Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Make Me Bio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Make Me Bio. Pokaż wszystkie posty
Różane serum Garden Roses od Make Me Bio - jak się sprawdziło i komu polecam

Różane serum Garden Roses od Make Me Bio - jak się sprawdziło i komu polecam

Co to jest serum i czym się różni od toniku czy kremu? Po co w ogóle stosować taki kosmetyk? Serum powinno być skoncentrowanym kosmetykiem, bogatym w substancje aktywne. Można stosować je jako dodatek w codziennej pielęgnacji. Do wyboru mamy wiele produktów, które mogą wspomagać regenerację skóry, mają właściwości antyoksydacyjne, rozjaśniające, przeciwzmarszczkowe, czy silnie nawilżające. Wyróżnia się serum do skóry, włosów czy paznokci. Sięgam po taki kosmetyk w celu wyeliminowania jakiegoś problemu i staram się stosować go tak długo, aż zobaczę rezultat - dostosowuję produkt do potrzeb mojego organizmu. 


Skupmy się na razie na serum do twarzy - najlepiej nakładać je na dobrze oczyszczoną skórę, którą wcześniej przemyliśmy tonikiem w celu wyrównania pH. Po wklepaniu serum, wmasowujemy jeszcze krem, w zależności od potrzeby skóry.

Często sięgam po sera silnie nawilżające, odżywiające. Lubię te z witaminą C czy kwasem hialuronowym w składzie.

A jak sprawdziło się u mnie serum różane od Make Me Bio?




Serum ma 15 ml i w regularnej cenie kosztuje 45 zł.
Zamknięte jest w szklanej buteleczce z pipetką.


Skład: Rosa Damascena (Róża Damasceńska) Flower Water*, Aqua (Woda), Glycerin (Gliceryna), Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Prunus Amygdalus Dulcis (Słodkie Migdały) Oil*, Macadamia Ternifolia (Makadamia) Seed Oil*, Sodium Hyaluronate, Aloe Barbadensis (Aloes) Leaf Juice Powder*, Phytosterols, Xanthan Gum, Propanediol, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Citronellol**, Geraniol** 

* z upraw organicznych ** naturalnie występujący w olejkach eterycznych


Przeważnie stosowałam sera olejowe, które były bardzo treściwe i pozostawiały na twarzy tłustą warstewkę. Różane serum z Make Me Bio nie jest takim kosmetykiem. Zaskoczyła mnie lekkość tego produktu. Jego konsystencja jest wodnista - bardziej kojarzy mi się z esencją niż serum. Już sam skład może nas na to naprowadzić - pierwsze dwa składniki to woda różana i woda, a dopiero później oleje i kwas hialuronowy i aloes. 

Zużyłam go na przełomie końca zimy - początku wiosny, podczas wieczornej pielęgnacji. Były momenty, że zmieniałam go na bardziej treściwe olejowe serum, bo czułam, że skóra potrzebuje mocniejszego odżywienia. Niemniej jednak uważam, że kosmetyk jest ciekawy i polecałabym go osobom, które nie przepadają za tłustymi konsystencjami kosmetyków, szczególnie z cerą wrażliwą. Cera bardzo sucha może mieć pewien niedosyt i ewentualnie można wspomóc się silnie nawilżającym kremem, który byłby nakładany po aplikacji serum. Inny pomysł na ten kosmetyk to zastosowanie serum do przygotowania domowych maseczek w płachcie. Wystarczy dodać kilka kropli do kompresu i mamy bardzo fajny produkt. Możliwe, że sięgnę po Różane Serum z Make Me Bio jeszcze raz w czasie letnich dni, kiedy wolę nakładać na skórę lżejsze konsystencje.  



Produkt otrzymałam jako prezent od Drogerii Pigment. 
Wpis nie jest sponsorowany.

Denko, co sądzę o ostatnio zużytych kosmetykach - m.in. Norel, Moja Farma Urody, Mydlarnia 4 Szpaki, Creamy i MakeMeBio

Denko, co sądzę o ostatnio zużytych kosmetykach - m.in. Norel, Moja Farma Urody, Mydlarnia 4 Szpaki, Creamy i MakeMeBio

Znowu nazbierało się trochę opakowań po zużytych kosmetyków. Czas więc zrobić podsumowanie z czego byłam zadowolona, polecić Wam fajne perełki i zaznaczyć do czego wrócę. Bardzo lubię tego typu wpisy, mimo, że sporo osób z niej zrezygnowało. Według mnie cykliczne opisywanie zużytych opakowań daje motywację by otwierać i stosowań kosmetyki na bieżąco - czyli otwieramy jeden produkt z danej kategorii i zużywamy go do końca. Pozawala to również na szersze sprawdzenie czy dany produkt się u nas sprawdza i wydania końcowej opinii na zasadzie recenzji. 


W oczyszczaniu twarzy moim ulubieńcem stał się olejek Moringa od Creamy. Jest to olejek, który po kontakcie z wodą tworzy emulsję i łatwo go zmyć, przez co nie zostawia na skórze tłustej warstwy. Nie posiada zapachu, jest bardzo wydajny i dobrze rozpuszcza nawet mocny makijaż. Mam już kupione kolejne opakowanie. 

Płyn micelarny to mój niezawodny Sylveco - nie wiem, które to już jego opakowanie. 

Tonik z kwasem migdałowym Norel lekko złuszczał skórę - lubię tą serię. A marka często gości w mojej pielęgnacji.

Hydrolat różany z Make Me Bio bardzo lubię. To kolejne moje opakowanie, które zużyłam i za pewne nie ostatnie. Zużyłam również hydrolat oczarowy z Ministerstwa Dobrego Mydła, który kupiłam ponownie na ostatnich Ekotykach. Obydwa hydrolaty posiadały fajny atomizer, który po naciśnięciu rozpylał delikatną mgiełkę.   

Jeżeli chodzi o sera - zużyłam fajne nawilżające olejowe serum z Moja Farma Urody. Nakładałam go na oczyszczoną skórę przed kremem. Mieszanka różnych olejów dobrze wpłynęła na moją buzie w czasie zimnych i wietrznych dni. 

Z kolei różane serum z Make Me Bio jest według mnie ciekawym produktem o którym powinnam napisać więcej w osobnym poście.


Bardzo lubię kremy marki Norel - przeważnie zaopatruje się w nie na targach, kupując duże opakowania i dzielę się nimi z mamą. Wersje kremów kupuję naprzemiennie - dla cery wrażliwej, wersję witaminową i żurawinową (chociaż w tym wpisie  - LINK, mogliście zobaczyć, że kupiłam również ich nowość). Hialuronowy krem pod oczy z Norel był przyjemnym kremem na dzień.

Na noc używałam krem pod oczy Martina Gebhardt, którego próbkę otrzymałam od Basi. Krem jest niesamowicie treściwy i potrafi się rozwarstwić (wytrąca się olejowa warstwa). Powiem szczerze, że nie wiem jeszcze co o nim sądzić. Moja skóra pod oczami jest bardzo cienka i łatwo się przesusza. Może dam mu jeszcze jedną szansę i kupię pełne opakowanie. 

Zużyłam jeszcze próbkę kremu do rąk Resibo, którą też dostałam od Basi. Krem bardzo szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustych dłoni, przez co jest idealny np. do pracy. 

Antyperspirant Vichy jest moim pewniakiem i to kolejne zużyte opakowanie.

Głęboko oczyszczająca maseczka z Zielonego Laboratorium była fajna na strefę T. Lubię glinki, ale przyznaję bez bicia, że nie chce mi się ich przygotowywać. Takie gotowe saszetki są fajne np. w podróży.

Chusteczki do demakijażu z Equilibry zużyłam w podróży, ale nie jest to moja ulubiona forma oczyszczania twarzy. Tonik z Moja Farma Urody jestem zmuszona wyrzucić, ponieważ nie doczytałam, że powinien być przechowywany w lodówce :( 


Brzoskwiniowy żel pod prysznic pachnie obłędnie i jest to moje kolejne zużyte opakowanie - znajdziecie go w Drogerii Pigment. Wykończyłam też żel pod prysznic Sanctuary SPA, którego zapach bardzo mi się podobał. Kolejne opakowanie mydła Yope i mydła Protex, które jest świetne do mycia pędzli.


Przyznam szczerze, że nie przepadam za mazidłami do ciała. Oczywiście gdy sytuacja tego wymaga - czyli ekstremalnie wysuszenie skóry, używam balsamów, ale przyjemności z tego nie ma. Te dwa produkty całkowicie zmieniły moje nastawienie do dbania a ciało. Mus do ciała z Mydlarni 4 Szpaki pachnie obłędnie cytrusami. Konsyskecja jest delikatnego puszku, który pod wpływem ciepła dłoni rozprowadza się gładko po ciele, zostawiając je nawilżone. Jest tłusty, ale ten poziom jak najbardziej mi odpowiada. Jedyny minus, który mogę tu znaleźć - dość szybko się skończył. 

Kolejnym bardzo przyjemnym produktem jest Weleda Skin Food - więcej o nim znajdziecie w tym wpisie → SKIN FOOD MARKI WELEDA. JAK SPRAWDZIŁY SIĘ U MNIE MASŁO DO CIAŁA I UST? Potwierdzam - jest bardzo wydajne. Jedyny minuj to cena.

Aloesowe szampony Equilibry jak i te przeciw wypadaniu włosów są u mnie często w użyciu. Tutaj kolejne zdenkowane opakowanie.


Z kosmetyków też znajdzie się kilka produktów. Przede wszystkim tani i bardzo dobry korektor Maybelline Anti Age w odcieniu Light. Kolejne opakowanie już w użyciu. Kępek rzęs nigdy dość - u siebie lubię je zdecydowanie bardziej niż paski. Primer do rzęs z Golden Rose się u mnie nie sprawdził. Nie podoba mi się na moich rzęsach efekt, aż tak pogrubionych i posklejanych rzęs. Dokończyłam również pozaczynane acetony - chociaż w głównej mierze mam wrażenie, że po prostu większość wyparowała (aceton jest lotny). Lubię dostawać próbki z podkładami - ten z Lancome był oczywiście zbyt ciemny, ale to fajna opcja, żeby poznać formułę. Z próbek prócz podkładów lubię jeszcze perfumy - fajnie na spokojnie sprawdzić sobie jak zapach się rozwija na skórze. A wy jakie próbki lubicie testować? :)

Moje pierwsze zamówienie z Colourpop i niespodzianka od Drogerii Pigment

Moje pierwsze zamówienie z Colourpop i niespodzianka od Drogerii Pigment

Amerykańską markę kosmetyczną Colourpop obserwuję od dłuższego czasu. Niestety nie jest ona dostępna w Polsce stacjonarnie i jedyna możliwość jej kupienia to zamówienie przez oficjalną stronę e-sklepu colourpop.com. Dlaczego tak bardzo chciałam ją mieć? Powodów jest kilka - czytałam bardzo dobre opinie o jakości, ceny są na prawdę zachęcające i do tego marketing marki jest ba bardzo wysokim poziomie. Nie ukrywam również, że fakt, iż produkt są ciężko dostępne, również oddziaływuje na chęć posiadania. Kolaboracje z ciekawymi artystami czy ostatnia kolekcja Disney wpływają na dobry odbiór marki i stawiają ją wysoko w rankingu. Jakim rankingu zapytacie? Na pewno w moim! Bardzo chciałam poznać jak pracuje się z produktami Colourpop. Zakupy międzynarodowe wiążą się jednak z dużym kosztem przesyłki, więc czekałam na informację o darmowej wysyłce międzynarodowej niezależnie od wydanej kwoty. Tak, pewnego wieczora popełniłam zakupy, które ostatecznie stały się moim Świątecznym prezentem.


Starałam się nie przegiąć z ilością produktów, nie tylko ze względu na moje zapasy kosmetyczne, ale i by nie wpaść w dodatkowe opłaty związane z cłem itp. Ostatecznie za całość wyszło około 40$. Dodatkowo do zakupów otrzymałam gratis miniatury dwóch olejków do pielęgnacji. A na co się skusiłam?


Oczywiście nie mogłam przejść obojętnie obok kolekcji Disney. Kusiła bardzo paletka It's a Princess Thing, której ostatecznie nie dodałam do koszyka. Spodobała mi się bardzo pomadka w odcieniu Belle, ale niestety była w tamtym momencie wyprzedana. Ostatecznie padło na cień Super Shock Shadow w pięknym różowym kolorze Be Our Gest. Formuła tego cienia jest na prawdę unikatowa, jest lekko kremowy i daje piękną mieniącą się poświatę na skórze. Jego cena to 5$. Z serii Disney wzięłam jeszcze Part of Your Word Super Shock Highlighter, piękny rozświatlacz z różowymi tonami, który formułą przypomina wcześniej opisywany cień. Jego cena to 8$.









Chciałam poznać jak najwięcej produktów z asortymentu Colourpop, także do koszyka dodałam jeszcze korektor No Filter Concealer. Wybór odcieni jest imponujący - jest ich aż 30! Wybrałam ostatecznie Light 10. Korektor jest matowy i mocno napigmentowany. Jego cena to 6$. Nie mogło się obyć bez produktu do brwi - padło na pomadę. Tutaj spektrum również jest szerokie, bo do wyboru mamy 9 odcieni. Po przeanalizowaniu zdjęć na internecie, wzięłam Bangin' Brunette, który wydaje się ciemnym, ciepłym brązem. Na żywo wygląda ciut chłodniej i bardzo dobrze. Nałożona na moje brwi dobrze się z nimi kolorystycznie scala. Cena to 6$. Z produktów do ust wybrałam Lippie Stix Happy Thoughts w pięknym różowo-fuksjowym odcieniu. Odkąd przyszła paczka z zamówieniem, cały czas noszę ją na ustach. Jej cena to 5,50$










Z paletek ostatecznie zdecydowałam się na nowość czyli współpracę Colourpop z Bretman. Najbardziej użytkową wydała mi się paletka Lit. Oczywiście nie było prosto, bo tak na prawdę każda z paletek jest małym arcydziełem. Jak tak patrzę na tą paletkę Lit to brakuje mi w niej jedynie intensywnego czerwonego matu. Paletka kosztuje 12$.




Swatche błyszczących cieni - od lewej: She Got Money, Mercy i Bading



Chciałam jeszcze pokazać miłą niespodziankę, którą wysłała do mnie Drogeria Pigment przed Świętami. Jeżeli ten post czytają pracownicy Pigmentu - to jeszcze raz bardzo dziękuje! Jestem bardzo ciekawa nowości marki MakeMeBio - serum różane zapowiada się bardzo fajnie dla mojej cery. Pamiętam, że miałam mydło z Yope o zapachu lipowym. Ciekawe jak się sprawdzi żel o tym zapachu. Pianka It's Skin bardzo mnie ucieszyła. Dotychczas miałam okazję używać ich miniaturki, a to za sprawą Interendo. Aloesowe produkty bardzo lubię. Intryguje mnie również naturalna pasta do zębów. Peeling do stóp i maska do dłoni od Elpha Pharm powędrowała do mojej mamy - zobaczymy czy będzie z nich zadowolona. 



Slow Paczka - dwie edycje świąteczne idealne na prezent. Paczka Smaku i Paczka Piękna

Slow Paczka - dwie edycje świąteczne idealne na prezent. Paczka Smaku i Paczka Piękna

Czas przedświąteczny to apogeum szukania i kupowania upominków - dla bliskich, dla przyjaciół, dla pracowników i kontrahentów. Dziś Mikołajki, dla niektórych - tych co byli grzeczni, dzień prezentów. Jestem ciekawa czy obdarowujecie się prezentami 6 grudnia czy jednak zostawiacie to na Wigilię? A może w oba dni? 

Chciałabym Wam przedstawić propozycję prezentową od ekipy Slow Paczki. Paczki można zamawiać do 17 grudnia. W tym roku przygotowali, aż trzy warianty swoich gotowych pudełek z dobrociami:

  • Paczka Smaku - paczka typowo jedzeniowa, dostępna w trzech wariantach cenowych.
  • Paczka Piękności - paczka kosmetyczna, również dostępna w trzech wariantach cenowych
  • Paczka Radości - paczka skierowana dla dzieci, jeden wariant cenowy


Wszystko dokładnie opisane jest na stornie - slowpaczka.pl


Jeżeli jesteście ciekawi jak wyglądały wcześniejsze edycje Slow Paczki:




PACZKA SMAKU

Wszystkie Slow Paczki przychodzą w kartonowych pudełkach, wypełnionych wiórkami i przewiązane biało-czerwonym sznurkiem. Całość wygląda estetycznie, kojarzy się wyraźnie z ekologią i do tego jest dobrze zabezpieczone.





W Paczce Smaku znajdziemy mini katalog z informacjami odnośnie produktów, które umieszono w paczce. W wariancie od serca znajdziemy 8 produktów.
  1. Naturalne mydło 100g od Mydło Stacja
  2. Ziołomiód sosnowy 250g, Pszczela Farma 
  3. Herbata Ziółka Zimowe 75g, Manufaktura Cieleśnica
  4. Przysmak Chrzanowy 200g, Specjały Spod Strzechy
  5. Czatni Imbirowa Śliwka 200g, Luks Pomada
  6. Czekolada Piernikowa 200g, Pracownia Artystyczna Sarzyński
  7. Kalendarz owocowo-warzywny na 2019 rok, Sezonownik
  8. Magazyn Usta 12/2018 (u mnie brakuje na zdjęciach)

Wszystko prezentuje się bardzo ładnie, spójnie i dla osób ceniących Slow Life na pewno będzie to strzał w dziesiątkę.






PACZKA PIĘKNOŚCI

Przyznam, że bardzo mnie zaintrygowała informacja o wprowadzeniu paczki z kosmetykami :) Tak jak pisałam wcześniej, mamy do wyboru trzy warianty Paczki Piękności. Poniżej znajduje się wariant Rytuał Ciała, który kosztuje 159 zł plus przesyłka. Tylko, że trafił mi się jeden produkt dodatkowy z wariantu wyżej - mydełko w kostce. Przyjrzyjmy się zawartości. Nadmienię Wam jeszcze, że ta paczka jeszcze przed otwarciem pachniała intensywnie - zaraz Wam zdradzę, kto był za to odpowiedzialny.





To ten olejek! Mimo, że szczelnie zamknięty to unosi się w okół intensywny świeży aromat. Ten kto wąchał olejek z drzewa herbacianego - ten wie o jaki zapach chodzi.







W środku pudełka Rytuał Ciała znajduje się sześć produktów:

  1. Masło kawowe pod oczy 30ml, La Le
  2. Woda różana, Make Me Bio
  3. Mus do ciała konopie i pomarańcza, Cztery Szapki
  4. Naturalny Olejek Eteryczny z Drzewa Herbacianego, e-Fiore
  5. Pomadka regenerująco-pielęgnacyjna kawowa, Why not? Handmade cosmetics
  6. Owocowe serum rozświetlające 10ml, Kostka Mydła
  7. Dodatkowo mydło Kraina Łagodności Mydło Stacja

Jak widzimy mimo nazwy Rytuał Ciała, znajdziemy tu sporo produktów do pielęgnacji twarzy. Całość jest bardzo fajnie dobrana. Wszystkie kosmetyki są naturalne, polskich marek, nie są to oczywiste produkty. Takim zestawem na pewno można obdarować Panie (oczywiście Panowie jak najbardziej mogliby skorzystać z dobroci zawartych w paczce, ale boje się, że w większości marudziliby, że woleliby dostać co najwyżej szczotkę do brody czy zestaw do robienia piwa), które wprowadzają do swojej pielęgnacji naturalne kosmetyki. Zestawienie marek i produktów podoba mi się, tak samo jak forma zapakowania. Oczekiwałabym, że w paczce znajdzie się też dołączony katalog z opisem zawartości, tak jak w Paczce Smaku. Jeżeli chodzi o cenę 159zł - te sześć kosmetyków można kupić za mniejszą sumę, ale jeżeli nie doliczymy za każdym razem ceny przesyłki. Moim zdaniem Slow Paczka Rytuał Ciała jest dobrym rozwiązaniem dla firm, które szukają gotowych prezentów dla swoich pracowników.



Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger
Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY