Denko, co sądzę o ostatnio zużytych kosmetykach - m.in. Norel, Moja Farma Urody, Mydlarnia 4 Szpaki, Creamy i MakeMeBio

Znowu nazbierało się trochę opakowań po zużytych kosmetyków. Czas więc zrobić podsumowanie z czego byłam zadowolona, polecić Wam fajne perełki i zaznaczyć do czego wrócę. Bardzo lubię tego typu wpisy, mimo, że sporo osób z niej zrezygnowało. Według mnie cykliczne opisywanie zużytych opakowań daje motywację by otwierać i stosowań kosmetyki na bieżąco - czyli otwieramy jeden produkt z danej kategorii i zużywamy go do końca. Pozawala to również na szersze sprawdzenie czy dany produkt się u nas sprawdza i wydania końcowej opinii na zasadzie recenzji. 


W oczyszczaniu twarzy moim ulubieńcem stał się olejek Moringa od Creamy. Jest to olejek, który po kontakcie z wodą tworzy emulsję i łatwo go zmyć, przez co nie zostawia na skórze tłustej warstwy. Nie posiada zapachu, jest bardzo wydajny i dobrze rozpuszcza nawet mocny makijaż. Mam już kupione kolejne opakowanie. 

Płyn micelarny to mój niezawodny Sylveco - nie wiem, które to już jego opakowanie. 

Tonik z kwasem migdałowym Norel lekko złuszczał skórę - lubię tą serię. A marka często gości w mojej pielęgnacji.

Hydrolat różany z Make Me Bio bardzo lubię. To kolejne moje opakowanie, które zużyłam i za pewne nie ostatnie. Zużyłam również hydrolat oczarowy z Ministerstwa Dobrego Mydła, który kupiłam ponownie na ostatnich Ekotykach. Obydwa hydrolaty posiadały fajny atomizer, który po naciśnięciu rozpylał delikatną mgiełkę.   

Jeżeli chodzi o sera - zużyłam fajne nawilżające olejowe serum z Moja Farma Urody. Nakładałam go na oczyszczoną skórę przed kremem. Mieszanka różnych olejów dobrze wpłynęła na moją buzie w czasie zimnych i wietrznych dni. 

Z kolei różane serum z Make Me Bio jest według mnie ciekawym produktem o którym powinnam napisać więcej w osobnym poście.


Bardzo lubię kremy marki Norel - przeważnie zaopatruje się w nie na targach, kupując duże opakowania i dzielę się nimi z mamą. Wersje kremów kupuję naprzemiennie - dla cery wrażliwej, wersję witaminową i żurawinową (chociaż w tym wpisie  - LINK, mogliście zobaczyć, że kupiłam również ich nowość). Hialuronowy krem pod oczy z Norel był przyjemnym kremem na dzień.

Na noc używałam krem pod oczy Martina Gebhardt, którego próbkę otrzymałam od Basi. Krem jest niesamowicie treściwy i potrafi się rozwarstwić (wytrąca się olejowa warstwa). Powiem szczerze, że nie wiem jeszcze co o nim sądzić. Moja skóra pod oczami jest bardzo cienka i łatwo się przesusza. Może dam mu jeszcze jedną szansę i kupię pełne opakowanie. 

Zużyłam jeszcze próbkę kremu do rąk Resibo, którą też dostałam od Basi. Krem bardzo szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustych dłoni, przez co jest idealny np. do pracy. 

Antyperspirant Vichy jest moim pewniakiem i to kolejne zużyte opakowanie.

Głęboko oczyszczająca maseczka z Zielonego Laboratorium była fajna na strefę T. Lubię glinki, ale przyznaję bez bicia, że nie chce mi się ich przygotowywać. Takie gotowe saszetki są fajne np. w podróży.

Chusteczki do demakijażu z Equilibry zużyłam w podróży, ale nie jest to moja ulubiona forma oczyszczania twarzy. Tonik z Moja Farma Urody jestem zmuszona wyrzucić, ponieważ nie doczytałam, że powinien być przechowywany w lodówce :( 


Brzoskwiniowy żel pod prysznic pachnie obłędnie i jest to moje kolejne zużyte opakowanie - znajdziecie go w Drogerii Pigment. Wykończyłam też żel pod prysznic Sanctuary SPA, którego zapach bardzo mi się podobał. Kolejne opakowanie mydła Yope i mydła Protex, które jest świetne do mycia pędzli.


Przyznam szczerze, że nie przepadam za mazidłami do ciała. Oczywiście gdy sytuacja tego wymaga - czyli ekstremalnie wysuszenie skóry, używam balsamów, ale przyjemności z tego nie ma. Te dwa produkty całkowicie zmieniły moje nastawienie do dbania a ciało. Mus do ciała z Mydlarni 4 Szpaki pachnie obłędnie cytrusami. Konsyskecja jest delikatnego puszku, który pod wpływem ciepła dłoni rozprowadza się gładko po ciele, zostawiając je nawilżone. Jest tłusty, ale ten poziom jak najbardziej mi odpowiada. Jedyny minus, który mogę tu znaleźć - dość szybko się skończył. 

Kolejnym bardzo przyjemnym produktem jest Weleda Skin Food - więcej o nim znajdziecie w tym wpisie → SKIN FOOD MARKI WELEDA. JAK SPRAWDZIŁY SIĘ U MNIE MASŁO DO CIAŁA I UST? Potwierdzam - jest bardzo wydajne. Jedyny minuj to cena.

Aloesowe szampony Equilibry jak i te przeciw wypadaniu włosów są u mnie często w użyciu. Tutaj kolejne zdenkowane opakowanie.


Z kosmetyków też znajdzie się kilka produktów. Przede wszystkim tani i bardzo dobry korektor Maybelline Anti Age w odcieniu Light. Kolejne opakowanie już w użyciu. Kępek rzęs nigdy dość - u siebie lubię je zdecydowanie bardziej niż paski. Primer do rzęs z Golden Rose się u mnie nie sprawdził. Nie podoba mi się na moich rzęsach efekt, aż tak pogrubionych i posklejanych rzęs. Dokończyłam również pozaczynane acetony - chociaż w głównej mierze mam wrażenie, że po prostu większość wyparowała (aceton jest lotny). Lubię dostawać próbki z podkładami - ten z Lancome był oczywiście zbyt ciemny, ale to fajna opcja, żeby poznać formułę. Z próbek prócz podkładów lubię jeszcze perfumy - fajnie na spokojnie sprawdzić sobie jak zapach się rozwija na skórze. A wy jakie próbki lubicie testować? :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuje bardzo za każdy pozostawiony komentarz :)

Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger