Moja pierwsza pomadka marki M.A.C Cosmetics - czy było warto?

Moja pierwsza pomadka marki M.A.C Cosmetics - czy było warto?

Nazwa MAC Cosmetics odbijała się echem wokół mnie, kojarzyła mi się z kosmetykami dla profesjonalistów. O marce słyszałam już długo przed założeniem bloga. Kiedy przechodziłam obok stacjonarnego sklepu w Krakowie, gdzie ekspedientki umalowane niebieską pomadką krzątały się wśród gablotek z kosmetykami, pomyślałam sobie - to nie sklep dla mnie. Nie miałam odwagi tam wejść, poza tym ceny jak na studencką kieszeń były mocno wygórowane. Przeglądając wpisy blogerek, co rusz natrafiałam na wzmiankę o "nowej pomadce do kolekcji" czy serii Pro Longwear. Tyczyło się to wszystko oczywiście opisywanej powyżej marki. Z czasem miałam wrażenie, że każda osoba zajmująca się makijażem jakiś produkt z MAC posiada.   


Pokrótce streszczę historię firmy - założona była w latach osiemdziesiątych w USA przez wizażystę i fotografa, z potrzeby posiadania kosmetyków dobrze wyglądających na modelkach podczas sesji fotograficznych. MAC czyli Make-up Artist Cosmetics została wykupiona w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych przez koncern Estee Lauder. Spora część dochodów ze sprzedaży produktów przeznaczona jest na walkę z HIV/AIDS. Od samego początku kosmetyki MAC kojarzone są z prostymi, czarnymi opakowaniami. Marka osiągnęła sukces sprzedaży dzięki swoim kampaniom reklamowym z udziałem gwiazd tj. Madonna, Naomi Campbell, Cher czy nawet Princess Diana.

Moim pierwszym produktem z MAC był dołączony do zakupionego pudełka JoyBox - tusz do rzęs IN EXTREME DIMENSION LASH 3. Pamiętam, że byłam z niego zadowolona. Jednak później poznałam swojego ulubieńca L'oreal So Couture i do In Extreme nie wróciłam.

Dlaczego kupiłam swoją pierwszą pomadkę z MAC? Ano dlatego, że z każdej strony słyszałam o tym jakie one to nie są wspaniałe i że każda szanująca się osoba zajmująca się wizażem posiada kosmetyki tejże marki. Druga sprawa to po prostu czysta ciekawość. Bardzo lubię testować kosmetyki, sprawdzać czy mi odpowiadają. 

Przyznam się, że ponad dwa lata zajęło mi kupienie swojej pierwszej pomadki z MAC. Podoba mi się ich minimalistyczny design -czarne opakowanie, które wygląda jak nabój :) Lubię kiedy pomadki ładnie pachną i te pachną budyniowo, słodko, ale nie mdło. Nie są najtańsze - 86zł za pomadkę to jednak jest wydatek. Występują w kilku wykończeniach i wielu odcieniach. Tak na prawdę to właśnie na kolor nie mogłam się ostatecznie zdecydować. Wiedziałam, że postawię na matową pomadkę, bo takie wykończenie najbardziej lubię, ale nie byłam przekonana czy chcę pójść w dzienny czy wieczorowy makijaż. Ostatecznie padło chyba na najbardziej popularny odcień - MEHR. Skusiła mnie promocja -20%.


Odcień MEHR to taki odcień kameleon na każdym wygląda inaczej. Jest to dzienny kolor, spokojnie mogłabym go nazwać - ładniejszym odcieniem moich ust. Muszę przyznać, że dobrze wygląda w makijażu tzw. no make-up czyli korektor, tusz do rzęs i właśnie pomadka, jaki i w pełnym full glam dopracowanym makijażu. 




Jestem bardzo zaskoczona jak przyjemnie nakłada się pomadkę na ust. Nie jest to suchy mat, który podkreśla każdą suchą skórkę na wargach. Nosi się ją bardzo komfortowo. Zjada się równomiernie i łatwo można poprawić makijaż w ciągu dnia, bez zrobienia katastrofy na ustach. Powyżej swatch koloru na dłoni w świetle dziennym bez retuszu, a poniżej już nałożona na usta, gdzie też nie doświetlałam się lampą. Na ustach wygląda jakbym miała nałożony błyszczyk, ale tak nie było. Ta pomadka jest po prostu tak kremowa.

Przyznam, że jestem bardzo zadowolona z zakupu i cieszę się, że wybrałam klasyczny kolor, który mogę nosić każdy dzień. Nie zawiodłam się na tym odcieniu i podoba mi się zapach i opakowanie. Nie jestem do końca przekonana czy chcę wypróbować inne odcienie. Wydaję mi się jednak, że po zużyciu tego opakowania odcienia Mehr, chętnie kupie kolejne  :)



Witaminowy koktajl pod oczy na noc A + E + C polskiej marki IOSSI - jak sprawdził się magiczny eliksir na mojej wrażliwej skórze pod oczami?

Witaminowy koktajl pod oczy na noc A + E + C polskiej marki IOSSI - jak sprawdził się magiczny eliksir na mojej wrażliwej skórze pod oczami?

Osoby, które czytają mojego bloga już jakiś czas, mogły natknąć się na informację o mojej walce z podkrążonymi oczami. Walce niestety bezskutecznej, bo zaciemnienia i dołki pod oczami to sprawa genetyczna, więc kosmetykami nic w tej sprawie zdziałać nie mogę. Nie mniej jednak odpowiednia pielęgnacja znacząco poprawia wygląd skóry przez jej odżywienie i nawilżenie, a to w przyszłości zaprocentuje wolniejszym starzeniem się skóry. Stawiam zatem na zapobieganie i inwestuje w produkty dobre jakościowo, licząc na efekty w przyszłości. Pewne jest, że zaniedbanie nawilżenia skóry pod oczami może spowodować jej odwodnienie, przez co pierwsze zmarszczki mogą pojawić się szybciej niż moglibyśmy się tego spodziewać.

Stosuje dwa różne produkty do pielęgnacji okolicy pod oczami. Rano nawilżający krem, ale szybko wchłaniający się. Wieczorem wklepuje mocno odżywcze kremy, które wieczorem powinny zregenerować cieką i wrażliwą skórę. Będąc na Targach EKOTYKI odwiedziłam stoisku marki IOSSI i zakupiłam ich nowość - Witaminowy koktajl pod oczy na noc z witaminami A + E + C. Byłam niesamowicie ciekawa jak sprawdzi się forma bogatego olejku w pielęgnacji okolic pod oczami. Jeżeli Wy też to zapraszam do dalszej lektury :)


Na początek przedstawię po krótce markę IOSSI - jest to polska marka z siedzibą w Krakowie. Wszystkie produkty są wyrabianie ręcznie z samodzielnie wykonanych ekstraktów, maceratów i wyselekcjonowanych komponentów. Miałam już okazję poznać serum do twarzy marki IOSSI - SERUM DO TWARZY, INTENSYWNA REGENRACJA Z OLEJEM WIESIOŁKOWYM.


Co do koktailu to na stronie producenta przeczytamy:

Jedwabiste serum o konsystencji lekkiego olejku, intensywna kuracja do delikatnej skóry okolic oczu. Dogłębnie pielęgnuje, odmładza i zapobiega przyszłym zmarszczkom. Dzięki zawartości Retinolu zwanego witaminą młodości - widocznie zmniejszają się spowodowane czasem zmiany skórne. Dodatek odżywczych i lekkich olejów z pestek cytryny i herbacianego powoduje, że skóra staje się aksamitnie gładka i miękka. Witaminy E i C, doceniane ze względu na swoje właściwości przeciwutleniające - dodatkowo wzmacniają, ujędrniają i regenerują skórę. Serum poprawi strukturę i koloryt. Przeznaczone jest do każdego typu skóry, specjalnie zaś testowaliśmy go pod kątem cery wrażliwej.

Stosowanie: 

Wieczorem, delikatnie wmasuj w skórę pod oczami, dookoła ust lub na szyję. Można stosować samodzielnie lub pod krem.

Działanie:

przeciwzmarszczkowe, regenerujące, nawilżające, wygładzające.



Dla kogo?

Każdy typ skóry, a w szczególności cera dojrzała.

10ml kosztuje 98zł


SKŁAD: olej kameliowy, olej z pestek cytryny, skwalan z trzciny cukrowej, C13-15 Alkane (lekki emolient z trzciny cukrowej), olej z dzikiej róży, olej jojoba, lipidy owsiane, olej z zarodków pszenicy, poliglicerydy roślinne, frakcjonowany olej kokosowy, olej z szałwii hiszpańskiej (chia), stabilna witamina C, naturalna witamina E, retinol, ekstrakt z solirodu zielnego, olejek bergamotkowy, olejek lawendowy, olejek z kadzidłowca, olej copaiba, olejek z rumianku niemieckiego



Koktajl jest zamknięty w aptecznej buteleczce z grubego ciemnego szkła. Dozownik kropelkowy mógłby być dla mnie zastąpiony pipetką. Nie jest to  wielki problem, przez nałożoną zatyczkę do odmierzania kropelek, zawartość nie nie posiada ciągłego kontaktu z powietrzem przy każdym odkręceniu. Produkt musiałam najpierw  nałożyć na palce a następnie wklepać w okolice pod oczami.  Zadozowanie bezpośrednio z opakowania na skórę pod oczami nie było dla mnie  bezpieczne. Bywało, że z dozownika na palec wypadło więcej produktu niż chciałam, szczególnie przy mniejszej zawartości buteleczki. Nic się jednak nie marnowało, nadmiar kosmetyku wklepywałam w miejsca narażone na powstawanie zmarszczek.


Koktajl ma konsystencję olejku, bezwonnego z lekko żółtym zabarwieniem. Każdego wieczora wklepywałam w skórę pod oczami jedną kroplę produktu. Moją największą obawą było, aby produkt nie dostał się do oczu i ich nie podrażnił. Aplikowałam olejek uważnie, nie podjeżdżając zbyt blisko lini wodnej oka. Gdy wcześnie wykonałam cały rytuał wieczornej pielęgnacji i chciałam jeszcze poczytać itp. przed pójściem spać, oczy lekko zaczęły mi łzawić. Nie był to problem na tyle intensywny by używać kropli do oczu, sama gałka oczna nie była zaczerwieniona. Dla własnego komfortu jednak nakładałam koktail tuż przed pójściem spać, by olejek nie miał możliwości przemieszczenia się. Po obudzeniu nie zauważyłam żadnego negatywnego wpływu na oczy - nie były zaczerwienione, nie piekły, wszystko w jak najlepszym porządku. Natomiast na skórze pod oczami można było zauważyć efekt działania olejku. Skóra była nawilżona, miękka w dotyku i to w najlepszym tego słowa znaczeniu. Jestem bardzo zadowolona z efektu stosowania witaminowego koktajlu. Kurację zaczęłam stosować w połowie października i aktualnie w buteleczce zostało jeszcze kilka kropli. Nie żałowałam sobie produktu, tak jak pisałam przy opisie dozownika, czasem używałam produktu przy okolicach ust oraz na moich zmarszczkach na skroniach :)

Czy jestem zadowolona z kuracji?
Jak najbardziej! Mimo wysokiej ceny za opakowanie, polecam bardzo wypróbować produkt, szczególnie tym z Was, którzy mają delikatną i wymagającą skórę pod oczami. Cena jest adekwatna do składu, a tutaj zobaczycie same perełki, bez zbędnych zapychaczy. Produkt należy zużyć do 4 miesięcy od otwarcia i według mnie jest to do zrobienia przy codziennym wieczornym użyciu.



Odkrycia kosmetyczne 2017 roku - makijaż

Odkrycia kosmetyczne 2017 roku - makijaż

Druga połowa stycznia już za nami, dlatego najwyższy czas na post z odkryciami  kosmetycznymi zeszłego roku. Zacznę od produktów do makijażu, których najcześciej i najchętniej używałam w roku 2017. W minionym roku pojawiło się u mnie sporo nowości. Szukałam produktów by wykonać szybki dzienny makijaż, ale i trochę poeksperymentować. Był to także czas malowania innych i uczenie się jak dany kosmetyk sprawdzi się na danej cerze. Wracając do kosmetycznych odkryć to chciałam podkreślić, że są to moje subiektywne odczucia. Jeżeli nie ma tutaj kosmetyku, którego wcześniej zachwalałam, nie znaczy to wcale, że już go nie lubię :)


Miniony rok często malowałam kreski na oku. Bardzo przydatnym produktem do tego był eyeliner Royal Liner od Pierre Rene. Mocno czarny, wodnisty eyeliner, który szybko zasycha na oku i trzyma się na swoim miejscu cały dzień. Pędzelek jest bardzo precyzyjny, nie jest ani sztywny ani giętki - coś pośrodku. Namalowana kreska na oku jest lekko błyszcząca. Przy niektórych makijażach trochę mi to przeszkadzało, wystarczyło jednak zmatowić ją czarnym cieniem. Bardzo dobry produkt w dobrej cenie!


Rozświetaczy mam sporo. Spokojnie mogę stwierdzić, że pewnie nie ma szans ich wszystkich zużyć. Co z tego! Produktem po którego najczęściej sięgałam i jest zdecydowanie okryciem jest rozświetlacz norweskiej marki Makeup Mekka w odcieniu Glitz. Porównując go do klasyka theBalm Mary-Lou Manizer (który oczywiście dalej bardzo lubię) to Mekka jest bardziej ciepłym rozświetlaczem - jest różowym złotem, gdy Mary ma kolor szampański. Oby dwa są drobniutko zmielone, bez widocznych drobinek. Mekka jest bardziej "mokra" w konsystencji niż Mary.


Markę HEAN znam już długo i jak na drogeryjną półkę ich kosmetyki są bardzo przyzwoitej jakości. Osobiście najwięcej używam trio Sculpting Facial Palette. Sprezentowałam taką również mamie, która również bardzo ją lubi. Przedstawiałam ją już na blogu, także odsyłam was do wpisu → KOSMETYKI HEAN - EYEBROW SET, GLAM HIGHLIGHTER POWDER, SCULPTURE FACIAL PALETTE CZYLI COŚ DO KONTUROWANIA TWARZY I PODKREŚLENIA BRWI by zobaczyć swatche. Dodam jeszcze, że set do brwi z HEAN bardzo lubię do podkreślania brwi u innych. Szczególnie środkowy kolor fajnie sprawdza się u blondynek.


Dwa pudry, które kupiłam pod koniec roku z myślą o utrwaleniu korektora pod oczami i strefy T. Z obu jestem zadowolona, ale każdy daje inny efekt na skórze. Przyznam, że Estee Lauder jest specyficznym pudrem - jest jedwabisty w dotyku, niesamowicie drobno zmielony, ale widoczne są w nim świecące drobinki. Idealnie wygładza skórę pod oczami i przedłuża trwałość korektora, a drobinki w świetle dziennym są praktycznie niewidoczne. Laura Mercier jest również drobno zmieniona, niestety nie jest już tak jedwabista w dotyku jak Estee Lauder. Nie posiada drobinek, dobrze utrwala. W jej przypadku zauważyłam, że mniej znaczy więcej. Kupiłam ją w grudniu, także jeszcze uczę się z nią pracować. Niemniej jednak jest moim odkryciem kosmetycznym :)



Uwielbiam matowe cienie! Sposób jak można się nimi bawić, łączyć, budować, rozcierać. Najbardziej używaną paletą minionego roku była paleta theBalm Meet Matt(e) Trimony, którą można stworzyć lekki jaki i mocno wieczorowy makijaż. Chciałam wybrać jedną paletę cienim, ale jak teraz się zastanawiam to nie mogę nie wspomnieć o paletce AFFECT Naturally Matt → PALETKA CIENI DO OCZU AFFECT NATURALLY MATT - SWATCHE I PRZYKŁADOWY MAKIJAŻ, którą również w minionym roku lubiłam używać.


Odkryciem w kategorii brązer jest słodko pachnący czekoladą brązer Milk Chocolate Soleil Too Faced. Używanie tego produktu to czysta przyjemność!


Korektor Maybelline to mój hit wśród drogeryjnych korektorów. Bardzo cieszę się, że wszedł na stałe do polskich sklepów. Recenzję możecie przeczytać → KOREKTOR POD OCZY MAYBELLINE INSTANT ANTI-AGE - CZY DA RADĘ UKRYĆ MOJE PODKOWY POD OCZAMI? Uprzedzam, że korektor dał sobie radę z ukryciem cieni, ale nie jest to pełne krycie. Daje bardzo naturalny efekt, który mi na codzień bardzo odpowiada. Po przypudrowaniu go pudrem (oby dwa były tu opisane) wygląda na prawdę bardzo dobrze i sprawia, że okolica pod oczami wygląda na bardziej wypoczętą.


W odkryciach roku nie może zabraknąć produktów do ust. W tej kategorii mam sporo produktów, bo nowych pomadek nigdy za wiele ;) Nie mogłam się zdecydować kogo umieścić w tym miejscu, bo kilka nowych pomadek w 2017 kupiłam. Stwierdziłam, że muszę tu wspomnieć o płynnych matowych pomadkach od Golden Rose. Mimo, że poznałam ją już hoho dawno, to jednak po nią sięgałam najczęściej.


Idealnym produktem do podkreślania brwi i moje odkrycie zeszłoroczne jednocześnie to Longstay Precise Browliner z Golden Rose. Bardzo praktyczne połączenie wykręcanej konturówki do brwi z spiralką do wyczesywanie nadmiaru produktu. Produkt pozwala bardzo precyzyjne podkreślić brwi - uzupełnić brakujące włoski, zagęścić je. 

Pasta do mycia twarzy Fresh&Natural - polski, naturalny kosmetyk

Pasta do mycia twarzy Fresh&Natural - polski, naturalny kosmetyk

O marce Fresh&Natural słyszałam sporo dobrego - polska marka produkująca kosmetyki, które posiadają przyjemne składy. Czy nie brzmi to zachęcająco? Dla mnie bardzo! Bardzo ucieszyła mnie wiadomość, że marka będzie miała stoisko na odbywających się w Krakowie targach EKOTYKI. Pisałam o nich już tu → MINI RELACJA Z TARGÓW KOSMETYKÓW NATURALNYCH EKOTYKI W KRAKOWIE I CO Z NICH PRZYWIOZŁAM. Mogłam przyjrzeć się z bliska całemu asortymentowi, otworzyć każdy tester i poprosić o próbkę. Najbardziej ciekawiła mnie zachwalana w sieci pasta do mycia twarzy z melisą i szałwią.

Oczyszczanie skóry jest dla mnie bardzo ważnym etapem pielęgnacji. Nie zbyt polubiłam się z olejkiem do demakijażu. Forma pasty do mycia jest jednak intrygująca i postanowiłam ją przetestować.


Na stronie producenta o paście możemy przeczytać:

Pasta Fresh&Natural to unikalny, innowacyjny produkt do demakijażu i mycia twarzy. Mieszanka naturalnych olejów roślinnych dokładnie oczyszcza skórę, pozostawiając ją odświeżoną, delikatnie zmiękczoną, bez uczucia ściągnięcia i gotową do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. Pasta nadaje się do każdego typu cery. Taka forma oczyszczania nie narusza warstwy hydrolipidowej skóry, więc nie pobudzi gruczołów do nadmiernej produkcji sebum oraz nie pozbawi naskórka naturalnej ochrony.
Choć wydaje się to nieprawdopodobne, a tłuszcz na skórze często kojarzy się z czymś najbardziej niepożądanym, Oil Cleansing Metod czyli popularne OCM opiera się na zasadzie „tłuszcz rozpuszcza tłuszcz”. Połączyliśmy tę metodę z delikatnymi detergentami i właśnie tak powstał kosmetyk, który pozwolił nam uzyskać efekt perfekcyjnego oczyszczenia.

W paście używamy Cocamidopropyl Betaine i Sodium Lauroyl Lactylate. Oba detergenty pozyskiwane są z oleju kokosowego. Razem tworzą delikatną dla skóry i oczu bazę myjącą.
Składniki myjące pozyskiwane są z odnawialnych źródeł i ulegają całkowitej biodegradacji. Spełniają wymogi stawiane naturalnym surowcom, co potwierdza certyfikat ECOCERT.


Główne składniki:

Oliwa z oliwek zmiękcza, odświeża, przywraca właściwy skład sebum skóry

Naturalne detergenty delikatnie oczyszczenie i mycie

Olejek z szałwii łagodzi, działa antyseptycznie i przeciwzapalnie
Olejek z drzewa herbacianego regeneruje, działa bakteriobójczo i przeciwzapalnie

Olejek cytrynowy odświeża, rozjaśnia, działa ujędrniająco, pobudza mikrokrążenie i odkaża. 

Olejek jodłowy regeneruje i ujędrnia skórę, wygładza i działa przeciwzapalnie.
Olejek z melisy działa kojąco oraz zwiększa funkcje obronne skóry, zmniejsza przebarwienia, działa antyseptycznie.

SPOSÓB UŻYCIA:
Niewielką ilość pasty rozgrzać w palcach, nałożyć na twarz i masować. Następnie zwilżyć skórę wodą i dokładnie zmyć produkt. W razie potrzeby czynność powtórzyć.
SKŁADNIKI/INCI: Theobroma Cacao Seed Butter, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Fruit, Cocamidopropyl, Betaine;Aqua;Sodium Lauroyl Lactylate, Glycerin, Cetyl Alcohol, Cetearyl Olivate,  Sorbitan Olivate, D-panthenol, Melissa Officinalis Leaf Oil, Gluconolactone (and) Sodium Benzoate, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil, Salvia sclarea (Clary) Oil, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Oil, Abies Siberica (Firneedle) Oil, Xanthan Gum, Citral*, Citronellol*, Gerianol*, Limonene*, Linalool*

Opakowanie zawiera 150ml produktu i kosztuje 39,99zł.


Dwa słowa o opakowaniu - bardzo podoba mi się fakt, że produkt zamknięty w zakręcanym słoiczku zabezpieczony był folią. Mała rzecz, a otwierając produkt wiemy, że nie był wcześniej otwierany. Słoik jest plastikowy, lekki poręczny.

Kolor pasty jest lekko żółtawy. Zapach jest delikatny - w nos nie uderza mocna ziołowa mieszanka, a tego się obawiałam. Można wyczuć lekko cytrusowe nuty połączone z aromatem szałwi. Całość jest bardzo orzeźwiająca. Konsystencja jest zaskakująca - mogłabym ją porównać do utartego masła. Jest zwarta, ale na tyle by mieć problem nabrać jej odrobinę na palec. 


Zgodnie ze sposobem używania zalecanym przez producenta. Nabieram na palec odrobinę pasty i rozcieram ją na suchej powierzchni twarzy. Pasta rozciera się gładko pod wpływem pocierania dłoni, przybiera jaśniejszy kolor i konsystencję pasty. Po dodaniu wody całość przybiera mleczny kolor i łatwo daje się usunąć ze skóry. Dla osób, które boją się pozostawionego tłustego filmu, jak to jest w przypadku stosowania olejków - w tym przypadku nie odczuwam tego. Skóra nie jest ściągnięta, ale nie mam też uczucia pozostawiania na niej tłustej warstwy. 

Moim ulubionym sposobej jej stosowania jest - najpierw pozbycie się makijażu płynem micelarnym, a następnie użycie pasty do porządnego doczyszczania skóry. 



Ostatnie denko 2017 czyli produkty, które ostatnio zużyłam w mini recenzjach.

Ostatnie denko 2017 czyli produkty, które ostatnio zużyłam w mini recenzjach.

Widziałam, że wiele dziewczyn prowadzące blogi urodowe zaprzestało prowadzić wpisy w stylu - zużyte produkty. Osobiście te wpisy bardzo lubię - czytać jak i tworzyć. Mam wrażenie, że pełną opinie na temat danego produktu można wydać po jego zużyciu. Sama mam pogląd na produkty, które zużywam i jak się u mnie sprawdzają. Przy ogromie kosmetyków, które testuję mam wrażenie, że tego typu wpisy pozwalają mi stwierdzić czy dany produkt chcę kupić ponownie. Dla czytelnika z kolei może być to pomocne przy określeniu czy dana rzecz może go zaciekawić i czy warto po nią sięgnąć na sklepowej półce.


1. Żel pod prysznic BIOLOVE Cactus
2. Żel pod prysznic BIOLOVE Almond
Produkty dostępne wyłącznie w sklepie Kontigo. Wersja kaktusowa pachnie opuncją, jest bardzo gęsta i mam wrażenie, że było ją wręcz ciężko zmyć z ciała.  Z kolei wersja migdałowa z zapachem migdałów dla mnie za dużo wspólnego nie miała. Sam zapach był delikatny, ale trochę mnie rozczarował. Podobnie było z konsystencją, która była wręcz wodnista i przelewała się przez dłonie. Nie wiem czy to coś nie tak z partią czy wszystkie żele w tym wariancie takie były. Jeżeli macie ten żel - dajcie koniecznie znać w komentarzu! Żel nie wysuszał ciała i był średnio wydajny. W szafce stoją kolejne warianty do wypróbowania.

3. Nawilżający żel pod prysznic Tołpa
Żel zużył mąż, dla mnie jest on zbyt zwyczajny - jeżeli mogę się tak wyrazić.

4. Masło do ciała BIOLOVE Truskawka
Masło podobno w konsystencji to tych z Organique. Zapach był w porządku, jednak do soczystych truskawek troszkę brakowało. Mimo to cena do jakości na plus.

5. Czekoladowy peeling do ciała  Salco Au Naturel
Pachnie obłędnie czekoladą, był bardzo wydajny. Gdyby był to peeling cukrowy nie solny byłby wręcz ideałem na zimowe SPA! Niestety solne peelingi potrafią mnie podrażnić.


6. Mydło w płynie Mango & Papaya Scandia Cosmetics 
7. Mydło w płynie Cotton Scanida Cosmetics
Używam tylko delikatnych, naturalnych mydeł w płynie do rąk. Niestety mam problem z przesuszaniem dłoni i często pojawia mi się na dłoniach uczulenie. Naturalne nie znaczy, że musi być nudno. Tak jest właśnie w przypadku tych mydeł. Wersja mango & papaya pachnie cudnie, aż chce się je zjeść. A wersja cotton to delikatny zapach, który kojarzy mi się z czystością. Chętnie wrócę do nich ponownie.

8. Lipowy płyn micelarny Sylveco 
Ulubieniec, który musi być w zapasie. 

9. Arganowy płyn micelarny Equilibra
Z tym płynem nie polubiłam się do końca. Nie jest to zły produkt - dobrze zmywał oczy. Opakowanie z pompką jest bardzo wygodne. Jednak nie pobił płynu powyżej.

10. Woda różana Rose Kiss Phytocode
Produkt kupiłam podczas targów → MINI RELACJA Z TARGÓW KOSMETYKÓW NATURALNYCH EKOTYKI W KRAKOWIE I CO Z NICH PRZYWIOZŁAM. Bardzo lubię hydrolat różany, skusiłam się na wodę różaną i używałam podobnie - spryskiwałam oczyszczoną twarz przed nałożeniem kremu. 



11. Nawilżający szampon kojący podrażnienia Tołpa
Szampon dobrze oczyszczał włosy. Nie spowodował u mnie podrażnienia skóry głowy. 

12. Szampon do włosów cienkich i delikatnych z wyciągiem z bio-pomarańczny i bio- zieloną herbatą.
Polubiłam się z tym produktem szczególnie dlatego, że włosy po jego użyciu były błyszczące i faktycznie jakby odbite od skóry głowy. Kupiłam kolejne opakowanie.

13. Nawilżający płyn do higieny intymnej Tołpa
Na temat tego typu produktów nie ma co się rozwodzić. Zużyłam, nie podrażnił, był ok.

14. Próbka Kiehl's Serum Midnight Recovery
Już kiedyś miałam próbkę i wtedy byłam pozytywnie zaskoczona. Powiem szczerze, że teraz było podobnie. Taka próbeczka starczyła na tydzień codziennego (nocnego) używania. Serum po nałożeniu na twarz nie zostawia takiego uczucia jak olej, raczej jak suchy olejek. Cera wyglądała rano bardzo dobrze.

15. Próbka Maska do włosów niskoporowatych Anwen
Działanie na włosy a raczej na końcówki włosów, bo na tyle mniej więcej w tej próbce jest, było bardzo dobre. Włosy były dociążone, nie odwijały mi się w każdą stronę. Zapowiada się bardzo dobrze. Jedynym minusem dla mnie to zapas tej wersji - nie wiem do czego to porównać, ale bardzo mi się nie podoba. Na szczęście na włosach go nie wyczuwałam. Inne wersje pachną już bardzo przyjemnie. Kusi mnie kupno pełnego opakowania, będę sobie najwyżej ten zapach tłumaczyła tym, że jest to lekarstwo dla moich włosów - a jak wiemy wszyscy lekarstwa są przeważnie średnio smaczne ;)


16. Balsam do ciała Indigo
Balsam stał na stoliku nocnym. Początkowo chciałam go używać jako balsam, ale miał zbyt intensywny zapach jak dla mnie. Jako krem do rąk nie sprawdził się przez zbyt mało intensywne nawilżanie. W końcu stwierdziła, że jego czas się już skończył i idzie do kosza. 

17. Ecodenta czarna pasta do zębów z węglem
Czarna jak smoła pasta bardzo mnie ciekawiła, jednak bałam się, że wszystko będzie po umyciu nią zębów czarne. Do tego największa obawa - smak pasty. Na  szczęście pasta była mocno miętowa, przez co nie czuło się obcego posmaku. Pieniła się dobrze, pozostawiając usta pełne szarawych bąbelków :) Polubiłam się z czarną pastą.

18. Krem do stóp Nivelazione
Kremy do stóp to moja pięta achillesowa, nie umiem ich systematycznie stosować. Ten krem udało mi się zużyć i przyznam, że działał bardzo mocno. Po zrobionym pedicure, nakładałam krem na stopy i efekt utrzymał się bardzo długo.

19. Próbka kremu do rąk Arbonne
Dostałam próbkę tego kremu już jakiś czas temu. Konsystencja była dość rzadka, zapach specyficzny - skojarzył mi się z apteką. Z działania jednak byłam zadowolona, dobrze nawilżał suchą skórę dłoni.


A na koniec hit - czyli zdenkowan kolorówka. Zdecydowanie łatwiej zużyć produkty do pielęgnacji twarzy i ciała niż produkty do makijażu. Tym razem udało mi się zużyć kilka produktów

20. Longstay Precise Browline w odcieniu 104 Golden Rose
Ostatnimi czasy mój ulubiony produkt do podkreślania brwi. Bardzo podoba mi się wielofunkcyjność tego kosmetyku - z jednej strony mamy wykręcaną kredkę do precyzyjnego podkreślenia brwi, a z drugiej szczoteczkę do wyczesania nadmiaru produktu. Już kupiłam kolejne opakowanie.

21. Podkład mineralny odcień Popcorn Lily Lolo
O tym produkcie pisałam dokładnie w tym poście → PODKŁADY MINERALNE LILY LOLO SPF 15 - JAK WYBRAĆ ODPOWIEDNI KOLOR DLA SIEBIEChętnie kupię kolejne opakowanie podkładu mineralnego.

22. Krem BB Holika Holika
W końcu wykończyłam resztkę. Nakładałam go twarz solo, lub mieszałam z podkładami. Resztka leżałam cały czas na szafce, więc w końcu trafia do denka, bo był ze mną już dłuższy czas. Jego recenzję znajdziecie w tym wpisie → HOLIKA HOLIKA MOISTURE PETIT BB SPF30 PA ++ - NAWILŻAJĄCY KREM BB Z MYASIA.PL

23. Pomadka ochronna do ust Hershey's
Dostałam ją w prezencie :) Pomadki ochronne zużywam nałogowo, a jeśli to pomadka o smaku czekolady to była w ciągłym użytku :)
Nowości kosmetyczne grudnia - m.in. pierwsze zakupy w GlamShop i spełnienie zachcianek

Nowości kosmetyczne grudnia - m.in. pierwsze zakupy w GlamShop i spełnienie zachcianek

Grudzień minął, a z nim cały rok. Muszę przyznać - cieszę się z tego i liczę po cichu by ten był lepszy. Wracając do tematu postu to koniec roku przyniósł spory zastrzyk nowości. Skorzystałam z promocji, uległam swoim zachciankom i tak o to zaczynam tłumaczenie ;)

W Galerii Handlowej Bonarka w Krakowie otworzył się sklep Aroma Life, znalazłam w nim markę Heart & Home. Już od jakiegoś czasu chciałam wypróbować ich zapachy i skusiłam się na cztery woski. 


Podczas trwania wariactwa wyprzedaży Black Friday skorzystałam ze zniżki w Glam Shopie. Już od dłuższego czasu chciałam przetestować produkty Hani. Zamówienie złożyłam zaraz po północy, by produkty, które chciałam kupić nie znikły ze sklepu. Jak się poźniej okazało to część nie została od razu przeceniona, ale stwierdziłam, że nie będę się bawić w anulowanie zamówienia i zostawiłam to. Wybrałam cztery cienie pojedyncze - od lewej: Butelka, Pralina, Różowe Złoto i Matowy Cielak oraz paleta magnetyczna.


Mój świąteczny prezent ode mnie dla mnie to perfumy, które od kilku lat były na mojej liście do kupienia. W końcu są moje! Odkąd przyszły, używam namiętnie.


Zamówienie złożyłam na iPerfumy, do paczki dorzuciłam próbkę zapachu GIVENCHY Ange ou Demon (Etrange) Le Secret oraz kolejne opakowanie korektora Maybelline.


Dzięki otrzymanej próbce będę mogła przetestować i przekonać się jak pachnie melonowa wersja kawowego peelingu Body Boom.


Zrobiłam również zamówienie w Kontigo uzupełniając brakujące produkty, a także skusiłam się na balsam do ust z Resibo i nowe brokatowe cienie marki Mystik Warsaw.




Kupiłam ją...Laura Mercier jest w końcu ze mną. A tak serio to puder tej marki bardzo chciałam wypróbować, szczególnie do utrwalania korektora. Chcę go porównać do Estee Lauder Translucent Perfecting Loose Powder, który już jakiś czas testuję.


Za klejem do brokatu z NYXa trochę się nachodziłam. Praktycznie wszędzie był wyprzedany, ale w końcu jest mój! 


W trakcie trwania Dnia Darmowej Dostawy kupiłam w Mintishop gąbeczkę Blend it, tym razem w kolorze czarnym.


A na koniec spełnienie swojej zachcianki - kupienie swojej pierwszej pomadki MAC. Tak odkąd pamiętam to wszyscy się nimi zachwycali, naoglądałam się ich zdjęć. Postanowiłam w końcu ulec, a promocja oczywiście bardzo temu pomogła. Już niedługo napiszę czy jestem zadowolona z zakupu ;)


W grudniu przybyło mi również sporo produktów, które dostałam podczas spotkania blogerek - wszystkie produkty pokazałam w poprzednim poście
Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger