Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Palmer's. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Palmer's. Pokaż wszystkie posty
Zużyte ostatnio produkty - co polecam wypróbować a czego unikać.

Zużyte ostatnio produkty - co polecam wypróbować a czego unikać.

Przy jesiennych porządkach czas na przegląd torby z ostatnio zużytymi produktami. Co tym razem się sprawdziło, jakie produkty przewinęły się ponownie, a o czym chciałabym jak najszybciej zapomnieć dowiecie się poniżej. 


Mydła do rąk Yope  pojawiają się za każdym razem, bo bardzo mi przypadły do gustu. Ostatnio są bardzo łatwo dostępne stacjonarnie i często można je dostać w bardzo korzystnych cenach. W kwestiach zapachowych nie mam przy mydłach wersji, której nie lubię, ale zdecydowanie najchętniej sięgam po wanilię, chociaż herbata też jest przyjemna. 

Wrzucam tu płyn do naczyń Yope, bo głupio mi robić osobny post o chemii kuchennej, a jednak warto wspomnieć o tym produkcie. Płyny Yope są szalenie wydajne, przyjemnie pachną (wszystkie trzy wersje zapachowe) i radzą sobie z tłustymi zabrudzeniami. Jednym słowem gary są czyste, a dłonie niezmasakrowane. Polecam wypróbować :)


Z żelami pod prysznic Yope mam już problem jeżeli chodzi o zapachy. Na razie jestem w stanie używać tylko wersji Dziurawiec. 

Produkt do kąpieli Organic Shop to dla mnie rozczarowanie roku. Mam wrażenie, że ten pojemnik stał na wannie wieki. Kupując go myślałam - o wow! Produkt na miarę Lush'a. Wygląda jak malinowy budyń, po odkręceniu przyjemnie pachnie (ponoć watą cukrową) i ma dawać pianę. Wyobrażałam sobie   wypełnioną po brzegi wannę z różową wodą i gęstą pianą, a dookoła unoszący się słodki zapach. Niestety nic bardziej mylnego. Zacznę od tego, że próbując nabrać dłonią produkt z opakowania natrafiamy na problem. To tak jakbyśmy chcieli nabrać surowe ciasto z dzierży. Po wrzuceniu takiej grudy do wody, leci ona prosto na dno. Natomiast jeśli spróbujemy rozpuścić ją pod bieżącą wodą, dostajemy tylko kilka marnych baniek. I tak widać, że nie wszystko ulega rozpuszczeniu i część grudek pływa dalej. Również z koloru i efektu gęstej piany nici. Jednak największym rozczarowaniem był dla mnie kompletny brak zapachu. O ilu w opakowaniu jest odrobinę wyczuwalny, tak po wrzuceniu do wody nie czuć zupełnie nic. Podsumowując - nie polecam!


Kokosowy krem do rąk Palmer's. Dla fanek intensywnej woni kokosa będzie to strzał w dziesiątkę. U mnie zapach jest jak najbardziej na plus. W nawilżeniu skóry nie przebił jednak mojego ulubieńca z Scandia Cosmetics. Wielkość idealna do torebki.

Serum antycelulitowe SPA FIND wypróbowałam raz. Skóra po nałożeniu produktu zaczęła mnie piec, więc odłożyłam go na półkę. Później sobie o nim przypomniałam i sprawdziłam skład. Bodajże na drugim miejscu był alkohol (w sumie czuć to było odrazu po otworzeniu kosmetykach) co na pewno powodowało u mnie podrażnienie. 

Aloesowy szampon przeciw wypadaniu włosów Equilibra. To któreś z kolei zużyte opakowanie. Moje włosy (i nie tylko moje ;)) lubią się z tym produktem.

Antyperspirant Vichy. Przeważnie sięgam po niebieską wersję, ale ta biała dla delikatnej skóry również jest w porządku.


Podczas wizyty w Sephorze na podczas Beauty Classes (o tym kiedy indziej) nakładałam na twarz podkład Clinique even better glow. W październiku wystartowała akcja promocująca ten podkład. Można było dostać próbkę podkładu Clinique do przetestowania w domu. Udało mi się wyskrobać z mini słoiczka produktu na dwa nałożenia i stwierdziłam, że jednak jak dla mnie szału nie ma. 

Maskara do rzęs Burberry. Ładnie wyglądała po nałożeniu na rzęsy, niestety po kilku godzinach robiła się panda pod okiem, bo tusz się osypywał.

Lakiery Claresa idą do kosza, bo niestety rozwarstwiły się. 


Chłodzący stick pod oczy Tony Moly. Niestety mimo przeuroczego opakowania ta formuła mi nie odpowiada. Przeciągając produktem skórę pod oczami, naciągała się bardzo. Sam kosmetyk nie nawilżał, faktycznie dawał lekkie uczucie chłodu. Podsumowując produkty Tony Moly to dla mnie średnie kosmetyki, zamknięte w uroczych i pomysłowych opakowaniach.

Isehan Kiss Me Sunkiller Water Essence SPV50. Filtr kupiony w Japonii. Szukałam takiego, który nie ma w składzie alkoholu. Niestety większość filtrów UV zawiera go w składzie (udało mi się znaleźć tylko trzy filtry alkohol free). Filtr nakładałam na krem a przed nałożeniem podkładu - zazwyczaj były to minerały. Twarz faktycznie uchroniła się przed letnią opalenizną. 

Lipowy płyn micelarny Sylveco - co tu dużo pisać, jak pojawia się praktycznie w każdym tego typu wpisie. Po prostu, polecam wypróbować!

Maska pod oczy Japońska Czereśnia Orientana. Zaskoczyło mnie to, że opakowaniu znajdują się dwie pary płatków pod oczy. Byłam przekonana, że to jednorazowa kuracja. Stosowałam maskę (no dobra tylko dwa razy, ale jednak) rano. Po zdjęciu maski z okolic oczu, skóra była napięta i wyglądała dobrze. Nałożony po chwili korektor pod oczy wyglądał dobrze. 

Płyn micelarny Bioderma przydał się w podróży. Mała buteleczka zmieściła się w bagażu podręcznym. W działaniu nie mam mu nic do zarzucenia. Jedynie skład może budzić pewne "ale", bo nie jest to produkt w pełni naturalny. 

Żurawinowy krem do twarzy Norel. Bardzo lubiłam nakładać go w porannej pielęgnacji. Miał bardzo przyjemny zapach, konsytencję i fajnie się wchłaniał. Tym dużym opakowaniem dzielę się z mamą, która również bardzo lubi ten krem.

Żurawinowy Lift Norel. To seria profesjonalna marki i stosowałam ten kosmetyk jak serum. Przyznaję, że po nałożeniu na skórę czuło się efekt wygładzenia, mimo lekkiej konsystencji. Zapewne wrócę do niego. 

Krem do twarzy Ruby Vine marki Bartos. Produkt ma wzmacniać, rozjaśniać i poprawić kondycję skóry naczynkowej. Stosowałam go na dzień. Muszę zaznaczyć, że krem wchłania się błyskawicznie, co przeważyło o używaniu go rano, a podczas wieczornej pielęgnacji - kiedy lubię nałożyć coś ciężkiego, tłustego, co będzie chwilę na skórze. Szybkie wchłanianie miało swój plus - przy bieganiu bez makijażu po domu nie świeciłam się jak przy stosowaniu innych kremów. Przyznaję, że jestem zadowolona z działania kosmetyku. Jeżeli szukacie szybko wchłaniającego się kremu, który nie zostawia tłustej warstwy na skórze a dodatkowo posiada dobry skład to spokojnie możecie się nim zainteresować. Doczepić mogę się do wydajności - produkt starczył mi na około miesiąc stosowania. Sposób aplikacji był ciekawy - słoiczek airless, który zapobiega napowietrzaniu się kosmetyku. Pompka nie jest jednak usytuowana standardowo, aby wydobyć krem, należy nacisnąć całą powierzchnię słoiczka. Niestety dla mnie średnio praktyczne było zbieranie wyciśniętego produktu. Resztki kremu osadzały się po powierzchni, co wymuszało przetarcie jej po każdym użyciu.

Zużyte produkty w mini recenzjach - m.in.Yope, Sylveco, Benefit, Biolove

Zużyte produkty w mini recenzjach - m.in.Yope, Sylveco, Benefit, Biolove

Prawie dwumiesięczne denko, w którym dominują produkty do włosów. Jest tak dlatego, ponieważ zużywają je równocześnie dwie głowy :D Produkty zalegały już w torbie, więc postanowiłam opublikować post. Dla mnie samej opisywanie zużytych produktów jest motywacją do zużywania produktów na bieżąco. Nie mam przez to otwartych na raz pięć szamponów czy 8 odżywek do włosów (oczywiście, zdarzają się wyjątki). Do tego mogę zajrzeć do wcześniejszych wpisów i zobaczyć czy byłam z danego produktu zadowolona, np. przed kolejnym zakupem. A może i wam się przyda moja recenzja przed wyborem danego produktu w kwestii działania, konsystencji, zapachu itp.


1. Swiss Image Alpine Rose Szampon do włosów
2. Swiss Image Alpine Rose Odżywka do włosów

Na opakowaniu pisze, że jest do wszystkich typów włosów. Na stronie producenta z kolei jest napisane, że produkty polecane są do włosów przesuszonych, zniszczonych zabiegami, a także kręconych. Sama mam włosy cienkie, proste, które mają tendencję do elektryzowania się. Liczyłam na nawilżenie włosów i nie zawiodłam się. Włosy po umyciu włosów szamponem błyszczące i gładkie. Nie spowodował żadnych podrażnień. Odżywkę stosowałam na 3/4 włosów bez nasady i ładnie dociążała kosmyki. Na kręconych włosach podkręcała ich skręt. 


3. Equilibra Color Protection Szampon
Bardzo lubię aloesowy szampon z tej serii. Aktualnie nie był dostępny, więc sięgnęłam po ten i dobrze sobie radził. Nie farbuję włosów, także nie wypowiem się odnośnie ochrony koloru. 

4. Pilomax odżywka do włosów Aloe Wax NaturClassic
Była w zapasach długi czas, w końcu po nią sięgnęłam. Zużyłam i nie mam na jej temat jakiś odkrywczych wniosków. Była w porządku, ale chyba się na nią drugi raz nie zdecyduję. 

5. Palmers Deep Codnitioning Protein Pack
Na moich krótkich włosach ta saszetka starczyła na kilka razy. Dobrze spisała się na moich włosach jaki i kręconych.


6. Vis Plantis Basil Element Odżywka do włosów
Odżywka miała bardzo rzadką konsystencję, miała bardzo przyjemny świeży zapach - nie był to zapach Bazyli. Włosy po zastosowaniu idżywki były bardzo miękkie i przyjemne w dotyku. Pozytywnie mnie zaskoczyła. Duży plus za dozownik z pompka, który podczas  mycia głowy jest bardzo praktyczny. Jedyne do czego mogę się przyczepić to wydajność. Mimo to chętnie po nią sięgnę ponownie.

7. Vis Plantis Basil Element Maska do włosów
W porównaniu z odżywką miała bardziej zwartą konsystencję. Podobnie jak  w przypadku odżywki, byłam z niej zadowolona. Stosowałam ją rzadziej i starałam się trzymać dłużej na włosach.


8. Biolove Półkule do kąpieli Niezapominajka
Bardzo lubię kąpielowe produkty. Jedna półkula na jedną kąpiel spokojnie wystarczała. Zabarwiała wodę na lazurowy kolor, wypełniała łazienkę przyjemnym, lekko cytrusowym zapachem. Skóra po kąpieli była nawilżona, dzięki zawartości olejków. Już zakupiłam inną wersję do wypróbowania.

9. Yope mydło w płynie Wanilia i cynamon Refill Pack
Mydła Yope pojawiają się u mnie praktycznie w każdym denku. Tym razem sięgnęłam po refill pack bo był aktualnie w promocji, a butelkę niedawno opróżniłam. 

10. Yope żel pod prysznic Dziurawiec
Produkt, o ciekawym, trudno do określenia zapachu. Słodki, ale nie mdły, nie umiem go porównać do niczego, aby ułatwić wam jego wyobrażenie. Nie przesuszał skóry, bardzo wydajny i do tego ładne opakowanie z pompką.


11. Isana olejek pod prysznic
Olejek zużyłam do mycia pędzli i gąbeczek do makijażu. Spotkałam się z opiniami, że śmierdzi. Dla mnie jego zapach jest przeciętny, nie przeszkadza mi.

12. Tołpa pasta do zębów
Zużyłam, ale nie jest moim faworytem.

13. Mydło Protex
Kupiłam do mycia pędzli i gąbeczek i radzi sobie równie dobrze jak olejek Isany.

14. Vichy antyperspirant
Kolejne zużyte opakowanie tej wersji.


15. Rau Cosmetics Tonik do twarzy
Tonik nalewałam na wacik i przecierałam nim twarz po umyciu, a przed nałożeniem kremu. Nie mam mu nic do zarzucenia. 

16.  Sylveco lipowy płyn micelarny
Kolejne zużyte opakowanie.

17. Bielenda węglowy żel oczyszczający
Zużyłam jakieś 1/3 opakowania. Nie jest to produkt dla mnie, ma zbyt mocny zapach jak na produkt do twarzy. Będzie szukał nowego domu.

18. Bishojo krem wodny nawilżający do twarzy 30ml
Bardzo lekki, wodnisty krem. Używałam na dzień, zużyłam, ale mnie nie nijak nie porwał. 

19. OlivePlus 24h nawilżający krem do twarzy
Mocno nawilżający krem, który stosowałam wieczorem. Gdy nakładałam go na mocno oczyszczoną twarz, np. po zastosowaniu peelingu enzymatycznego, lekko szczypał nałożony na okolicę nosa. Nie powodował zaczerwień, czy uczulenia. Skóra rano wyglądała dobrze.


20. Bell Skin Camouflage 
Oderwało się wieczko i nie da się zamknąć opakowania, także ląduje w koszu. 

21.Benefit rozświetlacz High Beam miniaturka 
Resztki produktu zostały na ściankach, ale niestety nie da się ich już wydobyć. Bardzo ładny kolor, szczególnie do rozświetlania wewnętrznych kącików oczu.

Z próbek zużyłam kilka z krem Face Rejuve, który już jest na mojej liście do wypróbowania. Krem z kwasem migdałowym już mam w pełnej wersji. Próbkami z Fresh&Naturel jestem pozytywnie zaskoczona - szczególnie balsamem orzechowym, który pachnie jak Monte <3
Zużyte produkty wrzesień 2017 m.in. Sylveco, Vianek, Palmer's, Lavera

Zużyte produkty wrzesień 2017 m.in. Sylveco, Vianek, Palmer's, Lavera

W zeszłym miesiącu udało mi się zużyć do dna trochę produktów, dlatego by puste opakowania nie zalegały po kątach przychodzę do Was z ich krótkim opisem. Systematyczne opisywanie produktów po ich zużyciu jest dla mnie łatwiejsze, bo dokładnie pamiętam jak się spisywały i czy byłam z nich zadowolona.



1. Maska do włosów Avocado Mandel Cosnature
Bardzo przyjemna paska. Gęsta konsystencja pozwala precyzyjnie rozprowadzić ją na całej długości włosów. Nie obciążała włosów i pozostawiała je nawilżone. Małe opakowanie wg mnie jest na plus. Można ją szybko zużyć i nie będzie zalegać na półce.

2. Nawilżający szampon do włosów Vianek. 
Bardzo delikatny, trudno się pienił - ale to przeważnie zdarza się w szamponach z lekką substancją myjącą. Był poprawny i na moich włosach, jak i kręconych męża, jednak nie było rewelacji. 

3. Balsam do włosów, aktywator wzrostu Bania Agafii
Nie zauważyłam spektakularnych efektów, praktycznie nie zauważyłam żadnych efektów. Miał ułatwiać rozczesywanie, u mnie niestety włosy nie były ujarzmione. 

4. Pasta do zębów ALOEgel Equliibra 
Nie wiedziałam czego się spodziewać po aloesowej paście do zębów. Najbardziej bałam się mdłego posmaku, który pewnie od razu wywołał by u mnie odruch wymiotny. Na szczęście pasta ma miętowy posmak i dobrze się pieni, przez co łatwo myje się nią zęby. 


5. Mufina do kąpieli Jagodowy Misz - Masz od Sweet Bath
Osoby ciekawe jak wyglądała odsyłam do wpisu - KLIK. Asortyment marki jest tak przeuroczy. Każda rzecz to istne dzieło sztuki. Wracając jednak do mojej jagodowej mufiny - wyobraźcie sobie, że w niej były prawdziwe jeżyny! Pachniała obłędnie! Skóra po kąpieli była nawilżona.

6. Krem do rąk Oriflame Swedish Spa z olejkiem migdałowym
Bardzo przyjemny krem, dobrze nawilżał. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się po nim, że tak dobrze się spisze. Jedynie co to brakowało mi tylko ładnego zapachu migdału - bo zapach kremu był bardzo neutralny.


7. Krem do rąk z Masłem Shea wersja liczi Scandia Cosmetics
Kolejne opakowanie zużyte. Dla mnie jest to najlepszy krem na bardzo przesuszone dłonie i w sezonie zimowym jest niezastąpiony. Pisałam o nim szerzej TU.

8. Kokosowy balsam do ciała Palmer's
Kolejne opakowanie zużyte. W jego recenzji pisałam, że to kokosowy raj i tego się dalej trzymam! Recenzja → NAWILŻAJĄCY BALSAM DO CIAŁA COCONUT OIL PALMER'S - KOKOSOWY RAJ!

9. Żel pod prysznic Lavera
Kupiłam go w Rossmannie w Niemczech, ale widziałam, że marka jest już dostępna również w Polsce. Także chętnie sięgnę po kolejne opakowanie, ale pewnie już w innej wersji.

10. Żel do higieny intymnej Vianek
Bez zbędnego rozwijania się - byłam z niego zadowolona.



11. Krem pod oczy Toleriane Ultra La Roche - Posay
Bałam się, że krem będzie dla mnie nie odpowiedni. Jego konsystencja była bardzo rzadka. Co trzeba przyznać, że faktycznie był bardzo delikatny. Nie podrażnił oczu, nawet kiedy aplikowałam go bardzo blisko oka. Stosowałam go wieczorem i nakładałam sporą warstwę. Mam mieszane uczucia co do ostatecznego werdyktu - dla mnie jest chyba zbyt lekkim kremem, ale dla osób ze szczególnie wrażliwą okolicą pod oczami na pewno będą z niego zadowolone. 

12. Lipowy płyn micelarny Sylveco
Kolejny stały bywalec denka. Nie wiem już które to zużyte opakowanie. Dla mnie to najlepszy produkt do demakijażu - szczególnie oczu. Nic nie szczypie i świetnie domywa najmocniejsze tusze.

13. Maseczka do twarzy normalizująca Vianek
Podoba mi się rozwiązanie saszetkowe. Mimo, że wiadomo jest to mniej opłacalne finansowo w porównaniu do dużego opakowania to spokojnie można zabrać takie opakowanie w podróż. Kupiłam kolejne opakowanie tej maseczki, zobaczymy jak się sprawdzi przy systematycznym używaniu.

Nowości maja - upominki z Meet Beauty i zakupy na Targach Beauty Days

Nowości maja - upominki z Meet Beauty i zakupy na Targach Beauty Days

Sponsorem majowych nowości jest w głównej mierze Meet Beauty Conference. Relacje ze spotkania, możecie przeczytać → 3 EDYCJA KONFERENCJI MEET BEAUTY 20-21 MAJ NADARZYN.
Na początek upominek dla uczestników panelu makijażowego Golden Rose, który skomponowała Karolina Ziętek.


Bardzo ładne pudełko, które na pewno posłuży przechowywaniu skarbów. W środku omawiana na Panelu paleta barw, która ma posłużyć nam jako ściąga np. przy maskowaniu różnego rodzaju niedoskonałości na twarzy.


W środku znalazła się nowość - bezbarwna baza pod pomadkę, kredka do konturowania oraz kredki do kamuflowania niedoskonałości. Dodatkowo matowa pomadka w płynie nr 18 w pięknym czerwonym kolorze, myjka do pędzli, urocze mini pęsetki oraz próbki baz i żelu do mycia twarzy. 




Na warsztatach NeoNail, każda uczestniczka dostała losowo wybrany kolor lakieru z serii Aquarelle. Akurat trafił mi się kolor biały. Niestety do wykonania zdobień techniką Aquarelle potrzebne są dodatkowo specjalne bazy - biała lub przeźroczysta. 



Na warsztatach rzęsowych z marką Eylure, każda z uczestniczek dostała jedną parę rzęs - u mnie to model N°116, który próbowałam sobie przykleić. Niestety jedna część odkleiła się z powieki i już jej nie znalazłam. Drugi model rzęs mogłyśmy sobie wybrać spośród zaprezentowanych - wybrałam delikatne N°003. Ich pasek jest krótszy, także jest szansa, że będą lepiej się trzymać.


Każdy uczestnik konferencji dostał upominki od:


Firmy Bielenda - fluid matujący, żel do mycia twarzy, esencja do pielęgnacji twarzy oraz bazę rozświetlającą.


Marka Cashmere podarowała nam produkty do konturowania - Duo Stick oraz Rozświetlacz z gąbeczką.


Palmer's obdarował wszystkich swoimi kokosowymi kosmetykami - balsamem do ciała, pomadką do ust i maską do włosów. Dodatkowo dostałyśmy kremik do rąk z Alma K, którym to Palmer's jest dystrybutorem.


Marka Lirene - serum, baza matująca i skarpety regenerujące do stóp.


Tołpa - płyn micelarny w chusteczkach, żel do mycia twarzy oraz 2-etapowy zabieg oczyszczająco-kojący. 


Soraya - z serii Ideal Beauty, lekki hydro - krem, złoty krem-esencja oraz balsam do ciała a'la podkład, który maskuje niedoskonałości.


Dwa cienie mineralne z Annabelle Minerals w odcieniu Chocolate i Vanilla.


GlySkinCare to marka o której wcześniej nie słyszałam. Upominki od nich to Gold Collagen Serum i złote płatki pod oczy.


Marka MAMA'S - mini produkty, krem przeciw rozstępom oraz krem do pielęgnacji biustu. W paczce znalazł się jeszcze suplement diety.


Marka Jordan - szczoteczki, w tym jedna dla dzieci i nitkowykałaczki.


Marka Pierre Rene - w paczce znalazłam żelowy eyeliner, zestaw do konturowania twarzy oraz matową pomadkę w iście szałowym kolorze :)



A teraz czas na zakupy podczas Targów Beauty Days!


Na stoisku INGLOT obowiązywała zniżka -20%. Skusiłam się na mgiełkę do twarzy do cery suchej i normalnej. Długo koło niej przechodziłam i w końcu kupiłam. Do zakupów gratis dostałam pojedynczy cień oraz próbkę.


Na stoisku Sylveco kupiłam swój ulubiony płyn micelarny oraz nowość - maseczkę do twarzy Vianek. Gratis do zakupów dostałam pomadkę peelingującą do ust.


Na targach zauważyłam stoisko z koreańskimi kosmetykami i była to marka Dr.G. Nie znałam ich kosmetyków wcześniej, ale obiło mi co nieco o uszy. Dostałam sporą ilość próbek do wypróbowania i już powiem, że spodobały mi się ich kremy BB. Mają bardzo ładne żółte odcienie.


Na stoisku Golden Rose obowiązywał bodajże 15% rabat na zakupy. Stoisko mi się nie podobało o tyle, że było zamknięte i nie dało się porządnie sprawdzić testerów. Skusiłam się jedynie na cielistą kredkę.


Na stoisku Indigo obowiązywała promocja 2+1. Oczywiście skorzystałam, szczególnie, że Indigo nie pojawia się na targach w Krakowie. Lakiery Aloha i Beach, Please zostały zakupione na zamówienie i z tego co słyszałam bardzo się spodobały :)


Chodząc po targach z identyfikatorami dostrzegła nas marka Bandi, która dla blogerek miała przygotowane swoje produkty do testowania. Dostałam aksamitną mgiełkę do ciała, emulsję kojąco - regenerującą do twarzy i ciała oraz krem do twarzy Hydro Care.


Po konferencji uczestnicy konferencji dostali wielką paczkę wypełnioną kosmetykami.

Marka Vianek - szampon do włosów oraz maseczka do twarzy. A z Biolaven krem do rąk.


Marka CosNature - maska do włosów. Widziałam na zdjęciach w social media, że w paczkach pozostałych uczestników było również masło do ciała. Niestety w mojej przesyłce go nie było.


Nivelazione zaopatrzyło nas w dezodorant do stóp, krem w sprey'u do stóp i kurację S.O.S. dla stóp.


Marka Eveline miała dwa warianty - z kolorówką i kosmetykami pielęgnacyjnymi. Akurat z Eveline zdecydowanie bardziej wolę kolorówkę, ale dostałam pudełko z pielęgnacją. Maseczkę do twarzy z aktywnym węglem, lekki matujący hydrożel na dzień, balsam do ciała, kawowe serum wyszczuplające, odżywka do paznokci 8w1.



W Drogerii Pigment kupiłam kolejne opakowanie odżywki do włosów Jantar oraz maseczki dziegciowej do twarzy z Bania Agafi.


A na koniec prezent, który dostałam od Katarzyny i Keczupa - lotion z kwasem hialuronowym z Hada Labo.


3 edycja Konferencji Meet Beauty 20-21 maj Nadarzyn. Jak było i czy każda kolejna edycja jest lepsza od poprzedniej?

3 edycja Konferencji Meet Beauty 20-21 maj Nadarzyn. Jak było i czy każda kolejna edycja jest lepsza od poprzedniej?


W weekend 20-21 maja odbyła się Konferencja Meet Beauty. Jest mi niezmiernie miło, że mój blog został wyróżniony i znalazłam się wśród 300 blogerów i vlogerów urodowych z Polski, którzy dostali zaproszenie na III już edycję Meet Beauty. Tym razem wydarzenie to zostało połączone z targami kosmetycznymi Beauty Days, które miały miejsce w Ptak Warsaw Expo w Nadarzenie pod Warszawą. Fakt, że event odbywał się poza Warszawą, wiązał się z komplikacją dojazdu na miejsce. Organizator targów zapewnił bezpłatny autobus dla uczestników konferencji jak i samych targów, który odjeżdżał co godzinę spod Dworca Centralnego do hali Expo w Nadarzynie.  Podobnie w drugą stronę zabierał pasażerów do Centrum spod hali. Wszystko fajnie, tylko jeden autobus na godzinę, do tego mały i stary, nie pomieścił wszystkich chętnych, którzy chcieli z niego skorzystać. Jeżeli ktoś się zaparł, że musi nim jechać to czekała na niego półgodzina przygoda stania na jednej nodze w saunie. Była to spora niedogodność, szczególnie, że alternatywą dla tego transportu był Uber/taxi, które przez odległość do centrum do tanich nie należały. W każdym razie udało mi się wsiąść do porannego autobusu i tak około 9:30 z rozwianą grzywką (stałam na przeciwko otwartego okna) byłam na miejscu.

Jak przebiegała konferencja?

W sobotę rano, każdy uczestnik konferencji dostał identyfikator oraz opaski upoważniające do wejścia na teren targów Beauty Days i do strefy Meet Beauty. Nie trzeba było wychodzić z budynku, mogliśmy swobodnie poruszać się miedzy targami a konferencją. W przerwach między wykładami i warsztatami można było wyjść na szybkie zwiedzanie stoisk i zrobić małe zakupy. Poniżej  sobotni harmonogram wydarzenia.


Harmonogram konferencji dostaliśmy około tygodnia przed. W trakcie trwania konferencji można było wybrać się na warsztaty, na które obowiązywały wcześniejsze zapisy i niestety ograniczone miejsca oraz wykłady dostępne dla wszystkich uczestników. Niestety większość warsztatów i wykładów pokrywały się czasowo. Bardzo dobrym rozwiązaniem w tegorocznych zapisach na warsztaty było to, że dostawałyśmy potwierdzenie zapisania się mailem. Co prawda trzeba było być na prawdę szybkim, bo po 5 minutach nie było już żadnego miejsca. 

Zaraz po oficjalnym przywitaniu przez Anię Pytkowską. Pierwsza na scenie z wykładem wystąpiła Ewa, znana chyba wszystkim YouTuberka Red Lipstick Monster. Niestety w tym czasie miałam warsztaty makijażowe z Golden Rose, które prowadziła Karolina Ziętek, która również prowadzi swój kanał na YouTube. 


Moim pierwszym z trzech warsztatów na które udało mi się zapisać, było wspomniany wyżej pokaz makijażu Golden Rose, które prowadzony był przez wizażystkę/YouTuberkę Karolinę Ziętek. Był to panel pierwszy, czyli przygotowanie twarzy pod makijaż. Tak jak widzieliście w harmonogramie, w pozostałych dwóch były wykonywane kolejne kroki w makijażu. Nazwałam to pokazem, ponieważ warsztaty polegają jednak na aktywnym uczestnictwie, a tutaj podziwialiśmy po prostu kolejne kroki w makijażu wykonane przez Karolinę. Obok stanowiska wizażysty stał telewizor, na którym pokazywana była twarz modelki z bliska, który co jakiś czas starał się uchwycić pan kamerzysta. Modelka, która była malowana posiadała idealną wręcz urodę. Tak na prawdę nie bardzo było jak pokazać pierwszego kroku na jej cerze, bo była tak doskonała ;) Oczywiście Karolina Ziętek wyczerpująco opisywała każdy krok oraz rzetelnie odpowiadała na każe zadane pytanie z sali. Od marki Golden Rose uczestnicy pokazu dostali pudełeczko z kosmetykami oraz akcesoriami wybranymi dla nas przez Karolinę. Małą niedogodnością był fakt, że pomieszczenia, gdzie odbywały się warsztaty wydzielone były ściankami działowymi, które nie odgradzały całkowicie pomieszczenia. Przez wzgląd, że znajdowaliśmy się w otwartej hali, cały czas słychać było inne wystąpienia dochodzące z hali targowej i obok z warsztatów paznokciowych. 


Zaraz po Golden Rose, miałam warsztaty paznokciowe z NeoNail. Krótką przerwę między warsztatami można było wykorzystać na napicie się kawy lub herbaty, którą przygotowali dla nas organizatorzy. Ogromny plus za ekspres do kawy oraz zieloną herbatę! Z kubeczkiem ciepłego napoju można było udać się na strefę relaksu zorganizowaną przez markę Palmer's, która znajdowała się pomiędzy salą wykładową a warsztatami. Oprócz tego zorganizowali stoisko ze swoimi wszystkimi produktami, które można było powąchać, podotykać i co nieco się o nich dowiedzieć. Dodatkowo na korytarzu stała foto budka, gdzie można było zrobić sobie śmieszne zdjęcia i od razu dostać je wydrukowane.


Wracając jednak do warsztatów paznokciowych to bardzo podobało mi się to, że każdy uczestnik miał przygotowane swoje stanowisko pracy. Po swoim wystąpieniu dołączyła do nas na warsztaty Red Lipstick Monster, która jest ambasadorką marki. NeoNail zaprezentował nam swoją nową kolekcję lakierów hybrydowych Aquarelle inspirowane farbami akwarelowymi. Przy ich pomocy można uzyskać stosunkowo łatwy sposób wzorki na paznokciach na zasadzie rozmycia i przejść kolorów. Do stworzenia takiego zdobienie potrzebna jest specjalna baza Clear lub White z kolekcji Aquarelle. Warsztaty prowadzili Panowie NeoNail, którzy dla mnie przesadnie pajacowali i nie wyglądało to jak profesjonalne warsztaty, tylko trochę zabawiania gospodyń - nie ujmując nic gospodyniom(!). Przygotowane zostało główne stanowisko, gdzie stylistka paznokci pokazywała krok po kroku jak przygotować zdobienie, co było emitowane na telewizorze, tak aby wszyscy mogli to zobaczyć. W międzyczasie Pan NeoNail "zabawił". Po sali krążyły stylistki by pomóc nam oraz udzielać rad w zdobieniu naszych wzorników przy pomocy Aquarelle. Każdy maił okazję sprobować w swoich sił w zdobieniach, po czym mieliśmy wytypować naszym zdaniem najlepszą swoją pracę i zgłosić ją do konkursu na najlepsze zdobienie. Jury składające się z Ewy i stylistek paznokci NeoNail wybrało najlepsze prace. Laureaci dostali zestaw produktów NeoNail. Wszyscy uczestnicy warsztatów dostaliśmy natomiast firmową torebkę, w której znalazł się losowo dobrany kolor z serii Aquarelle. Jak warsztaty bardzo mi się podobały, tak zagranie marketingowe z wręczeniem nam jednego koloru, bez bazy, która jest kluczowa w kolekcji Aquarelle już mniej. Oczywiście pojawią się głosy, że hola hola, mogli Wam przecież nic nie dać. No i właście tak byłoby chyba lepiej. :) Chodzi mi tu o aspekt rozbudzenia ciekawości, wiecie w stylu macie wypróbujcie jakie fajne i np. na stoisku targowym obok, na hasło Meet Beauty macie 20% rabatu, czy coś w tym rodzaju. Przypomnę, że NeoNail był obecny na pierwszej edycji konferencji Meet Beauty w 2015, gdzie wszyscy uczestnicy warsztatów dostali zestaw startowy do hybryd. W 2016 Indigo na warsztatach przedstawiało jak wykonać manicure Masłem Shea i uczestniczki warsztatów dostały zestaw do jego wykonania. Ot co dlaczego cały ten wywód ;)



Po warsztatach NeoNail byłam już bardzo głodna, więc wybrałam się na poszukiwanie Food Trucków, które miały być w obrębie targów. W minionych latach był przygotowywany poczęstunek, w tym roku każda z nas mogła nabyć we własnym zakresie i kiedy chciała to co lubi. Idea fajna, bo teoretycznie nie ogranicza nas czekanie na godzinę obiadową. Jednak wybór jedzenia był bardzo skromny i bardzo fast foodowy. Burgery, zapiekanki, frytki itp. Na terenie targów znalazłam tylko sushi i kanapki. W kolejce do jedzenia można było złapać kogoś znajomego i chwilę porozmawiać, co uwierzcie mi było na tej konferencji niezwykle ciężkie. O tym jednak w podsumowaniu.

Po jedzeniu wybrałam się na wykład o fotografii, który prowadziła Natalia Sławek, autorka bloga Jest Rudo. Po wykładzie, jako ostatni punkt w harmonogramie, miało odbyć się wręczenie nagród dla zwycięzców w głosowaniu na najlepsze blogi i vlogi. Wszyscy uczestnicy konferencji dostali link do głosowania jakiś miesiąc przed nią, więc to my wybieraliśmy :) Wręczenie miało trwać pół godziny i być uroczyste, więc spodziewałam się podniosłej chwili. Na moment wyszłam z sali wykładowej po wykładzie Natalii, wracam, a tu już końcówka rozdania nagród? Myślałam, że będą pokazane jakieś statystyki, jak rozkładały się głosy lub coś w tym rodzaju. Trochę się tym punktem zawiodłam, bo idea jak najbardziej świetna, ale jakoś brak mi było w tym uroczystości...


W niedziele, po przejażdżce szalonym autobusem targowym, stawiłam się przed 10 na wykład o SEO. Po tym wykładzie udałam się na targi, miałam kilka upatrzonych rzeczy, które chciałam kupić. Dodatkowo przy stoisku Inglot rozpoczęła się Bitwa na pędzle, którą oceniały Ewa, Red Lipstick Monster i Katosu. 

Jak dotąd byłam na targach kosmetycznych organizowanych w Krakowie i porównując Beauty Days z LNE muszę stwierdzić, że sporo się różnią. Jednak w Nadarzynie mogłam zobaczyć sporo marek, których w Krakowie nie widuję. Stoiska marek na Beauty Days były ogromne, pięknie przystrojone jak na przykład poniższe stoisko Bandi z piękną kwiatową ścianą.


Przed ostatnimi warsztatami na które się zapisałam, czyli warsztaty z klejenia rzęs Eylure London, udało mi się być niestety tylko na 15 minutach wykładu Jasona Hunta. Słyszałam, że wykład był świetny, szkoda, że nie mogłam być do końca. Bardzo zależało mi na nauczeniu się dobrze kleić rzęsy. Na początku prowadząca opowiedziała nam trochę o marce i zaprezentowała modele rzęs. Przed każdą z nas na stanowisku stała torebka, w której znajdowała się para rzęs, plus dodatkowo nożyczki oraz pęsetka. Miałam to szczęście, że siedziałam a przeciwko Agaty, która jest wizażystką i klejenie rzęs to dla niej nic nowego. Prowadząca rozdała nam dodatkowo wybraną przez nas parę rzęs z najnowszej kolekcji. Następnie mieliśmy przykleić sobie rzęsy. Niestety jedna prowadząca nie dała rady pomóc 50 dziewczynom w klejeniu rzęs. Pomagała mi, więc Agata za co jej bardzo dziękuje. Niestety stwierdziłam, że rzęsy na pasku nie są chyba dla mnie, bo cały czas czułam je na oku, a po paru godzinach poodklejały się. Zostaję przy kępkach.


Zdążyłam na ostatnie minuty Panelu dyskusyjnego, który odbywał się w sali wykładowej. Po nim zostało już niestety zakończenie, rozstrzygnięcie konkursów oraz zrobienie wspólnego zdjęcia. Na kończenie każda z nas dostała torby pełne kosmetyków, które pokaże w osobnym poście, bo ten post i tak jest bardzo długi.

Postaram się zatem odpowiedzieć na postawione pytanie w tytule:

Czy każda kolejna edycja Meet Beuaty jest lepsza od poprzedniej? 

Na wstępie chcę podkreślić jak ciężką pracą jest organizacja takiego przedsięwzięcia. Z dużym wyprzedzeniem trzeba myśleć o wielu sprawach, a na końcu wiele czynników jest niezależnych od nas. No i najważniejsze - nigdy nie da się zadowolić wszystkich! Pomagałam w organizowaniu kilku wydarzeń i zdaję sobie sprawę jakie to może być trudne i momentami irytujące. Wśród Was jest na pewno wiele osób, które są już po ślubie. Przypomnijcie sobie ile nerwów i czasu kosztuje parę młodą zorganizowanie wesela a czasem i ślubu ;) 

Nie byłam niestety obecna na pierwszej edycji, ale skrupulatnie przeanalizowałam wpisy z jej relacją. Chciałam wiedzieć czego mogę się spodziewać po takim evencie, kiedy przygotowywałam się do udziału w zeszłorocznym Meet Beauty. 

Relacje możecie przeczytać we wpisie → MEET BEAUTY CONFERENCE 23 KWIETNIA 2016 W WARSZAWIE

Zeszłoroczne Meet Beauty było pierwszą imprezą beauty na którą zostałam zaproszona i zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Uczestniczki poprzedniej edycji podkreślały, że wiele ich uwag wzięto pod uwagę przy organizacji następnej konferencji. Wielki szacun za to! Apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc po ogłoszeniu 3 edycji konferencji, wszyscy spodziewali się wielkiego WOW! Szczególnie, że organizatorzy podkreślali, że będą brać pod uwagę nasze propozycje z ankiet po zakończeniu zeszłorocznej konferencji.  Przyznam, że wzięli sobie do serca nasze pomysły. Na rzucone hasło, że konferencja jest stanowczo zbyt krótka, dostaliśmy odpowiedź, że będzie 2 dniowe spotkanie i to połączone z targami kosmetycznymi. Na propozycje warsztatów z fotografii, blogowania, w harmonogramie pojawiają się ciekawe wykłady o tej tematyce, itp.

Mając na uwadze trudności jakie mogą wiązać się z organizacją tak dużego wydarzenia jakim jest Meet Beauty, mam jednak kilka zastrzeżeń, a może łagodniej - uwag. To oczywiście na przyszłość, bo jak widać organizatorzy starają się każda kolejna edycja była inna, ciekawa, przez to lepsza. Głównym problemem był wspomniany na początku dojazd do Nadarzyna. Brakowało mi w tym roku większej integracji z uczestnikami. Bardzo dużo osób widziałam gdzieś w przelocie, a bardzo trudno było z nimi porozmawiać. Jedynie w kolejce po jedzenie czy na przystanku autobusowym udało się zamienić na dłużej kilka słów. Połączenie konferencji z targami spowodowało, że wszyscy uczestnicy rozproszyli się po dużej hali. Mimo tego udało mi się poznać kilka osób, które znam tylko z sieci w tzw. realu, z czego bardzo się cieszę. A także porozmawiać z dziewczynami, które poznałam już na wcześniejszej edycji Meet Beauty czy innych blogerskich spotkaniach.

Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger
Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY