Serie Sanctuary SPA oraz Charles Worthington London dostępne w Hebe - jak się u mnie sprawdziły?

Serie Sanctuary SPA oraz Charles Worthington London dostępne w Hebe - jak się u mnie sprawdziły?

Jeżeli coś jest trudno dostępne, nie łatwo dostać to w pierwszym lepszym sklepie - to od razu przykuwa to moją uwagę. Przy każdej wizycie zagranicą, staram się odwiedzać lokalne sklepy i sprawdzać ich asortyment. Nie ważne czy to kosmetyki czy produkty spożywcze - lubię oglądać, porównywać ceny, składy czy opakowania. Będąc w Londynie, dokładnie obejrzałam półki tamtejszych drogerii - Boots czy Superdrug. Po prostu tak już mam, przez co mój mąż cierpi katusze jadąc ze mną gdziekolwiek. Powiedział mi kiedyś, że zdążył przez ten czas przeczytać już kilka książek na telefonie ;)

Niezmiernie mnie cieszy, kiedy dowiaduje się, że zagraniczne produkty wchodzą na polskie sklepowe półki. Tak było właśnie z markami Sanctuary SPA i Charles Worthington London. Dostałam propozycję przetestowania tych kosmetyków, które znajdziecie stacjonarnie w Drogeriach Hebe. Zapraszam dalej do zapoznania się z moją opinią.


Seria Sanctuary SPA wygląda bardzo luksusowo. Sami przyznajcie, że złote elementy na opakowaniach bardzo to podkreślają.

Na stronie Hebe przeczytamy:
Produkty Sanctuary Spa to coś więcej niż produkty kosmetyczne, to twoje własne "Spa w słoiku", chwila wytchnienia od codziennego pośpiechu. 
Specjalnie skomponowane, by orzeźwiać, nawilżać i poprawiać samopoczucie. Niezależnie od tego czy masz 30 sekund, czy 30 minut, po prostu weź głęboki oddech i celebruj czas dla siebie. Produkty Sanctuary Spa są bogate w cenne olejki, odżywcze masła i głęboko działające aktywne składniki. Każdy balsam, peeling, czy żel to luksusowy produkt zmysłowo pachnący olejkami eterycznymi i ekstraktami roślinnymi. Szlachetny zapach luksusowych perfum utrzymuje się na skórze do 12 godzin.

Miałam okazję wypróbować trzy produkty:
  • Salt Scrub Peeling solny na bazie soli z Morza Martwego 650 g
  • Wonder Body, 150 ml. Rozświetlający balsam do ciała Pestki Winogron&Olejek Abisyński
  • 12 Hour Shower Creme 12 h, 250 ml. Nawilżający krem pod prysznic, Masło Shea&Witamina E 


Krem pod prysznic ma mocny, ale elegancki zapach. Kojarzy mi się właśnie z luksusowym SPA, w którym wykonuje się orientalne zabiegi. Na pewno na to wrażenie ma dodatkowo wpływ opakowanie. Kosmetyk ma zupełnie inną konsystencje niż standardowe żele pod prysznic - tutaj krem pod prysznic jest dobrym określeniem. Moja skóra w zimne dni jest bardzo wymagająca, szczególnie na dłoniach pojawiają się suche miejsca. Stosowanie żelu nie pogorszyło sprawy, nie zaobserwowałam by na ciele pojawiły się jakieś problemy. Sam skład możecie przeanalizować poniżej. Oczywiście nie jest to kosmetyk w 100% naturalny, ale mnie zadowala, że na drugim miejscu mamy w składzie olej ze słodkich migdałów, a nie od razu SLS.

Cena w UK to 6,5£ w Hebe to coś około 30 zł. Seria często bywa na promocji wtedy można go upolować w dużo niższej cenie.


Rozświetlający balsam do ciała to produkt, który zostawia na skórze lekko złotawą poświatę. W tym wypadku są to bardzo mocno zmielone drobinki, a nie chamski brokat. W składzie na drugim miejscu mamy silikon, który po nałożeniu na skórę może ją wygładzić, ale na pewno jej nie odżywi. Tak też traktuję ten produkt - to balsam, który ma sprawić, że nasza skóra będzie ładnie wyglądała. Gładka, lekko złota i do tego pachnąca. Osobiście chwilę go używałam kiedy były jeszcze ciepłe dni, ale teraz leży w łazience. Polecam go jeżeli chcecie upiększyć skórę przed imprezą, a nie chcecie używać samoopalacza (a nawet na samoopalacz myślę, będzie dobrze wyglądał), albo latem, gdy chce się założyć krótki spodenki. Fajnie zatuszuje bladą skórę, a także podkreśli brązowy kolor opalenizny.

Cena w UK to 9£ w Hebe to coś około 35 zł. Podobnie seria często bywa na promocji wtedy można go upolować w dużo niższej cenie.


Peeling solny muszę przyznać, że zrobił na mnie największe wrażenie jeżeli chodzi o estetykę. Zamknięty jest w plastikowym słoiku typu wek, który do złudzenia przypomina szkło. Jest za to bardziej praktyczne - nie stłucze się i jest lżejsze. Zapach jak całej serii jest bardzo elegancki, ale w tym produkcie mam wrażenie, że czuje go najmocniej. Przyznam się bez bicia, że nie jestem fanką solnych peelingów do ciała - są one dla mnie zbyt mocne i podrażniają skórę, tak gdzie jest już uszkodzona. Do tego w składzie jest parafina, za którą nie przepadam.  Za to sól i parafina idealnie sprawdzają się do pielęgnacji stóp i tak ten produkt używam. Można przy jego użyciu urządzić sobie prawdziwe SPA w domu.

Cena w UK to 13£ w Hebe to coś około 60 zł. Podobnie seria często bywa na promocji wtedy można go upolować w dużo niższej cenie.


Seria Charles Worthington London to z kolei produkty do pielęgnacji włosów. Również dostępna jest w Drogeriach Hebe. 

Na ich stronie przeczytamy, że:
Pokochaj swoje włosy! Z połączenia profesjonalnej ekspertyzy i miłości do włosów powstały produkty o jakości jak z najlepszych salonów fryzjerskich by codziennie cieszyć się efektowną, wspaniale prezentującą się fryzurą.
Od stylizacji Sharon Stone na rozdanie nagród Bafta a Diany Ross na Galę MET, do pracy z obsadą filmu „Sex w wielkim mieście”. Wśród jego klientów są również siostry Hilton, Nicole Richie, Lady Gaga czy Katy Perry. Wielokrotnie czesał gwiazdy na London Fashion Week, rozdanie nagród BAFTA i Oscarowe show. Charles Worthington – pasjonat fryzjerstwa, który spotykał się z najbardziej wymagającymi klientkami i sytuacjami gdzie akceptowalny był tylko perfekcyjny, stworzył produkty spełniające najwyższe wymagania, by każda kobieta mogła poczuć się na co dzień jak gwiazda na czerwonym dywanie. Produkty Charles Worthington gwarantują zadbane, lśniące włosy, które łatwo się układają i dodają pewności siebie, po prostu niesamowicie ułatwiając życie!

Miałam okazję testować szampon i odżywkę z serii Everyday Gentle.


Micelarny szampon do włosów zamknięty jest w półprzeźroczystym opakowaniu, co pomaga przy oszacowaniu poziomu zużycia produktu. Co mogę powiedzieć po jego stosowaniu? Nie mam wymagającej skóry głowy, także tutaj nie musiał zdziałać cudów. Wydaje mi się, że dość delikatnie oczyszcza. Cóż więcej - jest ok, ale niczym mnie specjalnie nie zachwycił. Skład widzicie poniżej. 

Cena w UK to 5.99£ w Hebe 39.99 zł. Aktualnie na promocji za 19.99 zł


Odżywka ponoć ma chronić kolor włosów. Nie farbuję się, także nie umiem stwierdzić czy jest to prawda. Niemniej jednak po użyciu odżywki, włosy stają się bardzo miękkie. Zaznaczam, że nie nakłada odżywki na skórę głowy! Ma przyjemny zapach i jest dość wydajna.

Cena w UK to 5.99£ w Hebe 42.99 zł. Aktualnie na promocji za 21.49 zł.


Używaliście już tych produktów?


Krem do twarzy Sunny Touch od Republiki Mydła - jak się u mnie sprawdził.

Krem do twarzy Sunny Touch od Republiki Mydła - jak się u mnie sprawdził.


Markę Republika Mydła kojarzyłam, ale powiem szczerze niespecjalnie śledziłam asortyment. Przyczyna była na pozór prozaiczna - po prostu nie przepadam za mydłami w kostkach. Mimo całej sympatii do naturalności i ekologiczności mydeł w kostkach, nie znoszę osadu jakie zostawiają na mydelniczkach. Jak więc powyższy krem do mnie trafił? Na stoisko Republiki Mydła trafiłam podczas jesiennej edycji targów Ekotyki → JESIENNE TARGI KOSMETYKÓW NATURALNYCH EKOTYKI - KATOWICE 29 WRZEŚNIA 2018. JAKIE MARKI BIORĄ UDZIAŁ I MOJE ZAKUPY Z KRAKOWSKIEJ EDYCJI. Wtedy zauważyłam, że prócz wyżej opisanych mydeł, można u nich znaleźć inne produkty. Na targach fajne jest to, że praktycznie każdy kosmetyk ma tester i tak mogłam poznać właśnie krem Sunny Touch. Po wstępnym zapoznaniu się z nim, poczułam się na tyle zaciekawiona, że postanowiłam go zakupić. Czy był to dobry pomysł? Zaraz się przekonacie :)


Na początku przedstawię kilka słów, które można znaleźć o produkcie na stronie producenta - republikamydla.com

Niezwykle bogaty krem do twarzy i do ciała z masłem Shea, zimnotłoczonymi olejami z rokitnika, pestek malin i słonecznika. W składzie znajdziecie również skwalan roślinny z oliwy z oliwek i witaminę E. Niepowtarzalną nutę zapachową budują naturalne aromatyczne ekstrakty botaniczne z maliną na pierwszym planie, uzupełnioną wanilią, jabłkiem, jeżyną i winogronem.

Dzięki połączeniu delikatnych olejów krem nie powoduje zapychania porów, co czyni go idealnym kosmetykiem do każdego rodzaju skóry w tym suchej, popękanej czy dojrzałej. Dzięki zawartym kwasom regeneruje naskórek, np. po oparzeniach słonecznych. Mieszanka naturalnych ekstraktów botanicznych z maliny, wanilii, jabłka, jeżyny i winogrona odpowiada za niepowtarzalny zapach kremu i dodatkowo podnosi jego dobroczynne właściwości. Stosowane przez nas ekstrakty to najwyższej jakości wyciągi z kwiatów, liści, łodyg, nasion i owoców, pozyskiwane w fizyczny sposób bezpośrednio z różnych części roślin, dzięki czemu posiadają szereg zalet: są w pełni bezpieczne, nietoksyczne, bez parabenów i “fragrance free”.

Masło Shea
Baza naszego kremu. Pełni funkcję naturalnego filtra przeciwsłonecznego, co czyni je surowcem idealnym na lato i na zimę, doskonale komponując się z resztą składników zawartych w naszym kremie. Masło jest niezwykle bogate w nienasycone kwasy tłuszczowe, które przyczyniają się do nawilżania i natłuszczania skóry, pomaga w redukcji zmarszczek, które powstają głównie wtedy gdy nasza skóra jest sucha i odwodniona. Mimo, że masło jest konsystencji stałej, nie pozostawia tłustej warstwy na skórze. Długo pozostaje w głębszych warstwach skóry, nie zapycha i śmiało może być stosowane nawet przez osoby o bardzo delikatnej cerze
Olej ze słonecznika
Chcieliśmy stworzyć krem z wykorzystaniem jak największej ilości surowców pochodzących z naszych rodzimych upraw. Olej ze słonecznika charakteryzuje się bardzo dużą ilością witaminy E, która stymuluje regenerację naskórka, w dodatku jest świetnie tolerowany nawet przez dzieci. Delikatny, szybko się wchłania, normalizuje pracę gruczołów łojowych przez co nie zapycha i jest świetnym olejem dla skóry tłustej czy mieszanej z problemami. Chroni nas przed promieniami słonecznymi. Wykazuje działanie przeciwrodnikowe, a więc przeciwdziała starzeniu się skóry. Nasz olej pochodzi z Polskiej uprawy, jest tłoczony na zimno i dostarczany nam zawsze w świeżych partiach.
Olej z rokitnika
Nasza perełka Lubelszczyzny. Ekologiczny, certyfikowany, tłoczony na zimno z pestek i miąższu rokitnika w lokalnej tłoczni, niefiltrowany. Chciałoby się powiedzieć: miód malina 😉 ale do maliny jeszcze dojdziemy. Olej z rokitnika redukuje stany zapalne skóry, regeneruję skórę, np. po oparzeniach słonecznych, chroni przez szkodliwym działaniem promieni UV, posiada silne właściwości antyoksydacyjne dzięki zawartości dużej ilości karotenoidów. Jako jeden z niewielu olejów posiada kwas omega-7, który jest naturalnym składnikiem lipidów skóry, kwas ten odpowiada za gojące właściwości oleju. Olej chętnie stosowany jako dodatek do kosmetyków przeciwstarzeniowych, naczynkowych, wzmacniających naturalną ochronę anty-UV.
Olej z pestek malin
Według przeprowadzonych badań olej z pestek malin pełni funkcję naturalnego filtra przeciwsłonecznego i my się z tym zgadzamy! Podobnie jak masło Shea, olej ze słonecznika czy rokitnika jest silnym antyoksydantem i chroni przed starzeniem się skóry. Kwasy Omega-3 i Omega-6 zawarte w oleju to ogromne pokłady witaminy E i A. Dzięki olejowi nasza skóra pozostanie promienna, gładka, miękka i nawilżona.
Skwalan roślinny z oliwy z oliwek
Skwalan jest substancją aktywną w postaci olejku będącego składnikiem ludzkiego sebum. Pełni funkcję transportu składników aktywnych w głąb skóry. Silny antyoksydant. Chroni przed promieniowaniem UV. Jest hipoalergiczny i bardzo dobrze tolerowany przez osoby, które borykają się z uczuleniami na oleje naturalne.
Witamina E pomaga chronić naszą skórę przed wolnymi rodnikami, które powstają głównie w wyniku niekorzystnego działania promieni UV. Naturalny konserwant kosmetyków. Przyspiesza gojenie się ran.

Skład: Masło Shea, Olej ze słonecznika1, Olej z pestek malin1, Olej z rokitnika1, Skwalan roślinny, Witamina E, Aromatyczny ekstrakt botaniczny – malina: Cytrynian trietylu, Trójglicerydy kaprylowe/kaprynowe, Ekstrakt botaniczny malinowy, Ekstrakt botaniczny waniliowy, Alkohol, Ekstrakt botaniczny z jabłka, Ekstrakt botaniczny z jeżyny, Ekstrakt botaniczny z winogrona.

1 - oleje zimnotłoczone

Krem ma pojemność 50 ml
Cena 39,95 zł



Krem posiada zbitą formułę masła, ale po zetknięciu ze skórą roztapia się. Nic dziwnego patrząc na jego bogaty skład. Zawiera on praktycznie same oleje na bazie z Masła Shea. Kosmetyk nakładam na twarz wieczorem. Jest bardzo tłusty, zostawia buzie mocno błyszczącą i lekko zażółconą. Kolor to zasługa rokietnika, który jest według mnie najcenniejszym składnikiem - podjedźcie sobie wyżej w opisie znajdziecie właściwości, które osobiście potwierdzam. Moja skóra jest delikatna, naczynkowa i faktycznie polubiła się z tym produktem. Wadą rokietnika jest właśnie intensywny kolor. Spokojnie, nie farbuje on skóry. Nie jest to samoopalacz, nie nada on ciemniejszego odcienia naszej buzi. Niestety zaraz po nałożeniu na twarz, przy kontakcie z ubraniem czy pościelą, może je pobrudzić. Tutaj radą jest odczekanie, aż produkt wchłonie się wgłąb skóry. Po tej chwili faktycznie można już przyłożyć policzek do poduszki bez ryzyka zostawienia żółtej plamy. Zwrócę uwagę jeszcze na zapach. Po odkręceniu słoika zrozumiałam dlaczego krem nosi nazwę Sunny Touch. Dla mnie tak właśnie pachnie lato - słodkie, ciepłe tony, które otulają jak słońce świecące nad łąką. Taki widok sobie wyobraziłam po zanurzeniu nosa w słoik z kremem :) Tym bardziej przyjemnie używa mi się tego kremu w zimne, jesienne dni. 


Jestem bardzo zadowolona z zakupu. Krem świetnie sprawdza się w wieczornej pielęgnacji. Polecam go wszystkim, którzy potrzebują porządnego nawilżenia. Przy nadchodzących mrozach myślę, że spokojnie można po niego sięgnąć, a osoby borykające się z bardzo suchą skórą mogą stosować go również na dzień. Jeżeli boicie się, że krem będzie zbyt ciężki - polecam stosować jako odżywczą, regenerującą maseczkę raz na kilka dni. Polecam produkt również ze względu na piękny zapach - jestem ciekawa co wy w nim wyczujecie.



Zużyte ostatnio produkty - co polecam wypróbować a czego unikać.

Zużyte ostatnio produkty - co polecam wypróbować a czego unikać.

Przy jesiennych porządkach czas na przegląd torby z ostatnio zużytymi produktami. Co tym razem się sprawdziło, jakie produkty przewinęły się ponownie, a o czym chciałabym jak najszybciej zapomnieć dowiecie się poniżej. 


Mydła do rąk Yope  pojawiają się za każdym razem, bo bardzo mi przypadły do gustu. Ostatnio są bardzo łatwo dostępne stacjonarnie i często można je dostać w bardzo korzystnych cenach. W kwestiach zapachowych nie mam przy mydłach wersji, której nie lubię, ale zdecydowanie najchętniej sięgam po wanilię, chociaż herbata też jest przyjemna. 

Wrzucam tu płyn do naczyń Yope, bo głupio mi robić osobny post o chemii kuchennej, a jednak warto wspomnieć o tym produkcie. Płyny Yope są szalenie wydajne, przyjemnie pachną (wszystkie trzy wersje zapachowe) i radzą sobie z tłustymi zabrudzeniami. Jednym słowem gary są czyste, a dłonie niezmasakrowane. Polecam wypróbować :)


Z żelami pod prysznic Yope mam już problem jeżeli chodzi o zapachy. Na razie jestem w stanie używać tylko wersji Dziurawiec. 

Produkt do kąpieli Organic Shop to dla mnie rozczarowanie roku. Mam wrażenie, że ten pojemnik stał na wannie wieki. Kupując go myślałam - o wow! Produkt na miarę Lush'a. Wygląda jak malinowy budyń, po odkręceniu przyjemnie pachnie (ponoć watą cukrową) i ma dawać pianę. Wyobrażałam sobie   wypełnioną po brzegi wannę z różową wodą i gęstą pianą, a dookoła unoszący się słodki zapach. Niestety nic bardziej mylnego. Zacznę od tego, że próbując nabrać dłonią produkt z opakowania natrafiamy na problem. To tak jakbyśmy chcieli nabrać surowe ciasto z dzierży. Po wrzuceniu takiej grudy do wody, leci ona prosto na dno. Natomiast jeśli spróbujemy rozpuścić ją pod bieżącą wodą, dostajemy tylko kilka marnych baniek. I tak widać, że nie wszystko ulega rozpuszczeniu i część grudek pływa dalej. Również z koloru i efektu gęstej piany nici. Jednak największym rozczarowaniem był dla mnie kompletny brak zapachu. O ilu w opakowaniu jest odrobinę wyczuwalny, tak po wrzuceniu do wody nie czuć zupełnie nic. Podsumowując - nie polecam!


Kokosowy krem do rąk Palmer's. Dla fanek intensywnej woni kokosa będzie to strzał w dziesiątkę. U mnie zapach jest jak najbardziej na plus. W nawilżeniu skóry nie przebił jednak mojego ulubieńca z Scandia Cosmetics. Wielkość idealna do torebki.

Serum antycelulitowe SPA FIND wypróbowałam raz. Skóra po nałożeniu produktu zaczęła mnie piec, więc odłożyłam go na półkę. Później sobie o nim przypomniałam i sprawdziłam skład. Bodajże na drugim miejscu był alkohol (w sumie czuć to było odrazu po otworzeniu kosmetykach) co na pewno powodowało u mnie podrażnienie. 

Aloesowy szampon przeciw wypadaniu włosów Equilibra. To któreś z kolei zużyte opakowanie. Moje włosy (i nie tylko moje ;)) lubią się z tym produktem.

Antyperspirant Vichy. Przeważnie sięgam po niebieską wersję, ale ta biała dla delikatnej skóry również jest w porządku.


Podczas wizyty w Sephorze na podczas Beauty Classes (o tym kiedy indziej) nakładałam na twarz podkład Clinique even better glow. W październiku wystartowała akcja promocująca ten podkład. Można było dostać próbkę podkładu Clinique do przetestowania w domu. Udało mi się wyskrobać z mini słoiczka produktu na dwa nałożenia i stwierdziłam, że jednak jak dla mnie szału nie ma. 

Maskara do rzęs Burberry. Ładnie wyglądała po nałożeniu na rzęsy, niestety po kilku godzinach robiła się panda pod okiem, bo tusz się osypywał.

Lakiery Claresa idą do kosza, bo niestety rozwarstwiły się. 


Chłodzący stick pod oczy Tony Moly. Niestety mimo przeuroczego opakowania ta formuła mi nie odpowiada. Przeciągając produktem skórę pod oczami, naciągała się bardzo. Sam kosmetyk nie nawilżał, faktycznie dawał lekkie uczucie chłodu. Podsumowując produkty Tony Moly to dla mnie średnie kosmetyki, zamknięte w uroczych i pomysłowych opakowaniach.

Isehan Kiss Me Sunkiller Water Essence SPV50. Filtr kupiony w Japonii. Szukałam takiego, który nie ma w składzie alkoholu. Niestety większość filtrów UV zawiera go w składzie (udało mi się znaleźć tylko trzy filtry alkohol free). Filtr nakładałam na krem a przed nałożeniem podkładu - zazwyczaj były to minerały. Twarz faktycznie uchroniła się przed letnią opalenizną. 

Lipowy płyn micelarny Sylveco - co tu dużo pisać, jak pojawia się praktycznie w każdym tego typu wpisie. Po prostu, polecam wypróbować!

Maska pod oczy Japońska Czereśnia Orientana. Zaskoczyło mnie to, że opakowaniu znajdują się dwie pary płatków pod oczy. Byłam przekonana, że to jednorazowa kuracja. Stosowałam maskę (no dobra tylko dwa razy, ale jednak) rano. Po zdjęciu maski z okolic oczu, skóra była napięta i wyglądała dobrze. Nałożony po chwili korektor pod oczy wyglądał dobrze. 

Płyn micelarny Bioderma przydał się w podróży. Mała buteleczka zmieściła się w bagażu podręcznym. W działaniu nie mam mu nic do zarzucenia. Jedynie skład może budzić pewne "ale", bo nie jest to produkt w pełni naturalny. 

Żurawinowy krem do twarzy Norel. Bardzo lubiłam nakładać go w porannej pielęgnacji. Miał bardzo przyjemny zapach, konsytencję i fajnie się wchłaniał. Tym dużym opakowaniem dzielę się z mamą, która również bardzo lubi ten krem.

Żurawinowy Lift Norel. To seria profesjonalna marki i stosowałam ten kosmetyk jak serum. Przyznaję, że po nałożeniu na skórę czuło się efekt wygładzenia, mimo lekkiej konsystencji. Zapewne wrócę do niego. 

Krem do twarzy Ruby Vine marki Bartos. Produkt ma wzmacniać, rozjaśniać i poprawić kondycję skóry naczynkowej. Stosowałam go na dzień. Muszę zaznaczyć, że krem wchłania się błyskawicznie, co przeważyło o używaniu go rano, a podczas wieczornej pielęgnacji - kiedy lubię nałożyć coś ciężkiego, tłustego, co będzie chwilę na skórze. Szybkie wchłanianie miało swój plus - przy bieganiu bez makijażu po domu nie świeciłam się jak przy stosowaniu innych kremów. Przyznaję, że jestem zadowolona z działania kosmetyku. Jeżeli szukacie szybko wchłaniającego się kremu, który nie zostawia tłustej warstwy na skórze a dodatkowo posiada dobry skład to spokojnie możecie się nim zainteresować. Doczepić mogę się do wydajności - produkt starczył mi na około miesiąc stosowania. Sposób aplikacji był ciekawy - słoiczek airless, który zapobiega napowietrzaniu się kosmetyku. Pompka nie jest jednak usytuowana standardowo, aby wydobyć krem, należy nacisnąć całą powierzchnię słoiczka. Niestety dla mnie średnio praktyczne było zbieranie wyciśniętego produktu. Resztki kremu osadzały się po powierzchni, co wymuszało przetarcie jej po każdym użyciu.

Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger