Skin Food marki Weleda. Jak sprawdziły się u mnie masło do ciała i ust?

Ponad miesiąc temu dostałam do przetestowania dwa produkty marki Weleda -  Lip i Body Butter z serii Skin Food. Postaram się Wam dziś opisać, jak się u mnie sprawdziły i co o nich sądzę. Weleda to niemiecka firma, którą kojarzyłam wcześniej z internetu, ale sama nie miałam z nią jeszcze do czynienia. 





Na pierwszy ogień pójdzie Body Butter, które zamknięte jest w 150 ml słoiku. Lubię tego typu opakowania, szczególnie do ciała, bo łatwo jest nabrać odpowiednią ilość i do tego cały czas można kontrolować zużycie produktu. Dodatkowym atutem jest dla mnie zabezpieczające sreberko. Mały akcent, a wiadomo, że otrzymujemy nieotwierany wcześniej produkt. 

Masło jest bardzo gęste, ale nie ma większych problemów by nabrać je z opakowania palcami. Pod wpływem ciepła dobrze się rozpuszcza i w porównaniu np. z czystym Masłem Shea nie pozostawia bardzo tłustej warstwy. Kosmetyk dobrze się rozprowadza po całym ciele, wchłania się szybko, zostawiając nawilżoną skórę, bez tłustego filmu. Zapach jest przyjemny, świeży, powiedziałabym, że nawet orzeźwiający. Muszę się przyznać, że często pomijam w pielęgnacji smarowidła do ciała. Niemniej jednak podczas zimy moja skóra robi się szczególnie kapryśna i potrzebuję nawilżenia. Masło do ciała Weleda używało mi się na prawdę przyjemnie. Radziło sobie z zaspokojeniem mojej skóry i sprawiało, że była ukojona. Przez swoją konsystencję jest bardzo wydajne.

Skład możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej - jest na prawdę przyjemny. Na początku widzimy olej z nasion słonecznika, masło kakaowe, Masło Shea i ekstrakty z rozmarynu, rumianku czy nagietka.

Cena to około 70 zł.







Produkty pielęgnacyjny do ust to u mnie podstawa, dlatego mam co do nich duże wymagania. Dosłownie NIE CIERPIĘ mieć spierzchniętych ust, dlatego w każdym możliwym miejscu mam coś do ich pielęgnacji. Przy mrozach jest to szczególnie ważne! 

Masło do ust Weleda zamknięte jest w małej tubce, która jest bardzo praktyczna w użyciu. Aplikator jest zaokrąglony - tutaj, jeżeli miałabym się do czegoś przyczepić, to sama wolę kiedy aplikator jest ścięty. Łatwiej mi zaaplikować wtedy produkt na wargi. Konsystencja jest wazelinowa, nie jest bardzo zwarta, jest tłusta, ale nielepiąca. Po aplikacji, warstwa zostaje na ustach, nie wchłania się. Przy stosowaniu kosmetyku podczas mrozów, wykonał on swoje zadanie - czyli zabezpieczył skórę ust przed mrozem. Zapach masła niestety jest nijaki. Przyznaję miałam już ładniej pachnące pomadki ochronne. Za to skład jest bardzo przyjemny. Do tego jest bardzo wydajne.

Cena za 8 ml to około 30 zł




Oba kosmetyki mają przyjemny skład i spełniły swoją rolę jako produkty pielęgnacyjne. Wydaje mi się, że jednak masło do ciała przekonało mnie do siebie bardziej niż to do ust. Wolałabym bardziej pachnący produkt, o twardszej konsystencji i chyba ładniejszym opakowaniu. Pewnie po taki sięgnęłabym w pierwszej kolejności w sklepie. Nie czyni go to jednak złym produktem. Po prostu mam chyba inne preferencje. Masło do ciała natomiast bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Mimo, że ma delikatniejszy zapach w porównaniu, do np. bananowego, który ostatnio używałam, to bardziej podoba mi się jak zachowuje się na skórze. To, że nie zostawia tłustej warstwy, a mimo to pielęgnuje i odżywia jest jego wielkim atutem. 


zBLOGowani.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuje bardzo za każdy pozostawiony komentarz :)

Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger