Pokazywanie postów oznaczonych etykietą L'oreal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą L'oreal. Pokaż wszystkie posty
Denko czyli ostatnio zużyte produkty w minirecenzjach! M.in. Lush, Only BIO, Nabla, Blend it!, Serum ze złotem i szampon ze ślimakiem.

Denko czyli ostatnio zużyte produkty w minirecenzjach! M.in. Lush, Only BIO, Nabla, Blend it!, Serum ze złotem i szampon ze ślimakiem.

Wiem, wiem, pokazuję śmieci. Jednak jak dla mnie to najlepszy sposób na zebranie zużytych produktów i napisanie o nich kilku słów. Bezsensu byłoby rozpisywanie się o każdym produkcie z osobna, chociaż bywa i tak, że od czasu do czasu pełna recenzja się ukazuje. Szczególnie jeśli produkt na to zasługuje :) Przejdźmy w takim razie do przeglądu poniższych kosmetyków. Może Was coś zainteresuje lub poznacie jakieś nowe produkty. Dajcie znać w komentarzu! 


Z kąpielowych produktów jestem w całości zadowolona. Wersji zapachowej Dziurawiec jest moim faworytem spośród żeli pod prysznic Yope. Tu nie mam do czego się przyczepić konsystencja, wydajność, wygląd opakowania - wszystko jest na tak! Tym bardziej, że można go dostać już w cenie około 14 zł za 400 ml. Peelingi do ciała Body Boom miała w wersji mini i oba zapachy mi się podobały. Banan jaki i mango pachniało bardzo przyjemnie. Po kąpieli zapach roznosił się po całym mieszkaniu. Kawowy peeling z drobinkami soli to mocne zdzieraki, a zawarte w składzie olejki zostawiają skórę nawilżoną. Z LUSH zużyłam dwie kule do kąpieli - The Comforter i Intergalactic. Pierwsza różowa, pięknie pachnąca i dająca dużo piany. Druga z brokatem, która rozpuszczając się robi tęcze i równie pięknie pachnie. Z kulami z LUSH jest tak, że pachną mega intensywnie. Swoje zakupiłam w maju, a zużyłam dopiero we wrześniu. Przez ten czas zapach stracił dużo na intensywności, dlatego nie warto ich odkładać na długo, ani według mnie robić sporych zapasów.


Mydła w płynie Yope są już stałym bywalcem czy to u mnie czy to u mojej mamy. Zawsze muszę mieć jakiś zapas i przeważnie robię je przy jakieś większej promocji. Podobnie jak żel opisany powyżej, tutaj też nie mam się do czego przyczepić. Jeżeli czytacie mojego bloga, to na pewno zauważyliście, że praktycznie w każdym tego typu pości znajduje się przynajmniej jedno opakowanie mydła Yope :)


Smarowidła do ciała u mnie są traktowane trochę po macoszemu. Niby lubię, ale często zapominam. Na pewno bardzo dobrze używało mi się masła do ciała kwiat wiśni i róży od Wellness & Beauty. Dostaniecie go w Rossmannie za ok 15zł. Ma na prawdę przyjemną konsytencję i piękny zapach. Przyznam, że odkręcane opakowania zdają u mnie egzamin, jeżeli chodzi o balsamy czy masła do ciała. Próbka brązującego balsamu z Palmer's jest tak na prawdę sporych rozmiarów i starczyła na kilka użyć. Produkt ma bardzo mocny zapach, który kojarzy mi się z super słodkimi perfumami. Unosi się on cały dzień po aplikacji na skórę, co jednym może się nie podobać. Mi zapach odpowiadał mimo jego mocy. Zaznaczam, że nie jest to typowy samoopalacz, który od razu pozostawia pomarańczowy kolor na skórze. Daje raczej lekki efekt, ale nie trzeba się bać o plamy. Próbka balsamu do ciała marki D'Alchemy dołączona była bodajże do gazety ELLE. Kupiłam, bo byłam szalenie ciekawa czym mnie może zaskoczyć balsam za ponad dwie stówy. Co mogę powiedzieć, po zużyciu 15 ml? Kosmetyk ma bardzo lekko formułę, pachnie cytrusami i szybko się wchłania. Zaglądając na stronę producenta, dowiedziałam się, że tą próbkę można zakupić u nich na e-sklepie - uwaga! W cenie 59zł. Cieszę się, że mogłam przetestować produkt, ale jednak cena mnie nie zachęca do zakupu.


W pielęgnacji twarzy dna dobił peeling enzymatyczny Norel. Zakupiony był w pojemności gabinetowej i nie chciał się skończyć :) Bardzo lubię produkty marki Norel i ten kosmetyk zapewne powróci na łazienkową półkę. Płyn micelarny Only Bio zamknięty jest w masywną, szklaną butelkę z dozownikiem zakończonym pompką. Jest to wygodne rozwiązanie jeżeli chodzi o domową łazienkę, ale absolutnie nie praktycznie przy podróżach, ponieważ opakowanie jest bardzo ciężki i do tego istnieje ryzyko rozbicia. Kosmetyk był wydajny, zmywał przyzwoicie, ale z tuszem miałam wrażenie nie szło mu tak dobrze. Skusiłam się też wypróbować dwuetapową pielęgnację oczyszczanie i serum do cery tłustej Le Cafe mimi. Osobno mamy maskę, która ma usuwać nadmiar sebum, oczyszczać pory i dodatkowo uspokajać podrażnienia. W osobnym pojemniczku mamy nawilżające serum do twarzy. Mimo małej pojemności spokojnie można  wykonać zabieg około trzy razy. Po użyciu skóra faktycznie jest oczyszczona i nawilżona, a na drugi dzień make up trzyma się lepiej. Krem na noc z O2Skin to moje drugie zużyte opakowanie. Podobnie jak poprzednio jestem zadowolona. Krem dobrze nawilżał skórę. Kolejny zużyty produkt to GlySkinCare - Serum kolagenowe ze złotem. Dostałam go do testów podczas spotkania blogerskiego i chwilę leżał w zapasach. Jakoś nie wierzyłam w obietnice producenta jakoby miał cudownie nawilżać skórę itd. Wzięłam go jednak do pielęgnacji skóry i stosowałam pod krem rano i czasem wieczorem. Tu musze przyznać, że ma super lekką, wodnistą konsystencję, która faktycznie dobrze współgrała z kremami, które później nakładałam. Skóra faktycznie polubiła się z tym produktem. Krem marki Bartos Ruby Vine znalazł się tutaj, ponieważ się rozwarstwił. Czekał sobie grzecznie na swoją kolej w zapasach i przy próbie zadozowania kremu, produkt tryskał na wszystkie strony. Po otworzeniu okazało się, że krem się rozwarstwił. Napisałam do producenta, przedstawiając mu całą sytuację. Dostałam informację, że sprawdzili partię i nic nie wskazuje by coś się działo na producji i prawdopodobnie zawiódł węzeł dostawczy. W każdym razie dostałam nowy krem, co jest bardzo miłym gestem. Z tym na szczęście jest wszystko w porządku, zaczęłam go już nawet używać.


Włosowa pielęgnacja to zestaw marki Halier. Pełną recenzję znajdziecie w tym wpisie → DUET DO PIELĘGNACJI WŁOSÓW Z KOLEKCJI FORTESSE MARKI HALIER.   Świetnym produktem okazała się również odżywka do włosów delikatnych DUCRAY EXTRA-DOUX. Faktycznie po jej użyciu włosy miękkie i nawilżone. Nie puszyły się i nie elektryzowały, a do tego łatwo się rozczesywały. Niestety kolejna odżywka Tsubaki przywieziona z Japonii, sięgnęła dna. Ta odżywka ma w sobie silikony, ale używa na końce włosów, bardzo fajnie je dociąża i do tego ma piękny, intensywny zapach, który długo utrzymuje się na włosach. Dna sięgnął również szampon marki _Element z filtratem śluzu ślimaka. Nie zawiera on SLS, a sam filtrat jest wysoko w składzie. Faktycznie nie przesusza skóry głowy, a dobrze ją oczyszcza. 


O dziwo, tym razem z kolorówki też mam kilka produktów. Dna sięgnęła niestety kredka do brwi Nabla w odcieniu Jupiter. Więcej o niej przeczytacie → PORÓWNANIE KREDEK DO BRWI - NABLA KONTRA GOLDEN ROSE. Dna sięgnęła również matowa pomadka w płynie Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick w odcieniu 03. Muszę podkreślić, że zdenkowanie pomadki to na prawdę coś. Prócz ochronnych rzadko zdarza mi się to zrobić. Do kosza idzie tusz do rzęs L'Oreal Paradise Extatic. Ma piękne opakowanie, bardzo dużą szczoteczkę i daje piękny efekt pogrubionych rzęs. Wszystko pięknie, tylko ma jedną zasadniczą wadę - niemiłosiernie się osypuje! A przy pomalowaniu dolnych rzęs, robi pandę. Mini gąbeczka Blend it! też idzie już do kosza. W sumie od czerwca przestałam używać gąbeczek i przerzuciłam się na wklepywanie korektora palcami. Zostawiam Wam jeszcze wpis → PORÓWNANIE GĄBECZEK DO NAKŁADANIA MAKIJAŻU - BEAUTY BLENDER VS BLEND IT! KTÓRA JEST LEPSZA?. A na koniec do kosza lądują dwa lakiery hybrydowe Claresa, które się rozwarstwiły.

Ulubione produkty do makijażu i pielęgnacji lato 2017

Ulubione produkty do makijażu i pielęgnacji lato 2017

Bardzo długo nie opisywałam swoich ulubieńców, ostatni taki wpis pojawił się w maju → ODŻYWKA JANTAR, SZAMPON OLIVALOE CZY BEAUTYBLENDER CZYLI KWIETNIOWI ULUBIEŃCY KOSMETYCZNI! Postanowiłam to nadrobić i opisać produkty, które lubiłam używać i dobrze się u mnie sprawdzały w trakcie ciepłych dni (które niestety są już za nami).


Na początek produkt, który pojawił w minionym poście dotyczącym ulubieńców - odżywka Jantar. Aktualnie używam jej miej więcej raz w tygodniu. Mam wrażenie, że po kuracji Jantarem stale pojawiają się na głowie nowe włosy, co mnie bardzo cieszy. W letnie dni idealnie mieć pod ręką suchy szampon - u mnie  Batiste. Tym razem postawiłam na wersję dla brunetek, która okazała się strzałem w dziesiątkę. Początkowo bałam się, że szampon będzie brudził wszystko dookoła przy aplikacji. Podczas ćwiczeń czy upału brązowe strużki potu na skroniach, to ostatnia rzecz o której bym marzyła. 

Produkty do pielęgnacji twarzy to przede wszystkim produkty marki Ministerstwo Dobrego Mydła. Ha! I to wcale nie mydła, tyko hydrolat różany i olej z pestek malin. Hydrolat to pierwszy tonik do twarzy w spreyu, który miałam (oprócz wody odświeżającej). Bałam się, że produkt będzie rozpylany wszędzie, tylko nie na twarzy. Obawy były niepotrzebne, aplikacja była sprawna i przyjemna. Jeżeli chodzi o olej, to nakładam go na twarz wieczorem, w zależności od potrzeb - czasem solo, a bywało również tak, że na olej nakładałam jeszcze krem. Dział on jak opatrunek - po obudzeniu skóra była promienna i gładka w dotyku. 

Na zdjęciu nie ma jeszcze esencji do twarzy Multi Essence z Bielendy, maski do włosów OlivePlus oraz brzoskwiniowego żelu pod prysznic FitoKosmetik które zużyłam i pokazałam w ostatnim denku→ DENKO CZYLI ZUŻYTE KOSMETYKI W MINIRECENZJACH - SIERPIEŃ 2017 M.IN. RESIBO, BIELENDA, BANDI, OLIVEPLUS, a warto o nich wspomnieć. Tak jak wspominałam, były to odkrycia tamtego denka. 

Pomadki ochronne w każdym możliwym miejscu to moja specjalność. Ostatnio moją ulubioną pomadką w kieszeni to Burt's Bees w wersji kokosowej. Mini krem w torebce musi być zawsze. Ostatnio polubiłam się z tym maluchem - Alma K. Nie jest to może tłusty krem na bazie masła shea, bardziej mleczko, które szybko się wchłania i daje ukojenie suchym dłoniom.

Dzięki hybrydom udaje mi się mieć zadbane paznokcie. Latem najdłużej na moich paznokciach gościły lakiery Indigo - m.in. Lady Lion, mocny róż i piękny odcień brązu z fioletem Peggy Brown. 

Mimo, że latem staram się przeważnie wybierać lekkie cytrusowe nuty, to całe lato pachniałam Si.


Kolorówka latem jest okrojona, przynajmniej dla mnie. Na twarz często wędrował tylko podkład mineralny i nic więcej. Przy muśniętej słońcem skórze dobrze wyglądał odcień Golden Fair Annabelle Minerals, który bardzo dobrze nakłada mi się pędzlem Kabuki od Vita Liberata. Parę razy przejadę tym puchaczem twarz i gotowe. Nie drapie, łatwo się go czyści. Co prawda wypadło kilka włosków, ale nie straciła na tym swojej objętości. Pod oczy lądował korektor z Maybelline, o którym pisałam tu → Korektor pod oczy Maybelline Instant Anti-Age. 

Bywały dni kiedy podkreślałam brwi i wtedy niezastąpiona była kredka do brwi z Golden Rose. Przeczesywałam je również miniaturką Gimmy Brow od Benefitu. Z pomadek katowałam płynną matową pomadkę do ust Golden Rose w numerze 03. Rzęsy to od dłuższego czasu So Couture z L'oreal, która idealnie daje efekt jak po luksusowym produkcie. Przy większej okazji wykonywałam pełen makijaż oka - matowe cienie TheBalm pięknie wyglądały na powiece. Kreska eyelinerem z Pierre Rene dopełniała całość. Musze przyznać, że zaskoczyła mnie trwałość tego eyelinera. Przy zmywaniu trzeba się na prawdę przyłożyć, żeby ją usunąć. Do konturowania używałam bronzer Bahama Mama oraz rozświetlacz Mary Lou.

Znacie te produkty? Chętnie poznam Wasze typy :)
THE BLOGGER MADE ME BUY IT, CZYLI CO KUPIŁAM Z POLECENIA  BLOGEREK część I

THE BLOGGER MADE ME BUY IT, CZYLI CO KUPIŁAM Z POLECENIA BLOGEREK część I


Można by powiedzieć, że większość jak nie wszystkie kosmetyki posiadam dzięki przeczytaniu o nich pozytywnej recenzji. Tak na prawdę nie była to jakaś tam przypadkowa opinia, lecz przewijające się co chwila zdjęcia na Instagramie, makijaże wykonywane konkretnymi produktami czy recenzje na blogach. Kiedy zewsząd słyszysz jaki to cudowny produkt i musisz go mieć to w końcu łamiesz się i idziesz go kupić. W większości z produktów muszę to przyznać, byłam i jestem zadowolona. Zdarzało się oczywiście i tak, że dany produkt mi nie podpasował. Tu trzeba podkreślić, że każdy z nas jest inny, ma inne potrzeby, preferencje itp. Mimo to warto jednak moim zdaniem sięgać po informację, jak dany produkt sprawdzał się u innych, poczytać o składzie, funkcji, a nawet opakowaniu.

Tak było i w moim przypadku. Zaprezentowane poniżej produkty posiadam dzięki napatrzeniu się na nie u innych :) Post podzieliłam na dwie części, żeby nie wyszedł z tego tasiemiec. 


Palety cieni do oczu

Nie zawiodłam się na poleceniu mi tych palet. Oczywiście nie wszystkie kolory cieni używam jednakowo, jednak ich jakość jest bardzo wysoka. Matowe cienie z THEBALM są niesamowicie napigmentowane. Cienie Zoevy również są niczego sobie jednak dla mnie są w nich cienie bardziej i mniej napigmentowane. W zestawieniu Naturally Yours i En Taupe, to ta pierwsza jest bardziej używana. W En Taupe jak na pierwszy rzut oka byłam oczarowana kolorami, to makijaży wykonany tylko tą paletką jest mało wyraźny. Kolory zlewają się ze sobą, a maty są słabo napigemntowane.

Pędzle do makijażu

Jeżeli były już cienie to teraz czas na pędzle. Przed założeniem bloga, cienie nakładałam palcami, bo pacynek, które czasem dołączane są do palet nie znosiłam. Blendowanie było dla mnie słowem, które kojarzyłam tylko z robotem kuchennym i nic mi więcej nie mówiło. Od momentu zagłębienia się w tajniki makijażu wiem, że dobry pędzel może zdziałać cuda na powiece. Pierwszymi pędzlami były Hakuro, potem droższe Zoevy, a teraz wiem, że mistrzowskie są te z MBrush.


Szczotka do włosów

Byłam bardzo sceptycznie nastawiona do szczotki Tanglee Teezer. Nie rozumiałam jak kawałek plastiku może kosztować (wtedy) ponad pięćdziesiąt złotych. Co chwilę jednak słyszałam ochy i achy na jej temat i jak ona to cudownie rozczesuje mokre włosy. Rozczesywanie moich mokrych, wtedy jeszcze długich włosów to była istna katorga.  Plątały się nie miłosiernie, każde pociągnięcie grzebieniem czy szczotką wiązało się z wyrwaniem garści włosów. Skusiłam się i na promocji kupiłam podstawową wersją Tanglee Teezer i to był przełom. Niczym innym nie rozczesuje swoich włosów, nic mnie nie kudli, nie wyrywa włosów, nie rani skóry głowy. Nabyłam również kompaktową wersję szczotki i porównując ją z klasyczną, to ta druga dla mnie wygrywa. Mimo, że kompaktowa wersja prezentuje się bardziej elegancko, ma zamknięcie na ząbki i jest mniejsza, to wersja klasyczna jest dużo lżejsza oraz dla mnie przynajmniej bardziej poręczna. 

Zagraniczne kosmetyki niedostępne w Polsce

Do tej grupy szczególnie przyczyniły się polecenia innych blogerek. Bo jak kosmetyki dostępne w Polsce są reklamowane w prasie czy innych mediach i łatwo się na nie natknąć, tak o kosmetykach zagranicznych dowiaduje się jedynie z recenzji innych blogerek. Takim przykładem jest marka LUSH, w której asortymencie znajdziemy m.in. pięknie pachnące kule do kąpieli, mydła, świeże maseczki do twarzy, szampony w kostce i wiele innych ciekawych produktów. Jeżeli jesteście ciekawi jak wygląda salon LUSH to opisałam swój pobyt w salonie w Londynie w tym poście → LUSH! ZABIERAM WAS DO SALONU W LONDYNIE


Najlepszy tusz do rzęs i najlepsza marka kosmetyczna.

Tusz do rzęs L'oreal So Couture to dla mnie odkrycie kosmetyczne. Najlepsza maskara z którą moje rzęsy bardzo się polubiły. Próbowałam wielu tuszów i tych drogeryjnych i wysoko-półkowych i póki co nie znalazłam lepszego. Cieszę się, że wypróbowałam go, właśnie z polecenia innych blogerek. Jeżeli miałabym wykonać cały makijaż jedną marką, to bez wachania wybrałabym Golden Rose. Nie zaliczyłabym jej do typowo drogeryjnej szufladki, bo jednak mają swoje stoiska - podobnie jak Inglot, KIKO czy Paese. Stosunek jakości produktów do ich ceny jest bardzo zadawalający. Uwielbiam ich matowe pomadki czy to klasyczne, w kredce, w płynie.

Ładnie wyglądające kosmetyki


Takich kosmetyków jest całe mnóstwo. Taka prawda, że ładne opakowanie "robi robotę" i przyciąga wzrok i woła do nas "musisz mnie mieć". Jestem wzrokowcem i ładnym opakowanie można mnie łatwo kupić. Oczywiście przede wszystkim musi to być dobry produkt, który jest dopasowany do moich potrzeb, jednak bywa z tym różnie. Często chęć poznawania czegoś nowego zwycięża. W tej kategorii swoje miejsce może znaleźć sztyft ochronny do ust EOS. Słodkie jajeczko, które opanowało internet swoim jajeczkowatym kształtem i pastelowymi kolorami. Poległam i musiałam wypróbować - osobiście jestem z nich bardzo zadowolona. Zarzucić im można wysoką cenę, bo spotkałam się z cenami ponad 25zł, osobiście zrobiłam zapas podczas Rossmannowych wyprzedaży i kupiłam je za około 12zł.


Nie da się ukryć, że blogerki kuszą pokazując coraz to nowsze produkty na swoich blogach, social mediach. Napatrzy się człowiek i potem odruchowo wrzuca do koszyka, bo przecież trzeba to mieć, skoro tyle dobrego się o tym naczytał. Ze swojego doświadczenia wiem, że o wielu produktach nie dowiedziałabym się w ogóle, gdyby właśnie nie blogi. Sporo fajnych kosmetyków jest dostępnych w dużej mierze on-line i nie tak łatwo zdobyć je stacjonarnie. Po przeczytaniu opinii o nowym produkcie, przeanalizowaniu składu, stwierdzam, że chciałabym go wypróbować. Wiadomo, niezawsze jest tak, że skoro u kogoś produkt się sprawdził to i u mnie musi być hitem, ale o tym już w następnej części :)
Mokosh, Norel, HolikaHolika i sporo innych - minirecenzje zużytych produktów czyli kwietniowe denko

Mokosh, Norel, HolikaHolika i sporo innych - minirecenzje zużytych produktów czyli kwietniowe denko

Kwietniowe denko w połowie maja i to pod koniec miesiąca- czemu nie? :) Tak się ostatnio złożyło, że na pisanie bloga miałam mało czasu. Ostatnio częściej jestem w podróży niż w domu i konsekwencją tego jest brak wpisów. Nie chcę robić niczego po łebkach, dlatego tak rzadko publikuję wpisy. Mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni, bo pomysłów na wpisy mam całą masę. Nie przedłużając już, przedstawiam zużyte produkty i ich mini recenzje.


1. Bania Agafii, oczyszczająca maska dziegciowa do twarzy
Moja pierwsza maseczka z tej serii. Przed jej kupnem przejrzałam recenzję i zapowiadało się, że będzie dobrze. Po jej zużyciu potwierdzam, było dobrze! Wygodne opakowanie, korzystna cena do jakości. A jeżeli chodzi o działanie to musiałam pilnować jednie by maseczka nie wyschła zbyt w okolicy policzków, bo wtedy mogło wystąpić zaczerwienienie. Przy kontrolowaniu tego, efekt po użyciu był bardzo dobry. Chętnie nabędę kolejne opakowanie.
 

2. MakeMeBio, lekki krem nawilżający SPF25
Krem ten jest zupełnie inny w konsystencji niż w wersji różanej. Nazwa "lekki" nie nawiązuje do konsystencji, która jest jakby tempa a krem długo się wchłania. Zużyłam ze względu na dość wysoki filtr, ale nie zrodziła się z tego chęć kupienia kolejnego opakowania. 

3. Norel, witaminowy krem energetyzująco-odżywczy 
Kolejne zużyte opakowanie tego kremu. Marka Norel przejawia się co chwila na tym blogu, a szczególnie ten krem. Sprawuje się u mnie bardzo dobrze zarówno rano jaki wieczorem. Czasem używałam go tylko wieczorem, a rano nakładałam właśnie krem MakeMeBio. Chętnie zakupię ponownie, poczekam jednak na targi kosmetyczne, żeby nabyć go bezpośrednio na stoisku Norel w większym opakowaniu.

4. Gąbka Konjac różowa, cera wrażliwa
Stosunkowo niedawno zauważyłam ten produkt w sieci. Przeczytałam kilka pozytywnych recenzji i zaciekawił mnie ten wynalazek. Konjac to roślina, która rośnie w Azji. Nie jest to więc syntetyczny produkt, ale w pełni naturalny. Według producentów Gąbki Konjac są najbardziej delikatnym i skutecznym produktem do oczyszczania skóry, które zawierają wiele naturalnych składników. Używałam ją ponad miesiąc, myślę, że bliżej dwóch. Ciekawa forma mycia skóry twarzy. Nie wykluczam, że jeszcze jakąś wypróbuję.


5. Apis, aksamitny balsam odżywczy do rąk
Spodziewałam się, że krem będzie miał piękny migdałowy zapach, niestety się rozczarowałam. Konsystencja była dość rzadka i krem stał chwilę na półce. W końcu go wymęczyłam, ale powrotu nie planuję.

6. Mokosh, odżywczy eliksir do paznokci, żurawina
Produkt zamknięty w małej buteleczce z pędzelkiem, który ułatwia aplikację na skórki wokół paznokcia. Tak go właśnie stosowałam i dawał radę nawilżyć je w takim stopniu, że dłonie wyglądały całkiem nieźle. Jedyny minus to taki, że eliksir nazywa się żurawinowy, a w składzie żurawina nie widnieje.

7. Salco au Naturel mleko do kąpieli
Cudo! Dorwałam je w Grocie solnej i na pewno kupię ponownie. Jest jeszcze kilka innych wersji zapachowych i chętnie je wypróbuje.

8. L'occitane, krem do rąk wanilia
Miniaturka, którą kiedyś dostałam. Uroczy gadżet, który wygląda jak farbka, pięknie pachnie i dużo kosztuje. Odkąd poznałam polską firmę Scandnia Coasmetics, szkoda mi kasy na L'occitane.

9. Etja, olej ze słodkich migdałów
Niestety jest to olejek rafinowany. Zużyłam go do ciała. 

10. Ministerstwo Dobrego Mydła, półkula do kąpieli nagietek
Bardzo lubię kule do kąpieli. Te z MDM mają bardzo dużo olejków w sobie, wiec po kąpieli skóra jest już nawilżona. 

11. Radełko do usuwania skórek
Kupiłam cążki do skórek, radełko już się stępiło.


12. Lavera, pasta do zębów
Pasta o naturalnym składzie. Dla mnie jej smak nie był jednak do przejścia - zużył ją mąż.

13. Pilomax, maska do włosów ciemnych
W większości zużyłam ją kiedy miałam jeszcze długie włosy. Aktualnie przy krótkich nie chciałam ją nakładać przy skórze głowy, by nie obciążać zbytnio włosów. Efekt przy długich włosach był bardzo widoczny - włosy nie elektryzowały się, były dociążone.

14. L'oreal tusz do rzęs So Couture So Black
Moim faworytem dotychczas była klasyczna wersja - So Couture. So Black też jest bardzo fajna i podobnie jak podstawowa wersja, im starszy tym lepiej mi się nim malowało. 

15. Holika Holika, żel aloesowy 99%
Moim pierwszym żelem aloesowym był ten ze Skin79 - jego recenzję możecie znaleźć klikając → Żel Aloesowy od Skin79 - Aloe Aqua Smoothing Gel 99%. Prócz opakowaniem te dwa produkty nie różniły się dla mnie. Opakowanie w formie liścia jest mniej praktyczne jeżeli chodzi o wydobywanie produktu, ale jest za to bardziej higieniczne niż odkręcane opakowanie do którego za każdym razem wkładamy paluchy.  

16. Estee Lauder, woda perfumowana Pure White Linen Light Breeze
Baardzo oszczędzam ten zapach, to moja druga butelka. Kojarzy mi się z wiosną i w tym okresie używałam go najintensywniej. Jeżeli tylko go znajdę to kupię ponownie, bo dobrze mi się kojarzy. 

17. Nivea,  pomadka ochronna Fruity Shine
Już wiele razy podkreślałam, że pomadek ochronnych u mnie nigdy na wiele. Wiem, że składy pomadek Nivea nie powalają, ale mam do nich sentyment. Ta wpadła do koszyka przy jakieś Rossmannowej promocji.


Jeżeli macie pytania odnośnie jakiegoś produktu, śmiało zostawicie je w komentarzu! Postaram się na nie odpowiedzieć :)
Rossmannowy czas wyprzedaży 20-28 kwietnia 2017r. Miałam nic nie kupować, ale ostatecznie zakupy zrobione.

Rossmannowy czas wyprzedaży 20-28 kwietnia 2017r. Miałam nic nie kupować, ale ostatecznie zakupy zrobione.

Jak co roku Rossmann wystartował z wyprzedażą kosmetyków do makijażu -49%. Tak na prawdę to nie tylko kosmetyki kolorowe są na promocji, łapią się na nią również pomadki ochronne, odżywki do paznokci i rzęs. Do tego wszystkiego można załapać się na rabat -55% rejestrując się w Klubie Rossmann i kupując 3 różne produkty jednocześnie. To jednak pewnie Wszyscy już wiecie. W końcu promocja dobiega już końca i zakupy dawno zrobione. 

Miałam postanowienie, że nie będę szła do Rossmanna. Dlaczego? Teoretycznie mam zapas kosmetyków na długi czas ;) Pisząc bloga, mam jednak ochotę na wypróbowanie wielu kosmetyków, również właśnie tych drogeryjnych. Ogromnym minusem wyprzedaży i to tak na prawdę nie tylko Rossmannowych, chociaż mam wrażenie, że te są najbardziej popularne (wydaję mi się, że przez szeroki zasięg Rossmanna, który jest już praktycznie w każdym mieście i miasteczku) jest dostęp do pełnowymiarowych produktów. Chodzi mi dokładnie o to, że klient traktuje kosmetyk pełnowymiarowe, tak tu go nazwę, jak tester, mimo, że tester jest dostępny. Odkręca, smaruje się nim, a następnie odkłada na półkę (często w losowe miejsce) i zabiera produkt za nim, porzucając wymacany produkt. O tych i innych Rossmannowych wadach możecie przeczytać u MAZGOO - polecam przeczytać, kliknijcie TU.

Nadmienię tak jeszcze od siebie, że nie rozumiem dlaczego produkty pełnowymiarowe nie są zabezpieczone plombami lub nie są zapakowane tak jak choćby pomadki ochronne. Bodajże w USA tak właśnie są zabezpieczane kosmetyki i jest to moim zdaniem bardzo trafione.


Przechodząc do moich zakupów - miałam nie kupować a kupiłam. Porównując Rossmannowe promocyjne ceny kosmetyków a ceny tych samych produktów w drogeriach internetowych (Polecam zajrzeć na mój wpis Gdzie zrobić zakupy kosmetyczne on-line?) są praktycznie takie same. Wniosek z tego, że nie trzeba się denerwować i stresować, tylko na spokojnie, kiedy chcemy zrobić zakupy w internecie. To czemu weszłam do Rossmanna? Od niedawna są tam dostępne EOSy, które okazały się być również na promocji. No więc jak nie skorzystać? :D W standardowej cenie kosztują tam 24,99zł, korzystając z promocji -55% cena robi się już atrakcyjna i bardzo konkurencyjna. No właśnie, ale żeby była konkurencyjna to trzeba włożyć jeszcze 2 inne produkty do koszyka. Tak też się stało i wybrałam jeszcze pomadkę dla mamy i tusz L'oreal So Couture, który jest moim HITEM jeżeli chodzi o tusze do rzęs. 

Byłam w Rossmannie w Krakowie przy ulicy Kalwaryjskiej - polecam, bo bardzo miła obsługa. Na półce gdzie miały być EOSy - pustka. Nie dając za wygraną, podeszłam do Pani ekspedientki i zapytałam z nikłą nadzieją, czy może jednak nie ostał się gdzieś jakiś ostatni EOS. Panie z Panem ochroniarzem poszły na zaplecze i po dobrych kilku minutach przytaszczyły pudło z zapasami pomadkowymi. Przeglądnęły go przy mnie, ale niestety nie było. Nagle jedna z Pań powiedziała mi, że jeżeli bardzo mi na tym balsami zależy, to mają jedną sztukę w koszu z przecenami, bo ktoś uszkodził papierowe opakowanie. Oczywiście, że chciałam! I to jeszcze za 16,49zł z czego Pani powiedziała, że od tego też odliczy mi się -55%. A tu nagle Pan ochroniarz, że też znalazł EOSa :D I tak wyszłam z dwoma ;)


Miałam nic nie kupować, a w końcu widzicie, wyszłam z czterema rzeczami. Miałam zaoszczędzić, bo w końcu promocja, a z portfela znikło prawie 60zł. No cóż cieszę się oczywiście z zakupów, ale są to zapasy - zamrożone pieniądze jak to mówią. Jaki morał z tego? Odpowiedzcie sami! :)


Ulubieńcy grudnia 2016 - kolorówka

Ulubieńcy grudnia 2016 - kolorówka

Byli już ulubieńcy pielęgnacyjni, teraz czas na kolorówkę. W grudniu miałam standardowy zestaw podstawowych kosmetyków. Prócz Świąt i Sylwestra nie używałam w ogóle cieni do powiek i eyelinera, podobnie jak kolorowych pomadek do ust. To może tłumaczyć dlaczego nie ma w tym zestawieniu tych produktów. 




Odkąd kupiłam podkład Clarins, nie używam innego. Posiadam odcień 108 Sand w wersji Everlasting Foundation +. Kolor ten posiada żółte tony, szybko zastyga na skórze i ma dość dobre krycie. Będę go musiała chyba szerzej opisać w odrębnym poście. W każdym razie nie żałuję wydanych na niego pieniędzy. 

Korektor to Make Up For Ever w odcieniu Y31. Zawsze używałam najjaśniejszych odcieni korektora, żeby rozjaśnić cienie pod oczami. Sprawdzając w Sephorze kolory i opinie w internecie, wybrałam w końcu mocno żółty odcień korektora i ku mojemu zaskoczeniu - ładnie kryje i stapia się z resztą makijażu.

Brwi w grudniu najchętniej przyciemniałam maskarą do brwi Brow Color Tinted Eyebrow z Golden Rose. 

Do konturowania nadal idealnie sprawdza się nie zastąpiony bronzer z Kobo w odcieniu Nubian Desert. Ma on idealny kolor do tego by imitować cień na twarzy - bo przecież o to w konturowaniu chodzi :) 

Rozświetlacz Lavera był nieodzowny w grudniu, najbardziej podobał mi się na skórze i polubiłam się z kremową formułą. Rozświetlałam nim także zewnętrzne kąciki oka.  

Makijaż oka był banalny - tuszowałam rzęsy mascarą So Couture So Black z L'oreal i przyciemniałam lekko linie dolnych rzęs kredką KIKO Smart Eye Pencil w kolorze 802 Dark Amethyst.


Wishlista 2016 - rozliczenie. Co kupiłam, jak się sprawdziło i co nadal chce wypróbować.

Wishlista 2016 - rozliczenie. Co kupiłam, jak się sprawdziło i co nadal chce wypróbować.

Tworzenie wish list to jedno, a rozliczanie się z nich? :) Patrząc wstecz na to co chcieliśmy możemy sobie uświadomić czy dana rzecz to tylko zachcianka czy faktycznie bardzo chcemy ją mieć. Powoli tworzę już listę na 2017 rok, a tym czas poniżej znaleźć możecie zobaczyć listę utworzoną w zeszłym roku. Powiem szczerze, że na prawdę sporo z niej znalazło się u mnie. Czasem nie był to dokładnie konkretny produkt, ale marka się zgadza :) Na zielono zaznaczyłam produkty, których nie udało mi się wypróbować.

Pierwsza kategoria - PIELĘGNACJI CIAŁA
1 2 3 4 5 6 7 8
 
1 Nie poznałam się z marką Zielone Laboratorium, nadal mnie jednak ciekawi.
 
2 Załapałam się już na nową wersję żelu aloesowego 99% ze Skin79. Żel aloesowy jest na prawdę uniwersalnym kosmetykiem.
 
3 Z Vianka nie poznałam olejku do ciała, który zamieściłam w wish liście, za to wypróbowałam odżywczy balsam do ciała i peeling do ciała. Aktualnie używam jeszcze płynu do higieny intymnej z Vianka.
 
4 Z Nacomi skusiłam się na krem pod oczy. Już niedługo pojawi się jego recenzja. Chętnie sięgnę po inne produkty tej marki.

5 Mydła Yope kupowałam w tym roku na namiętnie. Bywały promocje, gdzie kosztowały ok 10zł, więc wtedy robiłam zapas.

6 Orientany nie udało mi się wypróbować, ale nadal chętnie poznam.
 
7 Z Organique skusiłam się na ałun, ale nie był to strzał w dziesiątkę.
 
8 W tym roku zamiast The Secret Soap Store polubiłam ich firmę matkę - Scandia Cosmetics.



Druga kategoria - PIELĘGNACJA TWARZY
1 2 3 4 5 6 7 



1 i 2 Norel w tym roku pojawiał się u mnie często. Z żurawinowej serii skusiłam się na krem pod oczy. Stosuję też kwasowy tonik, kolejne opakowanie kremu multiwitaminowego oraz serum z witaminą C. Jestem z nich bardzo zadowolona i chętnie poznam kolejne produkty. 
 
3 Holika Holika i ich kultowy żel aloesowy znalazł się u mnie.
 
4 Miałam próbkę kremu w wersji Orange z Make Me Bio i zapach mi nie podszedł. Kupiłam w końcu Lekki krem nawiżający SPF25. 
 
5 Pierwszy kosmetyk, który testuję z Resibo to olejek do demakijażu. Szykuje się recenzja, ale już mogę powiedzieć, że chętnie wypróbuję ich krem pod oczy.

6 Produkt It's Skin dostałam w paczce od Inteterendo. Póki co Pianka MangoWhite to jedyny produkt, który przetestowałam z tej marki.
    
7 Marki Purite nadal nie testowałam. 


Trzecia kategoria - MAKIJAŻ

1 2 3 4 5 6 7 8 9
1 Podkłady mineralne miałam w tym roku możliwość przetestować, z czego bardzo się cieszę. Produkty Annabelle Minerals dostałam podczas konferencji Meet Beauty. Do testów dostałam również mini produkty Lily Lolo. Minerały to na prawdę fajna sprawa.

2 Tusz do rzęs So Coutute stał się moim ulubieńcem! Aktualnie używam wersji So Couture So Black, która też jest świetna.   

3 Skusiłam się jednak na wysuszacz do lakieru z Sally Hansen. Co prawda używam teraz hybryd, ale paznokcie u stóp dalej maluję tradycyjnymi lakierami i tam przyspieszacz wysychania jest nieoceniony.

4 Kosmetyki z TheBalm dalej za mną chodzą i to nie tylko bronzer i rozświetlacz, ale i paletki cieni.
 
5 Zoeva En Taupe jest u mnie dzięki mojemu mężowi :)

6 Better Than Sex z Too Faced dalej mnie ciekawi szczególnie ze względu na jego mocno kontrowersyjne opinie. Może trafi się kiedyś miniatura tego tuszu w którymś z Sephora box.

7 Niezmiennie pomadka z MAC za mną chodzi, ale nadal się na nią nie skusiłam. Przede wszytskim nie mogę się zdecydować na kolor ;)

8 Urban Decay to jedna z tych marek, którą bardzo bym chciała przetestować i nad myślę, że kredka na początek do dobry pomysł.

9 W tym roku miałam okazję być na warsztatach macicuru hybrydowego, na które zaprosiła mnie marka Indigo. Największą jednak niespodzianką był dla mnie upominek jaki dostałam - zestaw startowy do hybryd, gdzie znalazłam wszystko do robienia sobie paznokci w domu :)   
Denko wrzesień - październik 2016

Denko wrzesień - październik 2016

Kolejna porcja zużytych produktów doczekała się swoich mini recenzji. Podobnie jak ostatnio zebrałam pustaki z dwóch miesięcy, bo przynajmniej trochę ich wtedy jest. Wydaję mi się, że tak już zostanie. Nie ma sensu pisać o dwóch trzech rzeczach, lepiej zebrać większą gromadkę na raz. 

Aby ułatwić opis, wprowadziłam oznaczenie poziomu zadowolenia z produktu kolorami:

kolor zielony - kupię ponownie
kolor pomarańczowy - może kupię
kolor czerwony - nie kupię  



1. Balsam do ciała Coconut Oil Palmer's
Bardzo przyjemnie stosowało się ten balsam, aż szkoda, że się skończył. Zapach kokosu był obłędny! Must have dla coconuts lovers ;) Pełna recenzja produktu w TYM wpisie.

2. Mydło do rąk Vanilla cinamon YOPE
Bardzo lubię te mydła i fakt, że opakowania po nich pojawiają się praktycznie w każdym denku, ten fakt powinien potwierdzić :) Wersja wanilii z cynamonem jest moją ulubioną. Odsyłam do recezji. Na targach kosmetycznych w Krakowie miałam przyjemność trzy nowe wersje zapachowe mydeł - są z ulepszoną formułą i niestety droższe.

3. Żel pod prysznic Organic Mint Organic Shop
W denkowaniu pomaga mi dzielnie mój mąż :D Jego podstawowe i praktycznie jedyne kosmetyki to szampon i żel pod prysznic. Staram mu się kupować naturalne produkty. Wersja miętowa żelu pod prysznic skojarzyła mi się z męską wersją i nie pomyliłam się. Osobiście wolę bardziej owocowe i kwiatowe zapachy. Mięta dla faceta na pewno się sprawdzi :)

4. Scrub do ciała Ayurveda Rituals
Przecudownie pachniał! Dostałam go w pudełku Birchbox, które przywiozłam sobie w zeszłym roku z Londynu. Używałam go tam długo, z prostego powodu. Był tak wspaniały, że dozowałam go bardzo racjonalnie, żeby starczył jak najdłużej :D Ostatnio widziałam, że Hania w swoim sklepie ma markę Rituals. Akurat tej wersji scrubu u niej nie wiedziałam, ale mam nadzieję, że pozostałe wersje pachną równie obłędnie :)

5. Ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała z mielonymi pestkami malin Vianek
Dostałam ten peeling podczas dermokonsultacji marki Sylveco do zakupów. Cieszyłam się bardzo, bo zapach malin to jeden z moich ulubionych. Po otworzeniu opakowania, nastąpiło niestety rozczarowanie. Peeling pachniał bardzo dusząco, nic nie przypominało mi w nim zapachu malin. Działanie było zadowalające, skóra po użyciu peelingu była bardzo nawilżona. Może kiedyś skuszę się na inne wersję zapachowe. Pamiętam, że z wersji odżywczej miałam balsam, którego zapach z kolei bardzo mi się podobał.

6. Masełko do ust Soczysta brzoskwinia Bielenda
Produktów do ust nigdy za wiele. Masełko znalazłam w JOYBoxie. Wolę jednak pomadki w sztyfcie, niż w słoiczkach.

7. Maska do twarzy Watermelon Girl - Skin79
Maseczki w płachcie są teraz na topie. Nie powiem, ich stosowanie jest bardzo wygodne. Nie trzeba się zajmować ich przygotowaniem, tylko siup wyciągamy szmatkę z opakowania i sru na buzię. Do tego są bardzo urocze - kotki, pieski, pandy czy truskawki i arbuzy.



8. Szampon organiczny rokitnik Planeta Organica
Podobnie jak miętowy żel pod prysznic, ten szampon zdenkował mąż. Podebrałam mu go kilka razy i włosy jak u niego tak i u mnie były bardzo miłe w dotyku. Dobrze się pieni, jest wydajny, na końcu zakrętki jest dozownik, który trzeba wcisnąć, żeby go otworzyć. Łatwe i praktyczne.

9. Micelarny płyn do demakijażu twarzy i oczu Ec Lab
Z marki Ec Lab miałam krem do twarzy i postanowiłam wypróbować też płyn micelarny. Jak krem bardzo polubiłam i chętnie bym do niego wróciła, tak ten płyn mnie jakoś nie zachwycił. Nie był zły, ale powiedzmy sobie, był takim przeciętniakiem. 

10. Wybielająca pasta do zębów Blanx
Wiem, pasta w denku. Chciałam jednak zwrócić na nią uwagę, bo oprócz ciekawego opakowania (pozbywamy się problemu spadającej zakrętki) to pasta na prawdę działa. Po wybielaniu zębów dentysta zalecił, żeby właśnie nią myć zęby. 

11. Tusz do rzęs So Couture L'oreal
Bardzo dobry tusz, w jego wypadku miałam wrażenie, że czym był starszy, tym bardziej podobał mi się efekt jaki dawał na rzęsach. Nie osypywał się, nie rozmazywał. Aktualnie mam wersję So Couture So Black, ale wydaję mi się, że to jednak jest inny tusz, mimo, że szczoteczki mają praktycznie identyczne. 

12. Pomadka ochronna do ust Pomegranate Burt's Bees
Naturalna pomadka z pszczelim woskiem. Jest dość tępa, ma charakterystyczny zapach, tzn. czuć w nim coś co przykrywa lekko zapach (w tej wersji) granatu. Dla mnie fajnie nawilża usta, chroni je przed zimnem. Już kolejne opakowania czekają na swoją kolej. Minusem jest słaba dostępność w Polsce.




Trochę zużytych próbek. Wrzesień był czasem intensywnych poszukiwań podkładu. Padło na markę Clarins, trzeba było jeszcze dobrać odpowiedni kolor i formułę. Produkty Norel oczywiście na tak. Znalazłam kilka próbek produktów Arbonne, które w końcu zużyłam.
Ulubieńcy kwiecień - maj 2016 + kod promocyjny :)

Ulubieńcy kwiecień - maj 2016 + kod promocyjny :)

Tak dawno nie było ulubieńców, że w końcu postanowiłam się poprawić. Mam kilka ciekawych produktów do pokazania. Wybrałam kosmetyki, które spisują się u mnie dobrze i jestem z nich zadowolona. Podzieliłam ulubieńców na dwie kategorie - pielęgnacja i make up. Na końcu jest jeszcze niekosmetyczny ulubieniec, chciałam się z Wami podzielić fajną aplikacją :)


Ulubionym kremem stał się MultiVitamin Energizująco-odżywczy krem witaminowy z Norel. Używam go codziennie rano i jestem zachwycona. Kupiłam go na targach LNE Na pewno opiszę go w osobnym poście, bo jest tego wart ;)

Marka Ec Lab (na prawdę nie wiem jak to się w końcu pisze) odkryłam przypadkiem. Szukałam jakiegoś naturalnego i niedrogiego żelu pod prysznic a przy tym o ładnym zapachu. Ten pachnie winogronami, ale musicie sobie wyobrazić taką domową winorośl i dojrzałymi słodkimi winogronami - dla mnie ten żel właśnie tak pachnie :)
 
Łagodzący żel aloesowy 99% SKIN79 początkowo leżał chwilę w łazience nie używany. Pierwszy raz użyłam go jako maska na włosy i to był strzał w dziesiątkę. Trzymałam go na włosach przez jakieś 10-15 minut po czym normalnie umyłam głowę. Po wysuszeniu włosy były miękkie, błyszczące i nie plątały się, jak to mają w zwyczaju. Odlałam trochę żelu mamie i ona używa go na ukąszenia komarów, które ostatnio ją zaatakowały. Żel fajnie chłodzi skórę, a dodatkowo nawilża.

Do paznokci namiętnie stosuję Odżywczy eliksir żurawinowy z Mokosh. Malutkie opakowanie 10ml z aplikatorem w pędzelku jest łatwe w użyciu. Można nim smarować tylko skórki, ale ja aplikuje go na całe paznokcie. 

Ulubionym szamponem stał się Aleppo Shampoo z Planeta Organica. Poświęcę mu osobny wpis, bo jest co opisywać :)

Krem do rąk Scandia Cosmetics o zapachu melonowym jest idealnym kremem na lato.



Przed użyciem podkład No Mask z Lirene wydawał mi się nie dla mnie. Rzadka konsystencja, opakowanie bez dozownika i do tego dziwny kolor, mimo najjaśniejszego odcienia 01. Zmieniłam zdanie gdy nałożyłam ten podkład na twarz. Faktycznie nie tworzy efektu maski, ładnie wtapia się w skórę, łatwo się go aplikuje i nie odznacza się. Nakładam bardzo cienką warstwę na twarz i to wystarczy, żeby ujednolicić cerę. 

Tusz Volume Million Lashes So Couture z L'oreal to na prawdę dobry tusz za niewielkie pieniądze (oczywiście jeżeli upolujemy go w promocji i porównamy do perfumeryjnych marek). Nie skleja rzęs, wręcz mam wrażenie, że każdą z osobna pokrywa tuszem i do tego nie osypuje się. 

Z produktów do ust wytypowałam dwóch ulubieńców. Rouge Edition Velvet z Bourjois, kolor 07 Nude-ist jest pięknym naturalnym kolorem, który subtelnie podkreśla usta. Pasuje do każdego makijażu. Sheer Shine Stylo Lipstick czyli Połyskująca Pomadka do Ust z Golden Rose trawiła w moje ręce podczas Meet Beauty w kolorze 30. Niby ciemny kolor, ale pomadka jest lekko transparentna i na ustach wygląda bardzo ładnie a do tego chroni przed promieniami UV.

Do konturowania twarzy sprawdza się świetnie bronzer z Kobo. Odcień Nubian Desert to chłodny brąz, którym łatwo się pracuje. Dodatkowo niewątpliwym plusem jest jeszcze cena produktu, w promocji można go upolować za ok 10zł. 

Do brwi najwygodniejszym produktem dla mnie jest kredka z Catrice. Z jednej strony kredka, z drugiej precyzyjna szczoteczka do wyczesywania nadmiaru produktu. 

Swój pierwszy mineralny podkład poznałam dzięki firmie Costasy, przedstawiciela marki Lily Lolo w Polsce. Bardzo polubiłam się z aplikacją tego produktu, który ławo się rozprowadza pędzlem typu Kabuki. Testuje jeszcze, który kolor będzie dla mnie odpowiedni, bo jest ich na prawdę sporo i spokojnie można dobrać go do swojej karnacji.





A teraz zapowiadany niekosmetyczny ulubieniec i to od dłuższego czasu, czyli aplikacja UBER. 
Służy do zamawiania taxówki poprzez aplikację na telefonie. Firma została założona 2009 roku w Stanach i rozszerza swoją działalność i działa już w wielu krajach. W Polsce Uber zaczął oferować swoje usługi w Warszawie w 2014 roku. Aktualnie z aplikacji można już korzystać w większości dużych miast - odsyłam Was na stronę www.uber.com/pl/cities gdzie możecie wszystko sobie sprawdzić (m.in. Warszawa, Kraków, Trójmiasto, Poznań, Wrocław). Jest też pokazane na stronie krok po kroku jak założyć konto i jak zamawiać transport, także na pewno każdy sobie z tym poradzi.

Dlaczego Uber stał się moim ulubieńcem? Nie wiem jak Wy, ale ja nienawidzę dzwonić po taxówkę i tłumaczyć Pani na infolinii przez telefon gdzie aktualnie stoję. Później kolejnym problemem jest znalezienie tego samochodu, który ma po mnie przyjechać w gąszczu innych, a na koniec okazuję się, że nie mam przy sobie gotówki i Pan za kierownicą się wścieka, że musi na mnie czekać, aż ogarnę jakiś bankomat. Do tego nigdy nie wiadomo kto siedzi za tą kierownicą. Tak to zdecydowanie zniechęca mnie do korzystania z taxówek, ale wiadomo są takie sytuacje kiedy na prawdę trzeba z niej skorzystać.

No i tutaj jestem w 100% zadowolona z Ubera. Wyciągam telefon, włączam aplikację i już pineska pokazuje mi na mapce gdzie stoję, mogę oczywiście przejść w jakieś wygodniejsze miejsce do zaparkowania, ale nie jest to konieczne. Mogę również ręcznie wpisać adres pod który ma podjechać taksówka i wpisać adres miejsca docelowego. Na wyświetlacz telefonu widzę czy jakieś samochodu Ubera są w pobliżu i jaki jest czas oczekiwania na taxówkę. Po zaakceptowaniu przez kierowcę zlecenia mogę śledzić na mapce jak do mnie jedzie (widzi gdzie stoję i nie musi do mnie dzwonić) i mam podane dane samochodu i kierowcy. Wsiadam, zamykam drzwi, kierowca ustawia cel podróży i jedziemy. Po dotarciu pod wskazany adres, kierowca ustawia koniec jazdy i aplikacja pobiera środki z mojego konta za przejazd. Spokojnie, przed wejściem do samochodu mamy wyliczone orientacyjnie ile przejazd będzie kosztował, także nie musimy się czuć zaskoczeni i najważniejsze nie trzeba się stresować czy ma się gotówkę i to najlepiej wyliczoną, bo kierowca nie ma jak wydać. Zawsze po wykonanym kursie mamy możliwość oceny kierowcy i samochodu. Mam wrażenie, że to świetny sposób na to, żeby kierowcy utrzymywali swoje auto w czystości. (Nie cierpię kiedy w taxówce śmierdzi papierosami, albo dynda 15 zawieszek Wunder Baum, żeby zamaskować nieprzyjemny zapach). Na e-mail dostajemy dokładne rozliczenie z przejazdu, więc wiemy za co zapłaciliśmy. 

Niewątpliwą zaleta Ubera jest to, że wystarczy mieć zainstalowaną aplikację na telefonie, żeby zamówić taxówkę w każdym mieście (oczywiście chodzi o miasta w którym Uber jest dostępny). Nie muszę się martwić, że nie znam numeru telefonu na infolinię taxówek w Gdańsku czy w Warszawie, a nawet Berlinie czy Pradze nie mam pojęcia jak się nazywają tam ulice. Od tego mam aplikacje i czuję się bezpiecznie, że w razie potrzeby mogę z niej skorzystać i zamówić transport :)


A teraz mam dla Was kod promocyjny! Jeżeli ściągniecie aplikacje Uber i założycie konto, to wpisując w zakładce ZNIŻKI kod promocyjny: srz1atw4ue dostaniecie do wykorzystania na pierwszy przejazd 20zł! Także przejazd taksówką po mieście za free :)


No to się rozpisałam :) Jestem ciekawa czy znacie moich ulubieńców i czy korzystaliście już z aplikacji Uber? Jeżeli nie, to czy macie chęć z niej skorzystać? :)
Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger
Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY