył mi się gdzieś lipowy płyn micelarny z Sylveco i krem arganowy pod oczy z Nacomi. Kupiłam je by uzupełnić zapasy. Z Equilibra wzięłam jeszcze aloesowy szampon przeciw wypadaniu włosów.


Z marki Bartos zepsuł mi się krem, który dostałam do testów podczas Konferencji Meet Beauty. Po napisaniu maila z załączonym zdjęciem, opisem sytuacji oraz numerem partii dostałam nowy krem Ruby Vine i dodatkowo płyn micelarny do przetestowania.


A na koniec zakupy z Targów Kosmetyków Naturalnych - Ekotyki. Poniżej tylko mydełka z Republika Mydła. Więcej znajdziecie we wpisie → JESIENNE TARGI KOSMETYKÓW NATURALNYCH EKOTYKI - KATOWICE 29 WRZEŚNIA 2018. JAKIE MARKI BIORĄ UDZIAŁ I MOJE ZAKUPY Z KRAKOWSKIEJ EDYCJI.


Znacie któryś z pokazanych produktów? :)

FUNDAY BOX edycja wrześniowa - miętowy Busy Day

FUNDAY BOX edycja wrześniowa - miętowy Busy Day


Już październik, a ja dopiero przychodzę z postem dotyczącym wrześniowego Funday Box'a. Dla tych którzy pierwszy raz słyszą o pudełku, już spieszę z wytłumaczenie. Funday Box czyli projekt marki Yeah Bunny to wychodzące co miesiąc pudełko, które można upolować na stronie www.fundaybox.pl. Paczka dotarła do mnie równo tydzień temu. Wysyłka zazwyczaj jest w okolicach 20 dnia danego miesiąca. Można zamówić pojedyncze pudełko w cenie 79zł lub 3 miesięczny pakiet w cenie bodajże 177zł. W międzyczasie pojawił się również box specjalny - Back To School, skierowany dla młodzieży szkolnej. Niestety ja już dawno wrześniowy pierwszy dzwonek mam za sobą. Za to codziennie mam zabiegany dzień, dlatego motto wrześniowego pudełka "Busy Day" bardzo mi się spodobało.


Bardzo podoba mi się miętowo pastelowa oprawa graficzna. Jak zawsze jest na bardzo wysokim poziomie. Jeżeli nie widzieliście wcześniejszych pudełek, zostawiam Wam poniżej linki.


Na samym wierzchu dołączony jest katalog z opisem wszyskich produktów znajdujących się w środku. Powtórzę się, ale bardzo podoba mi się to, że jest on spersonalizowany przez wpisanie ręcznie imienia zamawiającego.



Karteczka z planem na fun, a z tyłu namiary na marki wraz kodami rabatowymi. Kodami oczywiście możecie się częstować :)



A zawartość prezentuje się tak:

  • Notesik z rozpiską godzinową plus długopis, Yeah Bunny
  • Arkusz naklejek, Yeah Bunny
  • Bazyliowa Maska do włosów, Elfa Pharm 
  • Szczotka do włosów, Tangle Angel
  • Miętowy cień do powiek, Annabelle Minerals
  • Pędzel do blendowania P64, Hulu 
  • Lakier hybrydowy, MylaQ
  • Napój imbirowy, Sobear
  • Kod na przejazd, mytaxi
  • Próbeczki, Hagi





Motyw kwiatowy notesika i naklejek jest piękny. Dobrze, że nad godziną 8 jest trochę miejsca, bo u mnie czasem potrzebny jest planning od wcześniejszych godzin ;)


Bardzo lubię podkłady Annabelle Minerals. Do cieni muszę się jeszcze przekonać, póki co używam koloru Vanilla, który jest praktycznie kolorem skóry. Fajny do makijażu make up no make up. 


Napój ma świetną grafikę, jest bardzo oryginalna, podobnie jak smak. Co prawda nie często sięgam po napoje, ale raz na jakiś czas jak już najdzie mnie ochota... :) Wtedy na pewno kupiłabym napój marki Wildgrass (ChaiKola, Sobear), bo są znacznie mniej słodkie, a dalej orzeźwiające i smaczne. Widziałam je nawet w kilku knajpkach w Krakowie i ponoć są do kupienia w Żabce.


Maskę do włosów znam, używałam już całą bazyliową serię. Cieszę się z jej obecności, bo dobrze wspominam odżywkę i maskę właśnie. Lakierów do paznokci nigdy dość, nowy kolor, którego nie mam jeszcze w swojej kolekcji. Military green to brudne khaki, które fajnie będzie wyglądać według mnie ze złotymi i jasnymi akcentami. Pędzli do blendowania również nigdy dość, a markę Hulu bardzo chciałam poznać. Pędzelek nie jest mocno zbity, z włosia naturalnego i faktycznie ładnie rozciera cienie. Szczotka Tangle Angel jest prawdopodobnie gwiazdą tego pudełka. Mam dwie wersje szczotek Tangle Teezer i jedną Wet Brush i nie wyobrażam sobie czesać się już zwykłą szczotką czy (!) grzebieniem. Kod na przejazd taksówką na pewno się przyda. A próbki produktów Hagi z miłą chęcią zużyję. Bardzo ciekawa jestem ich olejku z drobinkami.


Jak Wam się podoba zawartość? 
Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger