Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EOS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EOS. Pokaż wszystkie posty
Minirecenzje ostatnio zużytych produktów - Too Faced, Asoa, Petal Fresh, Biolove, SweetBath

Minirecenzje ostatnio zużytych produktów - Too Faced, Asoa, Petal Fresh, Biolove, SweetBath

Dawno nie było denka, trochę się tego nazbierało. A w łazience już się przesypuje kolejna torba z zużytymi kosmetykami. Czas więc nadrobić spore zaległości i przejść do konkretów. Oprócz zużytych produktów muszę się dzisiaj podzielić z Wami kilkoma kosmetykami, które u mnie kompletnie się nie sprawdziły. Znalazły one jednak nowy dom. Staram się nie wyrzucać kosmetyków, które mi z jakiegoś powodu nie przypasowały i poszukać wśród znajomych i rodziny kogoś, komu dany produkt mógłby się sprawdzić :)


1. Naturalny Płyn do mycia naczyń, mięta mandarynka - YOPE
Chemia kuchenna w kosmetycznym denku? Wyjątkowo tak! A to ze względu na markę Yope, którą znacie pewnie np. z płynnych mydeł do rąk. Niestety zwykłe płyny do mycia naczyń strasznie przesuszają moją skórę dłoni. Gdy tylko zobaczyłam nowość Yope do kuchni, od razu postanowiłam wypróbować. Płyn jest niesamowicie wydajny, ma wygodny dozownik z pompką, ładnie pachnie i do tego ma naturalny skład. Domywa naczynia i moje ręce wyglądają o wiele lepiej niż przy używaniu innych płynów do mycia naczyń. Kolejne opakowania w użyciu.

2. BIO mydło w płynie COTTON - Scandia Cosmetics
Bardzo lubię produkty marki Scandia Cosmetics. Mają świetne kremy do rąk (o nim jeszcze w denku będzie), ale gdy zobaczyłam linię Cotton przepadłam. Piękny design i delikatny zapach. Od razu wzięłam dwa mydła i nie żałuję, bo jest bardzo fajne. Marka chyba nie jest bardzo znana, ich marketing mocno kuleje, a profile na Social Media są zaniedbane. Mimo to polecam się zapoznać z ich ofertą. 



3. Micelarna woda hialuronowa do mycia twarzy i oczu - Tołpa
Nie jest mi po drodze z tą marką. Kiedyś używałam ich kremów, ale z upływem czasu znalazłam po prostu lepsze produkty. Niemniej jednak ten micel bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Radził sobie z usuwaniem tuszu i mocnego makijażu, nie podrażniał oczu. Bardzo przyjemny produkt.

4. Lipowy płyn micelarny - Sylveco
Jednak lipowy płyn z Sylveco nadal pozostaje moim ulubieńcem i to po niego sięgam przy zakupach, by mieć go w zapasie. Nawet jak dostanie się do oczu, nie powoduje podrażnienia. Radzi sobie ze zmywaniem najmocniejszych makijaży. 

5. Olej z nasion malin - Ministerstwo Dobrego Mydła
Świetny produkt! Stosowałam jako serum do twarzy, działał jak opatrunek na podrażnioną skórę. Idealnie radził sobie ze zmianami na skórze głowy mojego męża. Po wizycie u dermatolog dostał pełno leków, które nic nie zdziałały. Spróbowałam olejku i sprawdził się idealnie. Aktualnie nakładam go okazjonalnie, gdy wystąpi jakieś podrażnienie. Polecam go bardzo, mam kolejne opakowanie.

6. Serum dla koneserów - Asoa
Kosmetyk kupiłam na targach EKOtyki. Nie znałam wcześniej kompletnie marki. Poleciła mi go siostra koleżanki (bardzo Ci dziękuje ;) jeżeli to czytasz). Miał się sprawdzać idealnie pod nakładane produkty mineralne. Serum ma bardzo bogatą formułę, pozostawione na twarzy wchłania się, ale zostawia lekką tłustą warstwę. 

INCI: anthemis nobilis (camomile) flower water, Citrus aurantium (Orange blossom) floral water,  Mangifera Indica Seed Butter, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Argania Spinosa Kernel Oil,  Glyceryl Stearate Citrate, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol.

Nie stosowałam go codziennie, ale faktycznie minerały się z nim polubiły. Dobrze się sprawdzał jako baza pod makijaż. Jedyne co mnie irytowało, to fakt, że serum nie dało się zużyć do końca. Pompka nie zbierała całego produktu. Aktualnie Asoa zmieniła typ opakowania na airless - duży plus za to.

7. Maseczka w płachcie Hada Labo
Lubię nałożyć maseczkę w płachcie wieczorem przed nałożeniem kremu, kiedy czuję, że skóra tego potrzebuje.  


8. Szampon do włosów Aleppo - Planeta Organica
Kolejne opakowanie tego szamponu. Kiedy widzę go w promocji, chętnie po niego sięgam. Moje włosy bardzo się z nim polubiły i do tego zamknięty jest w opakowaniu z wygodnym dozownikiem w formie pompki.

9. Szampon Ultra - Shine Aloe & Citrus - Petal Fresh
Dostałam ten szampon jako prezent podczas spotkania od jednej z blogerek. Była to dla mnie totalna nowość, bo jakoś nie śledzę nowości Rossmanna, a to w nim można dostać tą markę. Powiem szczerze, że ten kosmetyk bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Przy promocji chętnie do niego wrócę.

10. Odżywka do włosów Moisturizing Grape Seed & Olive Oil - Petal Fresh
Dokupiłam od razu odżywkę i tutaj również bardzo pozytywnie. Nie stosowałam od nasady włosów, żeby ich nie obciążyć. Włosy były świetne, nie elektryzowały się, były dociążone, ładnie się układały. Również planuję powrót :)


11. Pieniąca sól do kąpieli o zapachu bryzy morskiej - SweetBath
Produkty marki SweetBath są na prawdę na wysokim poziomie. Ich dbałość o szczegóły, piękne zapachy. Nie będę daleka od prawdy, jeżeli stwierdzę, że są to produkty bardzo wysokiej jakości. Tym bardziej ubolewam, że jest o nich tak cicho i trudno jest dostać ich produkty. Pieniąca sól do kąpieli po wrzuceniu do wody sprawia, że nie jesteśmy w swojej łazience, tylko na rajskiej plaży. Woda robi się lazurowa, a w powietrzu unosi się piękny świeży zapach i do tego ta piana! Świetny produkt i trzymam kciuki, żeby zespół SweetBath tworzył dalej takie piękne rzeczy!

12. Żel pod prysznic, Starefruit - Biolove
Żel był przyzwoity. Ze wszystkich wariantów zapachowych żeli Biolove, najbardziej do gusty przypadł mi żel gruszkowy. I tylko do tego zapachu mogłabym wrócić.

13. Naturalny Żel pod prysznic do ciała i włosów, melon milk shake  - Stani Chef's Hristina
Świetny produkt! Niesamowity zapach, więcej o nim w poprzednim wpisie, gdzie napisałam szerszą recenzję → BUŁGARSKIE KOSMETYKI - NATURALNY ŻEL POD PRYSZNIC DO CIAŁA I WŁOSÓW STANI CHEF'S, KOKTAJL MELONOW

14. Mus do ciała, mango - Biolove
Przyjemne mazidło do ciała. Aktualnie, gdy widzę napis mango, produkt od razu mnie kupuję, albo ja jego ;) Spodziewałam się ciut mocniejszego zapachu, ale nadal był przyjemny. Wadą na pewno jest słaba wydajność, ale tak już jest w przypadku musów.


15. Naturalna pasta do zębów - Sylveco
Pasty do zębów czasem się w denku pojawiają, przeważnie ze względu na markę. Ta z Sylveco jest przyzwoita, nie ma fluoru, jednak wolałabym by była bardziej miętowa.

16. Czarna pasta do zębów - Natura Siberca
Blee ta pasta była ohydna. Miałam już czarną pastę do zębów, ale tamta miała miętowy posmak. Na pewno więcej jej nie kupię.

17. Krem do rąk z 25% masłem shea, wiśnia - Scandia Cosmetics
Moje ulubione kremy do rąk. Pełna recenzja kremów Scandia Cosemtics → NAJLEPSZY KREM DO RĄK? VEGE KREM DO RĄK 25% MASŁA SHEA SCANDIA COSMETICS.

18. Krem do rąk - Alma K.
Krem ten jest zupełnie inny niż ten powyżej ze Scandii. Alma K szybko się wchłania, jest bardzo dobry gdy potrzebujecie nawilżyć swoje dłonie i szybko wrócić do klawiatur :) Dla mnie jest lekkim kremem, ale bardzo przyjemnym.

19. Antyperspirant - Vichy
Wersja biała dla mnie tak samo przyzwoita jak niebieska.


20. Baza pod cienie Shadow Insurance Original - Too Faced
Miałam wielki problem z rolowaniem się cieni na powiece. Nałożone solo nie wytrzymywały nawet godziny. Moje powieki niestety mają tendencję do przetłuszczania się. Nakładanie korektora jako bazy nie było wystarczające. Szukałam długo dobrej bazy i zeszło na Too Faced. Jestem z niej bardzo zadowolona. Cienie utrzymują się idealnie i to na długie godziny. Ma ona niestety jedną wadę - lubi się czasem rozwarstwiać i czasem wypływa z niej oleista ciecz. Miałam na to sposób - przed użyciem mocno wstrząsałam tubką. Mam kolejne opakowanie.

21. Przyciemniająca maskara do brwi - Golden Rose
Produkty do brwi z Golden Rose są godne polecenia. Więcej o niej → BROW COLOR TINTED EYEBROW MASCARA - PRZYCIEMNIAJĄCA MASCARA DO BRWI GOLDEN ROSE

22. Baza pod pomadki - Golden Rose
Lubiłam efekt jaki dawała ta baza - usta były wygładzone. Nie trzeba było dawać na nią pomadkę, solo też fajnie się ją stosowało. Faktycznie jeżeli macie spierzchnięte usta, a lubicie stosować matowe pomadki - baza z Golden Rose będzie świetnym rozwiązaniem. Do tego bardzo przyjemnie pachnie.

23. Balsam ochronny do ust, miętowy - EOS
Mam słabość do tych balsamów. Poluje na nie kiedy są w promocji. Bardzo lubię mieć EOSa na półce w łazience :) Miętowa wersja jest bardzo orzeźwiająca, fajna na ciepłe dni, ale nie tylko.


Próbki staram się na bieżąco wykorzystywać. Produkty, które znam biorę na wyjazdy, a nowości staram się stosować w domu. Nie polecam eksperymentować na wyjazdach i przed ważnymi dniami :) 


Niestety, tak jak pisałam na początku jest kilka produktów, które mi się nie sprawdziły. Produkty do ust AA - błyszczyk od razu wiedziałam, że nie będę używać, bo nie przepadam. Pomadka natomiast, mimo pięknego odcienia czerwieni jest dla mnie słabej trwałości. Kredka do oczu Arrow z Orphica niestety mimo zapewnień producenta o jej miękkości, dla mnie była super twarda. Niemniej jednak dalej jestem ciekawa innych produktów marki - w tym słynnego Realash. Na koniec serum, które miało robić efekt wow pod oczami. Po użyciu okolica pod oczami faktycznie była wygładzona, jednak po kilku razach skóra  wyglądała na przesuszoną. Wolałam zaprzestać używania.

Zużyte produkty lipiec 2017 w minirecenzjach - m.in. Bandi, EOS, Korres, Iva Natura

Zużyte produkty lipiec 2017 w minirecenzjach - m.in. Bandi, EOS, Korres, Iva Natura

W lipcu udało mi się zużyć kilka produktów, więc mogę wydać pełny werdykt na ich temat. Trochę się tego nazbierało, więc bez zbędnego przedłużenia przechodzę do konkretów. 



1. Emulsja nawilżająca do twarzy z kwasem hialuronowym Hada Labo
Pierwszy raz miałam okazję używać tego typu produktu. Stosowałam go codziennie wieczorem, zaraz po umyciu twarzy, a przed nałożeniem kremu. Zaskoczyła mnie konsystencja kosmetyku - była jakby żelowa. Ułatwiało to nałożenie produktu poprzez wklepanie go w skórę twarzy. 

2. Krem do wrażliwej skóry twarzy Olivaloe
Jego pełną recenzję znajdziecie w tym poście → GRECKIE KOSMETYKI Z OLIWĄ I ALOESEM OLIVALOE I OLIVEPLUS - KREM DO TWARZY, SZAMPON, MYDŁO Z PYŁEM WULKANICZNYM. JAK SIĘ U MNIE SPRAWDZIŁY? 
3. Krem do twarzy na noc BeautyOil
Wersję na dzień przedstawiłam w tym poście → KREM NA DZIEŃ NAWILŻAJĄCO-OCHRONNY BEAUTYOIL - NATURALNY PRODUKT POLSKIEJ MARKI Muszę przyznać, że do wersji na noc miałam bardzo wysokie wymagania. Po tak dobrej recenzji kremu na dzień byłam pewna, że krem na noc będzie tak samo dobry. Dla mnie był jednak zbyt mało nawilżający. Nie przesuszył mi skóry, nie. Jednak praktycznie zaraz po nałożeniu na skórę miałam wrażenie, że krem się wchłonął przez co skóra nie będzie miała dostatecznego nawilżenia. Pewnie dla wiele osób będzie to atutem - błyskawiczne wchłonięcie się kremu. Tym osobom serdecznie go polecam, bo skład ma jak najbardziej przyzwoity i odpowiedni. Jednak sama sięgnę jednak tylko po wersję na dzień, a na wieczór poszukam czegoś bardziej natłuszczającego.

4. Lipowy płyn micelarny Sylveco
Ten produkt pojawia się u mnie już od ponad roku praktycznie w każdym denku. Na dowód tego wpis z pierwszą recenzją tego kosmetyku → BIOLAVEN VS SYLVECO - PORÓWNANIE PŁYNÓW MICELARNYCH. Świetny produkt!

 

5. Maska w płachcie Pure Source Sheet Mask Pearl Missha
6. Maska w płachcie brzoskwiniowa PURE SMILE PEACH MILK

Na maski w płachcie jest ostatnio wielki bum. Nie dziwię się, bo jest to bardzo wygodna forma nawilżania skóry. Można sobie zafundować szybkie i przyjemne SPA. Skóra twarzy po użyciu obydwóch masek była przyjemnie nawilżona i napięta.


7. Antyperspirant Vichy
Póki co jest to mój ulubiony produkt w tej kategorii. 

8. Pasta do zębów Blanx Med
Tak, wiem pasta do zębów. Jednak ta wersja pasty w stojącym opakowaniu jest bardzo wygodne. 


9. Rokietnikowy żel pod prysznic Natura Siberica
Pod względem składu, działania, wydajności jest to bardzo dobry produkt. Jedyne co chciałabym podkreślić to zapach. Jest on potwornie słodki. Nie jest to chemiczny, przykry zapach. Jednak jest bardzo intensywny, taki jakby miodowo - pomarańczowy. Oddałam go mężowi, bo jednak latem wolę mniej intensywne zapachy. Nie mniej jednak dla osób, które lubują się w takich nutach, będzie jak ta lala ;)

10. Samoopalająca maska na noc Vita Liberata
Produktu używałam rok temu i została mi dosłownie resztka produktu, której oczywiście trudno było mi się pozbyć. W końcu to drogi produkt mówiłam sobie ;) I tak leżał i przeleżał się, więc w końcu wyrzucam.

11. Emulsja kojąco regenerująca do twarzy i ciała UV Expert Bandi
Sprawdził się bardzo dobrze do ukojenia poparzonej skóry. Po przyjeździe z nad morza, gdzie praktycznie większość czasu słońce było za chmurkami, okazało się, że mój mąż spiekł niezłego raka. Pięknie odbite sandały, koszulka i krótkie spodenki. Smarowanie dawało ulgę. Sam produkt przyjemnie pachniał, zostawiał nawilżoną skórę.

12. Balsam do ciała Santorini Vine Korres
Próbka, którą dostałam w brytyjskim pudełku. Niestety zapach tego balsamu mi nie podszedł, podobnie jak formuła, która była bardzo rzadka.

13. Żel pod prysznic Karite Equilibra
Bardzo polubiłam się z aloesową wersją, postanowiłam w końcu wypróbować wersji z Masłem Shea. Żel używało się przyjemnie i chętnie sięgnę po niego ponownie. Jednak zdecydowanie kąpiele w łazience bardziej umilają mi owocowe zapachy.

14. Odżywka do włosów Jantar
3 opakowanie tej odżywki mam już w łazience. Aktualnie stosuję ją 1-2 razy w tygodniu. Spryskuję skórę i nasadę włosów. Wcześniej zrobiłam kurację codzienną i efekty dla mnie było widać. Wysyp włosków przy skroniach. Włosy jakby zaczęły szybciej rosnąć.


15. Krem pod oczy Iva Natura
Krem używałam na noc. Znalazł się w kosmetycznych ulubieńcach. Jego pojemność 30ml - gdzie przypomnę standardowa pojemność kremów pod oczy to 15ml, starczyła mi na pół roku używania. Nie żałowałam go sobie, jednak nie było co przesadzać, bo jednak jest ograniczona ilość produktu, która nasza skóra jest w stanie jednorazowo wchłonąć. Reszta po prostu się marnuje. Krem sprawdzał się bardzo dobrze. Skóra pod oczami rano, po użyciu kremu była dobrze napięta, wypoczęta. Zostawię tu jeszcze skład kremu, który jest na prawdę bardzo przyzwoity 

Skład: Aqua, Rosa damascena (Rose) Flower Distillate*, Caprylic/Capric Triglyceride**, Cetearyl Alcohol**, Glyceryl Stearate Se**, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Sodium Lauroyl Glutamate**, Myrtus communis*, Glycerin, Hydrolyzed Glycosaminoglycans, Hydrolyzed Rice protein, Hyaluronic acid**, Olea europaea Fruit Oil*, Argania spinosa Kernel Oil*, Shea Butter* Thymus vulgaris*, Benzyl Alcohol (And) Dehydroacetic Acid**, Propanediol (1) (And) Lecithin (2) **, Sodium Benzoate**, Citric Acid**, Capsicum annuum (Pepper) Extract (AP), Pinus pinea Kernel Oil (AP), Lonicera caprifolium (Honeysuckle)Flower Extract (AP), Triticum vulgare (Wheat) Germ Extract (AP)

16. Balsam do ust EOS, wersja truskawkowy sorbet
Bardzo lubię te urocze jajeczka do ust. Pięknie wyglądają, słodko smakują i do tego pielęgnują usta. Do tego są coraz łatwiej dostępne i można je już kupić w bardzo przyzwoitych cenach - oczywiście podczas różnego rodzaju przecenach, wyprzedażach. Dokładnie opisywałam EOS w tym poście → EOS VANILLA MINT


Próbki 
Krem pod oczy z Resibo był w porządku, ale nie powalił mnie na kolana. Po całym nagłośnieniu marki w internecie, byłam bardzo ciekawa ich produktów. Spodziewałam się chyba dotknięcia czarodziejskiej różdżki, moje oczekiwania były prawdopodobnie zbyt wysokie. Może kiedyś sprawdzę pełnowymiarowe opakowanie, ale póki co nie jest to must have. Kremy z seri nawilżającej od Dr.Norel są bardzo przyjemne w używaniu. Przy najbliższej okazji zaopatrzę się w nie. Zużyłam też w końcu miniaturkę zapachu Lolity Lempickiej, który bardzo lubię i miałam również w pełnowymiarowej wersji.


Denko maj - czerwiec czyli minirecenzje zużytych produktów

Denko maj - czerwiec czyli minirecenzje zużytych produktów

W dzisiejszym wpisie chciałabym po krótce opisać produkty, które wykończyłam (zdenkowałam) przez ostatnie dwa miesiące. Odkładałam puste opakowania do torby w łazience i w końcu po jej wypełnieniu postanowiłam się podzielić z Wami moją opinią na ich temat. Oczywiście jak zwykle udało mi się zużyć praktycznie samą pielęgnację, a z kosmetykami kolorowymi jest ten problem, że skończyć się nie chcą. Przejrzałam swoją kosmetyczkę i musiałam się pozbyć jednej rzeczy, która do końca nie była zużyta, ale była ze mną stanowczo zbyt długo. 


1. Żel pod prysznic Organic Shop wersja Organic Rose & Mellow, 280ml

Bardzo lubię żele ten marki, dobra jakość za przystępną cenę. Mają przyjemne zapachy. Do tego wszystkiego poręczne opakowanie, lubię kiedy opakowanie posiada dozownik z pompką. Pewnie sięgnę po nie znowu.

2. Kawowy scrub do ciała Mr. Scrubber wersja Chocolate

Dostałam go w prezencie. To mój pierwszy peeling kawowy. Byłam bardzo ciekawa tego produktu, o co rusz słyszy się o tego rodzaju kosmetyku. Zapach kawy dla mnie mocno dominował i nuty czekoladowe trudno było wyczuć. Peeling lubiłam zrobić po przyjściu z ćwiczeń, jeszcze za dnia, żeby faktycznie pobudził. Późno wieczorem, kiedy marzyłam tylko o przyłożeniu głowy do poduszki sięgałam po inne produkty do mycia. Ciężko dostać akurat ten wariant peelingu kawowego, ale nie mówię tym produktom nie i w przyszłości chętnie sięgnę po tego typu kosmetyk.

3. Krem do stóp 5w1 Lirene Stop pękającym piętom, miniatura

Przyznaję, że produkty do pielęgnacji stóp nie schodzą u mnie łatwo. Stoją zazwyczaj na stoiku nocnym i zwyczajnie o nich zapominam. Ten krem dostałam na zeszłorocznym Meet Beauty i w końcu zmobilizowałam się, aby go zużyć. Przyznam, że pozytywnie mnie zaskoczył i ładnie nawilżył pięty i szybko się wchłaniał. 

4. Balsam do ciała EOS wersja Berry Blossom, 200ml

Dotychczas używałam wyłącznie balsamów do ust EOS. Balsam dostałam w prezencie i bardzo się ucieszyłam, że mam możliwość przetestowanie kolejnego kosmetyku marki. Opakowanie, które jest bardzo sztywne i czasem nie pomagało w dozowaniu balsamu, pięknie prezentowało się w łazience. Zapach bardzo przyjemny, lekko pudrowy, słodkawy zapach. Nawilżenie nie było ekstremalne, ale dawał ukojenie mojej suchej skórze.

5. Żel myjący-energetyzujacy Lirene C+D pro Vitamin Energy, 200ml

Dostałam go do testów. Jego przeznaczenie to mycie twarzy, jednak dla mnie nie był to dobry pomysł i zużyłam go do mycia ciała. Mało poręczne opakowanie, z którego ciężko było wydobyć produkt, mocno chemiczny zapach i średni skład.

6. Żel po prysznic Acentra Frou Frou Sugared Violet

Żel dostałam w prezencie. Można się rozpływać nad opakowaniem, które jest przeurocze - małe dzieło sztuki. Mógłby robić za ozdobę łazienki, bo funkcja żelu jest mocno przeciętna. Odkręcana tubka z mocno płynna konsystencją nie jest dobrym rozwiązaniem.


7. Szampon do włosów Planeta Organica wersja prowansalska, 280ml

Ten szamon już się przewijał w moich zużytych produktach. Głównie zużywa go mój mąż, którego wysokoporowate włosy dobrze na niego reagują.

8. Wzmacniający szampon do włosów przeciw wypadaniu Olivaloe, 200ml

Nie miałam jeszcze takiego szamponu jak ten. Włosy po jego użyciu były całkowicie inne, bardziej błyszczące, gładkie, ale nie oklapnięte. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. W połączeniu z kuracją Jantar faktycznie zauważyłam mniejsze wypadanie włosów i wysyp tzw. babyhair czyli zagęszczenie włosów, szczególnie w okolicy skroni.                                            

9. Odżywka w sprayu Jantar, 100ml

Bardzo dużo słyszałam o tej odżywce, ale jakoś nigdy mi nie było z nią po drodze. Do tego codzienne spryskiwanie nasady włosów i zostawianie tego bez spłukiwania wydawało mi się bardzo uciążliwe. Zważywszy, że głowę myję co drugi dzień, myślałam, że włosy będą się szybciej przetłuszczać i będą oklapnięte. Powiem Wam, że bardzo się myliłam, a zauważalne efekty zachęciły mnie do dalszej kuracji. Tak w ruch poszło kolejne opakowanie.

10. Ziołowy szampon do włosów przeciw wypadaniu włosów Bioxsine, 300ml

Wydawało mi się, że włosy po nim były strasznie szorstki. Do tego miał brunatny kolor i bardzo brudził wszystko dookoła. Zużył go w końcu mój mąż. Czy spowodował zmniejszenie wypadania włosów? Trudno mi ocenić, na pewno go nie zwiększył.

11. Wybielająca pasta do zębów Rapid White 75ml

Pasty do zębów też wrzucam do denka, a co! Nie znałam wcześniej tej pasty, a była całkiem ok. Czy wybielała zęby? Pasta do zębów nie wybieli nam zęby, może jedynie usunąć nalot z kawy, herbaty, jedzenia, ewentualnie papierosów. Ta radziła sobie z tym całkiem dobrze. 


12. 13. Lipowy płyn micelarny Sylveco

Co tu dużo pisać. Jak widzicie w dwa miesiące dwa opakowanie. Mój ulubiony produkt do zmywania makijażu.


14. Płyn micelarny do demakijażu Bishojo, 200ml

Byłam bardzo ciekawa tego produktu, zapowiadał się bardzo dobrze. Przyjemny skład, ładne opakowanie. Niestety dla mnie pachnie on zbyt intensywnie i nie jestem w stanie go używać. Pójdzie on w inne ręce i mam nadzieję, że tam się sprawdzi.

15. Tymiankowy żel do mycia twarzy Sylveco, 150ml

Polubiłam się z tym żelem i kolejna zdenkowane opakowanie już za mną. Mimo specyficznego zapachu tymianku, który kojarzy mi się z kuchnią, a nie z łazienką, przyzwyczaiłam się do niego.

16. Krem na dzień nawilżająco-ochronny BeautyOil, 50ml

Krem zużyłam początkiem maja. Pełną recenzję znajdziecie w tym wpisie → KREM NA DZIEŃ NAWILŻAJĄCO-OCHRONNY BEAUTYOIL - NATURALNY PRODUKT POLSKIEJ MARKI

17. Krem pod oczy Make Me Bio wersja z ogórkiem, 15ml

Krem był bardzo wydajny i zużyłam go ponad pięć miesięcy, stosując codziennie rano. Jego pełną recenzję napisałam tu → BIO KREM POD OCZY Z WITAMINĄ E I EKSTRAKTEM Z OGÓRKA MARKI MAKE ME BIO



18. Maseczka w płachcie Collagen & Hyaluronic Acid Mask Rau Cosmetics 

Maseczka zawierała aloes, alantoninę, kwas hialuronowy, pantenol, kolagen. Po zdjęciu jej z twarzy po 30 minutach, skóra była bardzo przyjemna w dotyku, odżywiona i napięta. 

19. Płatki pod oczy Rau Cosmetics

Płatki były śmiesznie, bo nie tylko na okolicę pod oczy, ale tak jakby i na powiekę. Możecie zobaczyć dokładnie na stronie producenta → www.rau-cosmetics.pl. Dla mnie było to nie wygodne, więc złożyłam na pół i umieściłam tylko na skórze pod okiem. Efekt był bardzo przyjemny, lekko chłodzący. Zabieg zrobiłam wieczorem i rano skóra pod oczami wyglądała na prawdę dobrze. Szkoda tylko, że cena jest tak wysoka za jedno opakowanie.

20. Oczyszczający plaster na nos Let Me Out Mizon

Skusił mnie, żeby go kupić, ale szału nie ma. Szczególnie za tą cenę. Chyba lepiej zrobić sobie samemu z węgla taki oczyszczający rytuał. Wypróbuję i opiszę na pewno na blogu!

21. Eyeliner do kresek Sephora

Schował się na tym zdjęciu, ale jest tam :) To on jest tym rodzynkiem z kolorówki w tym denku. Na początku byłam nim zachwycona, ale później tak jakby zasechł lekko. Pojawiły się inne eyelinery w mojej kosmetyczce i ten się po prostu kurzył, a latka mu leciały. Bez skrupułów wylatuje do kosza. 


Udało mi się zużyć kilka próbek. Nawilżająca seria do włosów z Joico wypadła dobrze i może sięgnę po pełne opakowanie. Czarna maska z IVA NATURA bardzo fajnie oczyszczała twarz, ale jej zmywanie to koszmar - cała łazienka była czarna ;) Skończył mi się krem pod oczy z Make Me Bio, co mogliście zobaczyć kilka zdjęć wyżej, więc powoli sięgam po próbki kremów pod oczy - Norel MultiVitmin jaki i Cosnature z ekstraktem z granatu były w porządku. Próbki kremów BB z DrG zużyłam, aby sprawdzić ich kolor - jeden był nawet ładnie żółtawy. Wzięło mnie też przy czytaniu książki o Chanel na poznanie jej flagowych zapachów, dlatego znajdują się tu próbki perfum z Sephory. Jak klasyczna Nº5 nie przekonuje mnie do siebie, tak Mademoiselle czy Chance już bardziej. 
Odżywka Jantar, Szampon Olivaloe czy Beautyblender czyli kwietniowi ulubieńcy kosmetyczni!

Odżywka Jantar, Szampon Olivaloe czy Beautyblender czyli kwietniowi ulubieńcy kosmetyczni!

Pisałam już w poprzednim poście, że kwiecień był dla mnie miesiącem pod znakiem podróży. Walizkę praktycznie przepakowywałam będąc w domu i dalej w drogę. W trakcie tego miesiąca zużyłam sporą ilość próbek, ale nie zobaczyliście ich w denku, bo zwyczajnie nie chciało mi się zwozić śmieci do mieszkania ;) W kosmetyczce starałam się prócz próbek i miniaturek wozić najbardziej potrzebne produkty. Tak więc poniżej zaprezentuje Wam moich ulubieńców minionego miesiąca.


Pielęgnacja
W kwietniu kupiłam odżywkę Jantar do włosów. W poprzedniej wersji nie miała dozownika i wcierało się ją bezpośrednio po wylaniu na dłoń w skórę włosów. Od niedawna została wprowadzona modyfikacja w postaci spraya, co jest bardzo wygodne i praktyczne. Bałam się, że po użyciu wieczorem odżywki, rano włosy będą nieświeże. Ku mojemu zdziwieniu nic takiego nie nastąpiło. Szampon, który przez ostatni czas testowałam to Olivaloe zmniejszający wypadanie włosów. Muszę przyznać, że jest to świetny szampon dla mnie. Włosy po nim nie są przyklapnięte, są za to ładnie uniesione, a do tego pięknie błyszczą. Z wypadaniem ostatnio mam mniejszy problem, myślę, że dzięki kompleksowemu działaniu szamponu i odżywki. Dodatkowo zauważyłam wysyp tzw. baby hair :) Czupryna się zagęszcza, a włosy są na tyle długie, że mogę je w końcu wiązać. 

Dla przypomnienia zostawiam link do wpisu → FUNDACJA PRZYJAŹNI WEGIRLS, w którym pokazałam ścięcie moich długich włosów.

Co do pielęgnacji twarzy to moim stałym ulubieńcem w demakijażu jest Lipowy płyn micelarny z Sylveco. Polubiłam się z kremem na dzień Beauty Oil. Pod makijaż sprawdza mi się krem pod oczy z Make Me Bio, a na wieczór lubię cięższy, masełkowy krem z Iva Natura. Mam całą masę pomadek ochronnych, które walają się po kieszeniach i torebkach. EOS jednak ma swoje miejsce w łazience na półce. Bardzo lubię tą różową wersje.


Makijaż
Podkład Clarins w odcieniu 108 Sand stał się dla mnie minimalnie zbyt ciemny. Stwierdziłam, że spróbuję go wymieszać z kremem BB, który mam z HolikaHolika. Po wymieszaniu finalny odcień był jaśniejszy. Podkład minimalnie stracił jednak na trwałości, pod koniec dnia był już starty z okolic nosa. No cóż wiosenny katar na pewno temu pomógł. Zyskałam za to wyższe SPF i lżejszą formułę. Wróciłam do korektora Lasting Perfection. Do utrwalenia korektora pod oczami i podkład używałam pudru ryżowego z Ecocery. Nadal męczę bronzer z Kobo Nubian Desert, który świetnie sprawdza się do konturowania twarzy. Jak rozświetlacz męczyłam HighBeam z Benefit - męczyłam dlatego, że chciałam skończyć tą miniaturkę. W kwietniu lubiłam robić kreskę na oku i tu świetnie się sprawdzał eyeliner z Pierre Rene. Ma precyzyjny pędzelek, którym łatwo rysowało się kreski. Sam eyeliner szybko zastygał na powiece i był niebywale trwały, do tego stopnia, że na prawdę ciężko było go zmyć. W kwietniu testowałam Bazę pod tusz do rzęs Lash Primer z Golden Rose, którą nakłada się na rzęsy, a następnie na jeszcze mokrą bazę nakłada się maskarę do rzęs. Do kompletu dostałam tusz Lash Plumping Mascara, która ma dla mnie jednak zbyt dużą szczoteczkę i zawsze się wysmaruję tuszem po powiece. Niby miałam ograniczać miejsce w kosmetyczce, ale nie mogłam się powstrzymać przed testowaniem   tej nowości od Golden Rose :)  Brow Color Tinted zdominował moje brwi. Pisałam o niej już jakiś czas temu → BROW COLOR TINTED EYEBROW MASCARA. Na ustach dominowała płynna matowa pomadka z Golden Rose w kolorze 03.


Akcesoria do makijażu
Nakładania podkładu stało się o wiele szybsze i przyjemniejsze dzięki gąbeczce Beautyblender. Domywanie jej przy pomocy olejku Isany to teraz łatwizna. Jedyne czym się martwię to to, że pojawiły się na gąbeczce pierwsze pęknięcia. Mam nadzieję, że jeszcze chwilę mi posłuży. Do pudru lubię używać pędzel z Zoeva 101. Konturowanie to zadanie dla Hakuro H15. A najprzyjemniej używa się pędzla Maxi czy MBrush 03, którym mogę nałożyć rozświetlacz, róż i rozetrzeć bronzer, jeżeli zrobiłam za mocną krechę H15 przy konturowaniu. Nie zamieściłam pędzli do cieni, bo w kwietniu nie miałam zbytnio czasu na pełny makijaż. 
Rossmannowy czas wyprzedaży 20-28 kwietnia 2017r. Miałam nic nie kupować, ale ostatecznie zakupy zrobione.

Rossmannowy czas wyprzedaży 20-28 kwietnia 2017r. Miałam nic nie kupować, ale ostatecznie zakupy zrobione.

Jak co roku Rossmann wystartował z wyprzedażą kosmetyków do makijażu -49%. Tak na prawdę to nie tylko kosmetyki kolorowe są na promocji, łapią się na nią również pomadki ochronne, odżywki do paznokci i rzęs. Do tego wszystkiego można załapać się na rabat -55% rejestrując się w Klubie Rossmann i kupując 3 różne produkty jednocześnie. To jednak pewnie Wszyscy już wiecie. W końcu promocja dobiega już końca i zakupy dawno zrobione. 

Miałam postanowienie, że nie będę szła do Rossmanna. Dlaczego? Teoretycznie mam zapas kosmetyków na długi czas ;) Pisząc bloga, mam jednak ochotę na wypróbowanie wielu kosmetyków, również właśnie tych drogeryjnych. Ogromnym minusem wyprzedaży i to tak na prawdę nie tylko Rossmannowych, chociaż mam wrażenie, że te są najbardziej popularne (wydaję mi się, że przez szeroki zasięg Rossmanna, który jest już praktycznie w każdym mieście i miasteczku) jest dostęp do pełnowymiarowych produktów. Chodzi mi dokładnie o to, że klient traktuje kosmetyk pełnowymiarowe, tak tu go nazwę, jak tester, mimo, że tester jest dostępny. Odkręca, smaruje się nim, a następnie odkłada na półkę (często w losowe miejsce) i zabiera produkt za nim, porzucając wymacany produkt. O tych i innych Rossmannowych wadach możecie przeczytać u MAZGOO - polecam przeczytać, kliknijcie TU.

Nadmienię tak jeszcze od siebie, że nie rozumiem dlaczego produkty pełnowymiarowe nie są zabezpieczone plombami lub nie są zapakowane tak jak choćby pomadki ochronne. Bodajże w USA tak właśnie są zabezpieczane kosmetyki i jest to moim zdaniem bardzo trafione.


Przechodząc do moich zakupów - miałam nie kupować a kupiłam. Porównując Rossmannowe promocyjne ceny kosmetyków a ceny tych samych produktów w drogeriach internetowych (Polecam zajrzeć na mój wpis Gdzie zrobić zakupy kosmetyczne on-line?) są praktycznie takie same. Wniosek z tego, że nie trzeba się denerwować i stresować, tylko na spokojnie, kiedy chcemy zrobić zakupy w internecie. To czemu weszłam do Rossmanna? Od niedawna są tam dostępne EOSy, które okazały się być również na promocji. No więc jak nie skorzystać? :D W standardowej cenie kosztują tam 24,99zł, korzystając z promocji -55% cena robi się już atrakcyjna i bardzo konkurencyjna. No właśnie, ale żeby była konkurencyjna to trzeba włożyć jeszcze 2 inne produkty do koszyka. Tak też się stało i wybrałam jeszcze pomadkę dla mamy i tusz L'oreal So Couture, który jest moim HITEM jeżeli chodzi o tusze do rzęs. 

Byłam w Rossmannie w Krakowie przy ulicy Kalwaryjskiej - polecam, bo bardzo miła obsługa. Na półce gdzie miały być EOSy - pustka. Nie dając za wygraną, podeszłam do Pani ekspedientki i zapytałam z nikłą nadzieją, czy może jednak nie ostał się gdzieś jakiś ostatni EOS. Panie z Panem ochroniarzem poszły na zaplecze i po dobrych kilku minutach przytaszczyły pudło z zapasami pomadkowymi. Przeglądnęły go przy mnie, ale niestety nie było. Nagle jedna z Pań powiedziała mi, że jeżeli bardzo mi na tym balsami zależy, to mają jedną sztukę w koszu z przecenami, bo ktoś uszkodził papierowe opakowanie. Oczywiście, że chciałam! I to jeszcze za 16,49zł z czego Pani powiedziała, że od tego też odliczy mi się -55%. A tu nagle Pan ochroniarz, że też znalazł EOSa :D I tak wyszłam z dwoma ;)


Miałam nic nie kupować, a w końcu widzicie, wyszłam z czterema rzeczami. Miałam zaoszczędzić, bo w końcu promocja, a z portfela znikło prawie 60zł. No cóż cieszę się oczywiście z zakupów, ale są to zapasy - zamrożone pieniądze jak to mówią. Jaki morał z tego? Odpowiedzcie sami! :)


Co przyniósł mi kosmetyczny Mikołaj?

Co przyniósł mi kosmetyczny Mikołaj?

Prezentów było wiele w tym roku, ale pokaże tylko te kosmetyczne :) Mikołajki, gwiazdka - u każdego jest inna okazja do dawania prezentów, każda wydaje się równie dobra. Ważne jest w tym wszystkim chęć obdarowywania innych. 


Mój mąż zrobił mi niesamowity prezent. Wręczył pudełko z Mintishop'u, nie miałam pojęcia co może zawierać, więc z wypiekami na twarzy zaczęłam go rozpakowywać. W środku znalazłam same cudowności, które od dawna chciałam wypróbować! Wniosek z tego, że mój mąż mnie słucha ;) Odkąd poznałam markę TheBalm chciałam wypróbować ich kultowy rozświetlacz Mary Lou i bronzer Bahama Mama. Pędzle zaprojektowane przez Maxineczkę okrzyknięte zostały najlepszymi pędzlami na rynku - oczywiście, aż zapiszczałam na widok tuby ze złotym logiem. Oznaczało to, że dostałam swój pierwszy pędzel Mbrush!


Kolejny wspaniały Mikołaj sprezentował mi EOSowy zestaw. Miałam już wcześniej słynne jajeczko do ust, bardzo je lubiłam. Słodkie różowe opakowania zachęca do powąchania i słusznie, bo zapach jest bardzo przyjemny. Balsam do ciała Berry Blossom jest dla mnie totalną nowością. Jajeczka w wersji sorbetu truskawkowego nie miałam i bardzo, bardzo się cieszę, że mam :) 


Największym zaskoczeniem była dla mnie przesyła od Patrycji. Wcześniej ja wysłałam jej drobny prezent, który był rewanżem za wcześniejszy prezent i teraz w rękach mam kolejną przesyłkę od niej. Wszystko było pięknie zapakowane w różowe pudełko Lifterii. Paczka na bogato, w której nie zabrakło azjatyckich słodyczy, słodkich skarpetek i kosmetycznych hitów. Magic Food Banana Hand Milk z Tony Moly to prześwietny gadżetokosmetyk! Pachnie cudnie bananami i bardzo chciałam go wypróbować. Sweet Cotton Pore Cover Powder z Holika Holika to kolejny produkt, który bardzo chciałam poznać. Kawowy peeling do ciała to ostatnio popularny produkt, a ja jeszcze nie miałam okazji go wypróbować. Krem BB z Hello Kitty jest przesłodki, a i jeszcze urocza, malutka pomadka. Patrycja mogłaby tworzyć boxy subskrypcyjne ;)



5 kosmetyków do pielęgnacji, których nie chciałabym, aby wycofano ze sprzedaży!

5 kosmetyków do pielęgnacji, których nie chciałabym, aby wycofano ze sprzedaży!

Lubię czytać posty tego typu u innych. Sama wcześniej nie napisałam takiego, więc weszłam do łazienki i zastanowiłam się, które kosmetyki pielęgnacyjne mogłyby znaleźć się na liście 5 kosmetyków pielęgnacyjnych, których nie chciałabym, aby wycofano ze sprzedaży. Powiem szczerze, że nie sądziłam, że będzie to tak trudne zadanie. Na prawdę chwilę trzeba się zastanowić i wybrać faktycznie te, które sprawdzają się bardzo dobrze. Po dłuższym namyśle wytypowałam piątkę ulubieńców :)

1. Balsam do ust EOS
Mój ulubiony balsam do ust, szczególnie dzięki temu, że posiada naturalny skład. Na razie miałam wersję Sweet Mint i Vanilla Mint. Mam nadzieję, że nie przestaną produkować tych słodkich jajeczek. Czekam, aż wprowadzą wersję bananową :)


2. Balsam do ciała z masłem SHEA Organique 
Nic tak dobrze nie nawilża mojej skóry jak ten balsam, szczególnie zimą nie wyobrażam sobie używać innego balsamu. Wersja mleczna pachnie cudownie, ale z chęcią wypróbuję inne wersje.


3. Krem do skóry suchej i wrażliwej Garden Roses Make Me Bio
Moje odkrycie tego roku w pielęgnacji skóry twarzy. Krem jest jak masło gęsty i treściwy. Idealnie nawilża i koi skórę. Teraz gdy za oknem zimno i mokro, krem idealnie chroni moją cerę. Chętnie wypróbuję też wersję z pomarańczą, ale mam nadzieję, że różnego kremu nie wycofają!


4. Krem do rąk Hud Salva Naturemedicine
Moje dłonie bardzo szybko się wysuszają a do tego często pojawiają się na nich równego rodzaju uczulenia. Krem Hud Salva idealnie sprawia się jako maska na dłonie i ratuje je. Zmieniona już szatę graficzną tego kremu, mam nadzieję, że nie zmienią jego składu ;)


5. Płyn Micelarny Sensibio Bioderma
Nic tak jak on nie zmywa u mnie makijażu. Poradzi sobie z każdym tuszem i najbardziej trwałą, matową pomadką. Nie szczypie w oczy, nie podrażnia skóry, jest bezzapachowy i nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Tak, jest drogi, ale można znaleźć go w promocji - ostatnio w SuperPharmie widziałam 2 butelki 250ml za 24zł. Bardzo bym nie chciała, żeby w nim coś zmienili!



Jestem ciekawa jak wyglądają Wasza 5 kosmetyków do pielęgnacji?
Napiszcie w komentarzu lub jeżeli prowadzicie bloga to chętnie przeczytam taki wpis u Was! :)
EOS vanilla mint

EOS vanilla mint

W drogerii Pigment przy ulicy Długiej w Krakowie  w piątek obowiązywała promocja na wszystkie balsamy do ust EOS. Przecenione były z 23,99zł na 17,99zł - to całkiem dobra cena, dlatego postanowiłam zaopatrzyć się w niego. Wybór był na prawdę ciężki, bo mogłabym mieć każdy. Wcześniej miałam wersję Sweet Mint, którą bardzo polubiłam. Chciałam jednak wypróbować inny smak, w końcu do koszyka wpadł EOS Vanilla Mint.


Ze strony www.myeos.pl dowiemy się, że:

balsam EOS  jest w 99 % naturalny. Zawiera olejek jojoba, masło shea oraz witaminę C i E, która jest naturalnym przeciwutleniaczem. Pozbawiony jest glutenu, parabenów, ftalanów oraz wazeliny. Posiada właściwości odżywiające, regenerujące i antybakteryjne. Zapewnia ustom długotrwałe nawilżenie i widoczne wygładzenie oraz wysoki komfort użytkowania.

Łączy w sobie wiele cech, które sprawiają, że staje się niezbędny przez cały rok:
  • wygładza i nawilża usta, które stają się piękne i zdrowe
  • pozostawia na ustach delikatny połysk i smak -  bez uczucia lepkości, jaką możemy spotkać przy innych kosmetykach ochronnych
  • doskonale dopasowuje się do dłoni i ust - można go nakładać nawet bez użycia lustra
  • łączy w sobie znakomite właściwości z nowoczesnym kształtem, który pasuje do torebki i każdego miejsca w domu
  • można wybrać swój ulubiony smak
Skład: Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Beeswax/Cera Alba (Cire d’abeille)*, Cocos Nucifera (Coconut) Oil*, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Natural Flavor, Butyrospermum Parkii (Shea Butter)*, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Sodium Isostearoyl Lactylate, Water, Sodium Hyaluronate, Stevia Rebaudiana Leaf/Stem Extract, Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Vanilla Planifolia Fruit Extract, Ascorbyl Palmitate

Produkt nie jest testowany na zwierzętach. Masa netto: 7 g


Bardzo podoba mi się skład, naturalny bez parabenów. Napis "gluten-free" jest chyba na każdym amerykańskim kosmetyku, bo tam ludzie za przeproszeniem oszaleli na punkcie bezglutenowego jedzenia mimo, że większość ludzi celiakii nie ma. W każdym razie pszenicy w EOSie nie znajdziemy :)



Poprzednia wersja EOSa wystarczyła mi na ok. rok używania. Byłam z niego bardzo zadowolona, dobrze nawilżał, ładnie pachniał i do tego to słodkie opakowanie. Po wrzuceniu do torebki nie było szans, żeby balsam się sam otworzył. Zamykany jest przez zakręcanie i dodatkowo na końcu jest tzw. kliknięcie. W przypadku innych pomadek miałam już sytuacje, że wszystko w torebce było upaćkane, bo się otworzyła.


Po otwarciu Vanilla Mint wyczuwalna jest mięta, ale dodatkowo słodkie zapachy. Nie jest to typowo waniliowy zapach, przynajmniej dla mnie. W wersji Sweet Mint, był to typowy, mocny zapach mięty. Smak po oblizaniu jest słodki, nie jest to typowy mdły smak wosku, osobiście preferuję właśnie pomadki smakowe, słodkie :) Bardzo chętnie przetestuję w przyszłości pozostałe wersje EOSa tj. Summer Fruits, Strawberry Sorbet, Pomegranate Raspberry, Blueberry Acai, Honeysuckle Honeydew, Coconut Milk oraz Blackberry Nectar.


Jaka jest Wasza ulubiona wersja EOSa? :)
Mnie kuszą jeszcze EOSowe kremy do rąk - znacie?
Denko Sierpień - Wrzesień 2015

Denko Sierpień - Wrzesień 2015

W sierpniu denka nie było, bo nie zużyłam prawie nic. Postanowiłam wstrzymać się do września i zrobić dwumiesięczne denko. Udało mi się w końcu pokończyć trochę kolorówki, ale znalazły się kosmetyki, które musiałam już wyrzucić, bo mi nie odpowiadały.



1. Szampon Reparative Complex dla włosów zniszczonych REF, 75ml. Znalazłam miniaturkę tego szamponu w lutowym pudełku JoyBOX. Zabierałam go głównie na wyjazdy, dlatego tak długo się ostał. Szampon bardzo dobrze oczyszczał, włosy były po nim błyszczące i nie elektryzowały się. Jedynym minusem jest cena - 75ml kosztuje 24,90zł a 300ml 69,90zł, dlatego nie wiem czy pozwolę sobie na ponowny zakup.

2. Szampon Dove. Moja ulubiona wersja i już używam kolejnego opakowania.

3. Ultralekka odżywka z olejkiem arganowym Marion. Któreś z kolei zużyte opakowanie, w łazience stoi już nowa butelka.


4. Perełki do kąpieli Królowa Nocy Kneipp. Jestem pozytywnie zaskoczona tym umilaczem kąpielowym. Po wsypaniu perełek do wanny zabarwiają wodę na mocno fioletowy kolor a wokół roztacza się piękny zapach. Skóra po kąpieli była nawilżona a zapach unosił się w całym mieszkaniu. Chętnie kupię ponownie :)

5. Balsam do ciała z masłem shea o zapachu mleko Organique. Produkt ten poznałam dzięki JoyBOX i powiem Wam, że ten balsam jest genialny! Kupiłam już następne opakowanie, uwielbiam ten zapach.

6. Suchy olejek do ciała Purely Pampering, wersja o zapachu pistacji i magnolii Dove. Bardzo podoba mi się zapach olejku do tego dobrze nawilża. Produkt ten kupiłam w wyprzedażowej wersji JoyBOX. Cena za 150ml to 37zł, gdy znajdę go na promocji to chętnie nabędę.

7. Dwufazowy cukrowy peeling do rąk i stóp, wersja argan oil Tenex. Spodziewałam się czegoś innego po tym produkcie. Drobinki peelingujące osadzają się na dnie i trzeba się mocno namęczyć, żeby je wydobyć. Peeling zostawia tłustą warstwę na skórze, która się nie wchłania. Zapach jest mocno orientalny i dla mnie wręcz drażniący, dlatego większość produktu wyrzucam. Nie kupię ponownie.

8. Żel pod prysznic Cabana Dream Balea. Bardzo lubię żele Balea, ta wersja zapachowa jest przyjemna, chętnie nabędę ponownie.


9. Suchy szampon Batiste w wersji zapachowej Cherry. Bardzo lubię to małe opakowanie, jest idealne do kosmetyczki. Mam kolejne opakowanie.

10. Zmywacz do paznokci Essence. Miała pachnieć owocami, a śmierdział jak każdy inny zmywacz. Lakier zmywał dobrze, więc tu nie mam mu nic do zarzucenia, ale ostatnio kupiłam inny zmywać i nie wiem czy wrócę do tego.

11. Balsam do ust Eos w wersji Sweet Mint. Bardzo się z nim polubiłam, dobrze nawilża, jest bardzo wydajny i do tego to opakowanie :) Chętnie nabędę kolejne opakowanie.

12. Wosk Yankee Candle Mandarin Cranbeery - przyjemny zapach, jednak jest tyle przede mną do wypróbowania, że na razie go nie będę kupować.

13. Wosk Yankee Cande Tarte Tatin - mocno owocowy zapach, tak jak z poprzednim, na razie nie kupię go ponownie.


14. Krem AA matujący, intensywnie nawilżający Hydro Algi. Mój początkowy zachwyt był spowodowany tym, że krem się szybko wchłaniał i nie pozostawiał tłustej warstwy. Jednak po dłuższym stosowaniu zauważyłam, że poziom nawilżenia mojej skóry jest mniejszy i zmieniłam krem na bardziej nawilżający. Krem stał na półce nieużywany i w końcu stwierdziłam, że jest nie dla mnie i wylądował w koszu. Nie kupię ponownie

15. Oceanic, AA, Wrażliwa Natura 20+, Nawilżająco - rozjaśniający krem pod oczy. Używałam przez jakiś czas i nie stwierdziłam żadnej różnicy. Nie kupię ponownie.


W końcu kolorówka :)

16. Bronzer Astor. Bardzo go lubiłam, był ze mną bardzo długo - chyba nawet za długo. Już nawet nie ma go w szafie Astora. 

17. Pomadka do ust Lirene. Tak samo jak bronzer, była ze mną bardzo długo. Miała piękny kolor fuksji, niestety nie mogłam znaleźć jej w żadnej drogerii.

18. Błyszczyk do ust Vipera. Nie przepadam za błyszczykami, ale ten przypadł mi do gustu. Miał bardzo gęstą formułę i piękny kolor.

19. Brązowa kredka do oczu Sephora. To już mały ogarek, ale była ze mną długo. Miękka i trwała, łatwo się nią operowało. Muszę się zaopatrzyć w brązową kredkę :)

20. Czarna kredka do oczu Astor. Muszę się jej pozbyć, bo jest ze mną na prawdę długo. Nie używam często czarnej kredki a odkąd mam eyeliner to prawie w ogóle.


21. Płatki oczyszczające na nos Marion. bardzo je lubię i stosuję przynajmniej raz w miesiącu.

22. Maseczka Peel off Perfecta. Lubię tego typu maseczki.

23. Maseczka Tołpa. Maseczka do cery naczynkowej, trochę u mnie siedziała w szufladzie, w końcu zużyłam.

24. Próbki: krem pod oczy Organique - dzięki tej próbce kupiłam pełen produkt. Norel mnie zaskoczył i chętnie poznam tą markę.
Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger
Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY