Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Golden Rose. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Golden Rose. Pokaż wszystkie posty
Nowości kosmetyczne ostatnich miesięcy - m.in. zamówienie z MintiShopu i Drogerii Pigment

Nowości kosmetyczne ostatnich miesięcy - m.in. zamówienie z MintiShopu i Drogerii Pigment

Dawno nie było takiego postu, a wiem, że lubicie przeglądać zakupy i nowości kosmetyczne. Taki wpis jest też dla mnie by uzmysłowić sobie ile przybyło mi produktów. Część pokazywałam Wam już na Instagramie, postanowiłam jednak zrobić jeszcze podsumowanie na blogu - także zapraszam dalej :)

Jeszcze w styczniu odwiedziłam Drogerię Pigment stacjonarnie, by skorzystać z uzbieranych pieczątek i nabyć produkty z kosmetycznej listy. Na liście były produkty do uzupełnienia - jak na przykład podkład mineralny Annabelle Minerals, ulubione szampony z Equilibra i brzoskwiniowy żel pod prysznic. Do koszyka dorzuciłam odżywki do włosów z Cafe mimi. Chciałam wypróbować podkład z Golden Rose Total Cover - wzięłam więc odcień 05 i 03. Skusiłam się też na produkty Ibra - kępki i gąbeczkę, a także na pędzel Hulu do odcięć cut crease na powiece. 



Poniżej możecie zobaczyć ogrom rzeczy, które wysłała mi Basia - www.basia-blog.pl, po tym jak ja wysłałam jej skromną paczkę z cukierkami ;) Pytała mnie czy nie chcę czegoś z jej zapasów kosmetycznych plus odlewki produktów, którymi dysponuje - napisałam jej, że nigdy nie używałam pigmentów Kobo i cieni marek z Drogerii Natura. Przychodzi paczka, a tam mnóstwo produktów!  Dostałam jeszcze odlewkę kremu do rąk Resibo, mixera z NYX i kremu pod oczy Martina Gebhardt. Jeszcze raz dziękuje Ci Basiu bardzo :) 





Część urodzinowo-prezentowa :) 
Wizyta w Lushu skończyła się wyjściem z dwiema kulami do kąpieli i maseczką do twarzy Rosy Cheeks. Zamówienie z Colourpop to również część prezentu od męża :)


A prezent ode mnie dla mnie to perfumy Givenchy Ange ou Demon Le Secret, które użyłam w dniu ślubu i stwierdziłam, że chcę do nich wrócić, bo dobrze mi się kojarzą :)




W Galerii Krakowskiej jest otwarty sklep Bath & Body Works. Niestety niedawno przechodząc tamtędy zobaczyłam promocję na wszystkie mydła. Mimo, że aktualnie uwielbiam mydła Yope, to produkty Bath & Body Works mają obłędne zapachy. Cena 11 zł skusiła mnie do nabycia dwóch piankowych mydeł. Dla przypomnienia, standardowa cena mydła to około 30 zł.


Na włoskim lotnisku znalazłam szafę marki MULAC - www.mulaccosmetics.com. Najbardziej w oko wpadł mi płynny rozświetlacz, który daje niesamowitą poświatę na skórze. OMG Rose przyjechał ze mną do Polski :)


A na koniec moje zamówienie z mintishop.pl, które zrobiłam tak na prawdę przez Pinkishbeauty. Na swoim Instagramie podzieliła się kodem rabatowym na -25% na markę BLEND IT. Okazało się, że kod wszedł na cały asortyment. Resztę widzicie na zdjęciu ;)


Do nowości na pewno jeszcze mogę zaliczyć zakupy podczas Ekotyków - możecie je zobaczyć w tym wpisie RELACJA Z WIOSENNEJ EDYCJI TARGÓW EKOTYKI 23/24 MARCA 2019 ORAZ MOJE ZAKUPY - DUŻO ZDJĘĆ!
Denko czyli ostatnio zużyte produkty w minirecenzjach! M.in. Lush, Only BIO, Nabla, Blend it!, Serum ze złotem i szampon ze ślimakiem.

Denko czyli ostatnio zużyte produkty w minirecenzjach! M.in. Lush, Only BIO, Nabla, Blend it!, Serum ze złotem i szampon ze ślimakiem.

Wiem, wiem, pokazuję śmieci. Jednak jak dla mnie to najlepszy sposób na zebranie zużytych produktów i napisanie o nich kilku słów. Bezsensu byłoby rozpisywanie się o każdym produkcie z osobna, chociaż bywa i tak, że od czasu do czasu pełna recenzja się ukazuje. Szczególnie jeśli produkt na to zasługuje :) Przejdźmy w takim razie do przeglądu poniższych kosmetyków. Może Was coś zainteresuje lub poznacie jakieś nowe produkty. Dajcie znać w komentarzu! 


Z kąpielowych produktów jestem w całości zadowolona. Wersji zapachowej Dziurawiec jest moim faworytem spośród żeli pod prysznic Yope. Tu nie mam do czego się przyczepić konsystencja, wydajność, wygląd opakowania - wszystko jest na tak! Tym bardziej, że można go dostać już w cenie około 14 zł za 400 ml. Peelingi do ciała Body Boom miała w wersji mini i oba zapachy mi się podobały. Banan jaki i mango pachniało bardzo przyjemnie. Po kąpieli zapach roznosił się po całym mieszkaniu. Kawowy peeling z drobinkami soli to mocne zdzieraki, a zawarte w składzie olejki zostawiają skórę nawilżoną. Z LUSH zużyłam dwie kule do kąpieli - The Comforter i Intergalactic. Pierwsza różowa, pięknie pachnąca i dająca dużo piany. Druga z brokatem, która rozpuszczając się robi tęcze i równie pięknie pachnie. Z kulami z LUSH jest tak, że pachną mega intensywnie. Swoje zakupiłam w maju, a zużyłam dopiero we wrześniu. Przez ten czas zapach stracił dużo na intensywności, dlatego nie warto ich odkładać na długo, ani według mnie robić sporych zapasów.


Mydła w płynie Yope są już stałym bywalcem czy to u mnie czy to u mojej mamy. Zawsze muszę mieć jakiś zapas i przeważnie robię je przy jakieś większej promocji. Podobnie jak żel opisany powyżej, tutaj też nie mam się do czego przyczepić. Jeżeli czytacie mojego bloga, to na pewno zauważyliście, że praktycznie w każdym tego typu pości znajduje się przynajmniej jedno opakowanie mydła Yope :)


Smarowidła do ciała u mnie są traktowane trochę po macoszemu. Niby lubię, ale często zapominam. Na pewno bardzo dobrze używało mi się masła do ciała kwiat wiśni i róży od Wellness & Beauty. Dostaniecie go w Rossmannie za ok 15zł. Ma na prawdę przyjemną konsytencję i piękny zapach. Przyznam, że odkręcane opakowania zdają u mnie egzamin, jeżeli chodzi o balsamy czy masła do ciała. Próbka brązującego balsamu z Palmer's jest tak na prawdę sporych rozmiarów i starczyła na kilka użyć. Produkt ma bardzo mocny zapach, który kojarzy mi się z super słodkimi perfumami. Unosi się on cały dzień po aplikacji na skórę, co jednym może się nie podobać. Mi zapach odpowiadał mimo jego mocy. Zaznaczam, że nie jest to typowy samoopalacz, który od razu pozostawia pomarańczowy kolor na skórze. Daje raczej lekki efekt, ale nie trzeba się bać o plamy. Próbka balsamu do ciała marki D'Alchemy dołączona była bodajże do gazety ELLE. Kupiłam, bo byłam szalenie ciekawa czym mnie może zaskoczyć balsam za ponad dwie stówy. Co mogę powiedzieć, po zużyciu 15 ml? Kosmetyk ma bardzo lekko formułę, pachnie cytrusami i szybko się wchłania. Zaglądając na stronę producenta, dowiedziałam się, że tą próbkę można zakupić u nich na e-sklepie - uwaga! W cenie 59zł. Cieszę się, że mogłam przetestować produkt, ale jednak cena mnie nie zachęca do zakupu.


W pielęgnacji twarzy dna dobił peeling enzymatyczny Norel. Zakupiony był w pojemności gabinetowej i nie chciał się skończyć :) Bardzo lubię produkty marki Norel i ten kosmetyk zapewne powróci na łazienkową półkę. Płyn micelarny Only Bio zamknięty jest w masywną, szklaną butelkę z dozownikiem zakończonym pompką. Jest to wygodne rozwiązanie jeżeli chodzi o domową łazienkę, ale absolutnie nie praktycznie przy podróżach, ponieważ opakowanie jest bardzo ciężki i do tego istnieje ryzyko rozbicia. Kosmetyk był wydajny, zmywał przyzwoicie, ale z tuszem miałam wrażenie nie szło mu tak dobrze. Skusiłam się też wypróbować dwuetapową pielęgnację oczyszczanie i serum do cery tłustej Le Cafe mimi. Osobno mamy maskę, która ma usuwać nadmiar sebum, oczyszczać pory i dodatkowo uspokajać podrażnienia. W osobnym pojemniczku mamy nawilżające serum do twarzy. Mimo małej pojemności spokojnie można  wykonać zabieg około trzy razy. Po użyciu skóra faktycznie jest oczyszczona i nawilżona, a na drugi dzień make up trzyma się lepiej. Krem na noc z O2Skin to moje drugie zużyte opakowanie. Podobnie jak poprzednio jestem zadowolona. Krem dobrze nawilżał skórę. Kolejny zużyty produkt to GlySkinCare - Serum kolagenowe ze złotem. Dostałam go do testów podczas spotkania blogerskiego i chwilę leżał w zapasach. Jakoś nie wierzyłam w obietnice producenta jakoby miał cudownie nawilżać skórę itd. Wzięłam go jednak do pielęgnacji skóry i stosowałam pod krem rano i czasem wieczorem. Tu musze przyznać, że ma super lekką, wodnistą konsystencję, która faktycznie dobrze współgrała z kremami, które później nakładałam. Skóra faktycznie polubiła się z tym produktem. Krem marki Bartos Ruby Vine znalazł się tutaj, ponieważ się rozwarstwił. Czekał sobie grzecznie na swoją kolej w zapasach i przy próbie zadozowania kremu, produkt tryskał na wszystkie strony. Po otworzeniu okazało się, że krem się rozwarstwił. Napisałam do producenta, przedstawiając mu całą sytuację. Dostałam informację, że sprawdzili partię i nic nie wskazuje by coś się działo na producji i prawdopodobnie zawiódł węzeł dostawczy. W każdym razie dostałam nowy krem, co jest bardzo miłym gestem. Z tym na szczęście jest wszystko w porządku, zaczęłam go już nawet używać.


Włosowa pielęgnacja to zestaw marki Halier. Pełną recenzję znajdziecie w tym wpisie → DUET DO PIELĘGNACJI WŁOSÓW Z KOLEKCJI FORTESSE MARKI HALIER.   Świetnym produktem okazała się również odżywka do włosów delikatnych DUCRAY EXTRA-DOUX. Faktycznie po jej użyciu włosy miękkie i nawilżone. Nie puszyły się i nie elektryzowały, a do tego łatwo się rozczesywały. Niestety kolejna odżywka Tsubaki przywieziona z Japonii, sięgnęła dna. Ta odżywka ma w sobie silikony, ale używa na końce włosów, bardzo fajnie je dociąża i do tego ma piękny, intensywny zapach, który długo utrzymuje się na włosach. Dna sięgnął również szampon marki _Element z filtratem śluzu ślimaka. Nie zawiera on SLS, a sam filtrat jest wysoko w składzie. Faktycznie nie przesusza skóry głowy, a dobrze ją oczyszcza. 


O dziwo, tym razem z kolorówki też mam kilka produktów. Dna sięgnęła niestety kredka do brwi Nabla w odcieniu Jupiter. Więcej o niej przeczytacie → PORÓWNANIE KREDEK DO BRWI - NABLA KONTRA GOLDEN ROSE. Dna sięgnęła również matowa pomadka w płynie Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick w odcieniu 03. Muszę podkreślić, że zdenkowanie pomadki to na prawdę coś. Prócz ochronnych rzadko zdarza mi się to zrobić. Do kosza idzie tusz do rzęs L'Oreal Paradise Extatic. Ma piękne opakowanie, bardzo dużą szczoteczkę i daje piękny efekt pogrubionych rzęs. Wszystko pięknie, tylko ma jedną zasadniczą wadę - niemiłosiernie się osypuje! A przy pomalowaniu dolnych rzęs, robi pandę. Mini gąbeczka Blend it! też idzie już do kosza. W sumie od czerwca przestałam używać gąbeczek i przerzuciłam się na wklepywanie korektora palcami. Zostawiam Wam jeszcze wpis → PORÓWNANIE GĄBECZEK DO NAKŁADANIA MAKIJAŻU - BEAUTY BLENDER VS BLEND IT! KTÓRA JEST LEPSZA?. A na koniec do kosza lądują dwa lakiery hybrydowe Claresa, które się rozwarstwiły.

Nowość Golden Rose - puder do brwi w kredce, porównanie kolorów.

Nowość Golden Rose - puder do brwi w kredce, porównanie kolorów.


Od zawsze starałam się dbać o brwi. Pamiętam jak regulowałam koleżankom brwi na przerwach w szkole, później na studiach a także mamie w domu. Sama początkowo tylko regulowałam brwi pęsetą bez ich malowania. Od minimum sześciu lat lubię je jednak, w zależności od noszonego makijażu podkreślić. Brwi potrafią zmienić rysy twarzy i nadać jej delikatny lub srogi wyraz. Lubię eksperymentować i próbować różnych formuł - pudrów, żeli, kredek, flamastrów czy pomad. Tym razem mam dla Was coś jeszcze innego - puder w kredce! A dokładnie Eyebrow Powder Pencil od Golden Rose

Marka wypuściła 6 odcieni, które zaprezentuje Wam poniżej. Jeżeli interesujecie się makijażem i byliście już na stoisku Golden Rose, kojarzycie pewnie, że posiadają oni już jakiś czas w asortymencie pudry do brwi. Zamknięte są w pojedynczym opakowaniu z dołączonym mini pędzelkiem zakończonym mini spiralką, którą nawiasem mówiąc od razu po rozpakowaniu zgubiłam ;) Gama kolorystyczna pudrów to 7 odcieni i bogatsza o odcień 107, który jest ciemnym, prawie czarnym odcieniem brązu. 

Cena kredki to 25,90 zł


Wracając do pudrów w kredce - bardzo podoba mi się to, że nowy produkt trafia do nas zabezpieczony folią. Mamy pewność, że nie był otwierany przed dotarciem w nasze dłonie. Dodatkowo folia szczelnie chroni przed dopływem powietrza i wilgoci. 



Kredka zakończona jest spiralką do wyczesywania nadmiaru produktu. Spiralka jest bardziej szczoteczkowa, jeżeli tak to mogę ująć niż np. w Longstay Precise Browliner. Ma to jednak sens, ponieważ Longstay jest bardziej tłusta i potrzebuje dokładniejszej spiralki, w przeciwieństwie do pudrowego produktu jaki mamy w tym przypadku. Osobiście dobrze mi się pracuje zamieszczoną szczoteczkową spiralką i nie mam problemu z wyczesywaniem brwi.





Kolory kredek Eyebrow Powder Pencil

  • 101 BLONDE- ciepły, jasny brąz
  • 102 SABLE- chłodny, średni brąz 
  • 103 TAUPE- chłodny, jasny brąz 
  • 104 BRUNETTE- chłodny, ciemniejszy brąz
  • 105 BROWN- ciepły, średni brąz
  • 106 EBONY- chłodny, ciemny brąz




Od lewej strony na wszystkich zdjęciach znajduje się 101 Blonde, 102 Sable, 103 Taupe, 104 Brunette, 105 Brown, 106 Ebony.



Na dole jeszcze zdjęcie, bez obróbki i filtrów przy świetle dziennym. 


Moim ulubionym kolorem jest 104 Brunette, to w tym odcieniu czuję się najlepiej. Puder zdecydowanie wybacza dużo, łatwo nim podkreślić brwi. Co do efektu jaki daje, powiedziałabym, że jest on delikatny, ale wyrazisty. Chodzi mi o to, że nie dorysujemy pudrem pojedynczego włoska, ale ładnie wypełnimy obszar brwi. Przy wersji standardowej pudru trzeba umieć operować cienkim pędzelkiem, w przypadku tej kredki mamy ułatwioną pracę i pozbywamy się dodatkowych narzędzi typu pędzelek i spiralka. Eyebrow Powder Pencil to produkt 2w1 - puder i spiralka. Kredka będzie fajną opcją na wyjazd by wrzucić ją do kosmetyczki. Trzeba tylko pamiętać o jej zaostrzeniu. Tutaj pojawia się jeszcze dodatkowy problem - fakt posiadania temperówki. Dla mnie to jedyny minus tego produktu. Kredki używam już dwa miesiące i muszę przyznać, że jest super wydajna. W porównaniu np. z konturówką Longstay, praktycznie jej nie ubywa po umalowaniu brwi. Jeżeli chodzi o trwałość to nie mam jej nic do zarzucenia. W trakcie upałów pozostawała na swoim miejscu, aż do demakijażu. 



Nowość Golden Rose - Lip & Blush Velvet Touch. Koloryzujący balsam do ust i policzków. Porównanie wszystkich kolorów na ustach.

Nowość Golden Rose - Lip & Blush Velvet Touch. Koloryzujący balsam do ust i policzków. Porównanie wszystkich kolorów na ustach.

Moim ulubionym produktem do makijażu jest pomadka do ust. Czy to bezbarwny balsam ochronny, delikatna satyna czy mocny mat, zawsze jakaś musi być w zasięgu ręki. Róż do policzków to z kolei dla mnie najmniej potrzebny produkt. Ciągle walczę by zatuszować moją tendencję do czerwienienia się buzi, także gdy w końcu mi się to uda, głupotą jest w moim odczuciu walnięcie różu na twarz. Nie mniej jednak kobieta dziwną jest i podchodząc do szafy z kosmetykami, pierwsze co chwytam i oglądam to opakowania róży :D Wielu dziewczynom jest ładnie z muśniętymi kolorem policzkami i przeważnie, gdy kogoś maluję to sięgam po róż. Tym słowem wstępu chciałabym nakreślić, dlaczego zaintrygował mnie produkt 2w1 z Golden Rose, a mianowicie Lip & Blush Velvet Touch. Kosmetyk wielofunkcyjny, który może posłużyć do umalowania ust, a zarazem do nadania zdrowego rumieńca na twarzy. Przyjrzyjmy się mu z bliska i sprawdźmy jak u mnie wypadł.


Kolekcja liczy 5 odcieni 

Na stronie goldenrose.pl możemy przeczytać:
"Lip&Blush posiada kremową formułę 2 w 1, dzięki której można go używać na ustach i policzkach w celu delikatnego podkreślenia matowego koloru. Gładka, kremowa konsystencja zapewnia naturalny wygląd i długotrwały efekt.
Sposób aplikacji: Wystarczy nanieść niewielką ilość na palec i delikatnie rozprowadzić – wklepując bądź rozcierając – na usta lub policzki."
4,5ml kosztuje w regularnej cenie 22,90zł. Do końca lipca obowiązuje promocja i kupicie je w cenie 13,90zł


Opakowania są urocze, malutkie i poręczne. Wyglądem przypominać mogą troszkę Lancome Juicy Shaker, przy czym to zupełnie inny kosmetyk. Buteleczka zabezpieczona jest folią ochronną, co daje nam gwarancję otrzymania nieotwieranego produktu.





Po odkręceniu odkrywa się krótki aplikator zakończony wyprofilowaną gąbeczką.  Jest miękka i nie miałam problemów by przy jej użyciu pokryć usta równomiernie produktem. 

Formuła jest bardzo ciekawa, bliżej jej jest do pomadek Soft & Matte, ale są bardziej satynowe. Myślę, że nazwa Velvet Touch jest tu bardzo trafna. Jak zobaczycie poniżej na swatch'ach, przejechanie po skórze pędzelkiem nie daje pełnego krycia, ale zawartość jest dość mocno napigmentowana i kremowa. Jest lekko tłustawa, ale się nie klei. Nałożona na usta nie daje uczucia suchości czy ściągnięcia.

Jeżeli chodzi o zapach, to nie wyczuwam żadnego. Naprawdę! Są bezzapachowe, co jest chyba dobrym rozwiązaniem jeżeli to produkt wielofunkcyjny.

Poniżej zdjęcia zrobione zaraz po nałożeniu produktu na usta, bez wklepywania palcem. Takim sposobem uzyskujemy największą intensywność koloru i ten efekt najbardziej mi się spodobał. W miarę noszenia kosmetyku na ustach, kolor lekko się w nie wpijał. Można porównać to do efektu jaki daje użycie tintu, ale Velvet Touch nie zabarwia tak mocno skóry. Podobne produkty widziałam w japońskich drogeriach. Myślę, że spokojnie Lip & Touch znalazł by zwolenniczki w azjatyckich krajach. 

Lip & Blush Velvet Touch 01

Lip & Blush Velvet Touch 02

Lip & Blush Velvet Touch 03

Lip & Blush Velvet Touch 04

Lip & Blush Velvet Touch 05





Swatche są nałożone bezpośrednio aplikatorem i nie roztarte palcem. Zdjęcia swatchy i kolorów na ustach są nieretuszowane, robione przy świetle dziennym, by jak najlepiej oddać ich prawdziwe odcienie. 

Przy chęci stosowania produktu na policzki po roztarciu pierwszej warstwy zabarwienie skóry jest bardzo lekkie, na dłoni praktycznie nic nie widziałam. Jednak po dołożeniu produktu i wklepywaniu, budujemy intensywność. Myślę, że to dobre rozwiązanie, istnieje mniejsza szansa, że zrobimy sobie lica jak byśmy przyszli z trzydziestostopniowego mrozu. Tak jak wspominałam wcześniej, sama unikam nakładania różu na policzki i używam produktu jako pomadka do ust. Jeżeli miałabym jednak wybrać najładniejszy odcień do stosowania na policzki, byłby to odcień numer 02. Przy jasnych karnacjach 03 też wyglądałaby dobrze. Na ustach natomiast moim faworytem jest odcień 05. Bardzo dobrze się w nim czuję i praktycznie od ponad dwóch tygodni to on gości na moich ustach. W 04 też się dobrze czuje, wydaję mi się, że lekko "ożywia" moją skórę. 

Podsumowując - Golden Rose wypuściło bardzo ciekawy produkt, który osobiście przypomina mi swoją formułą kosmetyki, które widziałam w sklepach kosmetycznych w Japonii. Lekka, ale zarazem kremowa formuła, która trafnie została nazwana aksamitnym dotykiem. Rynek przyzwyczaił nas do super długotrwałych matowych pomadek, a tutaj dostajemy delikatność, naturalność i tym mnie ten produkt kupił. Polecam się mu przyjrzeć, szczególnie, że do końca lipca obowiązuje na niego promocja na stronie goldenrose.pl i na stoiskach marki.






Ulubione kosmetyki czyli po co ostatnio sięgałam najczęściej.

Ulubione kosmetyki czyli po co ostatnio sięgałam najczęściej.

Takiego wpisu w tym roku jeszcze nie było, a już przecież czerwiec! Dawno nie pisałam o produktach, które w danym momencie najlepiej się u mnie sprawdzają i jestem z nich szczególnie zadowolona. Jakoś ostatnio skupiałam się tylko na recenzjach kosmetyków, które zużyłam. Postanawiam to zmienić i co jakiś czas wrzucać wpisy typu moi ulubieńcy. Dziś sporo będzie kolorówki, a w większości produktów, których używam do codziennego, zazwyczaj lekkiego makijażu.


Zacznijmy jednak od pielęgnacji. Tutaj od ponad miesiąca na prowadzenie wyszedł Deep Cleansing Oil z marki DHC kupiony w Japonii (Wiem, wiem, będzie wpis z zakupami) czyli olejek do demakijażu. Powiem szczerze, że moja przygoda ze zmywaniem makijażu olejkiem nie była udana. Stosowałam ten od Resibo, ale u mnie etap czyszczenia buzi musi zakończyć się tym, że skóra jest czyta. Pozostałe po umyciu uczucie tłustości i mgły na oczach były nie do zniesienia. W przypadku olejku DHC nawet makijaż wodoodporny świetnie się rozpuszcza, a zmywając go wodą na twarzy nie zostaje tłusty film i co najważniejsze nie powoduje zamglenia oczu. Marka DHC często wypuszcza limitowane edycje swoich produktów, ja załapałam się na wersję opakowania z Kubusiem Puchatkiem. 

Kolejnym produktem, który stał się moim porannym must have to lift żurawinowy marki Norel. Jest to wersja profesjonalna, przeznaczona do wzmocnienia i napinania skóry twarzy. W sprzedaży stacjonarnej dostępne jest serum żurawinowe, który również ma za zadanie liftingować skórę. Produkt ma konsystencję bogatego żelu, który po nałożeniu na skórę faktycznie daje uczucie wygładzenia. Dobrze się sprawdza jako baza pod makijaż. Nadal jestem wielką fanką płyny micelarnego Sylveco, ale nie będę go pokazywać po raz pięćdziesiąty na zdjęciach. 


Olejek do kąpieli i pod prysznic Roge Cavailles urzekł mnie swoim zapachem, według mnie jest on idealny na ciepłe dni - słodkawy, ale zarazem cytrusowy i orzeźwiający. Mimo, że jest olejkiem do kąpieli dedykowany skórze suchej i wrażliwej dostępny w aptece, niestety na pierwszym miejscu, zaraz po wodzie w składzie znajdziemy mocny detergent. Wybaczam mu to za piękny zapach :) Do włosowych ulubieńców zaliczam szampon do włosów Wierzbicki & Schmidt, Eliksir myjący Paczula Wonna. Zabawna nazwa, szampon z SLS, ale u mnie dobrze się sprawdza. Oczyszcza, nie podrażnia i faktycznie jest wydajny. Skusiłam się w końcu na pełne opakowanie maski do włosów ANWEN. Z przetestowanych saszetek najlepiej sprawdziła się u mnie wersja do włosów niskoporowatych i teraz tylko walczę ze sobą, żeby trzymać ją na włosach dłużej niż te minimalne 3 min ;)


No to czas na kolorówkę i moje minimum, które ostatnio używam. W trakcie ciepłych dni wolę na twarz nakładać podkład mineralny. Moim ostatnim ulubieńcem jest Annabelle Minerals w odcieniu Golden Fair, ale w wykończeniu rozświetlającym. W denku pokazywałam Wam wersję o wykończeniu matującym. Podkład rozświetlający daje na twarzy efekt zdrowej, rozpromienionej  skóry muśniętej słońcem. W pierwszej chwili po otworzeniu opakowania wystraszyłam się połyskujących drobinek, jednak efekt wygląda subtelnie i całość prezentuje się bardzo ładnie. Podkład nakładam pędzlami od Annabelle Minerals, które są bardzo mięciutkie i przyjemnie się z nimi pracuje. Do podkładu mineralnego lubię pod oczy nakładać korektor z Maybelline → KOREKTOR POD OCZY MAYBELLINE INSTANT ANTI-AGE - CZY DA RADĘ UKRYĆ MOJE PODKOWY POD OCZAMI?, który powiem szczerze nawet nie pudruje. Wygląda wtedy lekko i naturalnie, utrzymuje się w przyzwoitym stanie cały dzień. Kolejnym elementem, którego sobie ostatnio nie odpuszczam to podkreślenie brwi. Odkąd sięgnęłam po pomadę do brwi Wibo, ląduje ona na brwiach prawie codziennie. Znajdziecie ją w Rossmannie w 4 odcieniach, zdecydowałam się na odcień Soft Brown. Na grafice na opakowaniu wygląda bardzo jasno, ale nic bardziej mylnego, jest ciemna. Na Intagramie pokazywałam ją w zestawieniu z innymi produktami do brwi, które posiadam. Dalej moimi ulubieńcami do konturowania są cudnie pachnący czekoladą bronzer Too Faced oraz dający piękną tafle rozświetlacz marki Makeup Mekka w odcieniu Glitz. Bywają dni kiedy mam ochotę dodać coś więcej i na oku pojawia się kreska. Ostatnio dzięki eyelinerowi Sailor Moon, którym na prawdę łatwo podkreślić górną powiekę. Nie zamieściłam tu żadnych cieni do powiek, bo nie mogłam się zdecydować, które pokazać i prawdę mówiąc ostatnio mniej ich używam. Jednak jeżeli już się nimi bawię to robię szaleństwa i do tego niezastąpiony jest klej do brokatu od NYX. Położony na niego jakikolwiek błyszczący cień czy brokat trzyma się idealnie i nie zbiera w załamaniach powieki.


Największą grupą są produkty do ust. Zacznę od balsamu do ust Resibo, który zaskoczył mnie bardzo, oczywiście pozytywnie. Nałożony na usta pozostawia  na nich warstwę, która nie jest lepka i utrzymuje się bardzo długo. Nie zauważyłam tej poprawy kolorytu, o której zapewnia producent, ale to nie jest dla mnie priorytetem. Najważniejsze jest to, że usta faktycznie są zregenerowane. Poza tym mamy tutaj przegląd różnych formuł i wykończeń produktów do ust. Zaczynając od miniaturki błyszczyka Too Faced (zaznaczam, że nie przepadam za tym wykończeniem), który jest zamknięty w przeuroczym opakowaniu. Kolor jest iście letni, formuła na szczęście nie jest kleista (tego bym nie przeżyła), a zapach jest przyjemny. Częściej sięgam jednak po matowe wykończenie. Pomadka MAC w odcieniu Mehr, której według mnie bliżej do lekkiej satyny z jej dość kremową konsystencją, przez co bardzo przyjemnie się ją nosi na ustach. Odcień Mehr jest ładnym, neutralnym kolorem, który u mnie lekko podkreśla naturalny kolor ust. Jeżeli chciałam mocniejszy akcent to na ustach ląduje matowa pomadka w płynie od Makeup Mekka. Łatwo się ją nakłada na ustach, po chwili zastyga na mat, mimo to bardzo komfortowo się ją nosi. Moim ostatnim odkryciem jest nowość od Golden Rose, a mianowicie pomadka Soft&Matte. Ciekawe wykończenie, jest bardzo kremowa, ale o matowym wykończeniu. Zastyga na ustach, ale nie całkowicie.


Poniżej od lewej - błyszczyk Pure Peach Too Faced, Soft Mate 110 Golden Rose,  Ultra Matte Lip Pop Sticks Addicted Makeup Mekka, Mehr MAC.


Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger
Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY