FUNDAY BOX lipiec 2018 - tęczowe pudełko

FUNDAY BOX lipiec 2018 - tęczowe pudełko

Cześć! Ostatnio pogoda nas nie rozpieszcza. Mam wrażenie, że nie ma dnia kiedy nie pada deszcz. Lepiej nie wychodzić z domu bez parasola, bo może się to skończyć przemoczonym ubraniem. Kiedyś ktoś powiedział, że gdy pada to dzieci się nudzą. Niby dorosłych się to nie tyczy, ponieważ kiedy wciąga ich wir dnia codziennego, nie zwraca się uwagi na pogodę. Niemniej jednak w szary, mokry, pochmurny dzień czujemy się gorzej. Można próbować dodać sobie poweru kawą czy czekoladą. U mnie w tym tygodniu prócz wcześniejszych wymienionych, pozytywną energie przyniósł FUNDAY BOX. Lipcowe pudełko było edycją tęczową. Zobaczmy co skrywało w środku.


Tak jak w poprzednich edycjach w pudełku znajdziemy katalog z pięknymi grafikami, w którym znajdziemy informacje o produktach znajdujących się w pudełku. W środku katalogu znajduje się zestaw naklejek oraz kartonik na którym wypisane są rabaty i namiary na marki. Jeżeli chcecie mieć niespodziankę przed odpieczętowaniem bibułki, lepiej odłożyć te kartki na bok ;)


Ja Wam od razu katalog pokażę, bo robi na mnie ogromne wrażenie! Wszystko jest takie kolorowe i dziewczęce. No dobrze, graficznie produkty już widzieliście, to teraz zobaczmy jak wyglądają "na żywo".




Tak wygląda zawartość pudełka zaraz po rozerwaniu bibułki. Powiem Wam szczerze, że ja zawsze szukam takich zdjęć, gdzie ktoś pokazuje krok po kroku jak otwiera pudełko. Wtedy czuję się tak jakby to ja po części odpakowywała zawartość boxa ;) Także jeżeli kogoś przytłacza ilość zdjęć w tym poście, to niech od razu przeskoczy na koniec.


Na początek nowość od Delete czyli dziecka marki Glov. Dla mnie zmywanie maseczek czy peelingów enzymatycznych to zawsze zmora i przyczynia się to do tego, że rzadko je nakładam i wygodniej mi sięgnąć po maseczkę w płachcie. Niemniej jednak maseczki z glinki są świetne i do tego o wiele taniej wychodzą niż mask sheety. Kupiłam kiedyś ściereczkę z Biolove do ściągania maseczek, ale powoli kończy ona swój żywot. Bardzo cieszę się z obecności w boxie nowoście z Delete - ściereczki do usuwania maseczek.


W klimacie tęczy pojawiła się gąbeczka do makijażu i pilniczek. Czy u Was też pilniczków nigdy za wiele? :)


Ostatnio postanowiłam, że chcę poszaleć z makijażem, szczególnie z kolorowymi cieniami, które fajnie jest uchwycić na zdjęciu. Próbuje i próbuje i nadal nie jestem zadowolona z fotografii makijaży, ale obiecuje, że będę kombinować dalej. Wracając do cieni, to widziałam, że NYX ma zwariowane kolory, Huda wypuściła te malutkie paletki i oczywiście królowa koloru Juvia's Place. Nie chciałam jednak od razu wydawać dużej kwoty na kolorowe cienie, także szukałam w drogeryjnych szafach kosmetycznych, ale z Kobo czy MySecret nie podobały mi się zestawienia kolorystyczne. A tu nagle marka Miyo i ich szalona paleta Five Points w wersji Carnival jest w lipcowym FUNDAY BOX. Widziałam ich pigmentacje na zdjęciach z makijażami i jestem pod wrażeniem! Zabieram się za artystyczne makijaże :)


Nie chciałam przeciągać tego wpisu w nieskończoność, także reszta rzeczy już na całościowym zdjęciu:
  • Szampon marki _Element z Filtratem śluzu ślimaka. Poznałam markę na evencie zorganizowanym w Krakowie - więcej o nim możecie przeczytać w NOWOŚCI CZERWCA - DROBNE ZAKUPY I SPORO KOSMETYKÓW DO TESTOWANIA. Szampon już poszedł w ruch i powiem Wam, że zapowiada się bardzo fajnie.
  • 3 Maseczki Tołpy - akurat z tą marką mam taką relacji love/hate. W większości maseczki powędrowały do mojej mamy, która z Tołpą się polubiła.
  • Dezodorant Emoji - pamiętacie dezodoranty Fa w latach 90'? Te mi właśnie bardzo przypominają te czasy. Sam zapach jest słodki, opakowanie ładne, także od razu wzięła go moja mama. Dostaniecie je w Rossmannach.
  • Lakier do paznokci So Chic Gel Efect- markę poznałam na Konferencji Meet Beauty. Sama używam hybryd, ale na stopach paznokcie dalej maluję zwykłymi lakierami. 3 tygodnie temu użyłam właśnie lakieru So Chic w kolorze neonowego różu i wiecie że dalej się trzyma! Także ten fluo żółty na pewno pójdzie w ruch przy następnym malowaniu :)
  • Opaska do włosów z kokardką do domowego SPA - takich gadżetów nigdy za wiele :)
  • Baton Dobra Kaloria Ziarno Kakaowca - myślałam, że to są takie suche ciastka, a okazał się bardzo smacznym batonikiem. Ostatnio je widziałam chyba w Lidlu przy kasach. 
  • Saszetka Day Up Pearls o smaku mango - kocham wszystko co jest z mango, a te saszetki są super do torebki w razie nagłego głodu. Często tak mam, że jak gdzieś jadę, albo nawet w ciągu dnia skupię całą swoją uwagę na czymś to całkowicie zapomnę o jedzeniu, a później czuję nagły skręt kiszek. Wtedy zamiast rzucić się na jakiś fast food, lepiej wziąć wciągnąć taką saszetkę i przygotować sobie zdrowy posiłek.
  • Napój BCCA Shape - to mieszanka aminokwasów i witaminy B zalecane dla sportowców. Powiem Wam szczerze, że ja przed i po treningu raczej preferuje wodę ;)
  • Zniżka - 20 zł na pierwszy przejazd Taxify. Jeżeli już jadę taksówką to wybieram właśnie te, które posiadają aplikację. Dla mnie jest to szybsze przy zamawianiu i płaceniu, a także czuję się bezpieczniej wiedząc, kto mnie wiezie.
  • 2 próbki marki Biofficina Toscana



Podsumowując w boxie lipcowym znajdowało się 13 produktów plus zniżki i próbki, szacowana wartość pudełka to ponad 200 zł. Pojedyncze pudełko kosztuje 79zł już z wysyłką. Można jednak zamówić pakiet trzy miesięczny w cenie 177zł. Aktualnie trwa sprzedaż edycji sierpniowej, której motywem jest kolor brzoskwiniowy. FUNDAY BOX zamówić można na stronie www.fundaybox.pl.



Co kupić w Tokio? Moje zakupy z Japonii i niespodzianka dla Was.

Co kupić w Tokio? Moje zakupy z Japonii i niespodzianka dla Was.

Zdaję sobie sprawę, że ten post zapowiadam już dwa miesiące. Sama nie mogę uwierzyć w to, że już tyle czasu minęło od powrotu do Polski. Po części blokowała mnie myśl, że gdy opublikuję ten post to będzie koniec... Koniec złudzeń, oglądania zdjęć, przeglądania przywiezionych pamiątek - będzie to zderzenie z rzeczywistością. Przygotowywanie wpisów z serii o Tokio będzie zamknięciem rozdziału z podróżą. 

Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi to na początku maja poleciałam na prawie dwa tygodnie do Tokio. Jeżeli minęła Was moja relacja na Insta Story to na spokojnie, jest ona zapisana i możecie sobie przejrzeć wszystko na spokojnie. 

Przed wylotem zrobiłam rozeznanie i przygotowałam sobie listę kosmetyków, które chciałabym przetestować. Zapisywałam nazwy produktów, marek, adresy sklepów, które chciałam zobaczyć. Patrycja z bloga Interendo zapowiadała, że napisze post, w którym pokaże swoje ulubione japońskie kosmetyki. Niestety opublikowała go praktycznie po moim przylocie :P 

Pakując swoją kosmetyczkę na wyjazd, wzięłam tylko trochę kolorówki. Większość produktów, w tym praktycznie całą pielęgnację chciałam kupić na miejscu. Przecież nie wiezie się drewna do lasu ;) Pewnie jesteście ciekawi jak Japonia wygląda cenowo w porównaniu do Polski. W tym poście odniosę się do cen kosmetyków. Najprościej, jeżeli widzicie ceny japońskich kosmetyków oferowanych przez polskich pośredników, to wiedźcie, że w Japonii kosztują przynajmniej 2/3 ceny mniej. Niemniej jednak kosmetycznie nie poszalałam jakoś wybitnie. Miałam też kilka próśb o przywiezienie konkretnych produktów, do tego prezenty, a bagaż ma ograniczoną pojemność i niestety wagę. Na marginesie mieliśmy kilka kilogramów nadbagażu, ale na szczęście udało się przylecieć bez większych problemów. Chciałabym, tak jak zapowiadałam na swoim Insta Story, zorganizować konkurs dla Was, ale o tym na końcu. Myślę, że nagrody przywiezione z drugiej części świata będą atrakcyjne.

Zaczynając maraton zdjęciowy (postanowiłam większość produktów przedstawić na pojedynczych fotografiach, by uniknąć później opisów "ten trzeci od lewej w górym prawym rogu") na pierwszy ogień idzie ochrona przeciwsłoneczna. Dla mnie koreańskie i japońskie kosmetyki kojarzą się właśnie z kremami i ogólnie produktami z wysokimi filtrami UV. Moje pierwsze kroki do japońskich drogerii były po to by znaleźć kremy z filtrami bez alkoholu etylowego w składzie. Powiem Wam, że nie było to łatwe, bo większość, w tym osławiony nawet w Polsce filtr marki Biore, ma alkohol wysoko w składzie. 


Bardzo długo szukałam Drogerii Rosemary, którą ostatecznie odwiedziłam dzień przed wylotem. To w niej znajdziemy japońską markę kosmetyków Evermere Cosmetics z bardzo dobrym składami. Kupiłam krem UV Moist Tec UV Gel SPF50+.  W tej samej drogerii można było znaleźć całą szafę marki Koh Gen Do. Zastanawiałam się nad podkładem, ale ostatecznie wyszłam z pudrem SPF 50+, który posiada ładny żółty odcień. Kupiłam jeszcze 2 inne filtry bez alkoholu w składzie Isehan Sunkiller Perfect Water Essence SPF50 oraz Curel Kao UV Lotion SPF50.


W Japonii można kupić dużo i bardzo dobrej jakości produktów do podkreślenia oka - eyelinery, tusze i rzęsy. Cienie do powiek z tego co sprawdzałam są słabo napigmentowane i przeważnie perłowe w dziennych kolorach. Zaopatrzyłam się w kilka modeli rzęs, kupiłam eyelinery, w tym ten uroczy z edycji Sailor Moon, a także w zachwalany przez Interendo tusz do rzęs Fasio. Tak na marginesie, zobaczcie jak pakowane są kosmetyki w Japonii. Nikt się do nich nie dobierze, od testowania są testery. Wiem, że to nieekologiczne, tyle plastiku, ale szlag mnie trafia, jak widzę w polskich drogeriach pootwierane kosmetyki!






Marka DHC była również na mojej liście zakupowej. Pooglądałam sobie wszystkie ich kosmetyki w salonie formowym w Shibuya i ostatecznie skusiłam się na ich bestseller czyli Deep Cleansing Oil. Olejek można kupić w standardowej szacie graficznej w opcji mini 70ml i dużej 200 ml. Mnie jednak przyciągnęła piękna limitowana edycja z Kubusiem Puchatkiem. 


Japończycy szaleją za wszystkimi postaciami z bajek. Na każdym rogu można zobaczyć kosmetyki, gadżety ubrania ze znanymi wizerunkami bohaterów Disney'a, Muminków czy ich własnych Anime. Nie mogłam się oprzeć temu mini mydełku, które tak nawiasem mówiąc ktoś mi od razu ukradł z tego silikonowego opakowania w Polsce :(


Na każdym rogu można kupić też kolorowe opakowania mask sheetów. Tak jak pisałam wyżej, nie ma bajkowej postaci, która nie miałaby swojego opakowania :) Robiłam małe rozeznanie wśród maseczek i w końcu zdecydowałam się siedmiopak LuLuLun Face Mask Balance Moisture.


Myślę, że mogę zdradzić, że piankę Shiseido Senka Speedy Perfect Whip, kupiłam z myślą o konkursie dla Was.


Kosmetyki do włosów Shiseido Tsubaki są chyba jednym z najbardziej rozpoznawalnym produktem Japonii. Zdecydowałam się na nową niebieską linię Silky straight and smooth przeznaczoną dla włosów suchych i zniszczonych. Skusiłam się też na złotą maskę Premium i czysty olejke Tsubaki czyli olejek z kamelii japońskiej.




Nie mogłam się oprzeć uroczym opakowaniom perfum w sztyfcie maki Vasilisa. Każdy zapach miał inne zwierzątko na opakowaniu. Lama mnie powaliła opakowaniem, ale lew jednak wygrał zapachem.


Pierwszym produktem, którego szukałam po przyjedzie to krem do mycia twarzy marki BCL AHA Wash Cleansing b. Tak jak pisałam nie miałam ze sobą większości kosmetyków i od razu chciałam zacząć testowanie japońskich produktów. Podobnie kupiłam krem pod oczy Sana Namerakahonpo Wrinkle Eye Cream.



Z Sana wzięłam jeszcze lotion Namerakahonpo Haritsuya Skin Lotion N oraz krem do twarzy Namerakahonpo Cream NA.


Nie obyło się też bez kultowego lotiony Hada Labo z kwasem hiaruanowym. W tym miejscu polecam Wam wpis Patrycji HADA LABO (JAPONIA) VS HADA LABO (RYNEK EUROPEJSKI). CZYLI CZY NA NASZYCH PÓŁKACH STOJĄ TE SAME PRODUKTY?


Dlaczego pokazuję płyn do higieny intymnej? Bo to kolejny przykład produktu, którego nie zabrałam z Polski. Nie wiedziałam jednak, że będzie z tym taki problem. A mianowicie dopiero w trzeciej drogerii udało mi się dostać tego typu kosmetyk i to made in Vietnam.


Z marki Biore wzięłam plastry na nos. Zaskoczyła mnie ilość tego typu produktów, były wszędzie, nawet w sklepach spożywczych. Z kosmetyków to tyle, teraz trochę gadżetów. Wzięłam trochę opakować maseczek w kapsułkach do zrobienia swoich mask sheetów.


Nie mogłam się oprzeć słodkim gąbką czy opaską na głowę. Wzięłam też gąbeczkę Konjac.


Silikonowe maski, które mają podtrzymywać maseczki w płachcie były bardzo popularne, wzięłam więc na próbę. Po ich nałożeniu wygląda się jak z horroru. Opakowania bibułek matujących wzięłam ze względu na piękne opakowania. Zabawne gadżetu musiały być - poniżej naklejki na deskę sedesową.


Duże pałeczki do mieszania zawartości garnka, timer do gotowania jajek czy maskotka na kabel do ładowania telefonu to tylko część dziwnych/śmiesznych rzeczy, które można zobaczyć w Japonii. Sama popłynęłam w sklepie papierniczym, gdzie zakupiłam sporo rzeczy do kaligrafii i pierdółek typu karteczki, naklejki. Przywiozłam również plecak i torebkę i parę innych rzeczy, ale nie będę Was tym zanudzać :)


Japonia to nie tylko kosmetyki czy gadżety, ale przede wszystkim jedzenie. Osobiście tak bym nazwała moją podróż - doznania kulinarne ;) Przywieźliśmy trochę smaczków w tym słodycze i herbaty.



Nie obyło się bez wizyty w Lush, co zaowocowało przywiezieniem dwóch kul do kąpieli, które pachną tak intensywnie, że cała przeszła tym zapachem. 


Tyle z relacji zakupowej. Planuję jeszcze napisać kilka ciekawostek z wyprawy do Japonii, w tym jak się przygotować i co Cię może zaskoczyć. 

A dla Was moi Drodzy Czytelnicy mam niespodziankę - chciałabym podarować zestaw kosmetyków i gadżetów z Japonii. Nagrody nie pokażę, ale tylko dlatego,  żeby osoba, która wygra miała większą niespodziankę. Czytając uważnie tekst, na pewno natrafiliście na wskazówkę ;) Pomyślałam, że jednocześnie ogłoszę konkurs na blogu i na Instagramie. 

Tutaj możecie zgłaszać się poprzez formularz Googla. 




Regulamin:
1. Organizatorem rozdania jest autor bloga nottooseriousblog.blogspot.com. 
2. Produkty są nowe i nieużywane.
3. Koszt wysyłki pokrywa organizator rozdania. Wysyłka tylko na terenie Polski.
4. Aby wziąć udział w rozdaniu należy być osoba pełnoletnią i wypełnić poprawnie formularz zgłoszeniowy.
5. Konkurs trwa od 19 lipca do 29 lipca 2018r. do 23:59, zgłoszenia wysyłane po terminie nie będą brane pod uwagę. 
6. Zwycięzca zostanie wybrany spośród poprawnych zgłoszeń. 
7. Wyniki rozdania zostaną ogłoszone na blogu wciągu 7 dni od daty zakończenia przyjmowania zgłoszeń. Zwycięzce poinformuję również mailowo o wygranej.
8. Czekam 3 dni na przesłanie mi danych do wysyłki. Jeśli nie dostanę odpowiedzi w podanym terminie, wybieram zwycięzce jeszcze raz.
9. Nagroda nie podlega wymianie na żadną inną ani na jej równoważność pieniężną. 
10. Organizator zastrzega sobie możliwość wprowadzenia zmian w regulaminie w wyjątkowych sytuacjach. 
11. Zgłoszenie do rozdania jest równoznaczne z zapoznaniem się i zaakceptowaniem niniejszego regulaminu oraz na przetwarzanie swoich danych osobowych tylko w celu wysłania nagrody.
12. Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz.U. z 2004 roku Nr 4 poz. 27 z późniejszymi zmianami).


Edit
Konkurs wygrywa @joyofjelly


Minirecenzje zużytych produktów - m.in. Chic Chiq, Dermedic, GlySkinCare

Minirecenzje zużytych produktów - m.in. Chic Chiq, Dermedic, GlySkinCare

Kolejna partia zużytych ostatnio produktów. Lubię robić takie szybkie podsumowanie kosmetyków, kiedy dobiją już do dna. Po części robię to dla siebie by mieć później informację czy wracać do danego produktu czy nie. Mam wrażenie, że gdybym wyrzuciła od razu opakowanie do kosza, szybko bym zapomniała jakie wrażenie na mnie wywarł. Dodatkowo może Wy, drodzy czytelnicy zyskacie na mojej recenzji by mieć jakieś rozeznanie podczas wyboru kosmetyków dla siebie.


Chic Chic, de la Mer Nawilżająca i odżywcza maseczka z algami Spirulina i trawą cytrynową
Myślałam, że będzie to po prostu zwykła glinka, ale nie. Maseczka ze spiruliną pachnie bardzo przyjemnie, ma intensywny kolor zielony i pozostawia twarz oczyszczoną, odświeżoną i przyjemną w dotyku. Nie odczuwałam ściągania czy zaczerwień po jej zmyciu z twarzy. Ta mała paczuszka wystarczyła mi na 4 użycia i chętnie do niej wrócę.

Sylveco, Hibiskusowy tonik do twarzy
Pierwotnie nie byłam przekonana do żelowej formuły, która posiada hibiskusowy tonik. Po kilku użyciach zmieniłam formę nakładania z wacika na aplikację od razu na dłonie, a następnie bezpośrednio na twarz. W takiej formie polubiłam się z kosmetykiem. Lubiłam dodawać go też do glinek, czy właśnie do opisanej powyżej maseczki.

Tess, delikatna pianka do mycia twarzy i demakijażu
Pianka była naprawdę delikatna, nie podrażniała oczu. Niestety po jej użyciu miałam wrażenie niedomytej skóry. Z demakijażem radziła sobie mocno średnio. Musiałam ją używać jako dopełnienie oczyszczenia, np. po uprzednio zastosowanym olejku. Polecam dla osób szukających naprawdę delikatnego oczyszczania, ja niestety do niej nie powrócę. 

Sylveco, lipowy płyn micelarny
Mój ulubieniec i tyle w tym temacie :)


O2Skin, Krem na noc
Krem dobrze nawilżał. Miał gęstą, bogatą formułę. Nałożony na skórę musiał mieć chwilę by się wchłonąć. Lubię takie kremy na wieczór. Skóra rano wyglądała dobrze, była napięta, dobrze nawilżona. Właśnie zaczęłam kolejne opakowanie.

O2Skin, Serum do twarzy
Wodniste serum na bazie kwasu hialuronowego. Nakładałam go razem z kremem. Przyjemny produkt, jedyne co mnie w nim irytowało to pipetka. Jak widzicie samą końcówkę produktu nie dało się wyciągnąć z opakowania.

Ministerstwo Dobrego Mydła, Olej z pestek malin
Działa jak opatrunek na wysuszoną skórę. Idealny gdy czujemy, że potrzebujemy extra nawilżenia. W większości zużyty do pielęgnacji skóry głowy męża, który ma problem z mocnymi zaczerwieniami i wypryskami. Łagodził podrażnienia.

Liq C, Serum z witaminą C
Zużyty już w kwietniu, ale buteleczka mi się zapodziała, dlatego dopiero teraz ją pokazuję w denku. Cała recenzja LEKKIE SERUM ROZŚWIETLAJĄCE Z WIT. C - LIQ CC SERUM LIGHT 15% VITAMIN C BOOST OD LIQPHARM. CZY SKÓRA POTRZEBUJE WITAMINY C?

Ministerstwo Dobrego Mydła, Olej z pestek śliwki
Podobnie jak z olejem z pestek malin w większości zużyty do skóry głowy męża.


Vichy, Antyperspirant
Któreś z kolei zużyte opakowanie. Na razie najlepszy antyperspirant jakie miałam, ale nadal nie jest ideałem.

Bourjois, rouge edition velvet odcień nud ist 07
Jedna z pierwszych kupionych matowych pomadek, od których zaczęło się moje uwielbienie do tego wykończenia w produktach do ust. Pomadka zastygała na aksamitny mat, który nie przesuszał ust. Był to mój kolor ślubny, który porównałabym do Mehr z MAC. 

Ardell, Klej do rzęs Duo
Dobrze mi się kleiło nim kępki rzęs, ale z paskami było już ciężej. Zastanawiam się teraz nad zakupem wersji w pędzelku. 

Scandia Cosmetics, Próbka kremu pod oczy 
Żelowa konsystencja przypadła mi bardziej do stosowania na dzień niż na noc.  


Avon, kojący olejek do ciała i kąpieli Maroccan Romance
Przyjemny zapach, fajna formuła. Nie zostawiał skóry pokrytej tłustą warstwą, ale dalej czuć było przyjemne nawilżenie. Mini buteleczka wystarczyła na 4 użycia, także wydajność jest średnia.

Yope, Różany żel pod prysznic
Po wcześniejszym zużytym żelu pod prysznic Yope Dziurawiec, spodziewałam się, że pozostałe wersje żeli będą również imponująco wydajne. Nie myliłam się. Wielbicielom aromatu róży zapach będzie się podobał. Dla mnie był w porządku, ale w przypadku kąpieli przepadam bardziej za owocowymi, lekko słodkawymi zapachami.

Yope, naturalny płyn do mycia naczyń ogórek
Wiem, płyn do mycia naczyń w denku, ale marka Yope stworzyła na prawdę świetny produkt. Mam problem z pojawiającym się uczuleniem na dłoniach i przesuszające skórę mydła i płyny tylko pogarszały sprawę. Po zmianie zwykłego płyny do mycia naczyń na Yope, widzę dużą poprawę stanu skóry dłoni. 


Roge Cavailles, Satynowy olejek do kąpieli i pod prysznic
Olejek pojawił się w ostatnich ulubieńcach za sprawą swojego zapachu. Pachnie niczym luksusowe perfumy. Niestety ma w składzie Magnesium Laureth Sulfate, który nie jest zalecany dla bardzo osób z bardzo wrażliwą skórą. Cena też nie jest mała, patrząc na skład, ale tak jak pisałam wcześniej zapach jest przepiękny.

Dermedic, mydło w płynie do rąk
Mydło było bardzo przyzwoite, nie posiadało zapachu, nie pieniło się zbytnio. Stan mojej skóry nie pogorszył się przy jego stosowaniu. Zaznaczę jednak, że mydło jest przeznaczone do skóry atopowej a w składzie ma Sodium Laureth Sulfate na pierwszym miejscu. Przy produktach przeznaczonych dla skóry bardzo suchej nie spodziewałabym się tak mocnego detergentu. Na dalszych pozycjach w składzie są już substancje typu oleje, Alantoina.

Fresh&Natural, Pasta do mycia twarzy
Pasta była super wydajna. Recenzja → PASTA DO MYCIA TWARZY FRESH&NATURAL - POLSKI, NATURALNY KOSMETYK Zużyłam większą część do mycia ciała, bo minął zalecany termin od jej otwarcia, a nie chciałam jej wyrzucać.  Reszta przeleżała w łazience i w końcu produkt znalazł się w denku.

Biolove, Cukrowy peeling do ciała borówka
Wolę peelingi cukrowe od solnych. Sam produkt był w porządku, przeszkadzał mi jedynie chemiczny zapach. Ta seria zapachowa Biolove nie jest moją ulubioną.


GlySkinCare, Maska do włosów z organicznym olejem z rokitnika 
Maska przeznaczona  jest dla osób z problemem włosów przesuszonych i łamliwych. Maska była w porządku, ale nie mogłam jej stosować kilak razy pod rząd. Musiałam stosować naprzemiennie z innymi produktami, inaczej włosy wyglądały na przeciążone, wręcz matowe. Raz na jakiś czas wyglądały zupełnie inaczej.

GlySkinCare, Maska do włosów z organicznym olejek z opuncji figowej
Przeznaczona do włosów cienkich i delikatnych. Z tą maską z kolei moje włosy bardzo się polubiły. Były przyjemne w dotyku, nie elektryzowały się. Ewidentnie maska im służyła.

GlySkinCare, Szampon z organicznym z organicznym olejem z opuncji figowej
Szampon podobnie jak maska przeznaczony jest do pielęgnacji włosów cienkich i delikatnych. Z nim moje włosy bardzo się polubiły. Był delikatny, ale dobrze oczyszczał skórę głowy.
Nowości czerwca - drobne zakupy i sporo kosmetyków do testowania

Nowości czerwca - drobne zakupy i sporo kosmetyków do testowania

Jeszcze końcem maja dostałam wiadomość od Drogerii Pigment z informacją, że dziękują mi za wspominanie o nich na Instagramie i chcieliby wysłać mi drobny upominek. Zrobiło mi się bardzo miło :) Nie mam żadnej współpracy z Pigmentem, po prostu robię u nich zakupy, głównie stacjonarnie w Krakowie. Według mnie są najlepiej zaopatrzoną drogerią, gdzie na żywo można zobaczyć wiele produktów dostępnych głównie on-line. Spodziewałam się drobnego zestawu próbek i kilku cukierków, które sklep dorzuca do każdego zamówienia internetowego. Miałam niemałe zdziwienie kiedy zobaczyłam wielką pakę, w której znajdowała się poniższa zawartość, oczywiście w środku znajdowało się jeszcze kilka garści wspomnianych wyżej cukierków ;)


Kolejną miłą wiadomością był mail z propozycją współpracy od Maroko Sklep który jest importerem kosmetyków, jak sama nazwa wskazuje z Maroka. Wybrałam produkty do testów, które najbardziej mnie zaciekawiły i wydają się być najbardziej odpowiednie do moje cery. Największe nadzieje pokładam w oleju z opuncji figowej. Testy w toku, niebawem dam znać jak kosmetyki się u mnie sprawdzają. 



To nie koniec miłych wiadomości w czerwcu! Tym razem mowa o spotkaniu zorganizowane przez firmę Elfa Pharm, na które dostałam zaproszenie. Wydarzenie dotyczyło promocji nowej marki _Element, którą dowiedziałam się od dziewczyn na spotkaniu, można dostać w Rossmannie. Sama dawno w Rossamnnie nie byłam, promocje 2+2 staram się omijać póki co, a produkty podstawowej potrzeby typu papier, chusteczki czy waciki załatwiam w Lidlu czy Biedronce przy okazji zakupów spożywczych. W każdym razie muszę to nadrobić i rozejrzeć się co tam w Rossmannie nowego piszczy. 


Wracając do eventu zorganizowany był w pięknym miejscu na mapie Krakowa - Orzo. W lokalu znajduję się mnóstwo roślin i to razem z industrialnym wnętrzem daje świetny efekt, który sprzyjał robieniu zdjęć. Zostałyśmy przywitane suto zastawionym stołem, wszystko było estetyczne i bardzo smaczne. Dziewczyny z Elfa Pharm opowiedziała nam o swojej nowej marce i trzech seriach: 
  • wyciąg z kiełków rzeżuchy
  • filtrat ze śluzu ślimaka
  • odpowiednik jadu żmiji
Dostałam do testów po jednym kosmetyku ze serii. Na razie w ruch poszedł spray do włosów i mogę powiedzieć, że bardzo przyjemnie pachnie.




Idea marki _Element jest ochrona przed smogiem i zanieczyszczeniami, dzięki stosowaniu odpowiedniej pielęgnacji. Podczas spotkania miałyśmy okazję stworzyć swoją kokedamę z kwiaciarnią  Lola Flora. Kokedama czyli wiszący kula z mchu, na której rośnie roślina ozdobna. Strzał w dziesiątkę jeżeli chodzi o zanieczyszczony Kraków :)


A na koniec letnia przesyłka od Kolastyny z produktami do opalania. Nie ma co, na słońce trzeba uważać i warto stosować ochronę przeciwsłoneczną! Kosmetyki przyszły zapakowane w piękną kosmetyczkę marki Bleecker & Love Bags. Jestem oczarowana tą marką - koniecznie sobie sprawdźcie jakie mają odjechane wzory.




Teraz czas na moje czerwcowe zakupy. Ha! W tym miesiącu skusiłam się tylko na serum do rzęs marki Regial. Długo się nad nim zastanawiałam. Chciałam zainwestować w dobrą odżywkę, ale bez bimatoprostu czyli leku stosowanym u chorych na jaskrę. Po przeanalizowaniu składu, zdecydowałam się, że kupuję! Do tego znalazłam go w dobrej cenie w jednej z aptek internetowych. Do koszyka dorzuciłam jeszcze płyn lipowy z Sylveco - jego nigdy za wiele :) 




PAU - Linki czyli przegląd internetu. Wpisy, które warto przeczytać

PAU - Linki czyli przegląd internetu. Wpisy, które warto przeczytać

Cześć! To już lipiec? Jak to? Była w ogóle wiosna? Ok, koniec z tymi retorycznymi pytaniami. Chciałam tylko podkreślić fakt pędzącego czasu. Było postanowienie, aby pisać  częściej, systematycznie przynajmniej dwa posty w tygodniu. Plan był, zarys postów też, niestety nie udało się. Aktualnie jestem w trakcie połowy opakowania antybiotyku i walczę z anginą. Nie jest źle, oprócz zakazu jedzenia lodów, nie chodzenia na ćwiczenia i nastawionego alarmu co 8h (antybiotyk), życie płynie dalej. Dziś chcę zacząć cykl postów, które od dawna chciałam tutaj wprowadzić. Sama bardzo lubię tego tupu wpisy i mam nadzieję, że co jakiś czas będą się u mnie pojawiać. Chodzi dokładnie o polecenia miejsc do których warto zajrzeć. W cotygodniowej gonitwie i brak czasu, często nie jesteśmy w stanie być na bieżąco z obserwowanymi blogami, stronami, Instagramem. Bywa tak, że umknie nam wartościowy post, a niestety istnieje mała szansa, że do niego wrócimy. 



W ostatnim miesiącu przeczytałam kilka wpisów, które moim zdaniem są warte wspomnienia. Z kwestii technicznych - wszystkie spisy są podlinkowane, wystarczy kliknąć w tytuł posta i zostaniecie przeniesieni do źródła. 

Na początek polecam przeczytać wpis POLECANE FILTRY UV I KWESTIA OPALANIA - AKTUALIZACJA NA LATO 2018 Agnieszki z bloga Kosmetologia, naturalnie! Lato, wakacje, urlop to czas, w którym najbardziej powinniśmy wziąć sobie do sera ochronę przeciwsłoneczną. Agnieszka tłumaczy czym jest UV, co to są faktory, obala mity i poleca konkretne przykłady produktów. 

Zostając w tematyce letnich podróż, koniecznie zapoznajcie się z wpisem JAK ODNALEŹĆ SIĘ NA LOTNISKU I GDZIE UPCHNĄĆ NADBAGAŻ? - TOP 4 NASZYCH STRASZNYCH LOTNISKOWYCH PRZYGÓD. Dziewczyny z Almost Paradise dzielą się swoimi trikami jak przetrwać na lotnisku i przechytrzyć linie lotnicze. Polecam przeczytać również komentarze, gdzie znajduje się jeszcze więcej przypałów!

Koniec maja to wysyp maili z informacjami odnośnie RODO. Większości kojarzy się tylko ze spamem na mailu. Polecam przejrzeć wszystkie te maile i zastanowić się czy na pewno chcemy zostawiać swoje dane w tych miejscach. Może warto w końcu zrobić z tym porządek. Sporo do mnie ostatnio dociera informacji o skradzionych kontach na Instagramie i ogólnie problemie wykradania danych. Warto pamiętać by nie stosować jednego hasła do wszystkich możliwych kont, starać się zmieniać co jakiś czas zabezpieczenia i nie podawać ich nikomu! Jak zabezpieczyć konto przed kradzieżą i niepożądanymi działaniami? dokładnie chodzi tutaj o Instagram, dowiecie się z wpisu Joanny Banaszewskiej. 

Ważnym wpisem z którym polecam się zapoznać jest Nie ufaj PANI DERMATOLOG! Internetowi PRO-pseudo-eksperci..., gdzie Fancy porusza temat niekompetencji wśród twórców internetowych, którym w tym przypadku jest Pani Dermatolog wypowiadająca się na temat azjatyckiej pielęgnacji. O tym samym "twórcy" przeczytamy we wpisie Eksperckie opinie a rzeczywistosc czyli bzdury w sieci - czesc 1 oraz Eksperckie opinie a rzeczywistosc czyli bzdury w sieci - czesc 2 Ani z bloga 2catspopolsku. Żeby nie było tak gorzko o lekarzach wypowiadających się w internecie to odsyłam do mamaginekolog.pl, gdzie poruszony był temat Kubeczków menstruacyjnych

Największym kosmetycznym hitem minionego miesiąca była premiera paletki Maxineczki. Przyznajcie, że było o niej (chyba nawet dalej jest) głośno i towarzyszyło jej wiele kontrowersji. Agnieszka moim zdaniem idealnie przedstawiła profil paletki Makeup Revolution Maxineczka Beauty Legacy i jest to bardzo rzetelna i obiektywna recenzja. Sama nie miałam paletki Maxi w rękach, ale Agwer zawarła w swojej notce wszystkie moje podejrzenia i obawy. 

Na koniec najświeższa pozycja a mianowicie wpis Lifting rzęs, trwała na rzęsy - czy warto? Moje wrażenia po 2 zabiegach. Basia szczegółowo opisuje zabieg liftingu rzęs i podkreśla jak ważne są umiejętności stylisty oraz sprzęt, którym wykonywany jest zabieg. Sama jestem mocno zafascynowana liftingiem rzęs i bardzo chciałabym wypróbować ten zabieg na sobie. Teraz już wiem czego się  mniej więcej spodziewać.



Koniecznie dajcie znać czy czytaliście wcześniej powyższe wpisy i czy macie ochotę na taką serię :)
Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger
Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY