Spore Denko czyli minirecenzje zużytych ostatnio produktów mi.in. Yope, Isana, Nacomi, Norel, Resibo

Torba z zużytymi opakowaniami kosmetyków przepełniła się. Muszę się jej w końcu się pozbyć, więc przyszedł czas na minirecenzje. Starałam się pokazywać Wam na bierząco na Instastory kosmetyki które stosuje na codzień, także, kto mnie obserwuje mógł już widzieć niektóre produkty tutaj opisane. Przekonajmy się co się sprawdziło po całkowitym zużyciu, a o czym nie chcę więcej już słyszeć? Zapraszam dalej!


Produkty Yope bardzo lubię - szczególnie mydło w płynie w wersji Wanilia z cynamonem i płyny do mycia naczyń. Jeżeli chodzi natomiast o żele pod prysznic to Kadzidłowiec dla mnie brzydko pachniał, Kwiat Lipy był w porządku, ale ta wersja zawiera w składzie Propylene Glycol. Więcej o składach marki Yope możecie przeczytać we wpisie Agnieszki www.kosmetologia-naturalnie.pl.

Peeling kawowy Skin Team opisałam tu PEELING KAWOWY MARKI SKIN TEAM - WANILIOWE CAPPUCCINO. JAK SIĘ U MNIE SPRAWDZIŁ? Nie zachwycił mnie i nie zużyłam go do końca.

Podobnie rozczarował mnie olejek Venus Nature Olejek pod prysznic i do kąpieli 2w1. Po nałożeniu na skórę pozostawiał super tłustą warstwę, którą nie dało się zmyć. Ogólnie to nie był dla mnie produkt do mycia, bo on po prostu oblepiał skórę tłustą warstwą. 

Miniaturka żelu Yves Rocher była w porządku, aczkolwiek mam wrażenie, że kiedyś te świąteczne serie pachniały intensywniej. 


O micelarnym szamponie Charles Worthington pisałam już tu → SERIE SANCTUARY SPA ORAZ CHARLES WORTHINGTON LONDON DOSTĘPNE W HEBE - JAK SIĘ U MNIE SPRAWDZIŁY? Był bardzo wydajny. 

Szampon do włosów Nutka był w porządku, aczkolwiek mocno szczypał w oczy.  

Ulubieńcem pozostaje nadal szampon Equilibra - ten przeciwwypadaniu jak i aloesowy.


Odżywka do włosów Yope trawa cytrynowa nie zachwyciła mnie niczym. Miała bardzo rzadką konsystencję, mała pojemność, a z włosami nie zauważyłam by robiła cokolwiek. 

Maskę bazyliową z Vis Plantis miałam już okazję używać (w zasadzie używałam całą serie) i przyznaję, że jest bardzo fajna. Polecam również odżywkę z tej serii. 

Maska Kokos i Glinka dla włosów niskoporowatych od Anwen. Czaiłam się na tą maskę długo i ostatecznie nie wiem co o niej napisać. Nie miałam zbytnio cierpliwości by trzymać ją długo na włosach. Przeważnie te 4 minuty to była dla mnie wieczność. Szkoda, że maska nie miała kokosowego zapachu. Miałam próbkę serii do średnioporowatych włosów i ona miała łady zapach. Zastanawiam się czy nie wypróbować właśnie tej wersji. Może jednak pomyliłam się co do porowatości moich włosów.

Złota maska Tsubaki jest natomiast odkryciem włosowym. Nakładałam ją tylko na połowę długości włosów (nie na skórę głowy) i bardzo fajnie dociążała włosy, które się po niej nie elektryzowały i były bardzo miękkie w dotyku. Oczywiście też powinnam ją dłużej trzymać na włosach, ale kto ma na to czas? ;)


Do pielęgnacji twarzy zużyłam same fajne produkty. Po pierwsze bardzo fajna pianka do mycia twarzy z Isany. Więcej o niej przeczytacie w ISANA YOUNG EGG WHITE PIANKA I PEELING DO TWARZY. CO O NICH MYŚLĘ? 

Olejek do mycia twarzy DHC Deep Cleansing Oli był świetny. Bardzo wydajny i co najważniejsze nie pozostawiał tłustej warstwy na skórze oraz mgły na oczach po użyciu. Do tego to piękne opakowanie z Kubusiem Puchatkiem aww!

Płyn micelarny Tołpy zaskoczył mnie pozytywnie. Dobrze domywał makijaż oczu i nie podrażniał ich. Jak do tej marki mam mieszany stosunek, tak płyn był ok. Aktualnie stosuję ich peeling enzymatyczny i zaraz w ruch pójdzie żel pod prysznic.

Po dokładnym oczyszczeniu skóry do akcji wkraczały plasterki oczyszczające wągry na nosie. Raz na jakiś czas lubię ich użyć. Może to brzmi strasznie, ale uwielbiam ten moment ściągania tego plastra:D Kupowałam kiedyś te marki Marion, ostatecznie te japońskie marki Biore są do nich bardzo podobne.

Serum z Norel Retinol + Vitamina C było bardzo przyjemną kuracją. Stosowałam na noc pod krem. Skóra lekko się rozjaśniła i uspokoiła. Chętnie do niego wrócę. Bardzo lubię produkty z witaminą C.

Krem z pod oczy z Nacomi to produkt do którego wracam kiedy nie wiem co kupić do pielęgnacji tej strefy. Idealny na dzień pod makijaż. Pisałam o nim tu → MAROCCAN ARGAN CREAM, NACOMI ARGANOWY KREM POD OCZY - ODKRYCIE WSRÓD KREMÓW POD OCZY?


Według mnie o żelach do higieny intymnej nie ma się co rozwodzić. Mają być delikatne i tyle. Ten z Vianka taki jest i do tego jest bardzo wydajny. 

Kremy do rąk Scanida Cosmetics z Masłem Shea są moimi ulubieńcami. Kolejne opakowanie zdenkowane. Mam też wersję mini, są idealne do torebki.

Woski zapachowe do kominka goszczą u mnie tylko w okresie ponuro-zimnym i czasem zostawiam je w szafce z ręcznikami by ładnie pachniały. Pink Sands to dla mnie klasyk jest bardzo przyjemny. Snow in Love był dla mnie zbyt mdły.


Dużo produktów ochronnych do ust udało mi się ostatnio zużyć. Eosy bardzo lubię, a miętowa wersja jest bardzo odświeżająca. 

Duże pokłony dla balsamu Resibo. Początkowo myślałam, że to niedorzeczność, by balsam do ust kosztował 39 zł.  Sama kupiłam go na promocji -50%, ale nadal podchodziłam do niego z dużą rezerwą. Muszę jednak przyznać, że to bardzo dobry produkt, na dodatek bardzo wydajny i niezastąpiony w ratowaniu spierzchniętych ust na mrozie czy podczas przeziębienia. 

Pomadki ochronne do ust Burt's Bees są tępe i mają wyczuwalny, specyficzny posmak. Mimo tego bardzo je lubię, bo faktycznie po nałożeniu na usta dają natychmiastowe ukojenie. 

Bronzery Kobo są na prawdę fajne. To wersja ciemniejsza Nubian Desert, aktualnie używam jaśniejszej Sahara Sand. Z tego co widzę co teraz na promocji w Drogerii Natura i z ich kartą kosztują około 10zł. Myślę, że na prawdę warto spróbować, szczególnie tą jaśniejszą wersję.

Podobnie polecam pomadki do ust Golden Rose Velevet Matte. Uwielbiam kolor 2 na codzień. Tutaj akurat wyrzucam pomadkę w kolorze czerwieni, bo jest już stara, ale chętnie nabędę nowe opakowanie.

Tusz do rzęs L'oreal So Couture to mój ulubieniec jeżeli chodzi o maskary. Precyzyjna szczoteczka, która idealnie rozdzieli i pogrubi każdą rzęsę. 

Natomiast tusz do rzęs Better than Sex z Too Faced w wersji wodoodpornej to dla mnie jakieś nieporozumienie. Szczoteczka aplikuje zbyt dużo tuszu, przez co rzęsy są posklejane i do tego straaasznie się osypuje w ciągu dnia.

1 komentarz:

  1. Ciekawe jak pachnie wosk Pink Sands.
    Też nie lubię mdłych zapachów świec czy perfum.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje bardzo za każdy pozostawiony komentarz :)

Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger