Mini recenzje ostatnio zużytych produktów m.in Eliksir do włosów Wierzbicki & Schmidt, Only Bio, O2Skin i Tsubaki


Sierpień w przeciwieństwie do lipca był bardziej łaskawy i uraczył nam ciepłymi i słonecznymi dniami. Ach co to był za piękny miesiąc. Koniec wakacji zawsze nastraja mnie odrobinę melancholijnie. Z tyłu głowy mam myśl, że to już koniec ładnej pogody i coraz bliżej do jesiennej słoty. Póki co wrzesień jednak nas rozpieszcza temperaturami powyżej 20 stopni, więc nie jest źle. 
Króciutki zapychacz pogodowy jest już za nami, także czas na przejrzenie kosmetyków, które ostatnio dobiły dna. Zobaczmy czy któryś jest wart zapamiętania.


Mydła Yope bardzo lubię i od dłuższego czasu goszczą u mnie na umywalce i nie tylko. Wersja Kwiat Lipy kupiła mnie swoim opakowaniem, jednak nie oczarowała zapachem i wersja wanilia cynamon nadal jest ulubieńcem. Żel pod prysznic Argan Coconut pochodzi z Maroko Sklep i wybrałam go sobie do przetestowania (i kilka innych produktów). Od żelu pod prysznic oczekuje dwóch rzeczy, oczywiście oprócz zasadniczej czyli mycia - by nie wysuszał skóry i by miał ładny zapach. W obu przypadkach arganowy żel sobie poradził, przy czym jest tylko jedno ale. Zapach był przyjemny, ale bardzo delikatny i nie utrzymywał się na skórze. Atutem dla mnie jest wygodne opakowanie z pompką. Szampon do włosów, a raczek eliksir myjący w wersji Paczula Wonna od Wierzbicki & Schmidt. Mała, poręczna buteleczka zawierająca 250g produktu, która jest bardzo wydajna. W składzie znajdziemy SLS, które na szczęście nie podrażnia skóry mojej głowy. Szampon bardzo dobrze oczyszczał skórę głowy i miał przyjemny zapach. Cena 29,99 zł jest lekko przesadzona, i wolałabym sięgnąć w Rossmannie po produkty Petal Fresh, jednak w trakcie promocji można go wyprobować.


Płyn do higieny intymnej Lactacyd kupiony w Japonii. Jeżeli nie widzieliście jeszcze postu o produktach z Kraju Kwitnącej Wiśni, kliknij → CO KUPIĆ W TOKIO? MOJE ZAKUPY Z JAPONII Żel do mycia ciała Only Bio w kryteriach, które określiłam przy opisie żelu arganowego na plus ma brak wysuszania skóry, jednak już nie posiada żadnego zapachu. Kolastyna balsam po opalaniu może nie posiada w swoim INCI tylko naturalnych składników, jednak jego zapach przenosi mnie w czas dzieciństwa. Nie wiem jak Wy, ale dla mnie zapach pobytu nad morzem to były gofry i kosmetyki Kolastyna :) Oczywiście zabrałam go na krótki wypad nad Bałtyk.


Krem pod oczy O2Skin jest mocno kontrowersyjny przez uczucie pieczenia, który wywołuje zaraz po aplikacji na skórze. Producent zaznacza, że może występować krótkotrwały, lekki dyskomfort po nałożeniu, spowodowany bardzo wysoką zawartością tlenu. Skład ma bardzo przyjemny, dlatego przełamałam się i stosowałam w wieczornej pielęgnacji. Stosowałam go około trzy miesiące i przyznaje, że skóra pod oczami wyglądała dobrze, niemniej jednak krótkie uczucie pieczenia po nałożeniu na skórze jest mocno niekomfortowe. Krem pod oczy Norel z serii MultiVitamin to bardzo lekki krem, który sprawdził się w pielęgnacji porannej. Ma lekkie drobinki, których na szczęście na skórze nie widać. Dobrze współgrał z korektorami, o ile nie nałożyłam go zbyt dużo (kremu), wtedy potrafił się zrolować. Brightening Peeling Gel Dr.G to bardzo ciekawy kosmetyk. Na codzień stosuję wyłącznie peelingi enzymatyczne, ale ten produkt ma zupełnie inną formułę. Jest to jakby kremowy żel, który podczas pocierania dłońmi po skórze twarzy roluje się, delikatnie złuszczając naskórek. Faktycznie po umyciu buzia jest promienna. Pomadki ochronne do ust Burt's Bees bardzo lubię, są lekko tępe, ale dobrze nawilżają skórę ust. Wersja kokosowa przypadła mi do gustu.


Żel pod prysznic odbudowujący barierę ochronną skóry Dermedic w kryteriach oceny produktów do mycia ciała - u mnie nie podrażnił skóry, ale jako produkt dedykowany dla osób z problemami skórnymi to nie rozumiem dlaczego zawiera SLS. Zapachu nie ma, chociaż w składzie takowy występuje. Szampon do włosów chroniący skórę Dermedic tutaj mam wrażenie, że był delikatniejszy, niż np eliksir opisywany wyżej. 


Produkty do kąpieli od Sweet Bath to absolutne mistrzostwo pod względem wizualnym i zapachowym. Coś ostatnio cicho o tych produktach, mam nadzieję, że nie oznacza tego, że nie są już produkowane :( Z kolei kula do kąpieli od LaQ była w niefortunnym pomarańczowym kolorze i przez to mam mieszane odczucia. Niby fajny pomysł z kulą do kąpieli z niespodzianką w środku, bo po rozpuszczeniu ujrzymy małe mydełko, ale jakoś kolor i zapach pomarańczowej kuli nie przypadł mi do gustu. Może inne wersje wypadają lepiej. Maseczka do twarzy do cery naczynkowej Vianek. Bardzo podoba mi się idea saszetek, ale tutaj wygrywają u mnie te z Babci Agafii z zakrętką. Co do tej konkretnej z Vianka była w porządku. Shiseido Tsubaki odżywka do zniszczonych włosów z olejkiem z kamelii japońskiej. Ma niesamowicie intensywny zapach, który bardzo długo utrzymuje się na włosach. Po użyciu włosy są dociążone, wygładzone i nie elektryzują się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuje bardzo za każdy pozostawiony komentarz :)

Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger