Pokazywanie postów oznaczonych etykietą denko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą denko. Pokaż wszystkie posty
Szybkie recenzje ostatnio zużytych kosmetyków czyli ogromne Denko m.in. Creamy, Your Natural Side, BasicLab, Bartos i najlepszy krem pod oczy jaki używałam

Szybkie recenzje ostatnio zużytych kosmetyków czyli ogromne Denko m.in. Creamy, Your Natural Side, BasicLab, Bartos i najlepszy krem pod oczy jaki używałam

Pokazane w tym poście zużyte produkty pochodzą z bardzo długiego okresu. Leżakowały sobie w torbie, aż w końcu nadszedł czas na ich wyrzucenie. Zdążyłam jeszcze pstryknąć kilka fotek, bo szkoda byłoby nie wspomnieć jak się u mnie sprawdziły. W końcu nadal jestem zdania, że takie podsumowanie daje później szerszy obraz na to czy warto wrócić do danego kosmetyku. Przy okazji mam pewne przemyślenie. Faktycznie produkujemy ogromne ilości śmieci. Mimo, że nadal jednym z czynników, które przyciąga mnie do kupna jakiegoś produktu jest opakowanie, to warto spojrzeć na tą sprawę z perspektywy eko. Temat jest szeroki i na pewno napiszę o tym więcej. Zróbmy jednak szybki przegląd tego co wykończyłam w swojej kosmetyczce.  


Na początek świetny mus do ciała od ciała od Mydlarni 4 Szpaki. Pachnie obłędnie cytrusami, jego konsystencja to lekka chmurka, którą bardzo przyjemnie się nakłada. Mimo pojemności 150 ml starczył na długo. Samo opakowanie również jest bardzo ładne - po wykorzystaniu zostawiłam go na odlewki kosmetyków dla koleżanek :) Mydło chlebowe od Aquaferina Fermenti jest ulubionym produktem do mycia mojego męża. W zapasie mam już kolejne opakowania dla niego. Żel pod prysznic Nutka miał bardzo przyjemny zapach i przyznaję się, że chętnie sięgnęłabym po niego jeszcze raz. O musie pod prysznic od Efektimy pisałam już tu - NOWOŚCI POLSKIEJ MARKI EFEKTIMA - MYJĄCY MUS I PEELINGI CUKROWE DO CIAŁA


Jak widzicie w sprawach włosowych jestem nudna i używam nieprzerwanie aloesowego szamponu od Equilibry. A jeżeli była taka potrzeba to posiłkowałam się suchym szamponem Batiste. Zawsze mam w razie czego w łazience opakowanie, na wypadek potrzeby szybkiego odświeżenia włosów.


Opakowanie, które widnieje na górze zdjęcia to roztwór soli. Idealna np. do wymoczenia nóg. Krem do rąk na zimę BasicLab ostatecznie używałam na przełomie wiosny i lata. Stał przy łóżku i nakładałam go wieczorem. Był w porządku, ale moimi ulubieńcami nadal są kremy z Masłem Shea od Scandia Cosmetics. Czerwona wersja antyperspirantu Vichy była w porządku, ale nie zauważyłam znaczniej różnicy w porównaniu do klasycznej niebieskiej. Znalazłam w zapasach cleaner z Indigo, w końcu udało mi się coś wykończyć z paznokciowej szuflady ;) W samochodzie skończył się również ulubiony odświeżacz powietrza o zapachu Pink Sands z Yankee Candle. A i jeszcze zdenkowałam słynny peeling enzymatyczny z Tołpy. Po użyciu fajnie złuszczała się skóra na nosie, ale potrafił podrażnić policzki. Należy z nim uważać i wyczuć jak go można stosować.


Produkty Yope - mydło do rąk w wersji Wanilia z cynamonem jest moją ulubioną wersją. Co do żeli pod prysznic zapachy mnie nie powaliły. Różę miałam już wcześniej i razem z dziurawcem mogę je używać. Za to pozostałe wersje dla mnie śmierdzą.


Z kolei piankowe mydła z Bath & Body Works pachną tak mocno, że po użyciu zapach wyczuwalny jest w całej łazience. Niestety dla mnie są bardzo mało wydajne i szybko się kończą. Obłędnie owocowo pachniał również płyn pod prysznic i do kąpieli z Dairy  Fun od Delii. Podobnie bardzo podobał mi się zapach żel pod prysznic Tołpa Spa Detox. Był bardzo energetyczny - nuta zapachowa to dla mnie trawa cytrynowa. Co do żelu do higieny intymnej to Vianek sięgam po niego naprzemiennie z Sylveco i Biolaven. 


W pielęgnacji twarzy pojawiło się trochę nowości. Po pierwsze micelarny płyn do twarzy od Bartos Cosmetics. Sprawdzał się bez zarzutu i co więcej nie szczypał przy przemywaniu oczu. Jedak jego cena jest bardzo wysoka, dlatego dalej sięgam po mój sprawdzony Sylveco. W upały chłodziłam się wodą termalną Vichy. O kremie Sunny Touch pisałam już tu - KREM DO TWARZY SUNNY TOUCH LIGHT OD REPUBLIKI MYDŁA. Miętowy hydrolat od Your Natural Side był wspaniałym ukojeniem skóry podczas upałów. Olejek z pestek pomidora był również przyjemny. Stosowałam go pod krem w wieczornej pielęgnacji skóry twarzy.


Zużyłam już drugie opakowanie olejku do mycia twarzy Moringa For You od Creamy. Bardzo przyjemny produkt, który dla mnie dobrze rozpuszcza makijaż i co najważniejsze nie zostawia mgły na oczach po zmyciu go wodą. O świetnym serum do twarzy od Kostka Mydła pisałam więcej tu - OWOCOWE SERUM ROZŚWIETLAJĄCE OD KOSTKA MYDŁA. Co do pomadek ochronnych to oby dwie lubiłam. Ta z BasicLab miała słodki budyniowy zapach, za to ta z Why Not Cosmetics orzeźwiający kawowy.


Kosmetyki Norel bardzo lubię i powyżej znajdziecie dwie perełki. Krem pod oczy Re-Generation GF to prawdziwa bomba. Tak bogatej konsystencji, a zarazem dobrze działającej na moją skórę pod oczami jeszcze nie używałam. Skóra stała się jakby gęstsza, dobrze nawilżona i wypoczęta. Oczywiście to dalej krem, a nie ingerencja zabiegami, więc trzeba patrzeć na to racjonalnie. Niemniej jednak był to najlepszy krem jaki używałam i planuję szybki powrót po zużyciu zapasów. Kolagenowy krem AteloCollagen kupiłam w ciemno bez zapoznania się z serią, jako nowość na targach. Dobrze zrobiłam, bo moja skóra bardzo polubiła się z tym kremem. Lekka formuła, a bardzo dobrze nawilża nie pozostawiając tłustej warstwy. Również chętnie kupię ponownie.


Próbeczki i saszetki. O peelingach pisałam tu - NOWOŚCI POLSKIEJ MARKI EFEKTIMA.
Denko, co sądzę o ostatnio zużytych kosmetykach - m.in. Norel, Moja Farma Urody, Mydlarnia 4 Szpaki, Creamy i MakeMeBio

Denko, co sądzę o ostatnio zużytych kosmetykach - m.in. Norel, Moja Farma Urody, Mydlarnia 4 Szpaki, Creamy i MakeMeBio

Znowu nazbierało się trochę opakowań po zużytych kosmetyków. Czas więc zrobić podsumowanie z czego byłam zadowolona, polecić Wam fajne perełki i zaznaczyć do czego wrócę. Bardzo lubię tego typu wpisy, mimo, że sporo osób z niej zrezygnowało. Według mnie cykliczne opisywanie zużytych opakowań daje motywację by otwierać i stosowań kosmetyki na bieżąco - czyli otwieramy jeden produkt z danej kategorii i zużywamy go do końca. Pozawala to również na szersze sprawdzenie czy dany produkt się u nas sprawdza i wydania końcowej opinii na zasadzie recenzji. 


W oczyszczaniu twarzy moim ulubieńcem stał się olejek Moringa od Creamy. Jest to olejek, który po kontakcie z wodą tworzy emulsję i łatwo go zmyć, przez co nie zostawia na skórze tłustej warstwy. Nie posiada zapachu, jest bardzo wydajny i dobrze rozpuszcza nawet mocny makijaż. Mam już kupione kolejne opakowanie. 

Płyn micelarny to mój niezawodny Sylveco - nie wiem, które to już jego opakowanie. 

Tonik z kwasem migdałowym Norel lekko złuszczał skórę - lubię tą serię. A marka często gości w mojej pielęgnacji.

Hydrolat różany z Make Me Bio bardzo lubię. To kolejne moje opakowanie, które zużyłam i za pewne nie ostatnie. Zużyłam również hydrolat oczarowy z Ministerstwa Dobrego Mydła, który kupiłam ponownie na ostatnich Ekotykach. Obydwa hydrolaty posiadały fajny atomizer, który po naciśnięciu rozpylał delikatną mgiełkę.   

Jeżeli chodzi o sera - zużyłam fajne nawilżające olejowe serum z Moja Farma Urody. Nakładałam go na oczyszczoną skórę przed kremem. Mieszanka różnych olejów dobrze wpłynęła na moją buzie w czasie zimnych i wietrznych dni. 

Z kolei różane serum z Make Me Bio jest według mnie ciekawym produktem o którym powinnam napisać więcej w osobnym poście.


Bardzo lubię kremy marki Norel - przeważnie zaopatruje się w nie na targach, kupując duże opakowania i dzielę się nimi z mamą. Wersje kremów kupuję naprzemiennie - dla cery wrażliwej, wersję witaminową i żurawinową (chociaż w tym wpisie  - LINK, mogliście zobaczyć, że kupiłam również ich nowość). Hialuronowy krem pod oczy z Norel był przyjemnym kremem na dzień.

Na noc używałam krem pod oczy Martina Gebhardt, którego próbkę otrzymałam od Basi. Krem jest niesamowicie treściwy i potrafi się rozwarstwić (wytrąca się olejowa warstwa). Powiem szczerze, że nie wiem jeszcze co o nim sądzić. Moja skóra pod oczami jest bardzo cienka i łatwo się przesusza. Może dam mu jeszcze jedną szansę i kupię pełne opakowanie. 

Zużyłam jeszcze próbkę kremu do rąk Resibo, którą też dostałam od Basi. Krem bardzo szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustych dłoni, przez co jest idealny np. do pracy. 

Antyperspirant Vichy jest moim pewniakiem i to kolejne zużyte opakowanie.

Głęboko oczyszczająca maseczka z Zielonego Laboratorium była fajna na strefę T. Lubię glinki, ale przyznaję bez bicia, że nie chce mi się ich przygotowywać. Takie gotowe saszetki są fajne np. w podróży.

Chusteczki do demakijażu z Equilibry zużyłam w podróży, ale nie jest to moja ulubiona forma oczyszczania twarzy. Tonik z Moja Farma Urody jestem zmuszona wyrzucić, ponieważ nie doczytałam, że powinien być przechowywany w lodówce :( 


Brzoskwiniowy żel pod prysznic pachnie obłędnie i jest to moje kolejne zużyte opakowanie - znajdziecie go w Drogerii Pigment. Wykończyłam też żel pod prysznic Sanctuary SPA, którego zapach bardzo mi się podobał. Kolejne opakowanie mydła Yope i mydła Protex, które jest świetne do mycia pędzli.


Przyznam szczerze, że nie przepadam za mazidłami do ciała. Oczywiście gdy sytuacja tego wymaga - czyli ekstremalnie wysuszenie skóry, używam balsamów, ale przyjemności z tego nie ma. Te dwa produkty całkowicie zmieniły moje nastawienie do dbania a ciało. Mus do ciała z Mydlarni 4 Szpaki pachnie obłędnie cytrusami. Konsyskecja jest delikatnego puszku, który pod wpływem ciepła dłoni rozprowadza się gładko po ciele, zostawiając je nawilżone. Jest tłusty, ale ten poziom jak najbardziej mi odpowiada. Jedyny minus, który mogę tu znaleźć - dość szybko się skończył. 

Kolejnym bardzo przyjemnym produktem jest Weleda Skin Food - więcej o nim znajdziecie w tym wpisie → SKIN FOOD MARKI WELEDA. JAK SPRAWDZIŁY SIĘ U MNIE MASŁO DO CIAŁA I UST? Potwierdzam - jest bardzo wydajne. Jedyny minuj to cena.

Aloesowe szampony Equilibry jak i te przeciw wypadaniu włosów są u mnie często w użyciu. Tutaj kolejne zdenkowane opakowanie.


Z kosmetyków też znajdzie się kilka produktów. Przede wszystkim tani i bardzo dobry korektor Maybelline Anti Age w odcieniu Light. Kolejne opakowanie już w użyciu. Kępek rzęs nigdy dość - u siebie lubię je zdecydowanie bardziej niż paski. Primer do rzęs z Golden Rose się u mnie nie sprawdził. Nie podoba mi się na moich rzęsach efekt, aż tak pogrubionych i posklejanych rzęs. Dokończyłam również pozaczynane acetony - chociaż w głównej mierze mam wrażenie, że po prostu większość wyparowała (aceton jest lotny). Lubię dostawać próbki z podkładami - ten z Lancome był oczywiście zbyt ciemny, ale to fajna opcja, żeby poznać formułę. Z próbek prócz podkładów lubię jeszcze perfumy - fajnie na spokojnie sprawdzić sobie jak zapach się rozwija na skórze. A wy jakie próbki lubicie testować? :)

Denko czyli zużyte ostatnio produkty - m.in.Benefit, BasicLab, Tsubaki, Lumane, Lily Lolo

Denko czyli zużyte ostatnio produkty - m.in.Benefit, BasicLab, Tsubaki, Lumane, Lily Lolo

Ostatnio zużyte produkty opisywane były początkiem listopada. Od tego czasu sporo kosmetyków dobiło w końcu dna, więc czas nadrobić zaległości. Muszę w końcu opróżnić torbę zalegającą w łazience i zrobić miejsce na nowe śmieci ;) A tak serio, takie podsumowanie daje niezły pogląd na to, co na prawdę się sprawdza, a co tylko zalega na półkach. Mobilizuje również do systematycznego zużywania otwartych już produktów i nie otwierania na raz np. pięciu kremów.


Jeżeli chodzi o kąpiel to bardzo nie polubiłam się z zapachem żelu pod prysznic Yope Kokos i sól morska. Uwielbiam wszystko co kokosowe, a tu takie rozczarowanie! Dla mnie ten zapach nawet koło koksa nie stał! Bleee! Był tak ohydny, że nie mogłam do używać. Za to wersja Dziurawiec żelu pozostaje moim jednym z ulubionych produktów do kąpieli. Do tej grupy mogę również podpiąć zmiękczający kremowy żel pod prysznic z sokiem z brzoskwini od Le Cafe de Beaute. Przepięknie pachnie soczystą brzoskwinią i jedyny minus, który mogę mu przypisać to, że dość szybko się skończył. Żele do kąpieli od Yves Rocher wspominam bardzo dobrze, szczególnie świąteczne edycje limitowane.Ta miniaturka była ok, ale zapach był bardzo delikatny. Puder do kąpieli od Closhee Naturals, który mnie urzekł zapachem podczas targów Ekotyki, odrobinę mnie rozczarował wrzucony do wanny. Produkt ma fajny skład, nie jest drogi, bo opakowanie kosztowało coś około 5 zł i zapach jest przyjemny, ale mało intensywny. Nawilżenie było, ale w porównaniu np. z pudrem do kąpieli Hagi czy półkulą od MDM wypadało słabo. Kolejnym rozczarowaniem jest niestety mój wyczekiwany zakup czyli arbuzowa kula do kąpieli od Cherry Shop. Zapowiadała się cudnie. Przez papierek pachniała jak prawdziwy, soczysty arbuz. Jednak po wrzuceniu do wody czar prysł. Po zapachu nie było już śladu, po kąpieli skóra była średnio nawilżona, a do tego cena za to maleństwo to 10zł! Także wielkie meh! Do denka wrzuciłam również peeling Vianka z serii orzeźwiającej. Nie zachwycił mnie zapachem i jakoś niechętnie po niego sięgałam. Błąkał się po wannie już jakiś czas, więc w końcu postanowiłam się go pozbyć.


Plastry z woskiem Veet używam bardzo długo. Jakoś nie pokazuję ich w denkach, ale według mnie to najlepsze plastry na rynku. Zawsze kiedy kupię inne to żałuję, bo więcej z tym problemów niż pożytku. Wersji do skóry wrażliwej używam z powodzeniem również do twarzy. Mydła Yope, a szczególnie to w wersji Wanilia cynamon jest moim ulubieńcem. Olejek Isany jest świetny do domywania gąbeczek. Serum antycellulitowe SPA FIND wypróbowałam raz. Skóra po nałożeniu produktu zaczęła mnie piec, więc odłożyłam go na półkę. Później sobie o nim przypomniałam i sprawdziłam skład. Bodajże na drugim miejscu był alkohol (w sumie czuć to było odrazu po otworzeniu kosmetykach) co na pewno powodowało u mnie podrażnienie. Antyperspirant BasicLab 72h miał być najskuteczniejszy z pośród trzech, które posiada marka w swoim asortymencie. Przyznam, że w ciepłe dnie nie byłam z niego zadowolona i odłożyłam go na bok. Jest bardzo kremowy i długo schnął pod pachami. Wydawał mi się też średnio chronić w ekstremalnych warunkach. Wróciłam do niego zimą i przyznaję, że zmieniłam podejście do niego. Lepiej sobie radzi w chłodniejsze dni i za co daję mu plusa - pielęgnuje skórę pod pachami. Pewnie to za sprawą aloesu w składzie. Na zdjęciu możecie doszukać się również mniejszej wersji kremu do rąk z Masłem Shea od Scandia Cosmetics. Lubię wszystkie wersję, ale najbardziej kupuje mnie mango & papaja. Kremy Scandia Cosmetics są moimi ulubionymi kremami do rąk! Baaardzo dawno temu kupiłam sobie gotowe sreberka do ściągania hybryd. Tak na prawdę to były to chyba moje pierwsze hybrydy i chciałam je usunąć z paznokci. Dlatego kupiłam sobie cały sprzęt do ściągania - aceton, patyczki, pilnik i właśnie te gotowe folijki. Ostatecznie były ok, ale według mnie zupełnie się to nie opłaca. Lepiej samemu zrobić sobie takie z kawałków płatków kosmetycznych i foli spożywczej. Nawiasem pisząc, to chyba mój jedyny produkt z Semilaca.


Wygładzająca odżywka do włosów Tsubaki była na prawdę fajna. Wygodne opakowanie z dozownikiem z pompką, świetny zapach i na prawdę dobre wygładzenie włosów. Kolejnym super produktem jest szampon aloesowy do włosów marki Equilibra. Świetnie nawilża skórę głowy i włosy. Odżywka Charles Worthington również była fajna. Więcej o niej przeczytacie w osobnym poście z recenzją - SERIE SANCTUARY SPA ORAZ CHARLES WORTHINGTON LONDON DOSTĘPNE W HEBE - JAK SIĘ U MNIE SPRAWDZIŁY?


Zużyłam miniaturkę kremu Lumene Intense Hydration, który ma intensywnie nawilżać. Przyznam, że krem był na prawdę przyjemny. Moja skóra na pewno się z nim polubiła, niestety nie jest to produkt z naturalnym składem - znajdziemy w nim np. Phenoxyethanol. Krem pod oczy Nacomi to produkt po który sięgam już stale. Kolejne opakowanie już w użyciu, a pełną recenzję znajdziecie - MAROCCAN ARGAN CREAM, NACOMI ARGANOWY KREM POD OCZY - ODKRYCIE WSRÓD KREMÓW POD OCZY? Płyn lipowy Sylveco to mój ulubieniec jeżeli chodzi o produkty do demakijażu. Za to płyn micelarny z Aloesove mnie jakoś nie porwał. Jako płyn do demakijażu oczu był średni. Lotion Hada Labo z kwasem hialuronowym jest ciekawym produktem. Przywiozłam go z Tokio, gdzie kosmetyk można dostać w każdej drogerii. Posiada znacznie większą gęstość niż zwykły płyn micelarny. Dobrze współgra z później nakładanymi na niego kremami. Olejek z opuncji opisałam wyczerpująco tu - OLEJ Z NASION OPUNCJI FIGOWEJ JAKO KREM POD OCZY? Maseczki w płachcie opisałam tu - KOREAŃSKIE MASECZKI W PŁACHCIE BORNTREE Z DROGERII KOREANUNICORN. Z kolei pozostałe również fajnie się sprawdziły. Nałożenie maseczki wieczorem na twarz to zrobienie sobie małego SPA w domu. Bezcenna chwila relaksu.


Z próbeczek jestem zadowolona. Szczególnie zaciekawił mnie złoty olejek z Hagi. Woski z Heart & Home niestety mnie rozczarowały. Piękne opakowania niestety nie przekładają się na jakość zapachu. Z kolei wosk Vanilla Lime od Yankee Candle to piękna kompozycja słodko świeża. Poznałam ją kiedyś w małej świecy, którą wygrałam i powiem, że wosk pachnie równie pięknie. Nowością dla mnie jest wosk marki Organique. Zaskoczył mnie swoją intensywnością i mam ochotę poznać pozostałe wersje zapachowe.


Bardzo podoba mi się zapach Thierry Mugler Alien. Kolejna buteleczka jest już na półce. Pomadka od KIKO wylądowała w denku, niestety dlatego, że zmieniła swój zapach.  Bardzo mnie to zirytowało, bo kupiłam ją stosunkowo niedawno. Żel Gimme Brow od Benefitu ma super precyzyjną szczoteczkę do rozczesywania brwi. Kredka od Catrice była fajna, ale odkąd poznałam produkty Golden Rose to leżała nieużywana. Podkłady mineralne są moimi faworytami jeżeli chodzi o szybki makijaż. Wersja Popcorn od Lily Lolo to moje kolejne wykończone opakowanie. 
Zużyte ostatnio produkty - co polecam wypróbować a czego unikać.

Zużyte ostatnio produkty - co polecam wypróbować a czego unikać.

Przy jesiennych porządkach czas na przegląd torby z ostatnio zużytymi produktami. Co tym razem się sprawdziło, jakie produkty przewinęły się ponownie, a o czym chciałabym jak najszybciej zapomnieć dowiecie się poniżej. 


Mydła do rąk Yope  pojawiają się za każdym razem, bo bardzo mi przypadły do gustu. Ostatnio są bardzo łatwo dostępne stacjonarnie i często można je dostać w bardzo korzystnych cenach. W kwestiach zapachowych nie mam przy mydłach wersji, której nie lubię, ale zdecydowanie najchętniej sięgam po wanilię, chociaż herbata też jest przyjemna. 

Wrzucam tu płyn do naczyń Yope, bo głupio mi robić osobny post o chemii kuchennej, a jednak warto wspomnieć o tym produkcie. Płyny Yope są szalenie wydajne, przyjemnie pachną (wszystkie trzy wersje zapachowe) i radzą sobie z tłustymi zabrudzeniami. Jednym słowem gary są czyste, a dłonie niezmasakrowane. Polecam wypróbować :)


Z żelami pod prysznic Yope mam już problem jeżeli chodzi o zapachy. Na razie jestem w stanie używać tylko wersji Dziurawiec. 

Produkt do kąpieli Organic Shop to dla mnie rozczarowanie roku. Mam wrażenie, że ten pojemnik stał na wannie wieki. Kupując go myślałam - o wow! Produkt na miarę Lush'a. Wygląda jak malinowy budyń, po odkręceniu przyjemnie pachnie (ponoć watą cukrową) i ma dawać pianę. Wyobrażałam sobie   wypełnioną po brzegi wannę z różową wodą i gęstą pianą, a dookoła unoszący się słodki zapach. Niestety nic bardziej mylnego. Zacznę od tego, że próbując nabrać dłonią produkt z opakowania natrafiamy na problem. To tak jakbyśmy chcieli nabrać surowe ciasto z dzierży. Po wrzuceniu takiej grudy do wody, leci ona prosto na dno. Natomiast jeśli spróbujemy rozpuścić ją pod bieżącą wodą, dostajemy tylko kilka marnych baniek. I tak widać, że nie wszystko ulega rozpuszczeniu i część grudek pływa dalej. Również z koloru i efektu gęstej piany nici. Jednak największym rozczarowaniem był dla mnie kompletny brak zapachu. O ilu w opakowaniu jest odrobinę wyczuwalny, tak po wrzuceniu do wody nie czuć zupełnie nic. Podsumowując - nie polecam!


Kokosowy krem do rąk Palmer's. Dla fanek intensywnej woni kokosa będzie to strzał w dziesiątkę. U mnie zapach jest jak najbardziej na plus. W nawilżeniu skóry nie przebił jednak mojego ulubieńca z Scandia Cosmetics. Wielkość idealna do torebki.

Serum antycelulitowe SPA FIND wypróbowałam raz. Skóra po nałożeniu produktu zaczęła mnie piec, więc odłożyłam go na półkę. Później sobie o nim przypomniałam i sprawdziłam skład. Bodajże na drugim miejscu był alkohol (w sumie czuć to było odrazu po otworzeniu kosmetykach) co na pewno powodowało u mnie podrażnienie. 

Aloesowy szampon przeciw wypadaniu włosów Equilibra. To któreś z kolei zużyte opakowanie. Moje włosy (i nie tylko moje ;)) lubią się z tym produktem.

Antyperspirant Vichy. Przeważnie sięgam po niebieską wersję, ale ta biała dla delikatnej skóry również jest w porządku.


Podczas wizyty w Sephorze na podczas Beauty Classes (o tym kiedy indziej) nakładałam na twarz podkład Clinique even better glow. W październiku wystartowała akcja promocująca ten podkład. Można było dostać próbkę podkładu Clinique do przetestowania w domu. Udało mi się wyskrobać z mini słoiczka produktu na dwa nałożenia i stwierdziłam, że jednak jak dla mnie szału nie ma. 

Maskara do rzęs Burberry. Ładnie wyglądała po nałożeniu na rzęsy, niestety po kilku godzinach robiła się panda pod okiem, bo tusz się osypywał.

Lakiery Claresa idą do kosza, bo niestety rozwarstwiły się. 


Chłodzący stick pod oczy Tony Moly. Niestety mimo przeuroczego opakowania ta formuła mi nie odpowiada. Przeciągając produktem skórę pod oczami, naciągała się bardzo. Sam kosmetyk nie nawilżał, faktycznie dawał lekkie uczucie chłodu. Podsumowując produkty Tony Moly to dla mnie średnie kosmetyki, zamknięte w uroczych i pomysłowych opakowaniach.

Isehan Kiss Me Sunkiller Water Essence SPV50. Filtr kupiony w Japonii. Szukałam takiego, który nie ma w składzie alkoholu. Niestety większość filtrów UV zawiera go w składzie (udało mi się znaleźć tylko trzy filtry alkohol free). Filtr nakładałam na krem a przed nałożeniem podkładu - zazwyczaj były to minerały. Twarz faktycznie uchroniła się przed letnią opalenizną. 

Lipowy płyn micelarny Sylveco - co tu dużo pisać, jak pojawia się praktycznie w każdym tego typu wpisie. Po prostu, polecam wypróbować!

Maska pod oczy Japońska Czereśnia Orientana. Zaskoczyło mnie to, że opakowaniu znajdują się dwie pary płatków pod oczy. Byłam przekonana, że to jednorazowa kuracja. Stosowałam maskę (no dobra tylko dwa razy, ale jednak) rano. Po zdjęciu maski z okolic oczu, skóra była napięta i wyglądała dobrze. Nałożony po chwili korektor pod oczy wyglądał dobrze. 

Płyn micelarny Bioderma przydał się w podróży. Mała buteleczka zmieściła się w bagażu podręcznym. W działaniu nie mam mu nic do zarzucenia. Jedynie skład może budzić pewne "ale", bo nie jest to produkt w pełni naturalny. 

Żurawinowy krem do twarzy Norel. Bardzo lubiłam nakładać go w porannej pielęgnacji. Miał bardzo przyjemny zapach, konsytencję i fajnie się wchłaniał. Tym dużym opakowaniem dzielę się z mamą, która również bardzo lubi ten krem.

Żurawinowy Lift Norel. To seria profesjonalna marki i stosowałam ten kosmetyk jak serum. Przyznaję, że po nałożeniu na skórę czuło się efekt wygładzenia, mimo lekkiej konsystencji. Zapewne wrócę do niego. 

Krem do twarzy Ruby Vine marki Bartos. Produkt ma wzmacniać, rozjaśniać i poprawić kondycję skóry naczynkowej. Stosowałam go na dzień. Muszę zaznaczyć, że krem wchłania się błyskawicznie, co przeważyło o używaniu go rano, a podczas wieczornej pielęgnacji - kiedy lubię nałożyć coś ciężkiego, tłustego, co będzie chwilę na skórze. Szybkie wchłanianie miało swój plus - przy bieganiu bez makijażu po domu nie świeciłam się jak przy stosowaniu innych kremów. Przyznaję, że jestem zadowolona z działania kosmetyku. Jeżeli szukacie szybko wchłaniającego się kremu, który nie zostawia tłustej warstwy na skórze a dodatkowo posiada dobry skład to spokojnie możecie się nim zainteresować. Doczepić mogę się do wydajności - produkt starczył mi na około miesiąc stosowania. Sposób aplikacji był ciekawy - słoiczek airless, który zapobiega napowietrzaniu się kosmetyku. Pompka nie jest jednak usytuowana standardowo, aby wydobyć krem, należy nacisnąć całą powierzchnię słoiczka. Niestety dla mnie średnio praktyczne było zbieranie wyciśniętego produktu. Resztki kremu osadzały się po powierzchni, co wymuszało przetarcie jej po każdym użyciu.

Denko czyli ostatnio zużyte produkty w minirecenzjach! M.in. Lush, Only BIO, Nabla, Blend it!, Serum ze złotem i szampon ze ślimakiem.

Denko czyli ostatnio zużyte produkty w minirecenzjach! M.in. Lush, Only BIO, Nabla, Blend it!, Serum ze złotem i szampon ze ślimakiem.

Wiem, wiem, pokazuję śmieci. Jednak jak dla mnie to najlepszy sposób na zebranie zużytych produktów i napisanie o nich kilku słów. Bezsensu byłoby rozpisywanie się o każdym produkcie z osobna, chociaż bywa i tak, że od czasu do czasu pełna recenzja się ukazuje. Szczególnie jeśli produkt na to zasługuje :) Przejdźmy w takim razie do przeglądu poniższych kosmetyków. Może Was coś zainteresuje lub poznacie jakieś nowe produkty. Dajcie znać w komentarzu! 


Z kąpielowych produktów jestem w całości zadowolona. Wersji zapachowej Dziurawiec jest moim faworytem spośród żeli pod prysznic Yope. Tu nie mam do czego się przyczepić konsystencja, wydajność, wygląd opakowania - wszystko jest na tak! Tym bardziej, że można go dostać już w cenie około 14 zł za 400 ml. Peelingi do ciała Body Boom miała w wersji mini i oba zapachy mi się podobały. Banan jaki i mango pachniało bardzo przyjemnie. Po kąpieli zapach roznosił się po całym mieszkaniu. Kawowy peeling z drobinkami soli to mocne zdzieraki, a zawarte w składzie olejki zostawiają skórę nawilżoną. Z LUSH zużyłam dwie kule do kąpieli - The Comforter i Intergalactic. Pierwsza różowa, pięknie pachnąca i dająca dużo piany. Druga z brokatem, która rozpuszczając się robi tęcze i równie pięknie pachnie. Z kulami z LUSH jest tak, że pachną mega intensywnie. Swoje zakupiłam w maju, a zużyłam dopiero we wrześniu. Przez ten czas zapach stracił dużo na intensywności, dlatego nie warto ich odkładać na długo, ani według mnie robić sporych zapasów.


Mydła w płynie Yope są już stałym bywalcem czy to u mnie czy to u mojej mamy. Zawsze muszę mieć jakiś zapas i przeważnie robię je przy jakieś większej promocji. Podobnie jak żel opisany powyżej, tutaj też nie mam się do czego przyczepić. Jeżeli czytacie mojego bloga, to na pewno zauważyliście, że praktycznie w każdym tego typu pości znajduje się przynajmniej jedno opakowanie mydła Yope :)


Smarowidła do ciała u mnie są traktowane trochę po macoszemu. Niby lubię, ale często zapominam. Na pewno bardzo dobrze używało mi się masła do ciała kwiat wiśni i róży od Wellness & Beauty. Dostaniecie go w Rossmannie za ok 15zł. Ma na prawdę przyjemną konsytencję i piękny zapach. Przyznam, że odkręcane opakowania zdają u mnie egzamin, jeżeli chodzi o balsamy czy masła do ciała. Próbka brązującego balsamu z Palmer's jest tak na prawdę sporych rozmiarów i starczyła na kilka użyć. Produkt ma bardzo mocny zapach, który kojarzy mi się z super słodkimi perfumami. Unosi się on cały dzień po aplikacji na skórę, co jednym może się nie podobać. Mi zapach odpowiadał mimo jego mocy. Zaznaczam, że nie jest to typowy samoopalacz, który od razu pozostawia pomarańczowy kolor na skórze. Daje raczej lekki efekt, ale nie trzeba się bać o plamy. Próbka balsamu do ciała marki D'Alchemy dołączona była bodajże do gazety ELLE. Kupiłam, bo byłam szalenie ciekawa czym mnie może zaskoczyć balsam za ponad dwie stówy. Co mogę powiedzieć, po zużyciu 15 ml? Kosmetyk ma bardzo lekko formułę, pachnie cytrusami i szybko się wchłania. Zaglądając na stronę producenta, dowiedziałam się, że tą próbkę można zakupić u nich na e-sklepie - uwaga! W cenie 59zł. Cieszę się, że mogłam przetestować produkt, ale jednak cena mnie nie zachęca do zakupu.


W pielęgnacji twarzy dna dobił peeling enzymatyczny Norel. Zakupiony był w pojemności gabinetowej i nie chciał się skończyć :) Bardzo lubię produkty marki Norel i ten kosmetyk zapewne powróci na łazienkową półkę. Płyn micelarny Only Bio zamknięty jest w masywną, szklaną butelkę z dozownikiem zakończonym pompką. Jest to wygodne rozwiązanie jeżeli chodzi o domową łazienkę, ale absolutnie nie praktycznie przy podróżach, ponieważ opakowanie jest bardzo ciężki i do tego istnieje ryzyko rozbicia. Kosmetyk był wydajny, zmywał przyzwoicie, ale z tuszem miałam wrażenie nie szło mu tak dobrze. Skusiłam się też wypróbować dwuetapową pielęgnację oczyszczanie i serum do cery tłustej Le Cafe mimi. Osobno mamy maskę, która ma usuwać nadmiar sebum, oczyszczać pory i dodatkowo uspokajać podrażnienia. W osobnym pojemniczku mamy nawilżające serum do twarzy. Mimo małej pojemności spokojnie można  wykonać zabieg około trzy razy. Po użyciu skóra faktycznie jest oczyszczona i nawilżona, a na drugi dzień make up trzyma się lepiej. Krem na noc z O2Skin to moje drugie zużyte opakowanie. Podobnie jak poprzednio jestem zadowolona. Krem dobrze nawilżał skórę. Kolejny zużyty produkt to GlySkinCare - Serum kolagenowe ze złotem. Dostałam go do testów podczas spotkania blogerskiego i chwilę leżał w zapasach. Jakoś nie wierzyłam w obietnice producenta jakoby miał cudownie nawilżać skórę itd. Wzięłam go jednak do pielęgnacji skóry i stosowałam pod krem rano i czasem wieczorem. Tu musze przyznać, że ma super lekką, wodnistą konsystencję, która faktycznie dobrze współgrała z kremami, które później nakładałam. Skóra faktycznie polubiła się z tym produktem. Krem marki Bartos Ruby Vine znalazł się tutaj, ponieważ się rozwarstwił. Czekał sobie grzecznie na swoją kolej w zapasach i przy próbie zadozowania kremu, produkt tryskał na wszystkie strony. Po otworzeniu okazało się, że krem się rozwarstwił. Napisałam do producenta, przedstawiając mu całą sytuację. Dostałam informację, że sprawdzili partię i nic nie wskazuje by coś się działo na producji i prawdopodobnie zawiódł węzeł dostawczy. W każdym razie dostałam nowy krem, co jest bardzo miłym gestem. Z tym na szczęście jest wszystko w porządku, zaczęłam go już nawet używać.


Włosowa pielęgnacja to zestaw marki Halier. Pełną recenzję znajdziecie w tym wpisie → DUET DO PIELĘGNACJI WŁOSÓW Z KOLEKCJI FORTESSE MARKI HALIER.   Świetnym produktem okazała się również odżywka do włosów delikatnych DUCRAY EXTRA-DOUX. Faktycznie po jej użyciu włosy miękkie i nawilżone. Nie puszyły się i nie elektryzowały, a do tego łatwo się rozczesywały. Niestety kolejna odżywka Tsubaki przywieziona z Japonii, sięgnęła dna. Ta odżywka ma w sobie silikony, ale używa na końce włosów, bardzo fajnie je dociąża i do tego ma piękny, intensywny zapach, który długo utrzymuje się na włosach. Dna sięgnął również szampon marki _Element z filtratem śluzu ślimaka. Nie zawiera on SLS, a sam filtrat jest wysoko w składzie. Faktycznie nie przesusza skóry głowy, a dobrze ją oczyszcza. 


O dziwo, tym razem z kolorówki też mam kilka produktów. Dna sięgnęła niestety kredka do brwi Nabla w odcieniu Jupiter. Więcej o niej przeczytacie → PORÓWNANIE KREDEK DO BRWI - NABLA KONTRA GOLDEN ROSE. Dna sięgnęła również matowa pomadka w płynie Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick w odcieniu 03. Muszę podkreślić, że zdenkowanie pomadki to na prawdę coś. Prócz ochronnych rzadko zdarza mi się to zrobić. Do kosza idzie tusz do rzęs L'Oreal Paradise Extatic. Ma piękne opakowanie, bardzo dużą szczoteczkę i daje piękny efekt pogrubionych rzęs. Wszystko pięknie, tylko ma jedną zasadniczą wadę - niemiłosiernie się osypuje! A przy pomalowaniu dolnych rzęs, robi pandę. Mini gąbeczka Blend it! też idzie już do kosza. W sumie od czerwca przestałam używać gąbeczek i przerzuciłam się na wklepywanie korektora palcami. Zostawiam Wam jeszcze wpis → PORÓWNANIE GĄBECZEK DO NAKŁADANIA MAKIJAŻU - BEAUTY BLENDER VS BLEND IT! KTÓRA JEST LEPSZA?. A na koniec do kosza lądują dwa lakiery hybrydowe Claresa, które się rozwarstwiły.

Mini recenzje ostatnio zużytych produktów m.in Eliksir do włosów Wierzbicki & Schmidt, Only Bio, O2Skin i Tsubaki

Mini recenzje ostatnio zużytych produktów m.in Eliksir do włosów Wierzbicki & Schmidt, Only Bio, O2Skin i Tsubaki


Sierpień w przeciwieństwie do lipca był bardziej łaskawy i uraczył nam ciepłymi i słonecznymi dniami. Ach co to był za piękny miesiąc. Koniec wakacji zawsze nastraja mnie odrobinę melancholijnie. Z tyłu głowy mam myśl, że to już koniec ładnej pogody i coraz bliżej do jesiennej słoty. Póki co wrzesień jednak nas rozpieszcza temperaturami powyżej 20 stopni, więc nie jest źle. 
Króciutki zapychacz pogodowy jest już za nami, także czas na przejrzenie kosmetyków, które ostatnio dobiły dna. Zobaczmy czy któryś jest wart zapamiętania.


Mydła Yope bardzo lubię i od dłuższego czasu goszczą u mnie na umywalce i nie tylko. Wersja Kwiat Lipy kupiła mnie swoim opakowaniem, jednak nie oczarowała zapachem i wersja wanilia cynamon nadal jest ulubieńcem. Żel pod prysznic Argan Coconut pochodzi z Maroko Sklep i wybrałam go sobie do przetestowania (i kilka innych produktów). Od żelu pod prysznic oczekuje dwóch rzeczy, oczywiście oprócz zasadniczej czyli mycia - by nie wysuszał skóry i by miał ładny zapach. W obu przypadkach arganowy żel sobie poradził, przy czym jest tylko jedno ale. Zapach był przyjemny, ale bardzo delikatny i nie utrzymywał się na skórze. Atutem dla mnie jest wygodne opakowanie z pompką. Szampon do włosów, a raczek eliksir myjący w wersji Paczula Wonna od Wierzbicki & Schmidt. Mała, poręczna buteleczka zawierająca 250g produktu, która jest bardzo wydajna. W składzie znajdziemy SLS, które na szczęście nie podrażnia skóry mojej głowy. Szampon bardzo dobrze oczyszczał skórę głowy i miał przyjemny zapach. Cena 29,99 zł jest lekko przesadzona, i wolałabym sięgnąć w Rossmannie po produkty Petal Fresh, jednak w trakcie promocji można go wyprobować.


Płyn do higieny intymnej Lactacyd kupiony w Japonii. Jeżeli nie widzieliście jeszcze postu o produktach z Kraju Kwitnącej Wiśni, kliknij → CO KUPIĆ W TOKIO? MOJE ZAKUPY Z JAPONII Żel do mycia ciała Only Bio w kryteriach, które określiłam przy opisie żelu arganowego na plus ma brak wysuszania skóry, jednak już nie posiada żadnego zapachu. Kolastyna balsam po opalaniu może nie posiada w swoim INCI tylko naturalnych składników, jednak jego zapach przenosi mnie w czas dzieciństwa. Nie wiem jak Wy, ale dla mnie zapach pobytu nad morzem to były gofry i kosmetyki Kolastyna :) Oczywiście zabrałam go na krótki wypad nad Bałtyk.


Krem pod oczy O2Skin jest mocno kontrowersyjny przez uczucie pieczenia, który wywołuje zaraz po aplikacji na skórze. Producent zaznacza, że może występować krótkotrwały, lekki dyskomfort po nałożeniu, spowodowany bardzo wysoką zawartością tlenu. Skład ma bardzo przyjemny, dlatego przełamałam się i stosowałam w wieczornej pielęgnacji. Stosowałam go około trzy miesiące i przyznaje, że skóra pod oczami wyglądała dobrze, niemniej jednak krótkie uczucie pieczenia po nałożeniu na skórze jest mocno niekomfortowe. Krem pod oczy Norel z serii MultiVitamin to bardzo lekki krem, który sprawdził się w pielęgnacji porannej. Ma lekkie drobinki, których na szczęście na skórze nie widać. Dobrze współgrał z korektorami, o ile nie nałożyłam go zbyt dużo (kremu), wtedy potrafił się zrolować. Brightening Peeling Gel Dr.G to bardzo ciekawy kosmetyk. Na codzień stosuję wyłącznie peelingi enzymatyczne, ale ten produkt ma zupełnie inną formułę. Jest to jakby kremowy żel, który podczas pocierania dłońmi po skórze twarzy roluje się, delikatnie złuszczając naskórek. Faktycznie po umyciu buzia jest promienna. Pomadki ochronne do ust Burt's Bees bardzo lubię, są lekko tępe, ale dobrze nawilżają skórę ust. Wersja kokosowa przypadła mi do gustu.


Żel pod prysznic odbudowujący barierę ochronną skóry Dermedic w kryteriach oceny produktów do mycia ciała - u mnie nie podrażnił skóry, ale jako produkt dedykowany dla osób z problemami skórnymi to nie rozumiem dlaczego zawiera SLS. Zapachu nie ma, chociaż w składzie takowy występuje. Szampon do włosów chroniący skórę Dermedic tutaj mam wrażenie, że był delikatniejszy, niż np eliksir opisywany wyżej. 


Produkty do kąpieli od Sweet Bath to absolutne mistrzostwo pod względem wizualnym i zapachowym. Coś ostatnio cicho o tych produktach, mam nadzieję, że nie oznacza tego, że nie są już produkowane :( Z kolei kula do kąpieli od LaQ była w niefortunnym pomarańczowym kolorze i przez to mam mieszane odczucia. Niby fajny pomysł z kulą do kąpieli z niespodzianką w środku, bo po rozpuszczeniu ujrzymy małe mydełko, ale jakoś kolor i zapach pomarańczowej kuli nie przypadł mi do gustu. Może inne wersje wypadają lepiej. Maseczka do twarzy do cery naczynkowej Vianek. Bardzo podoba mi się idea saszetek, ale tutaj wygrywają u mnie te z Babci Agafii z zakrętką. Co do tej konkretnej z Vianka była w porządku. Shiseido Tsubaki odżywka do zniszczonych włosów z olejkiem z kamelii japońskiej. Ma niesamowicie intensywny zapach, który bardzo długo utrzymuje się na włosach. Po użyciu włosy są dociążone, wygładzone i nie elektryzują się.
Minirecenzje zużytych produktów - m.in. Chic Chiq, Dermedic, GlySkinCare

Minirecenzje zużytych produktów - m.in. Chic Chiq, Dermedic, GlySkinCare

Kolejna partia zużytych ostatnio produktów. Lubię robić takie szybkie podsumowanie kosmetyków, kiedy dobiją już do dna. Po części robię to dla siebie by mieć później informację czy wracać do danego produktu czy nie. Mam wrażenie, że gdybym wyrzuciła od razu opakowanie do kosza, szybko bym zapomniała jakie wrażenie na mnie wywarł. Dodatkowo może Wy, drodzy czytelnicy zyskacie na mojej recenzji by mieć jakieś rozeznanie podczas wyboru kosmetyków dla siebie.


Chic Chic, de la Mer Nawilżająca i odżywcza maseczka z algami Spirulina i trawą cytrynową
Myślałam, że będzie to po prostu zwykła glinka, ale nie. Maseczka ze spiruliną pachnie bardzo przyjemnie, ma intensywny kolor zielony i pozostawia twarz oczyszczoną, odświeżoną i przyjemną w dotyku. Nie odczuwałam ściągania czy zaczerwień po jej zmyciu z twarzy. Ta mała paczuszka wystarczyła mi na 4 użycia i chętnie do niej wrócę.

Sylveco, Hibiskusowy tonik do twarzy
Pierwotnie nie byłam przekonana do żelowej formuły, która posiada hibiskusowy tonik. Po kilku użyciach zmieniłam formę nakładania z wacika na aplikację od razu na dłonie, a następnie bezpośrednio na twarz. W takiej formie polubiłam się z kosmetykiem. Lubiłam dodawać go też do glinek, czy właśnie do opisanej powyżej maseczki.

Tess, delikatna pianka do mycia twarzy i demakijażu
Pianka była naprawdę delikatna, nie podrażniała oczu. Niestety po jej użyciu miałam wrażenie niedomytej skóry. Z demakijażem radziła sobie mocno średnio. Musiałam ją używać jako dopełnienie oczyszczenia, np. po uprzednio zastosowanym olejku. Polecam dla osób szukających naprawdę delikatnego oczyszczania, ja niestety do niej nie powrócę. 

Sylveco, lipowy płyn micelarny
Mój ulubieniec i tyle w tym temacie :)


O2Skin, Krem na noc
Krem dobrze nawilżał. Miał gęstą, bogatą formułę. Nałożony na skórę musiał mieć chwilę by się wchłonąć. Lubię takie kremy na wieczór. Skóra rano wyglądała dobrze, była napięta, dobrze nawilżona. Właśnie zaczęłam kolejne opakowanie.

O2Skin, Serum do twarzy
Wodniste serum na bazie kwasu hialuronowego. Nakładałam go razem z kremem. Przyjemny produkt, jedyne co mnie w nim irytowało to pipetka. Jak widzicie samą końcówkę produktu nie dało się wyciągnąć z opakowania.

Ministerstwo Dobrego Mydła, Olej z pestek malin
Działa jak opatrunek na wysuszoną skórę. Idealny gdy czujemy, że potrzebujemy extra nawilżenia. W większości zużyty do pielęgnacji skóry głowy męża, który ma problem z mocnymi zaczerwieniami i wypryskami. Łagodził podrażnienia.

Liq C, Serum z witaminą C
Zużyty już w kwietniu, ale buteleczka mi się zapodziała, dlatego dopiero teraz ją pokazuję w denku. Cała recenzja LEKKIE SERUM ROZŚWIETLAJĄCE Z WIT. C - LIQ CC SERUM LIGHT 15% VITAMIN C BOOST OD LIQPHARM. CZY SKÓRA POTRZEBUJE WITAMINY C?

Ministerstwo Dobrego Mydła, Olej z pestek śliwki
Podobnie jak z olejem z pestek malin w większości zużyty do skóry głowy męża.


Vichy, Antyperspirant
Któreś z kolei zużyte opakowanie. Na razie najlepszy antyperspirant jakie miałam, ale nadal nie jest ideałem.

Bourjois, rouge edition velvet odcień nud ist 07
Jedna z pierwszych kupionych matowych pomadek, od których zaczęło się moje uwielbienie do tego wykończenia w produktach do ust. Pomadka zastygała na aksamitny mat, który nie przesuszał ust. Był to mój kolor ślubny, który porównałabym do Mehr z MAC. 

Ardell, Klej do rzęs Duo
Dobrze mi się kleiło nim kępki rzęs, ale z paskami było już ciężej. Zastanawiam się teraz nad zakupem wersji w pędzelku. 

Scandia Cosmetics, Próbka kremu pod oczy 
Żelowa konsystencja przypadła mi bardziej do stosowania na dzień niż na noc.  


Avon, kojący olejek do ciała i kąpieli Maroccan Romance
Przyjemny zapach, fajna formuła. Nie zostawiał skóry pokrytej tłustą warstwą, ale dalej czuć było przyjemne nawilżenie. Mini buteleczka wystarczyła na 4 użycia, także wydajność jest średnia.

Yope, Różany żel pod prysznic
Po wcześniejszym zużytym żelu pod prysznic Yope Dziurawiec, spodziewałam się, że pozostałe wersje żeli będą również imponująco wydajne. Nie myliłam się. Wielbicielom aromatu róży zapach będzie się podobał. Dla mnie był w porządku, ale w przypadku kąpieli przepadam bardziej za owocowymi, lekko słodkawymi zapachami.

Yope, naturalny płyn do mycia naczyń ogórek
Wiem, płyn do mycia naczyń w denku, ale marka Yope stworzyła na prawdę świetny produkt. Mam problem z pojawiającym się uczuleniem na dłoniach i przesuszające skórę mydła i płyny tylko pogarszały sprawę. Po zmianie zwykłego płyny do mycia naczyń na Yope, widzę dużą poprawę stanu skóry dłoni. 


Roge Cavailles, Satynowy olejek do kąpieli i pod prysznic
Olejek pojawił się w ostatnich ulubieńcach za sprawą swojego zapachu. Pachnie niczym luksusowe perfumy. Niestety ma w składzie Magnesium Laureth Sulfate, który nie jest zalecany dla bardzo osób z bardzo wrażliwą skórą. Cena też nie jest mała, patrząc na skład, ale tak jak pisałam wcześniej zapach jest przepiękny.

Dermedic, mydło w płynie do rąk
Mydło było bardzo przyzwoite, nie posiadało zapachu, nie pieniło się zbytnio. Stan mojej skóry nie pogorszył się przy jego stosowaniu. Zaznaczę jednak, że mydło jest przeznaczone do skóry atopowej a w składzie ma Sodium Laureth Sulfate na pierwszym miejscu. Przy produktach przeznaczonych dla skóry bardzo suchej nie spodziewałabym się tak mocnego detergentu. Na dalszych pozycjach w składzie są już substancje typu oleje, Alantoina.

Fresh&Natural, Pasta do mycia twarzy
Pasta była super wydajna. Recenzja → PASTA DO MYCIA TWARZY FRESH&NATURAL - POLSKI, NATURALNY KOSMETYK Zużyłam większą część do mycia ciała, bo minął zalecany termin od jej otwarcia, a nie chciałam jej wyrzucać.  Reszta przeleżała w łazience i w końcu produkt znalazł się w denku.

Biolove, Cukrowy peeling do ciała borówka
Wolę peelingi cukrowe od solnych. Sam produkt był w porządku, przeszkadzał mi jedynie chemiczny zapach. Ta seria zapachowa Biolove nie jest moją ulubioną.


GlySkinCare, Maska do włosów z organicznym olejem z rokitnika 
Maska przeznaczona  jest dla osób z problemem włosów przesuszonych i łamliwych. Maska była w porządku, ale nie mogłam jej stosować kilak razy pod rząd. Musiałam stosować naprzemiennie z innymi produktami, inaczej włosy wyglądały na przeciążone, wręcz matowe. Raz na jakiś czas wyglądały zupełnie inaczej.

GlySkinCare, Maska do włosów z organicznym olejek z opuncji figowej
Przeznaczona do włosów cienkich i delikatnych. Z tą maską z kolei moje włosy bardzo się polubiły. Były przyjemne w dotyku, nie elektryzowały się. Ewidentnie maska im służyła.

GlySkinCare, Szampon z organicznym z organicznym olejem z opuncji figowej
Szampon podobnie jak maska przeznaczony jest do pielęgnacji włosów cienkich i delikatnych. Z nim moje włosy bardzo się polubiły. Był delikatny, ale dobrze oczyszczał skórę głowy.
Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger
Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY