Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vita Liberata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vita Liberata. Pokaż wszystkie posty
Ulubione produkty do makijażu i pielęgnacji lato 2017

Ulubione produkty do makijażu i pielęgnacji lato 2017

Bardzo długo nie opisywałam swoich ulubieńców, ostatni taki wpis pojawił się w maju → ODŻYWKA JANTAR, SZAMPON OLIVALOE CZY BEAUTYBLENDER CZYLI KWIETNIOWI ULUBIEŃCY KOSMETYCZNI! Postanowiłam to nadrobić i opisać produkty, które lubiłam używać i dobrze się u mnie sprawdzały w trakcie ciepłych dni (które niestety są już za nami).


Na początek produkt, który pojawił w minionym poście dotyczącym ulubieńców - odżywka Jantar. Aktualnie używam jej miej więcej raz w tygodniu. Mam wrażenie, że po kuracji Jantarem stale pojawiają się na głowie nowe włosy, co mnie bardzo cieszy. W letnie dni idealnie mieć pod ręką suchy szampon - u mnie  Batiste. Tym razem postawiłam na wersję dla brunetek, która okazała się strzałem w dziesiątkę. Początkowo bałam się, że szampon będzie brudził wszystko dookoła przy aplikacji. Podczas ćwiczeń czy upału brązowe strużki potu na skroniach, to ostatnia rzecz o której bym marzyła. 

Produkty do pielęgnacji twarzy to przede wszystkim produkty marki Ministerstwo Dobrego Mydła. Ha! I to wcale nie mydła, tyko hydrolat różany i olej z pestek malin. Hydrolat to pierwszy tonik do twarzy w spreyu, który miałam (oprócz wody odświeżającej). Bałam się, że produkt będzie rozpylany wszędzie, tylko nie na twarzy. Obawy były niepotrzebne, aplikacja była sprawna i przyjemna. Jeżeli chodzi o olej, to nakładam go na twarz wieczorem, w zależności od potrzeb - czasem solo, a bywało również tak, że na olej nakładałam jeszcze krem. Dział on jak opatrunek - po obudzeniu skóra była promienna i gładka w dotyku. 

Na zdjęciu nie ma jeszcze esencji do twarzy Multi Essence z Bielendy, maski do włosów OlivePlus oraz brzoskwiniowego żelu pod prysznic FitoKosmetik które zużyłam i pokazałam w ostatnim denku→ DENKO CZYLI ZUŻYTE KOSMETYKI W MINIRECENZJACH - SIERPIEŃ 2017 M.IN. RESIBO, BIELENDA, BANDI, OLIVEPLUS, a warto o nich wspomnieć. Tak jak wspominałam, były to odkrycia tamtego denka. 

Pomadki ochronne w każdym możliwym miejscu to moja specjalność. Ostatnio moją ulubioną pomadką w kieszeni to Burt's Bees w wersji kokosowej. Mini krem w torebce musi być zawsze. Ostatnio polubiłam się z tym maluchem - Alma K. Nie jest to może tłusty krem na bazie masła shea, bardziej mleczko, które szybko się wchłania i daje ukojenie suchym dłoniom.

Dzięki hybrydom udaje mi się mieć zadbane paznokcie. Latem najdłużej na moich paznokciach gościły lakiery Indigo - m.in. Lady Lion, mocny róż i piękny odcień brązu z fioletem Peggy Brown. 

Mimo, że latem staram się przeważnie wybierać lekkie cytrusowe nuty, to całe lato pachniałam Si.


Kolorówka latem jest okrojona, przynajmniej dla mnie. Na twarz często wędrował tylko podkład mineralny i nic więcej. Przy muśniętej słońcem skórze dobrze wyglądał odcień Golden Fair Annabelle Minerals, który bardzo dobrze nakłada mi się pędzlem Kabuki od Vita Liberata. Parę razy przejadę tym puchaczem twarz i gotowe. Nie drapie, łatwo się go czyści. Co prawda wypadło kilka włosków, ale nie straciła na tym swojej objętości. Pod oczy lądował korektor z Maybelline, o którym pisałam tu → Korektor pod oczy Maybelline Instant Anti-Age. 

Bywały dni kiedy podkreślałam brwi i wtedy niezastąpiona była kredka do brwi z Golden Rose. Przeczesywałam je również miniaturką Gimmy Brow od Benefitu. Z pomadek katowałam płynną matową pomadkę do ust Golden Rose w numerze 03. Rzęsy to od dłuższego czasu So Couture z L'oreal, która idealnie daje efekt jak po luksusowym produkcie. Przy większej okazji wykonywałam pełen makijaż oka - matowe cienie TheBalm pięknie wyglądały na powiece. Kreska eyelinerem z Pierre Rene dopełniała całość. Musze przyznać, że zaskoczyła mnie trwałość tego eyelinera. Przy zmywaniu trzeba się na prawdę przyłożyć, żeby ją usunąć. Do konturowania używałam bronzer Bahama Mama oraz rozświetlacz Mary Lou.

Znacie te produkty? Chętnie poznam Wasze typy :)
Nowości kosmetyczne ostatnich miesięcy - zakupy w drogerii Cocolita, Pigment, przesyłki

Nowości kosmetyczne ostatnich miesięcy - zakupy w drogerii Cocolita, Pigment, przesyłki

Zauważyłam, że ostatni wpis z nowościami opublikowałam początkiem czerwca. Trochę się tego ostatnio nazbierało, więc postanowiłam zaprezentować jakie kosmetyki pojawiły się u mnie przez ten czas. Na pierwszy ogień idzie zamówienie z drogerii internetowej Cocolita.pl. Dzięki takiej jednej kusicielce ;) która udostępniła mi kod rabatowy skusiłam się na kilka produktów, które od dłuższego czasu chodziły mi po głowie - Bath foam od Organic Shop, podkład Helthy Mix od Bourjois czy krem pod oczy Make Me Bio z marakują. Miałam już wersję z ogórkiem, o którym pisałam → BIO KREM POD OCZY Z WITAMINĄ E I EKSTRAKTEM Z OGÓRKA MARKI MAKE ME BIO. Kupiłam w końcu suchy szampon Batiste w wersji dla brunetek. Jeżeli chodzi o uzupełnienie zapasów to kupiłam kolejne opakowanie odżywki do włosów z Jantar, mydło o zapachu brzoskwiniowym Organic Shop, które pachnie bardzo przyjemnie. Do tego zapas mydła w płynie Yope, oczywiście mojej ulubionej wersji zapachowej - wanilia cynamon. 


W Drogerii Pigment skorzystałam z promocji na wszystkie kosmetyki z aloesem i postawiłam na markę Equilibra. Uzupełniłam zapas ulubionego jak dotąd szamponu z aloesem. Do tego do koszyka trafił żel, pasta do zębów i chusteczki do twarzy, wszystkie z aloesem.


Będąc na chwilę w Niemczech weszłam do tamtejszego Rossmanna i kupiłam żel pod prysznic Lavera. Skończył mi się antyperspirant, więc w SuperPharmie na promocji zaopatrzyłam się w kolejną sztukę Vichy. Od marki Vita Liberata dostałam do testów ich nowy produkt Ten Minute Tan.


W salonie KIKO skusiłam się na matową pomadkę do ust z serii Velvet Passion Matte. W Gdańsku natknęłam się na pop-up store NYX, weszłam i znalazłam w nim pomadkę Soft Matte Lip Cream w odcieniu Prague, którą chciałam kupić w Krakowie (kiedy był rozstawiony pop-up store) a ciągle była wyprzedana. Skończyło się tak, że w końcu ją kupiłam. Nowością u mnie jest korektor Anti Age Maybelline, który przyleciał do mnie z Londynu. 


Niesamowitą niespodziankę zrobiły mi dziewczyny z Sweet Bath, które wysłały mi pięknie zapakowaną paczkę. W środku znalazłam pięknie pachnące, a do tego niesamowicie apetycznie wyglądające kąpielowe umilacze. Kule do kąpieli a raczej mufinki i lizak do kąpieli, które są małymi dziełami sztuki oraz sól do kąpieli, która się pieni! Już nie mogę się doczekać aromatycznych kąpieli z wykorzystaniem produktów Sweet Bath.


Zużyte produkty lipiec 2017 w minirecenzjach - m.in. Bandi, EOS, Korres, Iva Natura

Zużyte produkty lipiec 2017 w minirecenzjach - m.in. Bandi, EOS, Korres, Iva Natura

W lipcu udało mi się zużyć kilka produktów, więc mogę wydać pełny werdykt na ich temat. Trochę się tego nazbierało, więc bez zbędnego przedłużenia przechodzę do konkretów. 



1. Emulsja nawilżająca do twarzy z kwasem hialuronowym Hada Labo
Pierwszy raz miałam okazję używać tego typu produktu. Stosowałam go codziennie wieczorem, zaraz po umyciu twarzy, a przed nałożeniem kremu. Zaskoczyła mnie konsystencja kosmetyku - była jakby żelowa. Ułatwiało to nałożenie produktu poprzez wklepanie go w skórę twarzy. 

2. Krem do wrażliwej skóry twarzy Olivaloe
Jego pełną recenzję znajdziecie w tym poście → GRECKIE KOSMETYKI Z OLIWĄ I ALOESEM OLIVALOE I OLIVEPLUS - KREM DO TWARZY, SZAMPON, MYDŁO Z PYŁEM WULKANICZNYM. JAK SIĘ U MNIE SPRAWDZIŁY? 
3. Krem do twarzy na noc BeautyOil
Wersję na dzień przedstawiłam w tym poście → KREM NA DZIEŃ NAWILŻAJĄCO-OCHRONNY BEAUTYOIL - NATURALNY PRODUKT POLSKIEJ MARKI Muszę przyznać, że do wersji na noc miałam bardzo wysokie wymagania. Po tak dobrej recenzji kremu na dzień byłam pewna, że krem na noc będzie tak samo dobry. Dla mnie był jednak zbyt mało nawilżający. Nie przesuszył mi skóry, nie. Jednak praktycznie zaraz po nałożeniu na skórę miałam wrażenie, że krem się wchłonął przez co skóra nie będzie miała dostatecznego nawilżenia. Pewnie dla wiele osób będzie to atutem - błyskawiczne wchłonięcie się kremu. Tym osobom serdecznie go polecam, bo skład ma jak najbardziej przyzwoity i odpowiedni. Jednak sama sięgnę jednak tylko po wersję na dzień, a na wieczór poszukam czegoś bardziej natłuszczającego.

4. Lipowy płyn micelarny Sylveco
Ten produkt pojawia się u mnie już od ponad roku praktycznie w każdym denku. Na dowód tego wpis z pierwszą recenzją tego kosmetyku → BIOLAVEN VS SYLVECO - PORÓWNANIE PŁYNÓW MICELARNYCH. Świetny produkt!

 

5. Maska w płachcie Pure Source Sheet Mask Pearl Missha
6. Maska w płachcie brzoskwiniowa PURE SMILE PEACH MILK

Na maski w płachcie jest ostatnio wielki bum. Nie dziwię się, bo jest to bardzo wygodna forma nawilżania skóry. Można sobie zafundować szybkie i przyjemne SPA. Skóra twarzy po użyciu obydwóch masek była przyjemnie nawilżona i napięta.


7. Antyperspirant Vichy
Póki co jest to mój ulubiony produkt w tej kategorii. 

8. Pasta do zębów Blanx Med
Tak, wiem pasta do zębów. Jednak ta wersja pasty w stojącym opakowaniu jest bardzo wygodne. 


9. Rokietnikowy żel pod prysznic Natura Siberica
Pod względem składu, działania, wydajności jest to bardzo dobry produkt. Jedyne co chciałabym podkreślić to zapach. Jest on potwornie słodki. Nie jest to chemiczny, przykry zapach. Jednak jest bardzo intensywny, taki jakby miodowo - pomarańczowy. Oddałam go mężowi, bo jednak latem wolę mniej intensywne zapachy. Nie mniej jednak dla osób, które lubują się w takich nutach, będzie jak ta lala ;)

10. Samoopalająca maska na noc Vita Liberata
Produktu używałam rok temu i została mi dosłownie resztka produktu, której oczywiście trudno było mi się pozbyć. W końcu to drogi produkt mówiłam sobie ;) I tak leżał i przeleżał się, więc w końcu wyrzucam.

11. Emulsja kojąco regenerująca do twarzy i ciała UV Expert Bandi
Sprawdził się bardzo dobrze do ukojenia poparzonej skóry. Po przyjeździe z nad morza, gdzie praktycznie większość czasu słońce było za chmurkami, okazało się, że mój mąż spiekł niezłego raka. Pięknie odbite sandały, koszulka i krótkie spodenki. Smarowanie dawało ulgę. Sam produkt przyjemnie pachniał, zostawiał nawilżoną skórę.

12. Balsam do ciała Santorini Vine Korres
Próbka, którą dostałam w brytyjskim pudełku. Niestety zapach tego balsamu mi nie podszedł, podobnie jak formuła, która była bardzo rzadka.

13. Żel pod prysznic Karite Equilibra
Bardzo polubiłam się z aloesową wersją, postanowiłam w końcu wypróbować wersji z Masłem Shea. Żel używało się przyjemnie i chętnie sięgnę po niego ponownie. Jednak zdecydowanie kąpiele w łazience bardziej umilają mi owocowe zapachy.

14. Odżywka do włosów Jantar
3 opakowanie tej odżywki mam już w łazience. Aktualnie stosuję ją 1-2 razy w tygodniu. Spryskuję skórę i nasadę włosów. Wcześniej zrobiłam kurację codzienną i efekty dla mnie było widać. Wysyp włosków przy skroniach. Włosy jakby zaczęły szybciej rosnąć.


15. Krem pod oczy Iva Natura
Krem używałam na noc. Znalazł się w kosmetycznych ulubieńcach. Jego pojemność 30ml - gdzie przypomnę standardowa pojemność kremów pod oczy to 15ml, starczyła mi na pół roku używania. Nie żałowałam go sobie, jednak nie było co przesadzać, bo jednak jest ograniczona ilość produktu, która nasza skóra jest w stanie jednorazowo wchłonąć. Reszta po prostu się marnuje. Krem sprawdzał się bardzo dobrze. Skóra pod oczami rano, po użyciu kremu była dobrze napięta, wypoczęta. Zostawię tu jeszcze skład kremu, który jest na prawdę bardzo przyzwoity 

Skład: Aqua, Rosa damascena (Rose) Flower Distillate*, Caprylic/Capric Triglyceride**, Cetearyl Alcohol**, Glyceryl Stearate Se**, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Sodium Lauroyl Glutamate**, Myrtus communis*, Glycerin, Hydrolyzed Glycosaminoglycans, Hydrolyzed Rice protein, Hyaluronic acid**, Olea europaea Fruit Oil*, Argania spinosa Kernel Oil*, Shea Butter* Thymus vulgaris*, Benzyl Alcohol (And) Dehydroacetic Acid**, Propanediol (1) (And) Lecithin (2) **, Sodium Benzoate**, Citric Acid**, Capsicum annuum (Pepper) Extract (AP), Pinus pinea Kernel Oil (AP), Lonicera caprifolium (Honeysuckle)Flower Extract (AP), Triticum vulgare (Wheat) Germ Extract (AP)

16. Balsam do ust EOS, wersja truskawkowy sorbet
Bardzo lubię te urocze jajeczka do ust. Pięknie wyglądają, słodko smakują i do tego pielęgnują usta. Do tego są coraz łatwiej dostępne i można je już kupić w bardzo przyzwoitych cenach - oczywiście podczas różnego rodzaju przecenach, wyprzedażach. Dokładnie opisywałam EOS w tym poście → EOS VANILLA MINT


Próbki 
Krem pod oczy z Resibo był w porządku, ale nie powalił mnie na kolana. Po całym nagłośnieniu marki w internecie, byłam bardzo ciekawa ich produktów. Spodziewałam się chyba dotknięcia czarodziejskiej różdżki, moje oczekiwania były prawdopodobnie zbyt wysokie. Może kiedyś sprawdzę pełnowymiarowe opakowanie, ale póki co nie jest to must have. Kremy z seri nawilżającej od Dr.Norel są bardzo przyjemne w używaniu. Przy najbliższej okazji zaopatrzę się w nie. Zużyłam też w końcu miniaturkę zapachu Lolity Lempickiej, który bardzo lubię i miałam również w pełnowymiarowej wersji.


Denko Luty 2017

Denko Luty 2017

Stwierdziłam, że nie będę czekać dwa miesiące by zebrać zużyte produkty do denka. Trochę się ich nazbierało i po prostu nie chciałam zagracać łazienki torbą z pustymi opakowaniami. Post z minirecenzjami opublikuje już teraz. Zobaczymy jak to będzie w marcu, jeśli zebrałoby się mało kosmetyków, poczekam z opublikowaniem denka :)

Aby ułatwić opis, używam od jakiegoś czasu oznaczenie orientacyjnego poziomu zadowolenia z produktu kolorami:

kolor zielony - kupię ponownie
kolor pomarańczowy - możliwe, że kupię
kolor czerwony - raczej nie kupię



1. Krem do twarzy Speed Plump Soap&Glory
Początkowo mnie zachwycił (był nawet w ulubieńcach) - zapach, formuła, opakowanie. Bardzo szybko się wchłaniał, nie wydawało się, żeby przesuszał moją skórę. Podejrzewam jednak, że on spowodował wysyp zaskórniaków w obrębie nosa i żuchwy. Aktualnie gdy go już nie używam cera się uspokoiła. Ostatnio miałam tak po kremie z serii manuka z Ziaji. Do tej wersji kremu nie wrócę.

2. Self Tanning Anti Age Serum Vita Liberata
Jego recenzję mogliście przeczytać w tym poście. Tak na prawdę produkt zużyłam jeszcze w zeszłym roku ;) tylko opakowanie mi się zapodziało. Podtrzymuję, że serum nie nadaje skórze opalenizny, nawet stosowane bezpośrednio na nią. Jednak po stosowaniu serum skóra jest jędrna i dobrze wygląda. Na pewno na plus jest jego formuła czyli suchy olejek, nie pozostawia tłustej warstwy. Idealny dla osób, które nie lubią oleistej warstwy na skórze. Cena produktu jest dość wysoka, a osobiście chciałabym przetestować jeszcze inne produkty. Nie mówię jednak, że nie wrócę do tego produktu.

3.Krem pod oczy All About Eyes Clinique - miniatura
Bardzo lekka formuła, miniaturowe opakowanie starczyło mi na jakiś czas. Nie było efektu wow, ale nie mogę powiedzieć, że był to zły krem.



4. Krem do ciała Organic Shop
Pisałam o nim tu i chętnie poznam inne wersje zapachowe.

5. Masło do ciała Biolove
Jak najbardziej na tak! Chętnie poznam inne wersje zapachowe tego masła.

6. Antydepresyjny żel pod prysznic, pomarańcza Jadwiga
Muszę przyznać, że pachniał na prawdę ładnie i bardzo intensywnie.


7. Żelowy tonik do twarzy z kwasem migdałowym Norel
Po pierwszym tygodniu, może dwóch moja skóra zaczęła strasznie się łuszczyć. Po tym czasie skóra stała się gładsza i w dalszym czasie używania toniku, nie zdarzyło mi się to powtórnie. Ewidentnie złuszczył się martwy naskórek. Sam tonik ma żelową konsystencję, co mi osobiście w ogóle nie przeszkadzało. Polubiłam się z nim i z chęcią do niego wrócę.

8. Micelarny żel do mycia twarzy GoCranberry
Pisałam o nim tu.

9. Woda micelarna AquaPi
Niby woda, a po jej użyciu miałam uczucie ściągnięcia skóry. Trzeba jednak przyznać, że tusz do rzęs ładnie domywała. Jednak jakoś po tej małej buteleczce nie mam na razie ochoty na kolejne spotkanie.


10. Aloesowy szampon do włosów Equilibra
Aloesowa wersja szamponu na moich prostych, cienkich włosach nie robi takiego efektu wow, jak na kręconych, grubych włosach mojego męża. Po umyciu nim głowy jego włosy były miękkie, mniej sianowate, ujarzmione. W końcu pięknie się skręciły. 

11. Szampon przeciw wypadaniu włosów Equilibra
Trudno mi było zauważyć zmniejszenie wypadania włosów, bo odkąd je obcięłam, mam wrażenie, że nie wypadają ;) Wcześniej po całym mieszkaniu widziałam moje włosy, teraz są tak krótkie, że praktycznie ich nie widzę :) Niemniej jednak jestem zadowolona z szamponu.


12. Złuszczająca maska do stóp L'biotica
Recenzję przeczytacie tu.
Self Tanning Anti Age Serum od Vita Liberata

Self Tanning Anti Age Serum od Vita Liberata

Serum do twarzy to kolejny produkt marki Vita Liberata, który miałam przyjemność testować. Wszystkie produkty marki są preparatami samoopalającymi, którymi uzyskuje się naturalną opaleniznę, bez wystawiania się na działanie promieni słonecznych. We wcześniejszych wpisach wspominałam już, że nie lubię się opalać, tzn. lubię słońce, lato i wysokie temperatury, ale nie lubię kiedy moja skóra jest narażona na poparzenia słoneczne. Słońce powoduje, że skóra się (szybciej) starzeje, dlatego należy używać kremów z filtrem, szczególnie przestrzegam tego jeśli chodzi o twarz. Konsekwencją tego jest to, że jestem nazywana "córką młynarza"... Z pomocą przychodzą samoopalacze, tyle tylko, że nie znoszę ich zapachów, a do tego jeszcze nietrudno zrobić sobie piękne zacieki na skórze i wyglądać jak brudas. Przed pierwszym użyciem produktów Vita Liberata byłam bardzo niepewna co do efektu jaki uzyskam i czy poradę sobie z aplikacją. Jednak wszystko po kolei ;)



Na początek co można przeczytać o produkcie na stronie Sephory: Self Tan Anti Age Serum jest stworzone aby współgrać z Twoją skórą i nadać jej subtelny złoty blask przy równoczesnej kompletnej pielęgnacji.
Wyjątkowe połączenie wyciągu z róży oraz ogórka, a także peptydów pomaga utrzymać naturalny blask podczas gdy unikalne ekstrakty tworzą i balansują różne poziomy nawilżenia skóry. Wyciągi o działaniu kojącym nadają skórze aksamitną miękkość zaś technologia HyH2O zapewnia właściwości przeciwstarzeniowe. Zbilansowane poziomy Dihydroksyacetonu (DHA) umożliwiają wybór intensywności opalenizny (dodajemy 1-3 kropli serum do codziennego kremu bądź stosujemy samodzielnie).

Jak używać ?
Dodaj 1-3 kropli serum do kremu nawilżającego do twarzy i aplikuj na oczyszczoną skórę po peelingu. Umyj ręcę natychmiast po użyciu produktu.

Skład: Dihydroxyacetone Peptides Rose Cucumber Water, Dimethicone Crosspolymer, Neopentyl Glycol Diheptanoate, Dihydroxyacetone***, Glycerin*, Xanthan Gum, Sodium Chloride, Rose Extract** Cucumis Sativus (Cucumber) Extract*, Sodium benzoate, Palmitoyl Oligopeptide – Palmitoyl Tetrapeptide-7, Potassium Sorbate. *Organic. **Natural. ***Ecocert. 

Cena za 15ml to 119zł.


Opakowanie: Produkt był zapakowany w kartonik, całość była zabezpieczona folią. Serum zamknięte jest w eleganckiej, nieprzeźroczystej buteleczce ze złotą zakrętką. Całość prezentuje się bardzo okazale, idealnie do postawienia w widocznym miejscu - trzeba przyznać, że o to też w kosmetykach chodzi, by prócz właściwości cieszyły oko ;)


Aplikacja: Serum posiada pipetkę, która automatycznie dozuje produkt. Po odkręceniu podnosi się część wieczka - tak jak widoczne jest to na zdjęciu, przez co zawartość zasysa się do pipetki. Aby zaaplikować produkt na skórę należy przycisnąć wystającą część na wieczku. Dozowane są wtedy kropelki serum, nic się nie wylewa, jest to bardzo wygodne.


Zapach i konsystencja: zapach serum jest bardzo delikatny, ale zarazem bardzo przyjemny. Kojarzy się z zapachem wysokopółkowych kosmetyków. Po aplikacji na skórę jest praktycznie nie wyczuwalny. Produkt to bezbarwny, suchy olejek. Po rozprowadzeniu na skórze nie czuć tłustej, lepkiej warstwy, wchłania się od razu.




Działanie: początkowo bojąc się zbyt mocnego opalonego efektu skóry, używałam serum dodając go na nałożony krem. Nakładałam na twarz krem na policzki, nos, brodę, czoło, po czym w każde miejsce z kremem nakładałam krople serum i rozsmarowywałam dokładnie po całej buzi, szyi i dekolcie. Rano skóra była ładna i nawilżona, ale efekt opalenizny był dla mnie prawie niewidoczny. Nadmienić tu muszę, że serum używałam w okresie letnim (sierpień, wrzesień) i mimo, że używam kremów z filtrem przed wyjściem z domu, moja buzia złapała lekką opaleniznę. Pewnie gdyby używała serum wraz z kremem zimą, efekt byłby bardziej widoczny. Postanowiłam więc użyć serum bezpośrednio na oczyszczoną buzię, nakładałam po jednej kropli na policzki, nos, czoło i brodę starając się szybko i równomiernie rozprowadzić serum po skórze, wmasowując resztki w szyję i dekolt. Serum szybko się wchłaniało, nie zostawiało lepkiej, błyszczącej warstwy na skórze. Po aplikacji buzia była nawilżona i nie czuć było ściągnięcia, po chwili nakładałam jednak krem. Rano skóra była bardziej promienna, nie widać było żadnych smug. Podobnie na moich dłoniach, po aplikacji samoopalaczy zdarza się, że na dłoniach lub między palcami zostają nam nieestetyczne zacieki. Podczas stosowania serum niczego takiego nie zaobserwowałam. Po regularnym stosowaniu serum mogę stwierdzić, że cera stała się gładsza, milsza w dotyku. Jeśli chodzi o anti age? Myślę, że odpowiednio nawilżając skórę możemy spowolnić efekt starzenia. A co z efektem samoopalającym? Dla mnie wyraźniejszą opaleniznę dała maseczka Self tanning night moisture Vita Liberata. Dla tych z Was, które szukają mocnej opalenizny twarzy serum może być zbyt delikatne. Oczywiście to tylko moje spostrzeżenie i wszystko zależy od karnacji i preferencji. Bardzo się cieszę, że mogłam przetestować serum i jestem zadowolona z jego działania. Przepięknie pachnie, szybko się wchłania i nie zostawia klejącej warstwy, pozostawia skórę nawilżoną i promienną.



Zostawiam linki do moich recenzji pozostałych produktów marki Vita Liberata

Nowości lipiec - sierpień m.in. Tony Moly, KIKO, Benefit

Nowości lipiec - sierpień m.in. Tony Moly, KIKO, Benefit

W ostatnim konkursie zapytałam Was, które posty lubicie czytać najbardziej. W odpowiedziach znalazły się między innymi posty z nowościami, dlatego postanowiłam napisać taki wpis. Zebrałam wszystkie nowości wakacji w jeden post. Znajdziecie tu zakupy, prezenty, przesyłki i wygraną w rozdaniu


Biolove to dla mnie marka stosunkowo nowa, o której czytałam tylko recenzję, ale nie widziałam jej nigdzie na sklepowych półkach. Później dotarła do mnie informacja, że wyłączność na tą markę posiada sieć drogerii Kontigo. Niestety jest ona tylko w Warszawie i okolicach, więc gdy tylko nadarzyła się okazja i byłam w stoicy, odszukałam sklep i poszperałam na pulkach z kosmetykami Biolove. Piękne zapach, świetne składy i niewysoka cena i ciekawy asortyment. Nie straciłam jednak głowy i na wypróbowanie kupiłam masło do ciała o zapachy wiśni i piżmową kulę do kąpieli.


Korzystając z wyprzedaży w KIKO skusiłam się na 3 kredki do oczu oraz na TOP COAT, o którym pisałam już TU. Napiszę jeszcze co nieco o kredkach w osobnym poście.


Nie obyło się bez zakupów w Drogerii Pigment, gdzie kupiłam:
  • Szampon Planeta Organica ALEPPO - kolejne opakowanie, bardzo go polubiłam,
  • Żel do higieny intymnej Vianek - wcześniej miałam Biolaven,
  • Scrub do twarzy Bania Agafii,
  • Krem pod oczy Nacomi,
  • Silikonowa myjka do twarzy.


A teraz czas ma prezenty :D Muminkowy zestaw przywędrował do mnie z Finlandii, jest to gift od koleżanki, która była tam na wakacjach. Czyż nie jest to najsłodszy zestaw do włosów ever? :) Pamiętaj przed użyciem szczotki "Let's sing a song" :D Chyba cały czas jestem wewnętrznie małym dzieckiem ;)


Dostałam również taką o to uroczą pandę - So Cool Eye Stick marki Tony Moly, czyli chłodzący sztyft pod oczy. Azjatycki szał nastał na dobre, koreańskie kosemetyki można nawet spotkać w Sephorze. Kosmetyki Tony Moly znane są z przesłodkich opakowań. Kusiło mnie bardzo, żeby mieć w swojej kosmetyczce takie maleństwo :) Oj, jak ja kocham pandy <3 Bardzo dziękuje jeszcze raz za ten prezent :*


Gdy zobaczyłam na instagramie zdjęcie, na którym dziewczyny z UK chwalą się dodatkami do sierpniowych gazet - padłam. Miniatury produktów do brwi z Benefitu w cenie gazety! Od razu uderzyłam z prośbą do znajomego w Londynie, żeby wyruszył na poszukiwania. Udało się! Mam sierpniową Marie Claire z Ready, Set, BROW! czyli utrwalającym żelem do brwi. Cena pełnowymiarowego produktu to 125zł. Dziękuje Ci Cooler :) Szkoda, że w polskich gazetach nie ma takich cudów...


Niesamowitą niespodziankę sprawiła mi marka Indigo, która obdarowała mnie swoim najnowszym zestawem startowym do manicure'u hybrydowego. Dokładnie opisałam go TU, jeżeli jesteście ciekawi co znalazło się w środku. Już niebawem dostępny będzie w sprzedaży na www.indigo-nails.com w cenie 269 zł.


Do testów od marki Vita Liberata dostałam serum Self Tanning Anti Age, dodatkowo w przesyłce znalazłam miniatury suchego olejku i lotionu. Już niedługo pojawi się recenzja serum.

A na koniec nagroda, którą udało mi się wygrać w rozdaniu u Ani z bloga Perfect Foundation. Cała zabawa polegała na tym, że sama mogłam sobie wybrać nagrodę. Ania nakreśliła tylko mniej więcej co to ma być, a dokładnie wyglądało to tak:
1.Wybrany krem BB ze Skin79, Holika Holika bądź Lioele - tutaj nie umiałam się zdecydować, więc poprosiłam Anię, żeby wybrała coś dla mnie.
2.Wybrana paleta Sleek bądź Makeup Revolution - wybrałam Makeup Revolution Ultra Contour Paleta do Konturowania.
3.Wybrana pomadka Golden Rose - wybrałam Golden Rose Velvet Matte Matowa Pomadka do Ust 02.
4.Wosk lub sampler od Yankee Candle - sampler Pink Sands.
5.Wybrana maska do włosów od Banii Agafii - Bania Agafii Balsam do Włosów Aktywator Wzrostu 100ml.
6.Wybrany produkt od Organic Shop - Organic Shop Mydło w Płynie Różowe Brzoskwinie 500ml. 
Dodatkowo w przesyłce znalazłam maseczkę APIS i krem Sylveco :)
Nowości lutego 2016!

Nowości lutego 2016!

Nawet nie wiem kiedy luty się skończył, a już prawie połowa marca! Wstrząs wywołany popatrzeniem na kalendarz mam już za sobą, czas więc zabrać się za zaległości. Zaczniemy od podsumowania co nowego trafiło do mnie w lutym. 
Na początku lutego złożyłam zamówienie w sklepie Kosmetykizameryki.pl. Skusiłam się na promocje wysyłka za 1zł. Wcześniej słyszałam o tym sklepie internetowym, ale nie zamawiałam wcześniej z niego. Przeglądając ofertę znalazłam kilka pozycji z mojej listy zakupowej w bardzo dobrej cenie.


Tak do koszyka trafił:
  • Tusz So Couture z L'oreal
  • Insta-Dri z Sally Hansen
  • Trymer do skórek z Sally Hansen
  • próbka pudru ryżowego z Ecocera 
Dodatkowo dostałam kod niespodziankę na następne zakupy - jeszcze nie sprawdzałam na jaką kwotę on jest ;)



Na początku miesiąca dostałam do testowania samoopalającą maskę nawilżającą z Vita Liberata. Jej działanie zrecenzowałam już w tym wpisie KLIK.


Zachęcona pozytywnymi opiniami i promocją w drogerii Natura skusiłam się na bronzer KOBO w odcieniu Nubian Desert. Cena przed promocją to 19,99zł. Udało mi się go dostać w cenie niższej o -49%. Dostępny jest jeszcze jeden odcień - Sahara Sand, ale jest jaśniejszy i cieplejszy. Osobiście bardziej odpowiada mi ciemniejszy Nubian Desert.


W lutym mam urodziny i dostałam niesamowity prezent od narzeczonego :) Pudełko z Mintishopu, w którym ukryte były takie skarby:


Od Douglas dostałam zniżkowy kod urodzinowy, który wykorzystałam na krem pod oczy z Norel. To moje pierwsze zamówienie on-line z Douglas'a i miło mnie zaskoczyło, że można było sobie wybrać do zakupów próbki. Dodatkowo dostałam bon zniżkowy na następne zakupy.


Udało mi się wygrać w konkursie u bibaba.pl książkę Sekrety urody Koreanek. Lektura już przeczytana, myślę, że podzielę się kilkoma uwagami odnośnie jej treści w osobnym poście :)


W moje ręce wpadł też krem z kwasami AHA. Dostałam go do testowania od marki APIS. W paczce znalazły się też próbki z serii Professional.

Self Tanning Night Moisture Mask HyH2O od Vita Liberata czyli samoopalająca maska nawilżająca na noc.

Self Tanning Night Moisture Mask HyH2O od Vita Liberata czyli samoopalająca maska nawilżająca na noc.

Do tej pory miałam przyjemność testować dwa produkty z Vita Liberata. Był to mineralny puder brązujący oraz pianka samoopalająca. Z obu produktów jestem bardzo zadowolona, sprawdziły się u mnie i nadal ich używam. Wspominałam w postach, w których opisywałam te dwa kosmetyki, że mam jasny odcień skóry. Twarz mam jasną nawet latem, bo staram się unikać wystawiania jej na słońce. Używam kremów z wysokim filtrem. Oczywiście, że marzy mi się zdrowa, złota opalenizna, ale nie kosztem wysuszenia i postarzenia mojej cery. Na szczęście można troszkę oszukać naturę i karnację ;) używając różnych pudrów czy samoopalaczy. Te ostatnie niestety wykluczyłam, bo zwyczajnie śmierdzą i zostawiają plamy, ale to już wiecie. Dlatego do ciała super sprawdza się pianką z Vita Liberata, która ma przyjemny zapach i nie pozostawia smug. A co z twarzą? Puder jest super do ocieplania buzi, ale trzeba poświęcić rano parę minut na makijaż :) A co jeżeli chcemy wstać rano już z pięknym kolorom twarzy?! Wtedy możemy sięgnąć po nawilżającą maskę na noc Vita Liberata! :)


Tak jak pozostałe produkty marki, maskę możemy nabyć w Sephorze. W opakowaniu znajduje się 65ml produktu w regularnej cenie 149zł. Na sephora.pl przeczytać możemy, że odżywcza maska przez całą noc dogłębnie nawilża skórę i zapobiega jej starzeniu nadając jej równocześnie subtelny efekt brązujący i niesamowite rozświetlenie.
Składniki zawarte w masce zapewniają intensywne nawilżenie, całonocne odmładzanie skóry zaś rano pozostawiają ją pełną blasku i energii.  Ziarna słonecznika zawierają witaminę A, C oraz D o działaniu łagodzącym i pielęgnującym, tokoferol zapobiega powstawaniu wolnych rodników zaś wyciąg z jabłek spłyca drobne linie mimiczne oraz zmarszczki.


Skład: Aqua (Water, Eau), Helianthus Annuus Seed Oil*, Dihydroxyacetone***, Butyrospermum Parkii Butter (Beuree)*, Glyceryl Stearate, Theobroma Cacao Seed Butter (Beurre)*, Cera Alba*, Glycerin**, Sodium Stearoyl Glutamate, Sucrose Stearate, Olea Europaea Friut Oil*, Linum Usitatissimum Seed Oil*, Aloe barbadensis Leaf Juice Powder*, Erythrulose**, Coco-Glucoside, Tocopherol**, Xanthan Gum, Lactic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol***, Artemisia Umbelliformis Extract***, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract***, Actinidia Chinensis (Kiwi) Seed Oil, Pectin, Chlorella Vulgaris/Lupinus Albus Protein Ferment, Linum Alpinum Extracxt***, Malva Sylvestris (Mallow) Flower Extract***, Anthemis Nobilis (Chamomile) Flower Oil*, Polyacrylamide, Laureth-7, Citrus Aurantium Amara (Bitter Orange) Flower Oil*

Patrząc na powyższy skład widzimy między innymi olej z nasion słonecznika, masło shea, masło kakaowe, wosk pszczeli, glicerynę, oliwę z oliwek, olej z lnu zwyczajnego, proszek z soku aloesowego, witaminę E, kwas mlekowy, ekstrakt z bylicy alpejskiej, ekstrakt z jabłek, ekstrakt z kiwi, proteiny chlorelli zwyczajnej, ekstrakt z lnu alpejskiego, ekstrakt z malwy, ekstrakt z rumianku, olejek eteryczny z neroli oraz ekstrakt z wierzbownicy. Dodatkowo w składzie są też oczywiście substancje odpowiadające za nadanie cerze opalonego koloru. 


Opakowanie maski jest bardzo eleganckie, włożone było w karton a całość ofoliowana. Tuba była zabezpieczona przez sreberko, które upewnia nas, że produkt był wcześniej nie otwierany. W środku znajdowała się ulotka.




Konsystencja maski jest gęsta i przypomina odżywczy krem, dobrze się wchłania, nie pozostawia smug ani uczucia ściągania czy tłustej warstwy. Po nałożeniu maski skóra wygląda na nawilżona i odżywioną. Sama posiadam skórę suchą i bałam się czy maska poradzi sobie z jej nawilżenie, były to jednak niepotrzebne obawy :)

Zapach jest bardzo przyjemny, przypomina trochę aromat cytrusów. Nie jest to jednak typowy zapach pomarańczy, jest bardziej elegancki. Osobiście skojarzył mi się z luksusowymi kremami :) Sam zapach znika zaraz po aplikacji.


Maskę należy używać na oczyszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu. Producent zaleca wykonanie przed aplikacją maski peelingu, aby przygotować skórę do równomiernego przyjęcia produktu. Należy pamiętać, aby maskę nałożyć równomiernie, aby żadna powierzchnia się później nie odcinała od reszty. Osobiście nie miałam z tym problemów, a nie uważam się za jakiegoś eksperta, więc na pewno sobie z tym poradzicie :)


Osobiście jestem bardzo zadowolona z efektu jaki daje maska. Na drugi dzień budzę się z wypoczętą, nawilżoną cerą a najważniejsze dla mnie jest to, że kolor mojej skóry wygląda na zdrowy i wypoczęty. Tak na prawdę nie uzyskałam brązowo - pomarańczowej tapety tylko złocistą poświatę. Według mnie skóra wygląda właśnie jakby była lekko opalona, wypoczęta i zdrowa. Osobiście nakładam ją co drugi, trzeci dzień na twarz. Nie zależy mi teraz w zimie na mocnym brązie na twarzy, tylko właśnie takim muśnięciu słońca. Przy stosowaniu maski codziennie efekt można pogłębić, więc wszystko zależy od naszych preferencji.


Zadałam na początku tego postu pytanie - A co jeżeli chcemy wstać rano już z pięknym kolorom twarzy? Odpowiedzią jest używać maski Vita Liberata :)
Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger
Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY