Serie Sanctuary SPA oraz Charles Worthington London dostępne w Hebe - jak się u mnie sprawdziły?

Serie Sanctuary SPA oraz Charles Worthington London dostępne w Hebe - jak się u mnie sprawdziły?

Jeżeli coś jest trudno dostępne, nie łatwo dostać to w pierwszym lepszym sklepie - to od razu przykuwa to moją uwagę. Przy każdej wizycie zagranicą, staram się odwiedzać lokalne sklepy i sprawdzać ich asortyment. Nie ważne czy to kosmetyki czy produkty spożywcze - lubię oglądać, porównywać ceny, składy czy opakowania. Będąc w Londynie, dokładnie obejrzałam półki tamtejszych drogerii - Boots czy Superdrug. Po prostu tak już mam, przez co mój mąż cierpi katusze jadąc ze mną gdziekolwiek. Powiedział mi kiedyś, że zdążył przez ten czas przeczytać już kilka książek na telefonie ;)

Niezmiernie mnie cieszy, kiedy dowiaduje się, że zagraniczne produkty wchodzą na polskie sklepowe półki. Tak było właśnie z markami Sanctuary SPA i Charles Worthington London. Dostałam propozycję przetestowania tych kosmetyków, które znajdziecie stacjonarnie w Drogeriach Hebe. Zapraszam dalej do zapoznania się z moją opinią.


Seria Sanctuary SPA wygląda bardzo luksusowo. Sami przyznajcie, że złote elementy na opakowaniach bardzo to podkreślają.

Na stronie Hebe przeczytamy:
Produkty Sanctuary Spa to coś więcej niż produkty kosmetyczne, to twoje własne "Spa w słoiku", chwila wytchnienia od codziennego pośpiechu. 
Specjalnie skomponowane, by orzeźwiać, nawilżać i poprawiać samopoczucie. Niezależnie od tego czy masz 30 sekund, czy 30 minut, po prostu weź głęboki oddech i celebruj czas dla siebie. Produkty Sanctuary Spa są bogate w cenne olejki, odżywcze masła i głęboko działające aktywne składniki. Każdy balsam, peeling, czy żel to luksusowy produkt zmysłowo pachnący olejkami eterycznymi i ekstraktami roślinnymi. Szlachetny zapach luksusowych perfum utrzymuje się na skórze do 12 godzin.

Miałam okazję wypróbować trzy produkty:
  • Salt Scrub Peeling solny na bazie soli z Morza Martwego 650 g
  • Wonder Body, 150 ml. Rozświetlający balsam do ciała Pestki Winogron&Olejek Abisyński
  • 12 Hour Shower Creme 12 h, 250 ml. Nawilżający krem pod prysznic, Masło Shea&Witamina E 


Krem pod prysznic ma mocny, ale elegancki zapach. Kojarzy mi się właśnie z luksusowym SPA, w którym wykonuje się orientalne zabiegi. Na pewno na to wrażenie ma dodatkowo wpływ opakowanie. Kosmetyk ma zupełnie inną konsystencje niż standardowe żele pod prysznic - tutaj krem pod prysznic jest dobrym określeniem. Moja skóra w zimne dni jest bardzo wymagająca, szczególnie na dłoniach pojawiają się suche miejsca. Stosowanie żelu nie pogorszyło sprawy, nie zaobserwowałam by na ciele pojawiły się jakieś problemy. Sam skład możecie przeanalizować poniżej. Oczywiście nie jest to kosmetyk w 100% naturalny, ale mnie zadowala, że na drugim miejscu mamy w składzie olej ze słodkich migdałów, a nie od razu SLS.

Cena w UK to 6,5£ w Hebe to coś około 30 zł. Seria często bywa na promocji wtedy można go upolować w dużo niższej cenie.


Rozświetlający balsam do ciała to produkt, który zostawia na skórze lekko złotawą poświatę. W tym wypadku są to bardzo mocno zmielone drobinki, a nie chamski brokat. W składzie na drugim miejscu mamy silikon, który po nałożeniu na skórę może ją wygładzić, ale na pewno jej nie odżywi. Tak też traktuję ten produkt - to balsam, który ma sprawić, że nasza skóra będzie ładnie wyglądała. Gładka, lekko złota i do tego pachnąca. Osobiście chwilę go używałam kiedy były jeszcze ciepłe dni, ale teraz leży w łazience. Polecam go jeżeli chcecie upiększyć skórę przed imprezą, a nie chcecie używać samoopalacza (a nawet na samoopalacz myślę, będzie dobrze wyglądał), albo latem, gdy chce się założyć krótki spodenki. Fajnie zatuszuje bladą skórę, a także podkreśli brązowy kolor opalenizny.

Cena w UK to 9£ w Hebe to coś około 35 zł. Podobnie seria często bywa na promocji wtedy można go upolować w dużo niższej cenie.


Peeling solny muszę przyznać, że zrobił na mnie największe wrażenie jeżeli chodzi o estetykę. Zamknięty jest w plastikowym słoiku typu wek, który do złudzenia przypomina szkło. Jest za to bardziej praktyczne - nie stłucze się i jest lżejsze. Zapach jak całej serii jest bardzo elegancki, ale w tym produkcie mam wrażenie, że czuje go najmocniej. Przyznam się bez bicia, że nie jestem fanką solnych peelingów do ciała - są one dla mnie zbyt mocne i podrażniają skórę, tak gdzie jest już uszkodzona. Do tego w składzie jest parafina, za którą nie przepadam.  Za to sól i parafina idealnie sprawdzają się do pielęgnacji stóp i tak ten produkt używam. Można przy jego użyciu urządzić sobie prawdziwe SPA w domu.

Cena w UK to 13£ w Hebe to coś około 60 zł. Podobnie seria często bywa na promocji wtedy można go upolować w dużo niższej cenie.


Seria Charles Worthington London to z kolei produkty do pielęgnacji włosów. Również dostępna jest w Drogeriach Hebe. 

Na ich stronie przeczytamy, że:
Pokochaj swoje włosy! Z połączenia profesjonalnej ekspertyzy i miłości do włosów powstały produkty o jakości jak z najlepszych salonów fryzjerskich by codziennie cieszyć się efektowną, wspaniale prezentującą się fryzurą.
Od stylizacji Sharon Stone na rozdanie nagród Bafta a Diany Ross na Galę MET, do pracy z obsadą filmu „Sex w wielkim mieście”. Wśród jego klientów są również siostry Hilton, Nicole Richie, Lady Gaga czy Katy Perry. Wielokrotnie czesał gwiazdy na London Fashion Week, rozdanie nagród BAFTA i Oscarowe show. Charles Worthington – pasjonat fryzjerstwa, który spotykał się z najbardziej wymagającymi klientkami i sytuacjami gdzie akceptowalny był tylko perfekcyjny, stworzył produkty spełniające najwyższe wymagania, by każda kobieta mogła poczuć się na co dzień jak gwiazda na czerwonym dywanie. Produkty Charles Worthington gwarantują zadbane, lśniące włosy, które łatwo się układają i dodają pewności siebie, po prostu niesamowicie ułatwiając życie!

Miałam okazję testować szampon i odżywkę z serii Everyday Gentle.


Micelarny szampon do włosów zamknięty jest w półprzeźroczystym opakowaniu, co pomaga przy oszacowaniu poziomu zużycia produktu. Co mogę powiedzieć po jego stosowaniu? Nie mam wymagającej skóry głowy, także tutaj nie musiał zdziałać cudów. Wydaje mi się, że dość delikatnie oczyszcza. Cóż więcej - jest ok, ale niczym mnie specjalnie nie zachwycił. Skład widzicie poniżej. 

Cena w UK to 5.99£ w Hebe 39.99 zł. Aktualnie na promocji za 19.99 zł


Odżywka ponoć ma chronić kolor włosów. Nie farbuję się, także nie umiem stwierdzić czy jest to prawda. Niemniej jednak po użyciu odżywki, włosy stają się bardzo miękkie. Zaznaczam, że nie nakłada odżywki na skórę głowy! Ma przyjemny zapach i jest dość wydajna.

Cena w UK to 5.99£ w Hebe 42.99 zł. Aktualnie na promocji za 21.49 zł.


Używaliście już tych produktów?


Krem do twarzy Sunny Touch od Republiki Mydła - jak się u mnie sprawdził.

Krem do twarzy Sunny Touch od Republiki Mydła - jak się u mnie sprawdził.


Markę Republika Mydła kojarzyłam, ale powiem szczerze niespecjalnie śledziłam asortyment. Przyczyna była na pozór prozaiczna - po prostu nie przepadam za mydłami w kostkach. Mimo całej sympatii do naturalności i ekologiczności mydeł w kostkach, nie znoszę osadu jakie zostawiają na mydelniczkach. Jak więc powyższy krem do mnie trafił? Na stoisko Republiki Mydła trafiłam podczas jesiennej edycji targów Ekotyki → JESIENNE TARGI KOSMETYKÓW NATURALNYCH EKOTYKI - KATOWICE 29 WRZEŚNIA 2018. JAKIE MARKI BIORĄ UDZIAŁ I MOJE ZAKUPY Z KRAKOWSKIEJ EDYCJI. Wtedy zauważyłam, że prócz wyżej opisanych mydeł, można u nich znaleźć inne produkty. Na targach fajne jest to, że praktycznie każdy kosmetyk ma tester i tak mogłam poznać właśnie krem Sunny Touch. Po wstępnym zapoznaniu się z nim, poczułam się na tyle zaciekawiona, że postanowiłam go zakupić. Czy był to dobry pomysł? Zaraz się przekonacie :)


Na początku przedstawię kilka słów, które można znaleźć o produkcie na stronie producenta - republikamydla.com

Niezwykle bogaty krem do twarzy i do ciała z masłem Shea, zimnotłoczonymi olejami z rokitnika, pestek malin i słonecznika. W składzie znajdziecie również skwalan roślinny z oliwy z oliwek i witaminę E. Niepowtarzalną nutę zapachową budują naturalne aromatyczne ekstrakty botaniczne z maliną na pierwszym planie, uzupełnioną wanilią, jabłkiem, jeżyną i winogronem.

Dzięki połączeniu delikatnych olejów krem nie powoduje zapychania porów, co czyni go idealnym kosmetykiem do każdego rodzaju skóry w tym suchej, popękanej czy dojrzałej. Dzięki zawartym kwasom regeneruje naskórek, np. po oparzeniach słonecznych. Mieszanka naturalnych ekstraktów botanicznych z maliny, wanilii, jabłka, jeżyny i winogrona odpowiada za niepowtarzalny zapach kremu i dodatkowo podnosi jego dobroczynne właściwości. Stosowane przez nas ekstrakty to najwyższej jakości wyciągi z kwiatów, liści, łodyg, nasion i owoców, pozyskiwane w fizyczny sposób bezpośrednio z różnych części roślin, dzięki czemu posiadają szereg zalet: są w pełni bezpieczne, nietoksyczne, bez parabenów i “fragrance free”.

Masło Shea
Baza naszego kremu. Pełni funkcję naturalnego filtra przeciwsłonecznego, co czyni je surowcem idealnym na lato i na zimę, doskonale komponując się z resztą składników zawartych w naszym kremie. Masło jest niezwykle bogate w nienasycone kwasy tłuszczowe, które przyczyniają się do nawilżania i natłuszczania skóry, pomaga w redukcji zmarszczek, które powstają głównie wtedy gdy nasza skóra jest sucha i odwodniona. Mimo, że masło jest konsystencji stałej, nie pozostawia tłustej warstwy na skórze. Długo pozostaje w głębszych warstwach skóry, nie zapycha i śmiało może być stosowane nawet przez osoby o bardzo delikatnej cerze
Olej ze słonecznika
Chcieliśmy stworzyć krem z wykorzystaniem jak największej ilości surowców pochodzących z naszych rodzimych upraw. Olej ze słonecznika charakteryzuje się bardzo dużą ilością witaminy E, która stymuluje regenerację naskórka, w dodatku jest świetnie tolerowany nawet przez dzieci. Delikatny, szybko się wchłania, normalizuje pracę gruczołów łojowych przez co nie zapycha i jest świetnym olejem dla skóry tłustej czy mieszanej z problemami. Chroni nas przed promieniami słonecznymi. Wykazuje działanie przeciwrodnikowe, a więc przeciwdziała starzeniu się skóry. Nasz olej pochodzi z Polskiej uprawy, jest tłoczony na zimno i dostarczany nam zawsze w świeżych partiach.
Olej z rokitnika
Nasza perełka Lubelszczyzny. Ekologiczny, certyfikowany, tłoczony na zimno z pestek i miąższu rokitnika w lokalnej tłoczni, niefiltrowany. Chciałoby się powiedzieć: miód malina 😉 ale do maliny jeszcze dojdziemy. Olej z rokitnika redukuje stany zapalne skóry, regeneruję skórę, np. po oparzeniach słonecznych, chroni przez szkodliwym działaniem promieni UV, posiada silne właściwości antyoksydacyjne dzięki zawartości dużej ilości karotenoidów. Jako jeden z niewielu olejów posiada kwas omega-7, który jest naturalnym składnikiem lipidów skóry, kwas ten odpowiada za gojące właściwości oleju. Olej chętnie stosowany jako dodatek do kosmetyków przeciwstarzeniowych, naczynkowych, wzmacniających naturalną ochronę anty-UV.
Olej z pestek malin
Według przeprowadzonych badań olej z pestek malin pełni funkcję naturalnego filtra przeciwsłonecznego i my się z tym zgadzamy! Podobnie jak masło Shea, olej ze słonecznika czy rokitnika jest silnym antyoksydantem i chroni przed starzeniem się skóry. Kwasy Omega-3 i Omega-6 zawarte w oleju to ogromne pokłady witaminy E i A. Dzięki olejowi nasza skóra pozostanie promienna, gładka, miękka i nawilżona.
Skwalan roślinny z oliwy z oliwek
Skwalan jest substancją aktywną w postaci olejku będącego składnikiem ludzkiego sebum. Pełni funkcję transportu składników aktywnych w głąb skóry. Silny antyoksydant. Chroni przed promieniowaniem UV. Jest hipoalergiczny i bardzo dobrze tolerowany przez osoby, które borykają się z uczuleniami na oleje naturalne.
Witamina E pomaga chronić naszą skórę przed wolnymi rodnikami, które powstają głównie w wyniku niekorzystnego działania promieni UV. Naturalny konserwant kosmetyków. Przyspiesza gojenie się ran.

Skład: Masło Shea, Olej ze słonecznika1, Olej z pestek malin1, Olej z rokitnika1, Skwalan roślinny, Witamina E, Aromatyczny ekstrakt botaniczny – malina: Cytrynian trietylu, Trójglicerydy kaprylowe/kaprynowe, Ekstrakt botaniczny malinowy, Ekstrakt botaniczny waniliowy, Alkohol, Ekstrakt botaniczny z jabłka, Ekstrakt botaniczny z jeżyny, Ekstrakt botaniczny z winogrona.

1 - oleje zimnotłoczone

Krem ma pojemność 50 ml
Cena 39,95 zł



Krem posiada zbitą formułę masła, ale po zetknięciu ze skórą roztapia się. Nic dziwnego patrząc na jego bogaty skład. Zawiera on praktycznie same oleje na bazie z Masła Shea. Kosmetyk nakładam na twarz wieczorem. Jest bardzo tłusty, zostawia buzie mocno błyszczącą i lekko zażółconą. Kolor to zasługa rokietnika, który jest według mnie najcenniejszym składnikiem - podjedźcie sobie wyżej w opisie znajdziecie właściwości, które osobiście potwierdzam. Moja skóra jest delikatna, naczynkowa i faktycznie polubiła się z tym produktem. Wadą rokietnika jest właśnie intensywny kolor. Spokojnie, nie farbuje on skóry. Nie jest to samoopalacz, nie nada on ciemniejszego odcienia naszej buzi. Niestety zaraz po nałożeniu na twarz, przy kontakcie z ubraniem czy pościelą, może je pobrudzić. Tutaj radą jest odczekanie, aż produkt wchłonie się wgłąb skóry. Po tej chwili faktycznie można już przyłożyć policzek do poduszki bez ryzyka zostawienia żółtej plamy. Zwrócę uwagę jeszcze na zapach. Po odkręceniu słoika zrozumiałam dlaczego krem nosi nazwę Sunny Touch. Dla mnie tak właśnie pachnie lato - słodkie, ciepłe tony, które otulają jak słońce świecące nad łąką. Taki widok sobie wyobraziłam po zanurzeniu nosa w słoik z kremem :) Tym bardziej przyjemnie używa mi się tego kremu w zimne, jesienne dni. 


Jestem bardzo zadowolona z zakupu. Krem świetnie sprawdza się w wieczornej pielęgnacji. Polecam go wszystkim, którzy potrzebują porządnego nawilżenia. Przy nadchodzących mrozach myślę, że spokojnie można po niego sięgnąć, a osoby borykające się z bardzo suchą skórą mogą stosować go również na dzień. Jeżeli boicie się, że krem będzie zbyt ciężki - polecam stosować jako odżywczą, regenerującą maseczkę raz na kilka dni. Polecam produkt również ze względu na piękny zapach - jestem ciekawa co wy w nim wyczujecie.



Zużyte ostatnio produkty - co polecam wypróbować a czego unikać.

Zużyte ostatnio produkty - co polecam wypróbować a czego unikać.

Przy jesiennych porządkach czas na przegląd torby z ostatnio zużytymi produktami. Co tym razem się sprawdziło, jakie produkty przewinęły się ponownie, a o czym chciałabym jak najszybciej zapomnieć dowiecie się poniżej. 


Mydła do rąk Yope  pojawiają się za każdym razem, bo bardzo mi przypadły do gustu. Ostatnio są bardzo łatwo dostępne stacjonarnie i często można je dostać w bardzo korzystnych cenach. W kwestiach zapachowych nie mam przy mydłach wersji, której nie lubię, ale zdecydowanie najchętniej sięgam po wanilię, chociaż herbata też jest przyjemna. 

Wrzucam tu płyn do naczyń Yope, bo głupio mi robić osobny post o chemii kuchennej, a jednak warto wspomnieć o tym produkcie. Płyny Yope są szalenie wydajne, przyjemnie pachną (wszystkie trzy wersje zapachowe) i radzą sobie z tłustymi zabrudzeniami. Jednym słowem gary są czyste, a dłonie niezmasakrowane. Polecam wypróbować :)


Z żelami pod prysznic Yope mam już problem jeżeli chodzi o zapachy. Na razie jestem w stanie używać tylko wersji Dziurawiec. 

Produkt do kąpieli Organic Shop to dla mnie rozczarowanie roku. Mam wrażenie, że ten pojemnik stał na wannie wieki. Kupując go myślałam - o wow! Produkt na miarę Lush'a. Wygląda jak malinowy budyń, po odkręceniu przyjemnie pachnie (ponoć watą cukrową) i ma dawać pianę. Wyobrażałam sobie   wypełnioną po brzegi wannę z różową wodą i gęstą pianą, a dookoła unoszący się słodki zapach. Niestety nic bardziej mylnego. Zacznę od tego, że próbując nabrać dłonią produkt z opakowania natrafiamy na problem. To tak jakbyśmy chcieli nabrać surowe ciasto z dzierży. Po wrzuceniu takiej grudy do wody, leci ona prosto na dno. Natomiast jeśli spróbujemy rozpuścić ją pod bieżącą wodą, dostajemy tylko kilka marnych baniek. I tak widać, że nie wszystko ulega rozpuszczeniu i część grudek pływa dalej. Również z koloru i efektu gęstej piany nici. Jednak największym rozczarowaniem był dla mnie kompletny brak zapachu. O ilu w opakowaniu jest odrobinę wyczuwalny, tak po wrzuceniu do wody nie czuć zupełnie nic. Podsumowując - nie polecam!


Kokosowy krem do rąk Palmer's. Dla fanek intensywnej woni kokosa będzie to strzał w dziesiątkę. U mnie zapach jest jak najbardziej na plus. W nawilżeniu skóry nie przebił jednak mojego ulubieńca z Scandia Cosmetics. Wielkość idealna do torebki.

Serum antycelulitowe SPA FIND wypróbowałam raz. Skóra po nałożeniu produktu zaczęła mnie piec, więc odłożyłam go na półkę. Później sobie o nim przypomniałam i sprawdziłam skład. Bodajże na drugim miejscu był alkohol (w sumie czuć to było odrazu po otworzeniu kosmetykach) co na pewno powodowało u mnie podrażnienie. 

Aloesowy szampon przeciw wypadaniu włosów Equilibra. To któreś z kolei zużyte opakowanie. Moje włosy (i nie tylko moje ;)) lubią się z tym produktem.

Antyperspirant Vichy. Przeważnie sięgam po niebieską wersję, ale ta biała dla delikatnej skóry również jest w porządku.


Podczas wizyty w Sephorze na podczas Beauty Classes (o tym kiedy indziej) nakładałam na twarz podkład Clinique even better glow. W październiku wystartowała akcja promocująca ten podkład. Można było dostać próbkę podkładu Clinique do przetestowania w domu. Udało mi się wyskrobać z mini słoiczka produktu na dwa nałożenia i stwierdziłam, że jednak jak dla mnie szału nie ma. 

Maskara do rzęs Burberry. Ładnie wyglądała po nałożeniu na rzęsy, niestety po kilku godzinach robiła się panda pod okiem, bo tusz się osypywał.

Lakiery Claresa idą do kosza, bo niestety rozwarstwiły się. 


Chłodzący stick pod oczy Tony Moly. Niestety mimo przeuroczego opakowania ta formuła mi nie odpowiada. Przeciągając produktem skórę pod oczami, naciągała się bardzo. Sam kosmetyk nie nawilżał, faktycznie dawał lekkie uczucie chłodu. Podsumowując produkty Tony Moly to dla mnie średnie kosmetyki, zamknięte w uroczych i pomysłowych opakowaniach.

Isehan Kiss Me Sunkiller Water Essence SPV50. Filtr kupiony w Japonii. Szukałam takiego, który nie ma w składzie alkoholu. Niestety większość filtrów UV zawiera go w składzie (udało mi się znaleźć tylko trzy filtry alkohol free). Filtr nakładałam na krem a przed nałożeniem podkładu - zazwyczaj były to minerały. Twarz faktycznie uchroniła się przed letnią opalenizną. 

Lipowy płyn micelarny Sylveco - co tu dużo pisać, jak pojawia się praktycznie w każdym tego typu wpisie. Po prostu, polecam wypróbować!

Maska pod oczy Japońska Czereśnia Orientana. Zaskoczyło mnie to, że opakowaniu znajdują się dwie pary płatków pod oczy. Byłam przekonana, że to jednorazowa kuracja. Stosowałam maskę (no dobra tylko dwa razy, ale jednak) rano. Po zdjęciu maski z okolic oczu, skóra była napięta i wyglądała dobrze. Nałożony po chwili korektor pod oczy wyglądał dobrze. 

Płyn micelarny Bioderma przydał się w podróży. Mała buteleczka zmieściła się w bagażu podręcznym. W działaniu nie mam mu nic do zarzucenia. Jedynie skład może budzić pewne "ale", bo nie jest to produkt w pełni naturalny. 

Żurawinowy krem do twarzy Norel. Bardzo lubiłam nakładać go w porannej pielęgnacji. Miał bardzo przyjemny zapach, konsytencję i fajnie się wchłaniał. Tym dużym opakowaniem dzielę się z mamą, która również bardzo lubi ten krem.

Żurawinowy Lift Norel. To seria profesjonalna marki i stosowałam ten kosmetyk jak serum. Przyznaję, że po nałożeniu na skórę czuło się efekt wygładzenia, mimo lekkiej konsystencji. Zapewne wrócę do niego. 

Krem do twarzy Ruby Vine marki Bartos. Produkt ma wzmacniać, rozjaśniać i poprawić kondycję skóry naczynkowej. Stosowałam go na dzień. Muszę zaznaczyć, że krem wchłania się błyskawicznie, co przeważyło o używaniu go rano, a podczas wieczornej pielęgnacji - kiedy lubię nałożyć coś ciężkiego, tłustego, co będzie chwilę na skórze. Szybkie wchłanianie miało swój plus - przy bieganiu bez makijażu po domu nie świeciłam się jak przy stosowaniu innych kremów. Przyznaję, że jestem zadowolona z działania kosmetyku. Jeżeli szukacie szybko wchłaniającego się kremu, który nie zostawia tłustej warstwy na skórze a dodatkowo posiada dobry skład to spokojnie możecie się nim zainteresować. Doczepić mogę się do wydajności - produkt starczył mi na około miesiąc stosowania. Sposób aplikacji był ciekawy - słoiczek airless, który zapobiega napowietrzaniu się kosmetyku. Pompka nie jest jednak usytuowana standardowo, aby wydobyć krem, należy nacisnąć całą powierzchnię słoiczka. Niestety dla mnie średnio praktyczne było zbieranie wyciśniętego produktu. Resztki kremu osadzały się po powierzchni, co wymuszało przetarcie jej po każdym użyciu.

Październikowy FUNDAY BOX - Fall in Love

Październikowy FUNDAY BOX - Fall in Love

Lubicie jesień? Ja niekoniecznie. Przypomina mi o przemijaniu, że kończy się beztroski letni czas (mimo, że od dawna beztroski nie jest) i zaraz robi się nostalgicznie. Na szczęście początek jesieni przyniósł ciepłe, słoneczne chwile, które pozwoliły łagodnie wejść w nową porę roku. Nie mogło to trwać w nieskończoność i w końcu przyszły deszczowe mgliste dni. Najchętniej przeczekałabym je pod kocem z kubkiem gorącej herbaty. Zapewne każdy ma  swój sposób na umilenia jesiennej słoty. Mój ostatni weekend został na przykład osłodzony różowym pudełkiem Funday Box. Przedstawiam Wam październikową edycję Fall in Love.


Na wierzchu pudełka znalazłam piękny katalog, który wyjaśnia co znajduje się w środku. Przyznam, że zaskoczył mnie ciężar boxa, który odebrałam od kuriera. Sami zobaczcie co odkryłam w środku.






W kopercie znalazła się mała naklejka, Funday Plan z wypisanymi wszystkimi markami i ich namiarami, a także kody rabatowe - łapcie kody i korzystajcie, jeżeli macie ochotę :)





W środku znalazłam 11 produktów, próbkę kremu i zniżki.

  • Pasta do zębów, Rapid White
  • Rękawica do masażu ciała, Delete
  • Tonik Pure Neuroli + próbka kremu do rąk, Evree
  • Napój, Chias
  • Naturalną przekąskę, DayUp
  • Krówki Toffi, Super Krówka
  • Piernikowe masło orzechowe, Primavika
  • Saszetka, Yeah Bunny
  • Naklejki, Yeah Bunny
  • Naklejki na paznokcie, MylaQ
  • Peeling kawowy, Mr.Scrubber




Przyznaję się, pierwsze w ruch poszły krówki. Prócz ładnego opakowania mają ciekawy smak. Produkty jedzeniowe ucieszyły nie tylko mnie - mój mąż już się na nie czai. Bardzo mnie ciekawi marka Mr.Scrubber. Po przejrzeniu ich sklepu, zapowiadają się ukraińską wersją Lush'a. Maseczki, peelingi do ust wyglądają  ciekawie. Chętnie wypróbuje kawowy peeling od nich, który znalazłam w boxie. Do tego rękawica do masażu ciała od Delete i jesienne SPA czas zacząć. Saszetek i portfelików na zamek nigdy dość, więc i ten na pewno znajdzie zastosowanie. Podobnie mam z naklejkami - uwielbiam je! Ogólnie uwielbiam sklepy papiernicze i kaligraficzne, dlatego takie rzeczy zawsze mnie cieszą.





Jak Wam podoba się zawartość październikowego Funday Box'a?


Czym najbardziej lubię nakładać podkład mineralny - Pędzle Annabelle Minerals

Czym najbardziej lubię nakładać podkład mineralny - Pędzle Annabelle Minerals

Mam wrażenie, że podkłady mineralne zrewolucjonizowały świat makijażu. A na pewno zrewolucjonizowało mój świat. Kosmetyki te nie tylko wpływają na efekt wizualny, ale też dbają o cerę. Ich największą zaletą są proste, naturalne składy, w których znaleźć można nadającą delikatnego blasku mikę, pomocny w walce z drobnymi wypryskami, antybakteryjny tlenek cynku oraz zapewniający doskonałe krycie dwutlenek tytanu, który dodatkowo chroni skórę przed promieniowaniem słonecznym UVA/UVB na poziomie około 15 SPF. Sama produktów mineralnych używam około dwóch lat i nie wyobrażam sobie  zaprzestać. Prócz samych kosmetyków ważnym aspektem jest również sposób ich nakładanie. Do tego najlepszą pomocą są dla mnie pędzle. To je właśnie chcę Wam przedstawić w tym poście.


Od lewej Flat Top, Short Top, Kabuki

Zacznijmy może jednak od tego jak nałożyć mineralny podkład mineralny? Podkład mineralny można aplikować na mokro, spryskując delikatnie włosie pędzla wodą termalna, wodą mineralną czy hydrolatem. Dobrze do tego nada się również zwilżona gąbeczka. Podkład mineralny można również połączyć z kremem, olejkiem lub innym płynnym podkładem. Sposobów jest na prawdę wiele, przyjrzyjmy się jednak dokładnie pędzlom. Sama używam tylko nakładania na sucho przy użyciu pędzla na wcześniej nakremowaną twarz. Aby uzyskać dobry efekt:
  • Należy wysypać odrobinę pudru na wieczko lub inną czystą powierzchnię.

  • Delikatnie przyłożyć pędzel do powierzchni kosmetyku.

  • Otrzepać nadmiar produktu o wierzch dłoni lub brzeg pokrywki.

  • Cienką warstwę pudru rozprowadź po twarzy kolistymi ruchami, kierując pędzel od wewnętrznych partii twarzy ku zewnętrznym, co zapewni równomierną aplikację i brak nierówności. 

  • Rozprowadzam podkład aż za linię żuchwy, w kierunku szyi.
  • Jeżeli chcę uzyskać mocniejsze krycie stępluję pędzlem po skórze, ewentualnie nakładam drugą warstwę podkładu.

Do pracy z podkładem mineralnym mam pięć pędzli. Pędzel Kabuki mini od Lily Lolo, pędzel Kabuki od Vita Liberata i trzy pędzle od Annabelle Minerals, które omówię poniżej.

W zależności od tego jaki pędzel wybierzemy taki efekt krycia uzyskamy na skórze. Zaznaczę jeszcze, że wszystkie pędzle są z włosia syntetycznego i posiadają bambusowy trzonek.


Pędzel Kabuki posiada zaokrąglone, dwukolorowe włosie. Jest bardzo miękki. Możemy osiągnąć przy jego użyciu delikatne lub średnie krycie. Nakładamy pokład okrężnymi ruchami lekko dociskając. To mój faworyt. Poranny makijaż przebiega szybko i sprawnie. Łatwo się go domywa i dość szybko schnie. Jego cena to 32,90 zł.





Pędzel Short Top zapewni bardzo mocne krycie. Należy nakładać podkład ruchami stęplcującymi a następnie rozetrzeć. Jego włosie jest gęste zbite, również dwukolorowe. Ciężko go niestety domyć i bardzo długo schnie. Osobiście najrzadziej po niego sięgam. Jego cena to 39,90 zł.


Pędzel typu Flat Top jest ścięty na górze. Ma dwukolorowe włosie, jak pozostałe pędzle. Jest gęstsze niż przy kabuki. Daje krycie średnie do mocnego, ale to on pozwala dobrze wykorzystać pigmentację podkładu matującego. Lubię go używać jeżeli zależy mi na mocniejszym makijażu. Jego cena to 32,90 zł.



Używacie podkładu mineralnego?
Czym go nakładacie?
Denko czyli ostatnio zużyte produkty w minirecenzjach! M.in. Lush, Only BIO, Nabla, Blend it!, Serum ze złotem i szampon ze ślimakiem.

Denko czyli ostatnio zużyte produkty w minirecenzjach! M.in. Lush, Only BIO, Nabla, Blend it!, Serum ze złotem i szampon ze ślimakiem.

Wiem, wiem, pokazuję śmieci. Jednak jak dla mnie to najlepszy sposób na zebranie zużytych produktów i napisanie o nich kilku słów. Bezsensu byłoby rozpisywanie się o każdym produkcie z osobna, chociaż bywa i tak, że od czasu do czasu pełna recenzja się ukazuje. Szczególnie jeśli produkt na to zasługuje :) Przejdźmy w takim razie do przeglądu poniższych kosmetyków. Może Was coś zainteresuje lub poznacie jakieś nowe produkty. Dajcie znać w komentarzu! 


Z kąpielowych produktów jestem w całości zadowolona. Wersji zapachowej Dziurawiec jest moim faworytem spośród żeli pod prysznic Yope. Tu nie mam do czego się przyczepić konsystencja, wydajność, wygląd opakowania - wszystko jest na tak! Tym bardziej, że można go dostać już w cenie około 14 zł za 400 ml. Peelingi do ciała Body Boom miała w wersji mini i oba zapachy mi się podobały. Banan jaki i mango pachniało bardzo przyjemnie. Po kąpieli zapach roznosił się po całym mieszkaniu. Kawowy peeling z drobinkami soli to mocne zdzieraki, a zawarte w składzie olejki zostawiają skórę nawilżoną. Z LUSH zużyłam dwie kule do kąpieli - The Comforter i Intergalactic. Pierwsza różowa, pięknie pachnąca i dająca dużo piany. Druga z brokatem, która rozpuszczając się robi tęcze i równie pięknie pachnie. Z kulami z LUSH jest tak, że pachną mega intensywnie. Swoje zakupiłam w maju, a zużyłam dopiero we wrześniu. Przez ten czas zapach stracił dużo na intensywności, dlatego nie warto ich odkładać na długo, ani według mnie robić sporych zapasów.


Mydła w płynie Yope są już stałym bywalcem czy to u mnie czy to u mojej mamy. Zawsze muszę mieć jakiś zapas i przeważnie robię je przy jakieś większej promocji. Podobnie jak żel opisany powyżej, tutaj też nie mam się do czego przyczepić. Jeżeli czytacie mojego bloga, to na pewno zauważyliście, że praktycznie w każdym tego typu pości znajduje się przynajmniej jedno opakowanie mydła Yope :)


Smarowidła do ciała u mnie są traktowane trochę po macoszemu. Niby lubię, ale często zapominam. Na pewno bardzo dobrze używało mi się masła do ciała kwiat wiśni i róży od Wellness & Beauty. Dostaniecie go w Rossmannie za ok 15zł. Ma na prawdę przyjemną konsytencję i piękny zapach. Przyznam, że odkręcane opakowania zdają u mnie egzamin, jeżeli chodzi o balsamy czy masła do ciała. Próbka brązującego balsamu z Palmer's jest tak na prawdę sporych rozmiarów i starczyła na kilka użyć. Produkt ma bardzo mocny zapach, który kojarzy mi się z super słodkimi perfumami. Unosi się on cały dzień po aplikacji na skórę, co jednym może się nie podobać. Mi zapach odpowiadał mimo jego mocy. Zaznaczam, że nie jest to typowy samoopalacz, który od razu pozostawia pomarańczowy kolor na skórze. Daje raczej lekki efekt, ale nie trzeba się bać o plamy. Próbka balsamu do ciała marki D'Alchemy dołączona była bodajże do gazety ELLE. Kupiłam, bo byłam szalenie ciekawa czym mnie może zaskoczyć balsam za ponad dwie stówy. Co mogę powiedzieć, po zużyciu 15 ml? Kosmetyk ma bardzo lekko formułę, pachnie cytrusami i szybko się wchłania. Zaglądając na stronę producenta, dowiedziałam się, że tą próbkę można zakupić u nich na e-sklepie - uwaga! W cenie 59zł. Cieszę się, że mogłam przetestować produkt, ale jednak cena mnie nie zachęca do zakupu.


W pielęgnacji twarzy dna dobił peeling enzymatyczny Norel. Zakupiony był w pojemności gabinetowej i nie chciał się skończyć :) Bardzo lubię produkty marki Norel i ten kosmetyk zapewne powróci na łazienkową półkę. Płyn micelarny Only Bio zamknięty jest w masywną, szklaną butelkę z dozownikiem zakończonym pompką. Jest to wygodne rozwiązanie jeżeli chodzi o domową łazienkę, ale absolutnie nie praktycznie przy podróżach, ponieważ opakowanie jest bardzo ciężki i do tego istnieje ryzyko rozbicia. Kosmetyk był wydajny, zmywał przyzwoicie, ale z tuszem miałam wrażenie nie szło mu tak dobrze. Skusiłam się też wypróbować dwuetapową pielęgnację oczyszczanie i serum do cery tłustej Le Cafe mimi. Osobno mamy maskę, która ma usuwać nadmiar sebum, oczyszczać pory i dodatkowo uspokajać podrażnienia. W osobnym pojemniczku mamy nawilżające serum do twarzy. Mimo małej pojemności spokojnie można  wykonać zabieg około trzy razy. Po użyciu skóra faktycznie jest oczyszczona i nawilżona, a na drugi dzień make up trzyma się lepiej. Krem na noc z O2Skin to moje drugie zużyte opakowanie. Podobnie jak poprzednio jestem zadowolona. Krem dobrze nawilżał skórę. Kolejny zużyty produkt to GlySkinCare - Serum kolagenowe ze złotem. Dostałam go do testów podczas spotkania blogerskiego i chwilę leżał w zapasach. Jakoś nie wierzyłam w obietnice producenta jakoby miał cudownie nawilżać skórę itd. Wzięłam go jednak do pielęgnacji skóry i stosowałam pod krem rano i czasem wieczorem. Tu musze przyznać, że ma super lekką, wodnistą konsystencję, która faktycznie dobrze współgrała z kremami, które później nakładałam. Skóra faktycznie polubiła się z tym produktem. Krem marki Bartos Ruby Vine znalazł się tutaj, ponieważ się rozwarstwił. Czekał sobie grzecznie na swoją kolej w zapasach i przy próbie zadozowania kremu, produkt tryskał na wszystkie strony. Po otworzeniu okazało się, że krem się rozwarstwił. Napisałam do producenta, przedstawiając mu całą sytuację. Dostałam informację, że sprawdzili partię i nic nie wskazuje by coś się działo na producji i prawdopodobnie zawiódł węzeł dostawczy. W każdym razie dostałam nowy krem, co jest bardzo miłym gestem. Z tym na szczęście jest wszystko w porządku, zaczęłam go już nawet używać.


Włosowa pielęgnacja to zestaw marki Halier. Pełną recenzję znajdziecie w tym wpisie → DUET DO PIELĘGNACJI WŁOSÓW Z KOLEKCJI FORTESSE MARKI HALIER.   Świetnym produktem okazała się również odżywka do włosów delikatnych DUCRAY EXTRA-DOUX. Faktycznie po jej użyciu włosy miękkie i nawilżone. Nie puszyły się i nie elektryzowały, a do tego łatwo się rozczesywały. Niestety kolejna odżywka Tsubaki przywieziona z Japonii, sięgnęła dna. Ta odżywka ma w sobie silikony, ale używa na końce włosów, bardzo fajnie je dociąża i do tego ma piękny, intensywny zapach, który długo utrzymuje się na włosach. Dna sięgnął również szampon marki _Element z filtratem śluzu ślimaka. Nie zawiera on SLS, a sam filtrat jest wysoko w składzie. Faktycznie nie przesusza skóry głowy, a dobrze ją oczyszcza. 


O dziwo, tym razem z kolorówki też mam kilka produktów. Dna sięgnęła niestety kredka do brwi Nabla w odcieniu Jupiter. Więcej o niej przeczytacie → PORÓWNANIE KREDEK DO BRWI - NABLA KONTRA GOLDEN ROSE. Dna sięgnęła również matowa pomadka w płynie Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick w odcieniu 03. Muszę podkreślić, że zdenkowanie pomadki to na prawdę coś. Prócz ochronnych rzadko zdarza mi się to zrobić. Do kosza idzie tusz do rzęs L'Oreal Paradise Extatic. Ma piękne opakowanie, bardzo dużą szczoteczkę i daje piękny efekt pogrubionych rzęs. Wszystko pięknie, tylko ma jedną zasadniczą wadę - niemiłosiernie się osypuje! A przy pomalowaniu dolnych rzęs, robi pandę. Mini gąbeczka Blend it! też idzie już do kosza. W sumie od czerwca przestałam używać gąbeczek i przerzuciłam się na wklepywanie korektora palcami. Zostawiam Wam jeszcze wpis → PORÓWNANIE GĄBECZEK DO NAKŁADANIA MAKIJAŻU - BEAUTY BLENDER VS BLEND IT! KTÓRA JEST LEPSZA?. A na koniec do kosza lądują dwa lakiery hybrydowe Claresa, które się rozwarstwiły.

Odżywki do rzęs bez bimatoprostu, Regital Lash - efekty, zdjęcia przed i po i moja opinia

Odżywki do rzęs bez bimatoprostu, Regital Lash - efekty, zdjęcia przed i po i moja opinia




Cześć! Przyznam szczerze, że ten wpis ma bardzo duże opóźnienie. Mimo tego, że zdjęcia zrobione zostały już dawno temu, zarys postu "wisiał w Wersji Roboczej". Wychodzę jednak z założenia, że co się odwlecze to nie uciecze. Odżywki do rzęs są nadal popularne, także tematyka jest jak najbardziej aktualna. Sama marzę by posiadać wachlarz gęstych rzęs wokół oczu. Oczywiście bez przerysowania, najlepiej by wyglądało to naturalnie. Niestety genetyki nie przeskoczę. Obraz jest taki, że mam krótkie i proste rzęsy, których z daleka w ogóle nie widać. Dopiero porządna dawka maskary sprawia, że rzęsy jako tako wyglądają.

Czy jest coś, co można z tym zrobić? Przedłużanie, zagęszczanie rzęs, doklejanie kępek. Tylko to nie jest na zawsze...trzeba pamiętać o codziennym klejeniu pasków, albo uzupełnianiu wypadających kępkach. Inaczej wygląda to nieciekawie. Co zrobić by budzić się rano i rzęsy już wyglądały dobrze? Odżywiać!

Przyznaję się bez bicia - używam sporo kosmetyków. Staram się to robić racjonalnie, w miarę potrzeb. Najważniejsze jednak jest dla mnie bezpieczeństwo. Jeżeli jakiś produkt mnie uczuliła, staram się dojść jaki składnik może za tym stać. Podobnie jest w ze składnikami kontrowersyjnymi - staram się ich unikać. 


Odnośnie składników kontrowersyjnych, przybliżę teraz substancję zwaną bimatoprostem, która bardzo często znajduje się w odżywkach do rzęs. Jest to syntetyczny związek odpowiadający hormonowi z grupy prostaglandyn. Substancja ta wykorzystywana jest do kropli do oczu, które silnie obniżają ciśnienie śród i okołogałkowe. Efektem ubocznym stosowania preparatów na bazie bimatoprosu jest wzrost rzęs, zwiększenie ich ilość, długości i poprawa grubości, a także wzmocnienie ich kondycji i pogłębienie naturalnego koloru. Niestety istnieje tez bardzo dużo efektów negatywnych. Bimatoprost może powodować między innymi: przekrwienie spojówek, świąd, stany zapalne rogówki i spojówki, uczucie pieczenia i podrażnienia oczu, łzawienie, pogorszenie ostrości widzenia, ból oka i głowy, wzmożoną pigmentację tęczówki (barwnej części oka) oraz skóry wokół oczodołu, wynikającą ze zwiększenia zawartości melaniny w melanocytach. Ciemnienie skóry wokół oka powinno ustać po kilku tygodniach lub miesiącach od zaprzestania stosowania bimatoprostu, jednak inne efekty uboczne, takie jak zmiany zabarwienia tęczówki, mogą mieć charakter trwały.

Jakoś nie wyglądają zachęcająco wymienione tutaj zagrożenia, wynikające z chęci posiadania ładniejszych rzęs. No dobrze, ale nie tylko bimatoprost znacząco poprawia kondycje rzęs. I tutaj chciałabym Wam przedstawić polską odżywkę do rzęs, na którą się skusiłam po przeczytaniu składu - Regital Lash.



Skład: Water, Hyaluron Acid, Collagen, Cucurbita Pepo Pumpkin Seed Extract, Sphingolipid, Myristoyl Pentapeptide-17, Arginine.

  • Water – woda
  • Hyaluronic Acid – kwas hialuronowy. Długotrwale nawilża i wygładza powierzchnię rzęs.
  • Collagen – kolagen, białko. Naturalnie występuje w strukturze włosa. Wygładza powierzchnię rzęs, nadaje im połysku oraz zapobiega ich wypadaniu.
  • Cucurbita Pepo Pumpkin Seed Extract – ekstrakt z dyni. Bogaty w witaminy i minerały. Nawilża, wzmacnia i zapobiega wypadaniu rzęs.
  • Sphingolipid – złożone, długołańcuchowe lipidy. Są nośnikiem substancji czynnych, zapobiegają utracie nawilżenia.
  • Myristoyl Pentapeptide-17 – peptyd, stymuluje wzrost rzęs. Sprawia, że stają się gęstsze i grubsze.
  • Arginine – arginina, aminokwas. Jest niezbędna do prawidłowego wzrostu włosa. Bierze udział w syntezie kolagenu.

Jak widzicie skład jest prosty i przyjemny.


Serum zakupiłam dokładnie 2 lipca w aptece internetowej. Cena preparatu waha się bardzo mocno i sięga nawet 90 zł! Mi udało się kupić Regital Lash za coś około 30 zł. Nie wiem skąd aż tak duża rozpiętość. 

Odżywkę skrupulatnie stosowałam tak jak zaleca producent - przez 6 tygodni, nakładając pędzelkiem (tak jak eyeliner), wieczorem przed senem. 



Poniżej znajdują się zdjęcia (no make up) przed i po stosowaniu odżywki Regital Lash. 

Prawe oko przed kuracją

Prawe oko po 6 tygodniach stosowania odżywki

Lewe oko przed kuracją

Lewe oko po 6 tygodniach stosowania odżywki

Jak możecie zauważyć rzęsy stały się dłuższe, tak jakby ciemniejsze i gęstsze. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona działaniem odzywki. W trakcie kuracji nie miałam żadnych problemów ze szczypaniem czy podrażnieniem oka czy skóry wokół oczu. Pędzelkiem łatwo było sunąć wzdłuż lini rzęs.

Następnym krokiem do naturalnego upiększenia rzęs było poddanie się zabiegowo laminacji rzęs, ale o tym przy innej okazji ;)
Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger