Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Apis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Apis. Pokaż wszystkie posty
Mokosh, Norel, HolikaHolika i sporo innych - minirecenzje zużytych produktów czyli kwietniowe denko

Mokosh, Norel, HolikaHolika i sporo innych - minirecenzje zużytych produktów czyli kwietniowe denko

Kwietniowe denko w połowie maja i to pod koniec miesiąca- czemu nie? :) Tak się ostatnio złożyło, że na pisanie bloga miałam mało czasu. Ostatnio częściej jestem w podróży niż w domu i konsekwencją tego jest brak wpisów. Nie chcę robić niczego po łebkach, dlatego tak rzadko publikuję wpisy. Mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni, bo pomysłów na wpisy mam całą masę. Nie przedłużając już, przedstawiam zużyte produkty i ich mini recenzje.


1. Bania Agafii, oczyszczająca maska dziegciowa do twarzy
Moja pierwsza maseczka z tej serii. Przed jej kupnem przejrzałam recenzję i zapowiadało się, że będzie dobrze. Po jej zużyciu potwierdzam, było dobrze! Wygodne opakowanie, korzystna cena do jakości. A jeżeli chodzi o działanie to musiałam pilnować jednie by maseczka nie wyschła zbyt w okolicy policzków, bo wtedy mogło wystąpić zaczerwienienie. Przy kontrolowaniu tego, efekt po użyciu był bardzo dobry. Chętnie nabędę kolejne opakowanie.
 

2. MakeMeBio, lekki krem nawilżający SPF25
Krem ten jest zupełnie inny w konsystencji niż w wersji różanej. Nazwa "lekki" nie nawiązuje do konsystencji, która jest jakby tempa a krem długo się wchłania. Zużyłam ze względu na dość wysoki filtr, ale nie zrodziła się z tego chęć kupienia kolejnego opakowania. 

3. Norel, witaminowy krem energetyzująco-odżywczy 
Kolejne zużyte opakowanie tego kremu. Marka Norel przejawia się co chwila na tym blogu, a szczególnie ten krem. Sprawuje się u mnie bardzo dobrze zarówno rano jaki wieczorem. Czasem używałam go tylko wieczorem, a rano nakładałam właśnie krem MakeMeBio. Chętnie zakupię ponownie, poczekam jednak na targi kosmetyczne, żeby nabyć go bezpośrednio na stoisku Norel w większym opakowaniu.

4. Gąbka Konjac różowa, cera wrażliwa
Stosunkowo niedawno zauważyłam ten produkt w sieci. Przeczytałam kilka pozytywnych recenzji i zaciekawił mnie ten wynalazek. Konjac to roślina, która rośnie w Azji. Nie jest to więc syntetyczny produkt, ale w pełni naturalny. Według producentów Gąbki Konjac są najbardziej delikatnym i skutecznym produktem do oczyszczania skóry, które zawierają wiele naturalnych składników. Używałam ją ponad miesiąc, myślę, że bliżej dwóch. Ciekawa forma mycia skóry twarzy. Nie wykluczam, że jeszcze jakąś wypróbuję.


5. Apis, aksamitny balsam odżywczy do rąk
Spodziewałam się, że krem będzie miał piękny migdałowy zapach, niestety się rozczarowałam. Konsystencja była dość rzadka i krem stał chwilę na półce. W końcu go wymęczyłam, ale powrotu nie planuję.

6. Mokosh, odżywczy eliksir do paznokci, żurawina
Produkt zamknięty w małej buteleczce z pędzelkiem, który ułatwia aplikację na skórki wokół paznokcia. Tak go właśnie stosowałam i dawał radę nawilżyć je w takim stopniu, że dłonie wyglądały całkiem nieźle. Jedyny minus to taki, że eliksir nazywa się żurawinowy, a w składzie żurawina nie widnieje.

7. Salco au Naturel mleko do kąpieli
Cudo! Dorwałam je w Grocie solnej i na pewno kupię ponownie. Jest jeszcze kilka innych wersji zapachowych i chętnie je wypróbuje.

8. L'occitane, krem do rąk wanilia
Miniaturka, którą kiedyś dostałam. Uroczy gadżet, który wygląda jak farbka, pięknie pachnie i dużo kosztuje. Odkąd poznałam polską firmę Scandnia Coasmetics, szkoda mi kasy na L'occitane.

9. Etja, olej ze słodkich migdałów
Niestety jest to olejek rafinowany. Zużyłam go do ciała. 

10. Ministerstwo Dobrego Mydła, półkula do kąpieli nagietek
Bardzo lubię kule do kąpieli. Te z MDM mają bardzo dużo olejków w sobie, wiec po kąpieli skóra jest już nawilżona. 

11. Radełko do usuwania skórek
Kupiłam cążki do skórek, radełko już się stępiło.


12. Lavera, pasta do zębów
Pasta o naturalnym składzie. Dla mnie jej smak nie był jednak do przejścia - zużył ją mąż.

13. Pilomax, maska do włosów ciemnych
W większości zużyłam ją kiedy miałam jeszcze długie włosy. Aktualnie przy krótkich nie chciałam ją nakładać przy skórze głowy, by nie obciążać zbytnio włosów. Efekt przy długich włosach był bardzo widoczny - włosy nie elektryzowały się, były dociążone.

14. L'oreal tusz do rzęs So Couture So Black
Moim faworytem dotychczas była klasyczna wersja - So Couture. So Black też jest bardzo fajna i podobnie jak podstawowa wersja, im starszy tym lepiej mi się nim malowało. 

15. Holika Holika, żel aloesowy 99%
Moim pierwszym żelem aloesowym był ten ze Skin79 - jego recenzję możecie znaleźć klikając → Żel Aloesowy od Skin79 - Aloe Aqua Smoothing Gel 99%. Prócz opakowaniem te dwa produkty nie różniły się dla mnie. Opakowanie w formie liścia jest mniej praktyczne jeżeli chodzi o wydobywanie produktu, ale jest za to bardziej higieniczne niż odkręcane opakowanie do którego za każdym razem wkładamy paluchy.  

16. Estee Lauder, woda perfumowana Pure White Linen Light Breeze
Baardzo oszczędzam ten zapach, to moja druga butelka. Kojarzy mi się z wiosną i w tym okresie używałam go najintensywniej. Jeżeli tylko go znajdę to kupię ponownie, bo dobrze mi się kojarzy. 

17. Nivea,  pomadka ochronna Fruity Shine
Już wiele razy podkreślałam, że pomadek ochronnych u mnie nigdy na wiele. Wiem, że składy pomadek Nivea nie powalają, ale mam do nich sentyment. Ta wpadła do koszyka przy jakieś Rossmannowej promocji.


Jeżeli macie pytania odnośnie jakiegoś produktu, śmiało zostawicie je w komentarzu! Postaram się na nie odpowiedzieć :)
Denko styczeń 2017 m.in. Norel, Vianek, Biolove, Lush

Denko styczeń 2017 m.in. Norel, Vianek, Biolove, Lush

W styczniu nazbierało się tyle pustych opakowań, że postanowiłam opublikować jednomiesięczne podsumowanie zużytych kosmetyków, a nie tak jak zazwyczaj, po dwóch miesiącach. Zwyczajnie nie pomieściłam bym się chyba na zdjęciach z tym wszystkim, nie mówiąc już o magazynowaniu tego w mieszkaniu :)

Aby ułatwić opis, używam od jakiegoś czasu oznaczenie orientacyjnego poziomu zadowolenia z produktu kolorami:

kolor zielony - kupię ponownie
kolor pomarańczowy - możliwe, że kupię
kolor czerwony - raczej nie kupię


1. Kojący żel do higieny intymnej z ekstraktem z liści borówki brusznicy, Vianek 300ml
Był w porządku, naturalny skład, nie mam zastrzeżeń. 

2. Mineralne mydło kuchenne, YOPE 500ml
Nie wiem, które to już opakowanie tego mydła zużyłam. Wersję mineralną lubię chyba najbardziej z serii mydeł kuchennych.

3. Organiczne mydło do rąk Rose & Peach, Organic Shop 500ml
Żel wygrałam u Ani na blogu, razem z innymi fajnymi kosmetykami (pisałam o nich w nowościach wakacyjnych). Wcześniej używałam namiętnie mydeł marki YOPE. Z Organic Shop nie miałam mydła do rąk, widziałam je tylko on-line, a nie mogłam dostać nigdzie stacjonarnie. Mydło miało bardzo przyjemny zapach i było wydajne.  


4. Nawilżający żel do mycia ciała,  Oillan Balnce 100ml
Seria Balnce jest przeznaczona dla osób z problemami skórnymi jak alergie, AZS, łuszczyca. Produkt był w porządku, jak na tego typu produkt nie posiadał zapachu. Opakowanie 100ml jest jednak bardzo małe i starczyło mi zaledwie na tydzień.

5. Naturalny odżywczy żel pod prysznic z dziką różą, Cosnature 250ml
Przyjemny żel o fajnym składzie, nie mam do niego żadnych zarzutów. Może tylko wypróbowałabym inną wersję zapachową. Różana była w porządku, ale wolałabym coś bardziej owocowego np. wersję z granatem.

6. Aloesowy żel pod prysznic, Ec Lab 350ml
Lubię te żele pod prysznic, wersja aloesowa pachniała bardzo delikatnie i dałam ją mężowi. Do tego mamy tu aż 350ml przy czym butelka jest wysoka i smukła przez co zajmuje bardzo mało miejsca.

7. Odżywczy szampon Aleppo do włosów, Planeta Organica 280ml
To moje kolejne opakowanie tego szamponu. Przy długich włosach sprawdzał się bardzo dobrze. Teraz przy krótszych też niczego sobie.

8. Ałun Organique
Napalił,am się na ten produkt bardzo, szukając naturalnego antyperspirantu. Wszystko ładnie wygląda, obietnice, że produkt starczy na lata i nie pozwala się rozwijać zarazkom, które powodują, że pot nieprzyjemnie pachnie. Nie liczyłam więc, że będzie chronił przed potem, ale chociaż ochroni przed zapachem. Niestety nie zrobił tego. Wyczytałam gdzieś, że ałun stosowany jest do szybszego gojenia ranek, zadrapań skórnych - tutaj też nie zauważyłam niczego spektakularnego. Stał na półce i teraz nie wiem co z nim zrobić - trochę mi szkoda go wyrzucać, ale nie mam na niego pomysłu. Może Wy macie?

9. Balsam dezodorujący Melisa i Szałwia, Alterra 50ml
Na drugim składzie ma aloes, więc fajnie, ale na trzecim już alkohol. Nie posiada soli aluminium, więc dlatego się na niego skusiłam. Niestety nie sprawdził się u mnie w ogóle. Do tego jego zapach nie kojarzy mi się ze świeżością i drażnił mnie.


10. Maseczka w płachcie After taking a trip, Holika Holika
Maseczki w płachcie poznałam niedawno, ale jest to bardzo przyjemny wynalazek. Taki chwilowy, nawilżający opatrunek dla twarzy. Nie wiem czy tą wersję, ale chętnie poznam się z innymi.

11.Wiśniowe masło do ciała, Biolove 100ml
Masło kupiłam latem, ale czekało do zimy. Dlaczego? Po prostu zimą lubię mocniejsze, cięższe, słodsze zapachy. Wiśniowe masło pachnie obłędnie, ma się ochotę je zjeść. Chętnie poznam inne wersje zapachowe Biolove, szkoda tylko, że dostępni są tylko w Warszawie.

12. Tonik do twarzy Norel
Początkowo zdenerwowałam się na ten tonik, bo myślałam, że strasznie przesuszył mi skórę. Okazało się jednak, że po prostu udało mu się złuszczyć martwy naskórek. Po tym skóra była gładka i przyjemna w dotyku.

13. Pieniąca kula do kąpieli Comforter, Lush
Bardzo lubię kąpielowe umilacze, a te z Lusha cieszą chyba wszystkie zmysły. Kultowy Comforter sprawia, że mamy różową, pachnąca kąpiel pełną piany. Kulę można oczywiście dzielić i ja oszczędzałam ja jak tylko się dało...;)

14. Mgiełka z wodą różaną i ekstraktem z dzikiej róży, Apis
Mgiełkę używałam latem, fajnie odświeżała, ale nie zdążyłam jej zużyć całej. Stała tak w łazience, aż postanowiłam się w końcu jej pozbyć. Chciałabym teraz wypróbować hydrolat różnany, więc pewnie do tej nie wrócę.

15. Pomadka Intensiv, Balea
Pomadek u mnie nigdy dosyć, ta miała fajny zapach, ale nie nawilżała ust specjalnie. 

16. Pomadka Malibu Lip Care
Dostałam ją od koleżanki, opakowanie i zapach ma świetny. Z nawilżaniem było już średnio. 

17. Podkład No Mask, Lirene
Podkład dostałam do testów podczas Meet Beauty Conference. Jego recenzję możecie przeczytać TUTAJ. Co mogę do niej dodać? Podkład ściemniał w butelczce i jest teraz bardziej pomarańczowy. Teraz na mojej bladej twarzy jego kolor wygląda mocno pomarańczowo. Jak latem był w porządku, tak teraz leżał nie używany. Nie wiem czy do niego wró- gdyby miał bardziej żółte tony to chętnie, bo formuła bardzo mi odpowiadała. 

18. Krem - żel pod oczy All About Eyes, Clinique 5ml
Miniaturka z SephoraBox. Niby tylko 5 ml, ale przy kremie pod oczy taka pojemność starcza na jakiś czas. Konsystencja lekkiego żelu, przyjemnie się go stosowało. Nawilżał dobrze, nakładałam go na noc. Jedyne co mnie hamuje przed kupnem pełnego opakowania to cena - 175zł na 15ml.


Próbki: Lavera mnie bardzo ciekawi i chętnie poznam się z ich pielęgnacją. Norel, akurat ten krem nie jest dla mnie, trochę mi łzawiły oczy po nim. A podkład Cinique bardzo fajny, tyle, że kolor akurat był dla mnie za ciemny.

Nowości lipiec - sierpień m.in. Tony Moly, KIKO, Benefit

Nowości lipiec - sierpień m.in. Tony Moly, KIKO, Benefit

W ostatnim konkursie zapytałam Was, które posty lubicie czytać najbardziej. W odpowiedziach znalazły się między innymi posty z nowościami, dlatego postanowiłam napisać taki wpis. Zebrałam wszystkie nowości wakacji w jeden post. Znajdziecie tu zakupy, prezenty, przesyłki i wygraną w rozdaniu


Biolove to dla mnie marka stosunkowo nowa, o której czytałam tylko recenzję, ale nie widziałam jej nigdzie na sklepowych półkach. Później dotarła do mnie informacja, że wyłączność na tą markę posiada sieć drogerii Kontigo. Niestety jest ona tylko w Warszawie i okolicach, więc gdy tylko nadarzyła się okazja i byłam w stoicy, odszukałam sklep i poszperałam na pulkach z kosmetykami Biolove. Piękne zapach, świetne składy i niewysoka cena i ciekawy asortyment. Nie straciłam jednak głowy i na wypróbowanie kupiłam masło do ciała o zapachy wiśni i piżmową kulę do kąpieli.


Korzystając z wyprzedaży w KIKO skusiłam się na 3 kredki do oczu oraz na TOP COAT, o którym pisałam już TU. Napiszę jeszcze co nieco o kredkach w osobnym poście.


Nie obyło się bez zakupów w Drogerii Pigment, gdzie kupiłam:
  • Szampon Planeta Organica ALEPPO - kolejne opakowanie, bardzo go polubiłam,
  • Żel do higieny intymnej Vianek - wcześniej miałam Biolaven,
  • Scrub do twarzy Bania Agafii,
  • Krem pod oczy Nacomi,
  • Silikonowa myjka do twarzy.


A teraz czas ma prezenty :D Muminkowy zestaw przywędrował do mnie z Finlandii, jest to gift od koleżanki, która była tam na wakacjach. Czyż nie jest to najsłodszy zestaw do włosów ever? :) Pamiętaj przed użyciem szczotki "Let's sing a song" :D Chyba cały czas jestem wewnętrznie małym dzieckiem ;)


Dostałam również taką o to uroczą pandę - So Cool Eye Stick marki Tony Moly, czyli chłodzący sztyft pod oczy. Azjatycki szał nastał na dobre, koreańskie kosemetyki można nawet spotkać w Sephorze. Kosmetyki Tony Moly znane są z przesłodkich opakowań. Kusiło mnie bardzo, żeby mieć w swojej kosmetyczce takie maleństwo :) Oj, jak ja kocham pandy <3 Bardzo dziękuje jeszcze raz za ten prezent :*


Gdy zobaczyłam na instagramie zdjęcie, na którym dziewczyny z UK chwalą się dodatkami do sierpniowych gazet - padłam. Miniatury produktów do brwi z Benefitu w cenie gazety! Od razu uderzyłam z prośbą do znajomego w Londynie, żeby wyruszył na poszukiwania. Udało się! Mam sierpniową Marie Claire z Ready, Set, BROW! czyli utrwalającym żelem do brwi. Cena pełnowymiarowego produktu to 125zł. Dziękuje Ci Cooler :) Szkoda, że w polskich gazetach nie ma takich cudów...


Niesamowitą niespodziankę sprawiła mi marka Indigo, która obdarowała mnie swoim najnowszym zestawem startowym do manicure'u hybrydowego. Dokładnie opisałam go TU, jeżeli jesteście ciekawi co znalazło się w środku. Już niebawem dostępny będzie w sprzedaży na www.indigo-nails.com w cenie 269 zł.


Do testów od marki Vita Liberata dostałam serum Self Tanning Anti Age, dodatkowo w przesyłce znalazłam miniatury suchego olejku i lotionu. Już niedługo pojawi się recenzja serum.

A na koniec nagroda, którą udało mi się wygrać w rozdaniu u Ani z bloga Perfect Foundation. Cała zabawa polegała na tym, że sama mogłam sobie wybrać nagrodę. Ania nakreśliła tylko mniej więcej co to ma być, a dokładnie wyglądało to tak:
1.Wybrany krem BB ze Skin79, Holika Holika bądź Lioele - tutaj nie umiałam się zdecydować, więc poprosiłam Anię, żeby wybrała coś dla mnie.
2.Wybrana paleta Sleek bądź Makeup Revolution - wybrałam Makeup Revolution Ultra Contour Paleta do Konturowania.
3.Wybrana pomadka Golden Rose - wybrałam Golden Rose Velvet Matte Matowa Pomadka do Ust 02.
4.Wosk lub sampler od Yankee Candle - sampler Pink Sands.
5.Wybrana maska do włosów od Banii Agafii - Bania Agafii Balsam do Włosów Aktywator Wzrostu 100ml.
6.Wybrany produkt od Organic Shop - Organic Shop Mydło w Płynie Różowe Brzoskwinie 500ml. 
Dodatkowo w przesyłce znalazłam maseczkę APIS i krem Sylveco :)
Denko kwiecień 2016

Denko kwiecień 2016

Warsztaty Tołpy podczas Meet Beauty utwierdziły mnie, że comiesięczne rozliczenie zużytych kosmetyków jest bardzo przydatne. Do czego? Mobilizuje do otwierania jednego kosmetyku z danej "kategorii", a nie kilku na raz. Przez co zużywam cały produkt do końca - chyba, że mi ewidentnie nie służy, wtedy szukam dla niego nowego domu ;) Samo spisanie denka tutaj na blogu, mobilizuje mnie do wydania o nim opinii, którą najlepiej jednak wydać po całkowitym wykończeniu kosmetyku. Mogę go wtedy spokojnie polecić Wam i zapamiętać by sięgnąć po niego w sklepie. Bywa też i tak, że dany produkt był ok, ale będę szukać czegoś lepszego.


Spodobało mi się oznaczanie zużytych produktów kolorami, więc zastosuję to u siebie. Wyglądać to będzie tak:

kolor zielony - kupię ponownie
kolor żółty - może kupię
kolor czerwony - nie kupię 

1. Krystaliczne mydło pod prysznic i do kąpieli, Ziaja Capuacu.
 Zapach był dla mnie męczący i dałam go do zużycia narzeczonemu.

2. Mydło Yope, wersja wanilia cynamon.
Recenzję mydła możecie znaleźć TU. Bardzo polubiłam się z tymi mydłami.

3. Arbuzowy żel pod prysznic, Apis.
Pisałam o nim już recenzję - znajdziecie ją TU. Zapach był świetny!

4. Cukrowa pianka peelingująca do ciała, Organique w wersji pinacolada.
Zapach był super, bardzo przyjemnie mi się używało pianki a do tego dla mnie jest niesamowicie wydajna.


5. Upiększający olejek do ciała w sprayu, Garnier.
Dostałam go na Święta. Aplikacja dzięki sprayowi jest bardzo wygodna. Nawilżenie było przeciętne, ale za to zapach był niesamowity! 

6. Płyn mincelarny, Biolaven.
Zmywał makijaż przyzwoicie. Zapach lawendy jednak jest tu mocno dominujący, stwierdziłam, że fanem lawendy jednak nie jestem. Pienił się lekko podczas przecierania twarzy, co mnie irytowało.

7. Szampon do włosów bananowy, The Body Shop.
Zawsze chciałam go wypróbować. Zapach jest bananowy, a dokładniej jak zmiksowane banany. Zupełnie inny niż Kallos. Włosy po szamponie błyszczały i były przyjemne w dotyku. Jedynym minusem jest cena.

8. Odżywka do włosów, Isana.
Stosowałam tylko na końcówki, nie nakładałam od nasady głowy. Po użyciu łatwiej się rozczesywało włosy, jednak nie planuje powrotu do niej.

9. Oliwkowy dezodorant bez soli glinu, Ziaja.
Mam mieszane uczucia, nie wiem jak go ocenić. Zapach ma świeży i przyjemny.


10. Woda perfumowana Lolita Lempicka.
Bardzo lubię ten słodki zapach i uroczy flakon w kształcie jabłka. 

11. Pomadka do ust Eveline.
Nie zużyłam jej do końca, po prostu przyszedł już jej czas ;) Efekt porządków w kolorówce.
Targi Kosmetyczne LNE w Krakowie 16-17 kwiecień 2016

Targi Kosmetyczne LNE w Krakowie 16-17 kwiecień 2016

W ten weekend w Krakowie w krakowskim EXPO odbył się kolejny, tym razem już 33 Kongres i Targi Kosmetyczne LNE. Wybrałam się z ciocią i kuzynką w sobotę popołudniu na zwiedzanie kosmetycznych stoisk, a wszystko dlatego, że udało mi się wygrać karnet, z czego bardzo się cieszę :) To już moje drugie targi LNE, więc mam już jakieś rozeznanie w temacie i mogę je porównać do zeszłorocznych.

LNE

Impreza odbywa się dwa razy do roku - wiosną i jesienią. Zeszłą edycję listopadową opisałam w poście TU. W zeszłym roku na wejściu, po wymienieniu biletu na wejściówkę, wręczano nam torby firmowe LNE w których był katalog informacyjny, trochę ulotek oraz gifty - w zeszłym roku przygotowane przez markę Bielenda. Dowiedziałam się, że w poprzednich edycjach również w torbach znajdowały się próbki, czasem pełnowymiarowe kosmetyki. Niestety w tym roku otrzymaliśmy torbę tylko z katalogiem. No cóż - trudno ;) Nie czas tu na narzekanie, zwróciłam na to uwagę, bo ma to być w końcu relacja z wydarzenia. To co jeszcze mnie zaskoczyło - układ, rozmieszczenie marek był niemal identyczny jak na zeszłych targach. Co prawda pojawiło się kilka nowych marek, jednak można było się szybko połapać która marka jest w której alejce. Część wystawców miała atrakcyjne oferty w stosunku do swoich cen w sklepach czy to stacjonarnych czy on-line. Można było dostać sporo próbek i poznać nowe serie kosmetyczne czy też marki. 





Azjatyckie kosmetyki cieszyły się sporym zainteresowaniem. Jednak myślę, że w porównaniu z zeszłym rokiem na targach panował mniejszy tłok. Do stoisk nie trzeba było stać w długich kolejkach i w miarę łatwo można było się przemieszczać między alejkami. Może to efekt ładnej pogody, może godziny o której byłyśmy w środku (wydaję mi się, że z zeszłym roku byłyśmy jednak o podobnej porze). Jak dla mnie mniejszy tłok jest zawsze na plus ;)






Przeszukałam wszystkie stoiska w poszukiwaniu osłonek do suszenia pędzli i niestety nigdzie ich nie dostałam :( Nie rozumiem tego...zamówię je chyba na allegro w końcu. Chyba, że macie jakieś polecone miejsce gdzie można je dostać?



Ponownie można było dostać płytki do depilacji Epilette. Jeżeli jesteście ciekawe co to, odsyłam Was do tego wpisu :)




Podczas targów można było zobaczyć/uczestniczyć z różnego typu zabiegach kosmetycznych oraz zapoznać się z najnowszym sprzętem do wyposażenia gabinetu.



Największy raj miały chyba paznokcioholiczki ;) Tyle lakierów, ozdób, sprzętu do mani i hybryd w jednym miejscu nie widziałam. Kolorów, wzorów było bezliku i na prawdę można było dostać oczopląsu!






W następnym poście pokarzę co wpadło mi do zakupowej torby ;)
Apis Siła Natury 5 – Zbóż MASKA STYMULUJĄCO-WYGŁADZAJĄCA Z KOMPLEKSEM HYDROMANIL TM

Apis Siła Natury 5 – Zbóż MASKA STYMULUJĄCO-WYGŁADZAJĄCA Z KOMPLEKSEM HYDROMANIL TM

Zostałam wybrana przez markę Apis do przetestowaniach ich kosmetyków. Mogłam wybrać sobie trzy dowolne produkty z serii detalicznej jak i profesjonalnej. Opublikowałam już recenzję arbuzowego żelu pod prysznic oraz balsamu do rąk. Ostatnim produktem jest maska stymulująco - wygładzająca z serii profesjonalnej. 


Na stronie Apis przeczytamy o produkcie następujące rzeczy: "Wygładzająca maska o wyjątkowym składzie selektywnie dobranych składników aktywnych. Zawiera  ujędrniająco - regenerujący ekstrakt złożony z jęczmienia, pszenicy, owsa, żyta, kukurydzy, lucerny dostarczający wielu naturalnych witamin A,B,C,D,E. Intensywnie nawilżający kompleks Hydromanil TM   wyekstrahowany z nasion peruwiańskiej rośliny Tara, regenerujący antyoksydant skwalen z oliwek, odżywczy, witaminowy ekstrakt z marchwi oraz delikatnie  złuszczający, wygładzający ekstrakt z jabłek. Maska ma działanie wielofunkcyjne. Stymuluje proces regeneracji, odżywiania, nawilżania skóry, przywraca jej naturalne piękno."


Skład na zdjęciu poniżej - jak widać na początku olejki i ekstrakty. Na bogato :) Na samym końcu konserwant, ale na prawdę ładnie to wygląda. Substancje jak kompleks Hydromanil TM   wyekstrahowany z nasion peruwiańskiej rośliny Tara czynią ten produkt bardzo ciekawym. Maskę należy nałożyć na oczyszczoną skórę grubą warstwą, a następnie po 15 minutach zmyć.


Opakowanie
Duża, plastikowa tubka o pojemności 200ml. Etykieta jest ładna i nawiązuje do składu produktu. Nie będę się zbytnio o niej rozpisywać, bo jest to seria profesjonalna, którą częściej stosuje się w salonach. Tam opakowanie ma być po prostu praktyczne a pojemność spora, aby by było opłacalnie.

Konsystencja i zapach
Konsystencja nie jest zbyt gęsta, bo mamy tu sporo olejków, ale nie jest też rzadka. Dobrze się rozprowadza na twarzy. Widać kolorowe kropki, pomysłowe rozwiązanie, w końcu kosmetyki maja też cieszyć oko ;) Zapach jest bardzo delikatny, przyjemny i nie przeszkadza mi w trakcie nakładanie i trzymania maski na twarzy. 

Działanie i wydajność
Początkowo bałam się, że maska mogłaby mi mnie uczulić, tyle ekstraktów, których wcześniej nigdy nie używałam. Zrobiłam kilka prób na małym skrawku skóry i na szczęście nic niedobrego się nie działo. Po wypróbowaniu na maski na całą twarz, nie pojawiły się żadne nieporządne zmiany. Skóra po zmyciu maski wyglądała dobrze, nie miałam uczucia ściągania. Mogę spokojnie powiedzieć, że jestem zadowolona z działania. Muszę się przyznać, że nie jestem wielką fanką masek do twarzy, a szczególnie tych, które trzeba zmywać. Najlepsze są te w płachcie lub tzw peel-off i to z czystego lenistwa, bo nie trzeba ich zmywać ;) Niemniej jednak taką kurację nawilżająco-odżywczą dobrze sobie zrobić. W przypadku opisywanej maski to będę musiała się nią podzielić, ponieważ jest bardzo wydajna i wątpię, żeby udało mi się ją zużyć przed terminem ważności.


Lubicie stosować maseczki na twarz? Robicie to regularnie? Przyznam się, że czasem zdarza mi się nałożyć po prostu grubszą warstwę kremu na noc lub serum, zamiast maseczki. Gdy jednak mam wrażenie, że moja skóra jest zmęczona, przesuszona sięgam po maskę na twarz. Zaczęłam też bardziej zwracać uwagę przy pielęgnacji na szyję i dekolt. Kiedyś nie przejmowałam się tym, po prostu podczas kąpieli potraktowałam je mydłem i wodą i uważałam, że na tym pielęgnacja tych miejsc się kończy ;) Teraz wiem, że szyję i dekolt trzeba pielęgnować podobnie jak skórę twarzy, w końcu skóra tam jest również delikatna i narażona na czynniki zewnętrzne.


Manicure - zadbaną kobietę poznaje się po jej paznokciach?

Manicure - zadbaną kobietę poznaje się po jej paznokciach?

Zgodzicie  się ze mną, że dłonie/paznokcie są wizytówką kobiety? Zawsze zwracam uwagę na dłonie ludzi. Może dlatego, że sama mam problem, żeby doprowadzić je do dobrego stanu. Przeważnie mam na prawej dłoni uczulenie, skóra wtedy czasem pęka lub pojawia się wysypka. Co ją powoduje? Lekarz nie umiał mi powiedzieć jasno - alergeny czyli tak na prawdę wszystko: niekiel, substancje chemiczne, roztocza itd. Niestety :( Odkąd zmieniłam mydło w łazience na Yope dłonie mi się tak nie przesuszają a przez co skóra jest mniej podrażniona. Najgorsze jest jednak mycie naczyń! Nie cierpię używać rękawiczek a zmywarki niestety nie mam (póki co nie mam jej gdzie włożyć). Co do paznokci to oczywiście kształt moich mi się nie podoba, są za małe, no, ale żyć trzeba ;) Zostało mi więc dbanie o to co mam. W końcu każde paznokcie można jakoś podrasować. W tym poście pokrótce chciałam przedstawić co w tym temacie robię :)


Aby skóra dłoni była nawilżona, staram na bieżąco smarować ją kremem do rąk. Niestety mimo to skórki wokół paznokci nadal pozostają suche i nieestetycznie, łuszczą się i zadzierają. Wspomagam się oliwką, którą wsmarowuje, aby dodatkowo ją nawilżyć i łatwiej wycinać skórki rydełkiem (z Sally Hansen). Od razu lepiej to wygląda, następnie biorę pilniczek i nadaję kształt paznokciom. Niestety mam tendencje do rozdwajania się paznokci co jest irytujące, bo nie da się ich zapuścić. 


Gdy już pozbędę się niechcianych skórek i nadam im kształt pilniczkiem, odłuszczam płytkę paznokcia czyli idę umyć dłonie i dla pewności przejeżdżam wacikiem nasączonym zmywaczem każdy paznokieć. Następnie nakładam moją ulubioną bazę pod lakier czyli odżywkę z Golden Rose Black Diamond. Podstawowa informacja to ta, że nie zawiera formaldehydu. Dzięki niej lakier trzyma się dłużej a przy ciemnych kolorach kolor nie zabarwia trwale płytki paznokcia przez co łatwiej i szybciej jest go usunąć. Dodatkowo zabezpieczam paznokcie właśnie przed rozdwajaniem czy złamaniem. Teraz czas na położenie lakieru. Krycie czyli ilość położonych warstw zależy od koloru i producenta. Oczywiście lubię te szybko schnące, bo z moimi zdolnościami ledwo pomaluję paznokieć a już gdzieś walnę ręką i coś mi się na nich odbije. Strasznie mnie to irytowało! Do tego nie ma nic gorszego niż odpryśnięty lakier już po 2 dni i wypadałoby wtedy pomalować paznokcie od nowa...Z pomocą przyszedł mi wysuszać lakieru Insta-Dri z Sally Hansen. Po położeniu lakieru na paznokcie czekam chwilę, aż podeschnie - gdzieś ok. 2minut i nakładam warstwę wysuszacza. Zanim pomaluję drugą rękę, pierwsza jest już sucha. Wiadomo, że nie idę od razu myć garów, bo jednak mogłoby się coś stać z lakierem. Nie boję się już odcisków i spokojnie można iść np. spać, bo pościel nie odbije się nam na lakierze :) Do tego wysuszać sprawia, że lakier pięknie błyszczy i przedłuża jego trwałość. Tak pomalowane paznokcie zostają w nienaruszonym stanie nawet 4-5dni. Oczywiście wszystko zależy co w tym czasie robimy, ale jeżeli nie znęcamy się nad garami, szorując ich druciakiem lub nie pieprzemy ręcznie stosu prania to na pewno odczujemy różnicę :)


Niedawno miałam okazję mieć na paznokciach hybrydy. Sama nie mam zestawu do ich robienia, ale koleżanki mają - dziękuje I i M :* Zrobiłyśmy sobie paznokciowy wieczór i tak o to na paznokciach miałam takie piękne kolory Semilaców. Oczywiście to zasługa I, ja jestem totalnym laikiem jeżeli chodzi o paznokcie i nie wiedziałam w jakiej kolejności i dlaczego trzeba nałożyć kolejną warstwę. Przed tym M nadała moim paznokciom nowy kształt. Dotychczas miałam proste paznokcie w sensie kwadratowe a po opiłowaniu faktycznie prezentowały się ładniej. Chyba będę teraz zaokrąglony kształt paznokcia, a może jeżeli uda mi się zapuścić paznokcie to będę piłować je w kształt migdałka.


Poniżej moje hybrydy po prawie tygodniu noszenia. Niestety z dwóch paznokci lakier mi się podważył i z palca środkowego lakier się oderwał. Pozostałe paznokcie były bez zarzutu, hybryda trzymała się płytki paznokcia i nic nie odprysło. Możliwe, że stało się tak, bo źle odtłuściłam płytkę, albo jakoś dostało się powietrze pod warstwę hybrydy. 


Pojechałam więc do drogerii po zestaw do usuwania hybryd. Wybrałam się do Pigmentu, bo miałam do wykorzystania kartę rabatową. Do tego zabrałam jeszcze polerkę do paznokci, nie wiem dlaczego nie mam jej na zdjęciu tutaj. Hybrydy łatwo zeszły i nie naruszyły mi zbytnio płytki paznokcia. Na koniec pozbyłam się resztek topu, polerując wszystkie paznokcie. Teraz korci mnie, żeby kupić sobie swoją własną lampę do hybryd ;) Na pewno wygodą jest to, że hybryda trzyma się dłużej niż zwykły lakier. Jeżeli jest dobrze nałożona (nauczę się na pewno w końcu :D) to trzeba ją zmywać tylko dlatego, że pojawia się odrost (w sensie paznokieć rośnie).


Swoje paznokcie wzmacniam po ściągnięciu hybryd odżywczym eliksirem z Mokosh. Świetna sprawa, jest w formie olejku, który nanosimy na paznokcie i skórki wokół pędzelkiem - takim jak jest w lakierach. Póki co jestem bardzo zadowolona z efektów i na pewno napiszę o nim coś więcej w osobnym poście :)

Jestem bardzo ciekawa waszych paznokciowych rytuałów :) 
Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger
Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY