Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biolaven. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biolaven. Pokaż wszystkie posty
Spore wakacyjne denko w mini recenzjach

Spore wakacyjne denko w mini recenzjach

Polubiłam formę opisywania zużytych produktów z dłuższego czasu. Poprzednim razem też połączyłam denko z dwóch miesięcy i tak wydaję się być lepiej - przynajmniej jest o czym pisać ;) Przy okazji ostatniego konkursu dowiedziałam się od Was, że lubicie czytać post w których opisuje się zużyte kosmetyki i pokrótce się je recenzuje. Sama lubię pisać tego typu posty, ale postaram się rozbudować opinię o zużytych produktach. 

Aby ułatwić opis, wprowadziłam oznaczenie poziomu zadowolenia z produktu kolorami:
 
kolor zielony - kupię ponownie
kolor pomarańczowy - może kupię
kolor czerwony - nie kupię 


1. Żurawinowy krem pod oczy Face Rejuve - Norel Dr. Wilsz 
Krem zużyłam na początku lipca, ale był z tym pewien problem. Dozownik z pompką nie pozwolił na zużycie produktu do końca. Otwór opakowania był za mały by móc wydobyć resztki produktu palcem, więc mozolnie denkowałam krem patyczkami do uszu. Recenzję kosmetyku przeczytać możecie TU. Jedyną rzeczą, która mnie irytowała w tym kremie to opakowanie, więc dlatego pewnie nie kupię drugi raz tego produktu.

2. Głęboko nawilżający Krem-serum do twarzy na noc 50ml - Ec Lab
Pierwszy raz miałam krem do twarzy z tej marki jak i ogólnie z kosmetyków rosyjskich. Skusił mnie naturalny skład, w którym dopatrzyć się można m.in. odwar z liści winogron, olej ze słodkich migdałów, organiczne masło shea, organiczny olej arganowy, kwas hialuronowy. Krem dobrze się wchłaniał, miał konsystencję lekkiego żelu. Zapach przyjemny, ale na tyle delikatny, że nie przeszkadzał w aplikacji. Skóra po użyciu była faktycznie nawilżona i przyjemna w dotyku, ewidentnie polubiła się z tym produktem :) Dodatkowy plus za opakowanie - tubka jest zawsze bardziej higieniczna niż słoik. Za krem zapłaciłam 29zł.

3. Lekki krem BB Dream Girls
dla młodej cery - Skin79 
W końcu dobił dna ;) Lubiłam ten krem BB, nie uczulił mnie, nie podrażnił. Krycie ma lekkie, ale to wszystko opisałam w jego recenzji - TU. Aktualnie testuję teraz krem BB z Holika Holika.

4. Krem witaminowy energizująco-odżywczy MultiVitamin - Norel
Krem kupiłam podczas targów kosmetycznych, dlatego posiadam pojemność 150ml, w sklepie internetowym marki można kupić jedynie wersję 50ml. Bardzo się polubiłam z tym produktem, stosowałam go codziennie rano. Szybko się wchłaniał, miał piękny zapach, który w ogóle mi nie przeszkadzał, wręcz przeciwnie - pobudzał. Idealnie współgrał z kremem BB czy podkładem, nic nie się rolowało, a cera wyglądała promiennie i świeżo. 

4. Aloe Aqua Smoothing Gel Łagodzący żel aloesowy 99% - Skin79
Produkt godny polecenia - pełną recenzję przeczytać możecie TU. Aktualnie używam żelu aloesowego z Holika Holika i jest bardzo podobny do tego ze Skin79. 

5. Płyn micelarny do mycia twarzy i oczu dermo face - Tołpa
Zużyłam ten produkt, ale jest to tzw. kosmetyk "meh". Nie jest najgorszym micelem, jednak przy zmywaniu makijażu radzi sobie średnio. Cieszyłam się gdy opakowanie dobiło już dna.

6. Olej Jojoba - Mokosh
Mini buteleczka z zakraplaczem z ciemnego szkła. Olej jojoba pomógł mi przy uczuleniu, które dostałam na twarzy. Zrobiłam sobie nim też kurację skóry głowy. Z problemami skórnymi radzi sobie idealnie. 


7. Krem pod oczy Creamy Eye Treatment with Avocado - Kiehl's
Próbkę kremu otrzymałam w sklepie stacjonarnym w Warszawie. Chciałam sprawdzić o co chodzi z tym produktem, że jest o nim tak głośno. Ma śmieszną masełkowatą konsystencję, pani ekspedientka zaleciła mi rozgrzać krem między palcami przed nałożeniem pod oczy. Próbka starczyła mi na 5 dni używania i zaciekawiła mnie na tyle, że kiedyś pewnie skuszę się na pełne opakowanie :) 

8. Pielęgnacyjny koncentrat na noc Midnight Recovery Concentrate - Kiehl's
Podobnie jak z kremem pod oczy, próbkę dostałam przy okazji wizyty w sklepie stacjonarnym. Starczyła mi na tydzień, ponieważ na jedną aplikację wystarczyło najwyżej 2-3 krople serum. Zaskoczył mnie zapach - bardzo intensywna woń lawendy. Jeżeli nie lubicie tego zapachu, zapewne nie polubicie się z serum. Skóra po użyciu kosmetyku była gładka i miękka w dotyku. Może skuszę się kiedyś na pełne opakowanie.

9. Podkład Double Wear Light Intensity 2.0 - Estee Lauder
Po nałożeniu na twarz podkładu, nie czułam go w ciągu dnia, a przez cały dzień na niej był ;) Nie ścierał się, nie zrolował się. Może się na niego kiedyś skusze.

10. Podkład  Double Wear - Estee Lauder
Jak dla mnie bardzo ciężki podkład, daje mat absolutny. Faktycznie czuje się maskę na twarzy, ale jest ona nie do zdarcia. Niestety po zmyciu miałam uczucie przesuszenia. 

11. Tusz do rzęs In Extreme Dimension 3D Black Lash - Mac Cosmetics
To chyba najbardziej kontrowersyjny tusz ever ;) Znalazłam go w JoyBoxie jakiś czas temu. Cena tuszu to ok 100zł, więc mało to nie jest. Byłam z niego zadowolona, efekt jaki nim uzyskiwałam podobał mi się. Sam tusz się nie osypywał a szczoteczka była wygodna. Znalazłam tusz z L'oreala, który jest świetny i z trzy razy tańszy, także pewnie do MACowego nie wrócę. Niemniej jednak lubiłam tan produkt.

12. Rozświetlający krem pod oczy MultiVitamin - Norel
Obiecująca próbka - muszę sprawdzić w jakim jest sprzedawanym opakowaniu.

13. Maska Peel - off z aktywnym węglem - Pilaten
Zaciekawiona szumem na temat czarnej maski, kupiłam saszetkę. Stosowałam ją tylko w okolicy nosa i jak dla mnie nie różni się działaniem od plastrów. No dobrze, różni się kolorem ;)


16. Żel pod prysznic - Ec Lab
Bardzo lubię żele z tej marki. Fajny naturalny skład, przyjemny zapach i opakowanie cieszące oko :) To moje kolejne opakowanie żelu Ec Lab, ta wersja pachnie delikatnie kwiatowo. Nie przesusza skóry.

17. Żel pod prysznic, Organic Olive - Planeta Organica
Podobnie jak wyżej, a do tego dozownik z pompką, który ułatwia sprawę. Zapach jest neutralny, przyjemny. Nie przesusza skóry.

18. Mydło kuchenne, Goździk - YOPE
To już któreś z kolei opakowanie tego produktu. Co prawda wersja goździkowa nie podeszła mi tak jak wersja mineralna, ale zapach jest kwestią gustu. Kolejne opakowanie stoi w szafce.

19. Mydło w płynie, Figa Naturel - YOPE
Nie wiem, które już to opakowanie. Mydło jest bardzo wydajne, a opakowanie 500ml starcza na długi czas.


20. Żel do higieny intymnej - Biolaven
Na temat żelu do higieny intymnej nie będę się specjalnie rozpisywać, był w porządku.

21. Szampon głęboko oczyszczający PURE WAX - Pilomax
Bardzo dobrze oczyszczał włosy z olejów. Miał przyjemny zapach, dobrze się pienił. Byłam do niego trochę sceptycznie nastawiona, ale pozytywnie się zaskoczyłam. Po jego użyciu włosy nie przetłuszczały się szybciej, spokojnie mogłam myć głowę co trzy dni.

22. Odżywka do włosów BANANA - The Body Shop
Jej zapach to pocięte, dojrzałe banany, podobnie jak kolor. Nakładałam ją na włosy unikając kontaktu ze skóra głowy. Po użyciu włosy łatwo się rozczesywało i delikatnie pachniały bananem ;)


Postanowiłam zużyć w końcu resztki kremów, które leżały po całym mieszkaniu ;)

23. Krem HAND FOOD - Soap&Glory
To produkt na którym się najbardziej zawiodłam. Naczytałam się jaki to ten krem nie ma cudownego zapachu, więc gdy byłam w Londynie kupiłam go. Marka Soap&Glory dostępna jest tylko w drogeriach w UK. Przed pierwszym użyciem wyobrażałam sobie, że krem będzie miał tak cudowny zapach, że nie będę chciała oderwać nosa od moich dłoni. Rozczarowałam się... zapach nie jest brzydki, ale jak dla mnie mocno przeciętny. Nawilżenie jakie dawał było ok, ale zagłębiając się w skład to nic rewelacyjnego poza słodkim opakowaniem krem nie reprezentuje. Może spróbuje innych produktów z tej marki, ale do tego kremu raczej nie wrócę.

24. Krem do rąk Hud Salva - Hudosil
To bardziej maść niż krem, mocno natłuszczająca, regeneruje skórę dłoni. Lubiłam go używać na noc w formie maski na ręce i pozostawiając do wchłonięcia. Krem nie posiada zapachu. Pewnie na okres jesienno zimowy sprawię sobie kolejne opakowanie

25. Krem do rąk melonowy - Scania Cosmetics
Moje odkrycie podczas targów LNE. Świetny skład - aż 25% masła shea, cudowny zapach - tak jakbyśmy rozkroiły dojrzałego melona. Szybko się wchłania i pozostawia skórę miękką, nawilżoną i pachnącą melonem. Opakowanie wygodne, pozwala na całkowite zużycie kremu. W serii jest jeszcze kilka innych wersji zapachowych, które z chęcią wypróbuję. 

26. Krem na popękane pięty - Compeed
Bardzo dobry krem, który radzi sobie z pękającymi piętami. To, że tak długo go miałam wynika z faktu, że zapominam kremować stóp. Po prostu jest to ta czynność, która nie jest dla mnie oczywista. Muszę nad tym popracować ;) 

27. Zmywacz do paznokci - Sensique
Swoją podstawową funkcję spełniał. Miał być o zapachu magnolii, dla mnie śmierdział jak każdy inny zmywacz do paznokci. Kosztował parę groszy, więc specjalnie narzekać na niego nie będę. 


27. Mini mgiełka do ciała Japanese cherry blossom - Bath&Body Works
Zapach bardzo mi się podobał. Jak na mgiełkę to zapach dość długo się na mnie utrzymywał. Mini wersja jest dobrą opcją na podróż, bo opakowanie jest lekkie i nie ma możliwości, żeby się rozbiło. Mgiełki w BBW opłaca się kupować w promocji, a pojawiają się dość często - sezonowe sale (czerwiec i grudzień), a także co jakiś czas promocje w stylu 2+2 gratis 

28. Próbki perfum DKNY i Narciso Rodriguez
Lubię próbki perfum, bo na spokojnie można wypróbować czy dany zapach nam przypadł do gustu i jak zachowuje się w ciągu dnia. Te dwa zapachy były przyjemne DKNY to słynne zielone jabłko - świeży, lekko cytrusowy zapach. Narciso natomiast to mocno pudrowy zapach. Raczej nie skuszę się na pełne opakowania perfum.


29. Antyperspirant roll-on przeciw poceniu - Pharmacy Laboratories
Użyłam kilka razy i jak dla mnie nie ma żadnego efektu. Były momenty, że nawet podrażnił skórę. Rozstaje się z nim bez wyrzutów sumienia. 


30. Pomadka do ust Cocoa Butter Formula Moisturising Lip Balm - Palmer's
Za każdym razem kiedy użyłam pomadki czułam takie dziwne mrowienie na ustach. Nie takie jak przy miętowych pomadkach, powiedziałabym, że bardziej pieczenie. Ewidentnie mnie coś uczulił, bo tygodniu używania pojawiła się wysypka wokół ust. Pomadka powędrowała dalej, bo zapach ma bardzo przyjemny. Nawilzajacy balsam do ciała-coconut oil Palmer's sprawdził się u mnie świetnie, nie wiem dlaczego pomadka mnie uczuliła. Miałyście kiedyś taki problem? 
Denko maj - czerwiec 2016, ale się tego nazbierało ;)

Denko maj - czerwiec 2016, ale się tego nazbierało ;)

W czerwcu nie opublikowałam denka, ponieważ moje majowe zużycia były bardzo skromne. Postanowiłam zrobić zbiorczy post z dwumiesięcznego zbierania pustych opakowań po kosmetykach, nabierało się tego całkiem sporo. Lubię tego typu wpisy, bo z czystym sumieniem mo stwierdzić czy dany produkt sprawdził się u mnie i czy na daną chwilę chciałabym go mieć u siebie ponownie. Wiadomo, że kobieta zmienną jest i jak zobaczy na sklepowej półce jakąś nowość to pewnie po nią sięgnie ;) Jednak dobrze prowadzić taki "kosmetyczny pamiętnik", żeby móc zerknąć na jak dany kosmetyk mnie zadowolił.

Ostatnio wprowadziłam oznaczenie poziomu zadowolenia kolorami.
 
kolor zielony - kupię ponownie
kolor żółty - może kupię
kolor czerwony - nie kupię



1. Szampon Aleppo z Planeta Organica - recenzja Tu. Bardzo jestem zadowolona z tego szamponu. Mam w szafce szampon Pilomaxu, ale na pewno kupię Aleppo.

2. Szampon Finnish z Planeta Organica - szamponu używał narzeczony, ale raz czy dwa mu podebrałam mu go. Podobny w działaniu do Aleppo, może ciut delikatniejszy. Delikatna skóra głowy mojego narzeczonego przestała się buntować, po używaniu tego szamponu. Jeżeli chodzi o włosy to ja mam cienkie i proste, a on kręcone i grube, ale po umyciu zarówno moje, jak i jego były miłe w dotyku.

3. Żel pod prysznic Energy oraz Velvet Skin z Ec Lab - moje odkrycie w śród żeli pod prysznic. Bardzo fajny skład, ładne zapachy, chociaż winogronowy chyba bardziej przypadł mi do gustu.

4. Suchy szampon, wersja Cherry, Batiste - małe opakowanie suchego szamponu jest u mnie zawsze w kosmetyczce, idealne na wyjazd. Wersja Cherry pachnie pięknie i po raz kolejny zakupiłam już kolejne opakowanie.

5. Peeling do ciała Lilla Mai - peeling dostałam w pudełku ShinyBox, mała pojemność zamknięta w szklanym opakowaniu. Jako zdzierak był w porządku, po spłukaniu zostawiał skórę nawilżoną. Przeszkadzał mi jednak mocno ziołowy zapach. Dostępnych jest tyle pięknie pachnących peelingów, że na tą wersję już się nie zdecyduję.



6. Balsam do ciała odżywczy z Vianek - opisywałam go już dokładnie TU. Jeżeli w najbliższym czasie nie kupię tej wersji, to chętnie sięgnę po inną serię Vianka.

7. Ziołowy płyn do płukania jamy ustnej, Sylveco - może nie jest to kosmetyk :P, ale myślę, że warto o nim wspomnieć. Naturalny, ziołowy płyn do płukania ust jest rzadkością na sklepowych półkach. Kupiłam kolejne opakowanie :)

8. Mydło kuchenne, wersja mineralne, YOPE - od stycznia używam mydła YOPE w łazience - pisałam o nim TU. Kuchennego mydła zaczęłam używać zamiast płynu do mycia naczyń, który strasznie przesuszał i podrażniał moją skórę rąk. Naczynia są czyste, a dłonie są w lepszej formie, na półce już stoi kolejne opakowanie :)


9. Żel do mycia twarzy, Biolaven - zużyłam 2 lub 3 butelki tego żelu. U mnie sprawdzał się dobrze, zapach w przeciwieństwie do płynu micelarnego z tej serii ma winogronowy. Aktualnie używam tymiankowego żelu z Sylveco, ale możliwe, że powrócę do Biolaven.

10. Lipowy płyn micelarny, Sylveco - porównywałam go już do płynu z Biolaven, przeczytać możecie o tym TU. Bardzo się z nim polubiłam. Mam w szafce zapas tego typu produktów, ale z pewnością po niego sięgnę ponownie.

11. Płyn micelarny Bioderma - długo miałam napoczętą wersję mini, służyła mi głównie w trakcie wyjazdów. Płyn ten jest chyba najsłynniejszym micelem i w sumie w cale się nie dziwię. Jest dobry, usuwa każdy makijaż, nie podrażnia. Jedynie cena i skład skłoniły mnie do sięgnięcia po produkty naturalne, które równie dobrze (jak dla mnie) usuwają makijaż.

12. Peeling do twarzy, Huygens - dostałam go w pudełku Birchbox i oszczędzałam jak mogłam ;) Miał piękny zapach, mi przypominał trawę cytrynową. Mimo, że na twarz nie powinnam używać mocnych zdzieraków, to stosowałam go tylko na strefę T. Świetnie się sprawdzał, było widać różnicę po jego użyciu. Szkoda, że ta marka nie jest dostępna w Polsce :/

13. Różny krem do twarzy Garden Rose z Make Me Bio - bardzo się z nim polubiłam. Latem jednak postanowiłam używać czegoś innego. Pewnie wrócę do niego jesienią/zimą.

14. Masełko do ust, soczysta malina z Bielenda - zapach był przyjemny, minusem było opakowanie. Jednak pomadki w sztyfcie są wygodniejsze i bardziej higieniczne.


15. Balsam - olejek do demakijażu twarzy, Tołpa - leżał u mnie długo, użyłam go raz, ale nie przypadł mi taki sposób demakijażu.

16. RedBlocker, serum punktowe - dziwny produkt. Rolował się strasznie na skórze, ma jasno brązowy kolor i dziwnie to wyglądało na skórze. Z kolei gdy poparzyłam sobie twarz maseczką z glinki (za długo trzymałam ją na twarzy) to po nałożeniu RedBlockera na cała prawie twarz ukoił ją bardzo szybko.

17. Masełko do skórek - znalazłam je w szafce, niestety nie przeżyło upałów i zmieniło swoją konsystencję.

18. Winter Care, krem tłusty z Flos Lek - podobnie jak powyżej, znalezisko z szuflady po nie wiadomo której zimie ;) Nawet nie pamiętam jak działał.

19. Kule do kąpieli - kule, które dostałam w paczce od MultiSub. Kule od Bomb Cosmetics - Kremowa babeczka do kąpieli Dzióbek oraz Kremowa kuleczka do kąpieli DZIKA RÓŻA były fajnymi umilaczami.  Markiza do kąpieli – Czekoladowe Niby Nic była w porządku, ale nie wyczuwałam peelingującego efektu.

20. Próbki - balsam od Palmer's ma świetny zapach. Krem Norel multiwitaminowy stosuję w pełnej wersji, a próbkę zabrałam na wyjazd a próbki z Organique zawsze fajne ;)
Biolaven vs Sylveco - porównanie płynów micelarnych.

Biolaven vs Sylveco - porównanie płynów micelarnych.

Lubię płyny micelarne, demakijaż przy ich pomocy jest szybki, a zarazem delikatny. Łatwo zmyć tusz, nie podrażniając przy tym oczu. Poradzi sobie również z trwałą pomadką. Po takim wstępnym zmyciu makijażu mogę dopiero umyć twarz żelem. Poniżej porównam dwa płyny micelarne z polskiej firmy Sylveco oraz Biolaven, który jest kolejną marką Sylveco. Oba mają składniki pochodzenia naturalnego, bez "niepotrzebnych" dodatków.


Lipowy płyn micelarny
Skład: Woda,  Ekstrakt z lipy,  Glukozyd decylowy,  Gliceryna,  Panthenol,  Alantoina,  Proteiny owsa,  Ekstrakt z aloesu,  Kwas mlekowy,  Kwas fitowy,  Alkohol benzylowy,  Kwas dehydrooctowy  

Długo zwlekałam z kupnem tego płynu, ze względu na obecność z ekstraktu z lipy. Jestem uczulona na pyłki lipy i coś mi się w głowie uroiło, że wszystko co związane z lipą może mnie uczulić. Oczywiście moja hipoteza jest totalnym mitem ;) Podczas używania nic mnie nie podrażniło, żadne uczulenie się nie pokazało, mogę wręcz stwierdzić, że jakiekolwiek zaczerwienienia na twarzy zostało przez ten płyn uspokojone

Po otwarciu butelki można wyczuć bardzo delikatny zapach, który nie jest wyczuwalny podczas aplikacji na skórę. Dla mnie to wielki plus, bo jednak nie jestem fanką zapachowych płynów micelarnych.

Kolor po wylaniu na wacik jest lekko żółty. Produkt jest zamknięty w brązowej butelce, która nie przepuszcza promieni słonecznych. Jednak da się przez nią zobaczyć ile płynu nam jeszcze zostało. 

Z działania jestem bardzo zadowolona i na prawdę nie mam się do czego przyczepić. Skład płynu mówi sam za siebie :) Cena za 200ml produktu to ok, 19zł przy czym często można załapać się na promocję.


Płyn micelarny Biolaven
Skład: Aqua, Coco-glucoside, Glycerin, Panthenol, Vitis Vinifera Seed Oil, Lactic Acid, Sodium Lactate, Benzyl Alcohol, Lavandula Angustifolia Oil, Dehydroacetic Acid, Silica, Parfum.

Z serii Biolaven używam żelu do mycia twarzy, który pachnie winogronowo, płyn z kolei pachnie intensywnie lawendą. Wiem już, że nie jestem fanką pachnących płynów micelarnych. Zapach lawendy też nie jest moim ulubionym, mimo to udało mi się zużyć produkt.  

Płyn jest bezbarwny, czasem lubił się pienić na skórze, co trochę mnie irytowało. Makijaż zmywał dobrze, radził sobie z tuszem jak i pomadkami. Butelka jest biała, nieprzeźroczysta. Design serii Biolaven jest bardzo ładny i podoba mi się zestawienie bieli i z lawendowym kolorem :) Na etykiecie jest deklaracja, że w składzie ma być olejek z pestek winogron i lawendowy. W szczegółowym wykazie składników olejku z winogron nie ma (jest za to w żelu do mycia twarzy) Zaszło tutaj więc nieporozumienie i wprowadzenie klienta w błąd. Buteleczka zawiera 200ml produktu i cena to ok. 17zł, często można kupić go jednak w niższej cenie.


Jak dotąd zużyłam dwa opakowania płynu micelarnego Biolaven. W końcu zdecydowałam się wypróbować zachwalany płyn lipowy i nie zawiodłam się, pod względem składu i braku zapachu jest dla mnie faworytem pośród tej dwójki. Zapach lawendy nie jest moim ulubionym, jeżeli chodzi o kosmetyki. Olejek lawendowy (Biolaven) mogę polecić osobom, które mają problem z wypryskami, bo ma on działanie aseptycznie. Z Biolaven płynu micelarnego już nie kupię, bo bardziej odpowiada mi płyn lipowy.
Denko kwiecień 2016

Denko kwiecień 2016

Warsztaty Tołpy podczas Meet Beauty utwierdziły mnie, że comiesięczne rozliczenie zużytych kosmetyków jest bardzo przydatne. Do czego? Mobilizuje do otwierania jednego kosmetyku z danej "kategorii", a nie kilku na raz. Przez co zużywam cały produkt do końca - chyba, że mi ewidentnie nie służy, wtedy szukam dla niego nowego domu ;) Samo spisanie denka tutaj na blogu, mobilizuje mnie do wydania o nim opinii, którą najlepiej jednak wydać po całkowitym wykończeniu kosmetyku. Mogę go wtedy spokojnie polecić Wam i zapamiętać by sięgnąć po niego w sklepie. Bywa też i tak, że dany produkt był ok, ale będę szukać czegoś lepszego.


Spodobało mi się oznaczanie zużytych produktów kolorami, więc zastosuję to u siebie. Wyglądać to będzie tak:

kolor zielony - kupię ponownie
kolor żółty - może kupię
kolor czerwony - nie kupię 

1. Krystaliczne mydło pod prysznic i do kąpieli, Ziaja Capuacu.
 Zapach był dla mnie męczący i dałam go do zużycia narzeczonemu.

2. Mydło Yope, wersja wanilia cynamon.
Recenzję mydła możecie znaleźć TU. Bardzo polubiłam się z tymi mydłami.

3. Arbuzowy żel pod prysznic, Apis.
Pisałam o nim już recenzję - znajdziecie ją TU. Zapach był świetny!

4. Cukrowa pianka peelingująca do ciała, Organique w wersji pinacolada.
Zapach był super, bardzo przyjemnie mi się używało pianki a do tego dla mnie jest niesamowicie wydajna.


5. Upiększający olejek do ciała w sprayu, Garnier.
Dostałam go na Święta. Aplikacja dzięki sprayowi jest bardzo wygodna. Nawilżenie było przeciętne, ale za to zapach był niesamowity! 

6. Płyn mincelarny, Biolaven.
Zmywał makijaż przyzwoicie. Zapach lawendy jednak jest tu mocno dominujący, stwierdziłam, że fanem lawendy jednak nie jestem. Pienił się lekko podczas przecierania twarzy, co mnie irytowało.

7. Szampon do włosów bananowy, The Body Shop.
Zawsze chciałam go wypróbować. Zapach jest bananowy, a dokładniej jak zmiksowane banany. Zupełnie inny niż Kallos. Włosy po szamponie błyszczały i były przyjemne w dotyku. Jedynym minusem jest cena.

8. Odżywka do włosów, Isana.
Stosowałam tylko na końcówki, nie nakładałam od nasady głowy. Po użyciu łatwiej się rozczesywało włosy, jednak nie planuje powrotu do niej.

9. Oliwkowy dezodorant bez soli glinu, Ziaja.
Mam mieszane uczucia, nie wiem jak go ocenić. Zapach ma świeży i przyjemny.


10. Woda perfumowana Lolita Lempicka.
Bardzo lubię ten słodki zapach i uroczy flakon w kształcie jabłka. 

11. Pomadka do ust Eveline.
Nie zużyłam jej do końca, po prostu przyszedł już jej czas ;) Efekt porządków w kolorówce.
Denko Listopad 2015

Denko Listopad 2015

Denko czyli kosmetyki, które dobiły dna. Niby głupie zbierać puste opakowania, ale nauczyłam się, że dzięki temu mam podgląd na to jak szybko zużywam dany produkt. W trakcie opisywania denka mogę wydać pełną ocenę czy dany kosmetyk sprawdził się u mnie i co ważniejsze, czy mam ochotę używać go znowu :) 

Na poniższym zdjęciu znajdują się listopadowe "pustaki" :)


1. Luksja Care Pro - kupiona głownie dla darmowego biletu do kina ;) Samo mleczko pod prysznic było w porządku, wiadomo na początku SLS, ale nie wysuszył mi skóry. Nie wiem czy sięgnę po niego znowu, no chyba, że dla darmowego biletu ;)

2. Mleczko pod prysznic Balea w wersji wanilia i kokos - tani i ładnie pachnący, nie wysuszył mi skóry. Jeżeli będę w drogerii DM chętnie poznam kolejne zapachy.


3. Mydło do rąk z Bath & Body Works - moje pierwsze mydło z BBW, dozuje się w postaci pianki, pachnie nieziemsko! Cena z kosmosu, ale jeżeli trafię na promocję w ich salonie w Warszawie chętnie nabędę kolejne.


4. Żel do mycia twarzy Biolaven - to już drugie opakowanie tego żelu i na pewno nie ostatnie. Mimo intensywnego zapachu - dla mnie jest to zapach soku winogronowego, żel bardzo dobrze myje twarz. Świetnie radzi sobie też z domywaniem pędzli. 

5. Krem do rąk Delawell 50ml - Krem Pielęgnacyjny i Ochronny przeznaczony jest do pielęgnacji domowej lub na koniec zabiegu w gabinecie kosmetycznym. Jego działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybiczne ma zastosowanie u osób narażonych na zakażenia (pracownicy salonu kosmetycznego, fryzjerskiego, służby zdrowia, osoby korzystające z basenu itp.), a także w profilaktyce u osób po leczeniu np. grzybicy. Oprócz działania ochronnego krem posiada właściwości pielęgnacyjne, działając na naskórek odżywczo, regeneracyjne i łagodząco. Krem ten miał bardzo specyficzny zapach, przyjemny, ale specyficzny. Kojarzył mi się z czymś, ale nie mogłam skojarzyć z czym. Krem miałam w torebce, szybko się wchłaniam i dobrze nawilżał. Chętnie do niego wrócę :)

6. L'occitane żel pod prysznic werbena - próbka była dołączona do gazety ELLE. Nie powalił mnie, zapach jednak nie mój, rzadka konsystencja i bardzo wysoka cena pełnowartościowego produktu.


7. Odżywka do rzęs FEG - niby kultowy produkt, zawiera kontrowersyjną substancję Bimatoprost. Miałam do niej trzy podejścia i za każdym razem po jej użyciu moje oczy bardzo mnie piekły. Leżała tak chwilę i postanowiłam, że jednak się jej pozbędę, bo nie będę cierpieć dla rzęs dłuższych o parę mm. Nie kupię!

8. Tusz It's Real Benefit - miniatura tuszu, którą dostałam w pudełku beGlossy. Polubiłam tą maskarę, szczególnie w podróży :) Nie osypywała się i miała wygodną szczoteczkę. Chętnie przygarnęłabym taką miniaturę tego tuszu.

9. Tusz do rzęs Extra Super Lash Waterproof Rimmel - zaczął się już osypywać, więc wyrzucam. Co do efektu to nie był on powalający a szczoteczka nie była moją ulubioną. Nie wrócę do niego.

10. Tusz Kate Moss Rimmel - dostałam od znajomej, niestety strasznie się osypuje i wylatuje. Ma bardzo dziwną szczoteczkę. Nie planuję powrotu do tego tuszu.


Tak prezentują się szczoteczki opisywanych wyżej maskar.


W listopadzie nie zużyłam zawiele próbek. Próbki kremów BB ze Skin79 poszły w ruch oraz krem nawilżający z Norel. Wersja Gold chyba bardziej mi pasuje niż Pink a Norel przyjemnie nawilżył skórę.


Zobaczymy jak wyjdzie denko grudniowe :)

Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger
Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY