Lekkie Serum Rozświetlające z wit. C - Liq CC Serum Light 15% vitamin C Boost od Liqpharm. Czy skóra potrzebuje witaminy C?

Lekkie Serum Rozświetlające z wit. C - Liq CC Serum Light 15% vitamin C Boost od Liqpharm. Czy skóra potrzebuje witaminy C?

Wczoraj pojawił się promyk nadziei na nadejście wiosny. Mam nadzieję, że zima odpuści i przestanie zaskakiwać nas srogim mrozem, zimnym wiatrem i niestety smogiem. W tak ciężki czas dla naszej skóry, należy się jej szczególna opieka. Tyczy się to szczególnie skóry twarzy, która jest przecież cały czas odsłonięta i narażona na niekorzystne warunki atmosferyczne (i nie tylko). Może myślicie - a co tam, przecież jak raz nie posmaruje twarzy kremem przed wyjściem na zewnątrz lub co gorsza pójdę spać bez uprzedniego umycia buzi to świat się nie zawali. Świat może i się nie zawali, ale Wasza skóra to sobie "zapamięta". A poważnie to w dzień może zostać podrażniona przez wiatr/mróz/słońce/zanieczyszczenia a w nocy nie będzie mogła się zregenerować. Nieprawidłowa pielęgnacja lub (o zgrozo!) jej brak nawarstwiająca się może prowadzić do przedwczesnego starzenia się. 

Swoją podstawową pielęgnację wspieram stosowaniem maseczek oraz ser (tak to się odmienia?) do twarzy. Ostatnio miałam okazję stosować Lekkie Serum Rozświetlające z witaminą C młodej polskiej firmy - Liqpharm. 

Bardzo lubię witaminę C w kosmetykach. Polubiłam się z wcześnie stosowanym serum z wit. C od Norel. Jego konsystencja była bardzo oleista, ale efekt był widoczny. Kremy, maseczki i inne produkty mają zazwyczaj mniejsze stężenia wit. niż sera. Niestety witamina C jest bardzo niestabilna, lubi się szybko utleniać i potrzebuje niskiego pH, aby móc wniknąć w głąb skóry. 

Kwas askorbinowy w postaci proszku jest stabilny i może być przechowywany przez kilka lat. Natomiast po rozpuszczeniu w wodzie, witamina C w postaci kwasu staje się bardzo wrażliwa na czynniki zewnętrzne (temperatura, światło, tlen, nieodpowiednie pH) i łatwo ulega rozkładowi tracąc swe cenne właściwości. Produkty wodne na bazie kwasu askorbinowego mają trwałość maksymalnie do 3-4 miesięcy od wykonania.



Serum zamknięte jest w ciemnej buteleczce ze szkła z dozownikiem w formie zakraplacza. Produkt według producenta należy zużyć do 3 miesięcy od otwarcia. Należy pamiętać, że witamina C jest niestabilna i najlepiej zużyć ją jak najszybciej. Serum ze względu na zawartość kwasu L-askorbinowego, posiada barwę od przezroczysto-białej (od 0 do 4 miesiąca od daty produkcji) do jasno-słomkowej (od ok 5 do 12 miesiąca od daty produkcji). Właściwości aktywnej witaminy C utrzymują się przez cały okres ważności kosmetyku (skrócony do 12 miesięcy). Produkty nie posiadają w składzie sztucznych barwników maskujących, dlatego mogą wykazywać subtelne zmiany w kolorze. Jak będziecie widzieć poniżej mój egzemplarz posiada już lekko żółtawe zabarwienie, jest mętne i może być to spowodowane wytrąceniem się kryształków kwasu askorbinowego. Kosmetyk nie ma dla mnie jest praktycznie bezwonny. Jego konsystencja jest wodnista, nie zostawia tłustej powłoki na skórze. Zauważalny jest lekki błysk, ale nie jest to serum olejowe. 

Serum używam codziennie wieczorem na skórę twarzy, szyi i dekoltu. Początkowo samodzielnie, ale aktualnie stosuję później krem nawilżający. 

Liqpharm w swojej ofercie posiada jeszcze: 
- bogate (Liq CC Serum Rich 15 % Vitamin C Boost) dedykowanej cerze suchej.
- dwufazowe regenerująco - odżywcze na noc ( Liq Ce Serum Night 15 % Vitamin E Mask) polecane cerze odwodnionej.
- wygładzające na noc - peeling (Liq CG Serum Night Glycolic Peel) dla każdego rodzaju cery.

Cena opakowanie 30 ml to około 60zł - do kupienia w aptekach.


Od producenta

Serum LIQ CC Light dzięki wysokim stężeniom aktywnych składników redukuje proces starzenia się skóry oraz chroni przed działaniem niekorzystnych czynników środowiskowych. 15% witaminy C zapewnia szybkie pobudzenie syntezy kolagenu, skutecznie neutralizuje wpływ wolnych rodników i wyrównuje koloryt skóry. Aktywność czystej, niezjonizowanej formy witaminy C potęgowana jest przez odpowiednio dobrane stężenia tokoferolu i magnezu, które jednocześnie działają ochronnie, regenerująco oraz odżywczo. Dzień po dniu skóra odzyskuje utracony komfort, blask i witalność.

Lekka postać serum LIQ CC wskazana jest dla cery normalnej i mieszanej. Do pielęgnacji na dzień i na noc dla skóry dojrzałej i młodej.

Dzięki zastosowaniu niezjonizowanej, aktywnej formy kwasu L-askorbinowego, serum LIQ CC Light można stosować 365 dni w roku. Niskie pH gwarantuje przenikanie witaminy C do głębokich warstw skóry. Serum wskazane zarówno przed, jak i po ekspozycji na promieniowanie słoneczne.

Sprawdź nieocenioną moc 15% witaminy C:
• ochrona antyoksydacyjna

• pobudzenie syntezy kolagenu
• program przeciwzmarszczkowy
• program redukujący przebarwienia
• program „blask i witalność”



A teraz co kryje się w tej małej buteleczce  czyli skład: Propylene Glycol, Aqua (Water), L-Ascorbic Acid, Sodium Hyaluronate, Tocopheryl Acetate, Magnesium Sulfate, Polysorbate 20, Methylparaben, Propylparaben.

Pogrubione substancję są jak substancjami aktywnymi i pożądanymi w składzie - kwas askorbinowy (rozpuszczony w wodzie), kwas hialuronowy, witamina E i sole magnezu. Prócz tego są substancje, które są oczywiście dozwolone w produkcji kosmetyków, lecz co trzeba podkreślić bardzo kontrowersyjne. Glikol propylenowy, który może podrażniać i uczulać oraz parabeny, które są tutaj jako konserwanty. Dla jednych produkt pewnie będzie przez to skreślony, dla innych pewnie nie zrobi to większego wrażenia. Osobiście staram się do tego podchodzić zdroworozsądkowo. 


Początkowo gdy zobaczyłam skład, miałam wątpliwości czy wypróbować ten produkt. Stwierdziłam jednak, że kuracja witaminą C przydałaby się mojej skórze w tak ciężki dla niej czas. Tak jak pisałam stosuję kurację codziennie wieczorem blisko dwa miesiące i co mogę stwierdzić:
- gdy produkt dostał się do skaleczonej skóry palca piekło niemiłosiernie. Jest to jednak spowodowane niskim pH i w końcu wszystko może podrażniać ranę,
- twarz po mocnym oczyszczeniu np. peelingiem również może odczuwać lekkie chwilowe mrowienie. Po chwili jednak dyskomfort mijał,
- skóra po stosowaniu produktu była widocznie wygładzona, znikły mikrogródki, które pojawiają się u mnie od czasu do czasu na policzkach. Efekt rozjaśnienia przebarwień nie zauważyłam, bo też takich nie mam na twarzy. To co jednak mogę potwierdzić jest efekt bardziej "żywej" skóry. 


Witamina C w kosmetykach szczególnie polecana jest osobom palącym, u których najczęściej występuje poszarzała skóra. Podobnie podczas zimowej pory, gdzie skóra jest narażona na kontakt z wieloma zanieczyszczeniami - smog, mrozem i suchym powietrzem. Przy regularnym zastosowaniu witaminy C, jest stale obecna w skórze i gotowa do walki z wolnymi rodnikami i innymi niekorzystnymi efektami promieniowania UV. Witaminę C można stosować przez cały rok. Oczywiście jak wszystko może podrażniać - szczególnie skórę z rankami. Efekty stosowania witaminy C zależą od jej stężenia i tego czy spełnimy warunki niezbędne do zachowania trwałości i efektywności witaminy C. Niestety, Witamina C jest bardzo trudna do ustabilizowania w kremie, a najaktywniejsze jej działanie występuje przy 15% stężeniu. - Takie stężenie występuje tylko w nielicznych produktach. Dlatego właśnie sięgnęłam po lekkie serum rozświetlające.
EKOTYKI - WIOSENNE TARGI KOSMETYKÓW NATURALNYCH 10.03.2018 KRAKÓW - JAKIE MARKI BIORĄ UDZIAŁ I CO POLECAM ZOBACZYĆ.

EKOTYKI - WIOSENNE TARGI KOSMETYKÓW NATURALNYCH 10.03.2018 KRAKÓW - JAKIE MARKI BIORĄ UDZIAŁ I CO POLECAM ZOBACZYĆ.


10 marca po raz trzeci w Krakowie odbędą się targi kosmetyków naturalnych EKOTYKI. Miałam przyjemność być na jesiennej edycji. Relację z targów możecie znaleźć klikając w link → MINI RELACJA Z TARGÓW KOSMETYKÓW NATURALNYCH EKOTYKI W KRAKOWIE I CO Z NICH PRZYWIOZŁAM. 

Wiosenna edycja targów Ekotyki będzie miała tym razem miejsce w Skład Długa - a dokładnie w lokalu na parterze budynku przy ul. Długiej 72 w Krakowie. Wstęp dla odwiedzających jest darmowy. Łatwo i szybko będzie dostać się na miejsce z Dworca Głównego czy z Rynku. Spacer zajmie około 3 minut, można również wygodnie podjechać tramwajem na przystanek Nowy Kleparz, który jest tuż za rogiem. 

W tej edycji mogę pochwalić się współpracą, która polega na patronacie medialnym wydarzenia. Jest mi niezmiernie miło wspierać tak fajną inicjatywę jaką są targi kosmetyków naturalnych! 

Chciałabym Wam przybliżyć pokrótce organizatorkę targów - Karolinę Kiepas.  Ekotyki to jej autorski pomysł. Karolina jest wegetarianką, miłośniczką naturalnej pielęgnacji, psów i dobrego dizajnu. Pomysł na targi zrodził się 2 lata temu, gdy postanowiła zmienić swoją pielęgnację i szukała naturalnych zamienników ulubionych produktów z drogerii.
Targi Ekotyki to świetne miejsce dla tych, którzy lubią dotknąć, powąchać i wypróbować kosmetyki na własnej skórze. Dają możliwość bezpośredniego kontaktu z twórcami naturalnych kosmetyków i dobrania produktów do potrzeb własnej skóry. Ale przede wszystkim to targi - okazja by załapać się na wyjątkowe promocje, skorzystać z rabatów i ofert specjalnych ale też by po prostu się potargować :) 



W tej edycji Ekotyki nawiązały współpracę z portalem TrustedCosmetics, dzięki czemu podczas targów 10 marca zostaną wręczone statuetki w plebiscycie Twórcy Piękna 2018. W konkursie udział bierze 18 wystawców. Głosować można do 4 marca na stronie www.trustedcosmetics.pl . 

A teraz najważniejsza informacja - wiosennej edycji targów będziemy mogli zobaczyć stoiska ponad 50 wystawców! 

Poniżej kompletna lista (klikając w nazwę zostaniecie przeniesieni na profil Fb danej marki) :




Cieszy mnie fakt odwiedzenia znanych mi marek takich jak Ministerstwo Dobrego Mydła z ich wspaniałymi  olejkami, hydrolatami, IOSSI - wspaniałe kremy i sera do twarzy, Fresh&Natural - cudnie pachnące produkty do ciała. Chętnie zajrzę do Annabelle Minerals i wypróbuję ich produkty mineralne do makijażu, sprawdzę asortyment i promocje na stoisku Sylveco. Bardzo się cieszę z obecności trudniej dostępnych marek i totalnie dla mnie nowych nazw. Nie omieszkam odkręcić każdy słoik i buteleczkę by sprawdzić zapach, konsystencję. Wypytać się sprzedawców o informacje o produktach, bo właśnie targi to idealna miejsce na rozmowę z twórcami o ich kosmetykach!   

Więcej o markach dowiecie się na Facebookowej stronie Ekotyków → www.facebook.com/ekotyki/


Aby być na bieżąco polecam zapisać się na utworzone wydarzenie na Facebooku → fb.com/events/Ekotyki - Targi Kosmetyków Naturalnych - Wiosna

Śledzić Instagram targów → instagram.com/ekotyki/ gdzie na pewno będzie sporo  informacji odnośnie wydarzenia oraz mój Instagram, gdzie zamierzam zrobić relację na Instastories :)

Już nie mogę się doczekać targów! 
Wybieracie się na wydarzenie? 
Dajcie koniecznie znać poniżej w komentarzu! :)
Minirecenzje zużytych produktów m.in. Biolove, Yope, Dr G, Norel

Minirecenzje zużytych produktów m.in. Biolove, Yope, Dr G, Norel

Opakowania po zużytych produktach "wychodziły" już z torby w łazience, czas więc przestawić ich krótkie podsumowanie z mini recenzjami. Niektóre z przedstawionych produktów doczekały się wcześniej pełnej recenzji, zostawię więc do nich link, gdyby ktoś jeszcze ich nie czytał.


1. Żele pod prysznic BIOLOVE
W poprzednim denku pokazywałam wersję kaktusową i migdałową. Z dotychczas zużytych żeli Biolove, moją ulubioną była wersją gruszkowa. Pachniała jak rozkrojone, soczyste owoce! Brzoskwinia również była przyjemna, ale już nie tak intensywna jak gruszka. Kiwi było przyzwoite, ale nie zrobiło na mnie dużego wrażenia. Żele można upolować w bardzo atrakcyjnych promocjach w drogerii Kontigo. Cena do jakości jest bardzo dobra, także wypróbuje chętnie pozostałe wersje przy nadarzającej się okazji.


2. Masło do ciała be Organic szałwia muszkatołowa & miłorząb japoński
Nie jestem osobą, która lubi smarować się mazidłami do ciała. Zimą niestety moja skóra cierpi z powodu mrozów i robi się ekstremalnie suchą. Obawiałam się masła z szałwią, że będzie mocno ziołowe i nie będzie mi z nim po drodze podczas wieczornej pielęgnacji. Ku mojemu zaskoczeniu masło okazało się niesamowicie przyjemnym produktem. Zapach był świeży, ale niezbyt intensywny. Konsystencja bogata, ale po aplikacji nie pozostawiał tłustego filmu na skórze.

3. Mydło w płynie Yope Herbata & Mięta
Bardzo lubię produkty Yope i ich mydła bardzo często goszczą u mnie na blogu. Mydła herbata mięta pojawia się jednak po raz pierwszy. Nie wiem czego dokładnie oczekiwałam od tej wersji, ale w mojej głowie uwiła się myśl, że jest to wersja de lux, w końcu jest droższa od pozostałych. Nie powiem, żeby mnie rozczarowała - nie, ale nie pobiła mojej ulubionej wersji wanilia cynamon. Nie mniej jednak gdybym zobaczyła promocję na Yope, pewnie sięgnęłabym po tą wersję :)


4. Maska do włosów Organic Shop Organic Avocado & Honey
Produkty do włosów marki Organic Shop są przyzwoite, a cena bardzo przystępna.  Ich peelingi do ciała również bardzo lubię. Ich proste opakowania są łatwe w obsłudze. Szybko można wziąć odpowiednią ilość produktu. 

5. Serum oczyszczające do skóry głowy Bionigree
Skład serum: aqua, potassium oleate, potassium cocate, glycerin, potassium citrate, citric acid, ethyl linolenate, ethyl linoleate, ethyl oleate, ethyl palmitate, ethyl stearate, ethyl alcohol, menthol, bilberry fruit extract, sugar cane extract, orange fruit extract, lemon fruit extract, sugar maple extract, rosmarinus officinalis oil, parfum.
Nie mam problemów ze skórą głowy. Produkt stosował mój mąż, którego skóra głowy jest bardzo wrażliwa i miewa problemy z miejscowym zaczerwieniem skóry głowy. Serum ma mocno mentolowy zapach, posiada dozownik w postaci zakraplacza. Po zużyciu całego opakowania skóra głowy nie wyglądała gorzej niż przed kuracją. Nie zauważyłam jednak spektakularnego zmniejszenia zaczerwienienia skóry. 

6. Odżywka do włosów suchych INSIGHT
Odżywkę stosowałam na końcówki włosów, aby zapobiec ich odwijaniu się w każdą stronę. Zimą mam również problem z elektryzowaniem się włosów - w czasie używania odżywki włosy nie elektryzowały się, były ładnie dociążone i błyszczące. 

7. Suchy szampon dla brunetek Batiste
Moja ulubiona wersja suchego szamponu, który mam zawsze na tak zwaną czarną godzinę ;) Używam go tylko wtedy gdy włosy nie wyglądają już świeżo, a nie mam czasu myć głowy. W czasie zimy jest to częstsze, gdy głowę trzeba otulać ciepłą czapką. 


8. Mask Sheet Dr G Aqua Collagen Mask
Bardzo przyjemna maska, która ma nawilżać, odżywiać, rozjaśniać i usuwać suche skórki. Skóra po użyciu maski była na widocznie nawilżona, ukojona i sprężysta.

9. Regeneracyjna maska do stóp SHEFOOT
Maska do stóp w postaci nakładanych skarpet. Lekko chłodziły skórę, mam wrażenie, że sprawdzą się idealnie latem w celu odświeżenia stóp. Osobiście zapominam o kremowaniu stóp, przyznam szczerze - nie jest to moja ulubiona czynność. Nałożenie skarpet z odżywczą maską i pozostawienie ich na pół godziny jest wygodnym rozwiązaniem. Po kąpieli biorę książkę, nakładam skarpety, po pół godzinie zdejmuję skarpety, wmasowuję resztę produktu i idę spać :)

10. Collagen eye mask Beauty Face 
Płatki położone na opuchnięte o poranku okolice wokół oczu dają uczucie niesamowitego ukojenia. Nie trzeba ich nawet dawać wcześniej do lodówki, by położone na skórze dały efekt chłodzenia. 


11. Żel pod prysznic Scandia Cosmetics Mango Papaya
Cudownie pachnący słodkimi owocami żel pod prysznic, który był bardzo wydajny. Miał w sobie zatopione małe drobinki, które na szczęście nie zostawały na skórze czy wannie.  Bardzo lubię produkty Scandia Cosmetics i ten żel mnie nie zwiódł.

12. Olejek do kąpieli Isana 
Niezastąpiony produkt do domywania gąbeczek do makijażu.


13. Podkład Helthy Mix Bourjois
Moje pierwsze opakowanie tego podkładu. Miałam do niego ogromne oczekiwania i powiem tak - jak podkład na codzień jest w porządku. Jest komfortowy w noszeniu, ale nie daje dużego krycia, wręcz tylko lekko wyrównuje koloryt. Nie utrzymuje się długo na skórze - w strefie T bardzo szybko znika. Kolor nr 51 jest na prawdę jasny i nie ciemniał na mojej skórze. 

14. Korektor Maybelline Instant Anti-Age

15. Tusz do rzęs L'oreal So Couture
Mój ulubiony i jak na razie niezastąpiony tusz do rzęs! Nie znalazłam jak dotąd lepszego - cena (szczególnie na promocji) to nie całe 30zł a rzęsy są pięknie rozczesane, pogrubione i wydłużone. Do tego nie osypuje się! 

16. Oliwka do skórek Indigo
Bardzo fajna odżywka w pomysłowym opakowaniu z pędzelkiem a'la korektor pod oczy. Po przekręceniu końcówki na pędzelku pojawia się produkt, którym precyzyjnie możemy pokryć skórki. 


17. Krem pod oczy Vis Plantis
Próbowałam go użyć kilka razy, ale za każdej aplikacji miałam wrażenie, że bardziej wysusza moją skórę pod oczami. Niestety to nie krem dla mnie.

18. BIO krem pod oczy Make Me Bio

19. Witaminowe koktajl pod oczy IOSSI

20. Krem do twarzy Mandelic Acid 
Seria z kwasem migdałowym Norel jest mi znana dzięki tonikowi Mandelic Acid. Używałam go w zeszłym roku, postanowiłam prócz toniku zakupić i krem z tej serii. Bardzo przyjemny krem, który używam wieczorem. Kwasy ewidentnie służą mojej cerze. Może skuszę się na jakieś mocniejsze - w końcu zima jeszcze trwa :)

21. Serum do twarzy Sensitive Norel
Wodniste serum, które nie pozostawiało na skórze tłustej warstwy. Dawało uczucie ukojenia zaczerwienionej skórze twarzy. Zużyłam z przyjemnością.


Próbki - kremy Norel Antistress to seria produktów dla cery mieszanej i wrażliwej, który świetnie sprawdził się w dzień. Sprawił, że cera się nie świeciła i była nawilżona. Z kolei wieczorem seria Sensitive ładnie uspokoiła cerę. Na oby dwa kremy mam ochotę i chętnie się w nie zaopatrzę. Z Resibo zaciekawił mnie ich balsam do ciała - jego cena trochę odstrasza, ale produkt jest bardzo zachęcający.

Porównanie gąbeczek do nakładania makijażu - Beauty Blender vs Blend it! Która jest lepsza?

Porównanie gąbeczek do nakładania makijażu - Beauty Blender vs Blend it! Która jest lepsza?

Kiedyś podkład czy krem BB nakładałam wyłącznie palcami, później wdrażając się w techniki makijażu, próbowałam nakładać podkład pędzlem. Sama technika jest przyjemna, jednak należy się przy tym skupić, by nie narobić sobie smug na twarzy. Przy płynnych podkładach proces czyszczenia pędzli po aplikacji może być uciążliwe, tak na mojej makijażowej drodze pojawiły się gąbeczki.

Moją pierwszą gąbeczką był Beauty Blender. Gdy zrobiło się głośno o gąbeczkach Blend it!, postanowiłam się z nimi zapoznać. Na wstępie chcę zaznaczyć, że post nie jest sponsorowany - wszystkie pokazane tu gąbeczki kupiłam sama lub dostałam w prezencie od męża.


Na początku kilka słów wprowadzenia dla osób, które nie słyszały o tych akcesoriach. Gąbeczkami do makijażu można nakładać produkty płynne takie jak  podkład, krem BB, korektor kremowe produkty do konturowania, ale i sypkie  - puder, podkład mineralny. Tak na prawdę nic nas nie ogranicza w tym aspekcie, jest to na prawdę tylko kwestia naszego upodobania. Ważnym jest natomiast fakt, że przed użyciem gąbeczki należy ją porządnie namoczyć (powinna znacząco zwiększyć swoją objętość) wodą, a następnie odcisnąć, aby była tylko lekko wilgotna. Tak przygotowana gąbka nie chłonie produktu, którego używamy. Ruch z jakim pracujemy z gąbeczką to stemplowanie - chodzi o to, aby podkład (czy inny produkt) "wtłoczyć" w skórę a nie po prostu rozetrzeć. Bardzo ważnym aspektem jest po użyciu gąbeczek, aby porządnie je wysuszyć. Nieodpowiednia higiena grozi  ich spleśnieniem. Producent Beauty Blendera daje gwarancje, że przy prawidłowym postępowaniu gąbeczki można używać około 6 miesięcy. Oczywiście wszystko zależy od częstotliwości używania i dbania o produkt.

A teraz trochę historii marek. Przygotowując ten post, dowiedziałam się wielu ciekawych informacji, o których wcześniej sama nie miałam pojęcia.

Zacznijmy od Beuaty Blendera

NAZWA
BeautyBlender - tak zapisuje się go na na Mintishop. Na polskiej stronie producenta to beautyblender, a na amerykańskiej nazwa zapisywana jest beautyblender®. Z kolei na stronie polskiej Sephory standardu nazewnictwa nie ma i raz jest Beautyblender, Beuaty Blender, zdarza się i beautyblender®. Nie wiem skąd ta różnica, a raczej brak konsekwencji w nazwie na polskim rynku. Zastanawiam się jaką wersję zapisu nazwy przyjąć w poście (?).

HISTORIA
Markę beautyblender® założyła amerykańska wizażystka Rea Ann Silva. Jak to zazwyczaj przy takich kultowych rzeczach bywa - z potrzeby posiadania dobrego produktu do nakładania podkładu, by uzyskać idealną cerę do sesji zdjęciowych i programów telewizyjnych. W 2002 roku powstał koncept gąbeczki do nakładania podkładu. 2003 rok beautyblender® został zarejestrowany i rozpoczął się podbój makijażowego świata.

KILKA FAKTÓW
  • Gąbeczki wykonywane są ręcznie w USA. 
  • Nie zawiera lateksu, jest bezzapachowy i hipoalergiczny.
  • Jest wykonany z opatentowanego tworzywa o strukturze "open-cell". Struktura ta zapewnia przyleganie stosowanego produktu do powierzchni gąbeczki - nie jest pochłaniany przez gąbkę.
Cena gąbeczki standardowej to 69zł, wersja mini np. do korektora micro.mini, gdzie w opakowaniu znajdują się 2 gąbeczki to również 69zł. Zdarzają się różnego typu promocje czy obniżki. Należy być jednak świadomym, że kupując gąbeczki nie przez stronę producenta czy autoryzowane sklepy narażamy się na kupienie podrobionego produktu.


Gąbeczka Blend it!

Niestety nie znalazłam informacji odnośnie marki. Na stronie blendit.com.pl za wiele treści nie ma. Tak na prawdę nie jest tam nawet pokazany cały asortyment. Profil na Instagramie instagram.com/blenditmakeup odnosi do strony powyżej. Cały asortyment marki Blend it! można kupić na stronie mintishop.pl - pojawiły się pędzle i kępki rzęs.

Cena gąbeczki standardowej to 29,90zł. Na stronie minti obowiązuje (chyba cały czas) promocja i cena to 24,90zł. Mini gąbeczki w dwupaku to 19,90zł przecenione z 25,80zł. Dostępne są różne miksy - dwupak dużych gąbeczek lub duża gąbka +mini.



Posiadam: 
  • Różowy Beauty Blender classic
  • Zestaw Blend it! Light Pink z mini szarą - aktualnie w sprzedaży jest tylko Light Pink
  • Czarna Blend it! 
  • Zielone Beauty Blender 2 micro.mini  - nie są sfotografowane, mam je od 2 tygodni.



Na powyższych zdjęciach prezentuje mocno eksploatowany Beauty Blender i nowiutki Blend it! Gąbeczki są suche i chciałam zaprezentować tu różnicę w kształcie klasycznego rozmiaru oraz różnicę w miękkości.

Blend it! jest szerszy i dużo twardszy od Beauty Blendera. Według mnie jest wykonany z całkiem innego materiału, nie posiada takiej porowatości jak BB. Stemplowanie gąbeczką Blend it! po twarzy wygląda bardziej jak odbijanie piłeczki niż dociskanie do skóry miękkiej gąbki. Oczywiście da się nią wykonać makijaż, ale w porównaniu z Beauty Blenderm jest to całkiem inna praca.



Poniżej zdjęcie namoczonego, odciśniętego Beauty Blendera w porównaniu z suchym Blend it! 


Na zdjęciu poniżej z kolei wszystkie brudasy - zdjęcia zrobione po kilku miesiącach używania. Suchy Beauty Blender, suchy czarny Blend it! Suchy szary mini Blend it! oraz mokra jeszcze gąbeczka Light Pink Blend it!


Czyścioszki jeszcze mokre. Czarny Blend it! jest według mnie całkiem inną gąbką niż jego siostra Light Pink. Słyszałam wcześniej, że gąbeczki Blend it! mocno się od siebie różnią w zależności od koloru. Muszę przyznać, że jest to prawda. Prócz jakości materiału z jakiego są zrobione, to także kształtem. Czarna Blend it! Kształtem i wielkością jest bardziej podobna na BB, jednak w moim odczuciu Beauty Blenderem podkład nakłada się mi się najlepiej. 

Mała szara gąbeczka jest wykonana z podobnego materiału jak Light Pink Blend it! , ale jakby mniej mięsista (jeżeli tak się mogę wyrazić). W porównaniu z micro.mini Beauty Blender są bardziej twarde i potrafią się mocno odkształcić. 



Co do uszkodzeń w Beauty Blenderze, który mam najdłużej pojawiło się lekkie  ukruszenie przy czubku. Proces ten się nie pogłębia i nie zauważyłam nowych defektów. Czarny Blend it! ukruszył się przy czubku po kilku użyciach/myciach. Mankamentem szarej mini i dużej Light Pink jest fakt, że ich fragmenty jakby się odrywają. Niszczą się w zupełnie inny sposób niż pozostałe. Duża gąbeczka pękła również przy podstawie. 

Nadmienię jeszcze, że Light Pink schnie najdłużej z przedstawionych tutaj gąbeczek. 






Teraz pora na kilka słów podsumowania. Na wstępie (zakończenia) warto podkreślić, że Beauty Blender jest pionierem w swojej dziedzinie. Jest dopracowany w każdym względzie - kształt, proporcje, materiał z którego jest zrobiony. Posiada atesty i badania świadczące o jakości, jest robiony ręcznie w USA i to wszystko składa się na odpowiednią cenę. Blend it! jest ponad połowę tańsze co dla mnie wiąże się też z tym, że nie musi być odbicie na jakości. Nie mam też informacji jak i gdzie są wykonywane. Potwierdzam fakt, że gąbeczka Blend it! gąbeczce Blend it! nie jest równa. Do wersji Blend it! Light Pink i mini szarej nie wrócę na pewno. Czarną mogłabym jeszcze rozważyć, ale widzę, że nigdzie je nie można dostać. 

Aplikacja kosmetyków gąbeczkami pozostaje moją ulubioną formą nakładania makijażu. 

Noworoczne nowości kosmetyczne - m.in. Too Faced, Tarte, MBrush

Noworoczne nowości kosmetyczne - m.in. Too Faced, Tarte, MBrush

Prezentowane nowości są w większości prezentami urodzinowymi. Mam to szczęście, że mój mąż mnie słucha i z prezentami trafia idealnie :D Oczywiście to nie tylko jego zasługa - muszę podziękować jego pomocniczką! Dostałam paczkę z Mintishop, w którym znalazłam pędzel Maxi oraz mini gąbeczki Beauty Blender. Zabawne było to, że w opakowaniu pędzla 01 znajdował się pędzel o numerze 02 :D Szybka reakcja sklepu na pomyłkę i mam pięknego puchacza z niesamowicie miękkim włosiem.




W tym roku część prezentów przyleciała ze USA - zamówienie ze strony Too Faced oraz Tarte. Nie obyło się bez stresów m.in. czy Poczta Polska po przechwyceniu przesyłki od United States Postal Service dostarczy paczkę pod mój adres. Wszystko skończyło się happy endem i tak o to kilka dni przed premierą w polskiej Sephorze jestem w posiadaniu paletki Just Peachy Mattes! Gdy tylko zobaczyłam ją na stronie Too Faced wiedziałam, że ją chcę - jest na prawdę wyjątkowa i prezentuje się przepięknie. Poszła już w ruch i niedługo opiszę ją dokładnie.


Bardzo zaciekawił mnie również podkład z serii Peaches & Cream, tak na prawdę mogłabym mieć całą kolekcję :D Trzeba się jednak hamować i wybrałam te top produkty na mojej wymyślonej wish liście.


Nie obyło się również bez zamówienia słynnego korektora Shape Tape z Tarte. Mam wobec niego ogromne oczekiwanie. Miałam wątpliwości jaki kolor wybrać, poszperałam więc w jego recenzjach i padło w końcu na Light Neutral i Light Medium.



Teraz nic tylko pędzle (gąbeczki) w dłoń i malować :)
Lakiery hybrydowe Oul'ac Nails - nowa marka na polskim rynku

Lakiery hybrydowe Oul'ac Nails - nowa marka na polskim rynku

Lakiery Oulac Nails posiadam od sierpnia zeszłego roku. Od tego czasu już kilka razy gościły na moich paznokciach, czas więc napisać o nich kilka słów podsumowania. Chociaż przed końcową konkluzją kilka informacji powinno się pojawić. Zacznę może od przedstawiania marki, bo pewnie większość osób, która czyta ten wpis pierwszy raz widzi ją na oczy.

OUL'AC gel polish to marka lakierów hybrydowych i profesjonalnych produktów do stylizacji paznokci, która na polski rynek weszła w 2017 roku. Nie zawierają w składzie formaldehydu, toluenu oraz DBP, posiadają zapewnienia o składzie i jakości zgodne z wymogami Unii Europejskiej. Mają szeroki asortyment lakierów hybrydowych i produktów do profesjonalnej stylizacji paznokci.


Lakier zamknięty jest w czarnej prostokątnej buteleczce ze złotymi elementami. Co ciekawe jego pojemność to 12 ml - co przy innych dostępnych lakierach hybrydowych jest na prawdę sporo. Ich cena to 32 zł za standardowe lakiery oraz  bazy, topy - bardziej wymyślne typu Cat Eye czy Chameleon kosztują 35 zł. Dostępne są na stronie producenta → oulacnails.eu/pl

Produkty, które posiadam to:



Osobiście nie jestem przekonana do produktów 2w1 i nie używałam bazy&topu. Zużyję ją jako top, ale nie zdradzę Protein Base z Indigo, której ufam co do trwałości i w kwestii bezpieczeństwa. Na stronie producenta jest nawet wzmianka, że produkt Baza & Top 2w1 może powodować reakcje alergiczne. Dla osób z paznokciami delikatnymi i skłonnymi do podrażnień czy uczuleń - polecają osobną bazę OUL'AC.

Ciekawym lakierem jest ten 003, który należy do serii Orchid Amethyst. Przeznaczony jest według producenta dla kobiety delikatnej i nowoczesnej :) Lakiery tej serii posiadają mieniące drobinki. Przy nałożonych 3 warstwach na paznokieć dalej nie mają pełnego krycia. Mimo, że na wzorniku lakier prezentuje się bardzo ładnie to na paznokciu efekt nie bardzo mi odpowiada. 

Lakier 067 z serii GLK Elegant to intensywny róż, który kojarzy mi się z mocno letnim kolorem. Mimo to z wielką chęcią noszę go na paznokciach w zimowe, pochmurne dnie. 


Jak mogę podsumować testowanie lakierów marki OUL'AC Nails?

Różowym lakierem 067 niesamowicie przyjemnie malowało się paznokcie. Produkt  ma idealną konsystencję do precyzyjnego pokrycia płytki paznokcia. Przy zbyt gęstych lakierach mam problem z równomiernym rozprowadzeniem produktu i na wolnym brzegu zbiera mi się go zbyt dużo, z kolei przy zbyt rzadkich konsystencjach lakier potrafi zalać skórki. Tutaj żadnego z tych problemów nie zauważyłam, mam pełną kontrolę nad pędzelkiem z produktem. Przy kolorze 067 do pełnego krycia wystarcza tylko jedna warstwa produktu. Zrobiłam test i na lewej ręce nałożyłam dwie warstwy koloru, na prawej tylko jedną. Aktualnie lakier mam na paznokciach trzeci tydzień i prócz odrostu nie zauważyłam żadnych powodów z których mogłabym być niezadowolona. Wcześniejsze testowania również wypadły bardzo dobrze. Jeżeli inne kolory z serii Elegant są równie dobre to bardzo chętnie się w nie zaopatrzę :) A ten róż pewnie jeszcze wiele razy zobaczycie na moich paznokciach, bo jestem nim oczarowana!



Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger
Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY